Pies w dom

Trudne początki

Psów nienawidziłem jak psów. Jeszcze dwa i pół roku temu uważałem je za stworzenia głupie, bo tylko głupie stworzenie może rzucać się i warczeć na tak słodkiego faceta, jakim byłem. Gdybym mnie na długość ręki dopuścili do wszystkich psów w Polsce to bym wziął i zapierdolił[1]. A potem bez ostrzeżenia zrobiłem coś tak głupiego, że strach. Nawet nie myślałem, po prostu zrobiło mi się psa szkoda. Jakieś dzieci uwiązały swojego kundełe do rozkładanego stojaka przed sklepem. Ja akurat pakowałem się na rower. Wiało, stojak pieprznął o ziemię, pies się wystraszył, zaplątał po maksie w smycz i cały się ze stresu telepał. A ja, zamiast pomyśleć sekundę i odjechać, kucnąłem przy nim i zacząłem go z tej smyczy odplątywać. Powinno się to skończyć dla mnie źle, minimum dziabnięciem, skończyło się zaziomieniem się z kundelkiem i pouczeniu dzieci, że jak nakurwia wichor, to do stojaka psa nie wiążemy.

pies w domu
KTO JEST DOBRYM PIESKIEM?! Fot. Internet
Mniej trudne środki

No przecież, że nie zaprzyjaźniłem się od razu ze wszystkimi psami. Niektóre, głównie te dziwaczne małe pokractwa, dalej się na mnie rzucały i chciały gryźć, te większe warczały, panowało między nami takie porozumienie, że wy sobie coś tam warczycie, ja się do was nie zbliżam[2], wszystko spoko. Aż któregoś dnia, pod innym sklepem, jakiś pies się do mnie uśmiechnął, ja kucnąłem, od podszedł na smyczy, wystraszony lekko, ja wyciągnąłem dłoń (WTF?), on mnie polizał i za chwilę się bawiliśmy.

pies w domu
BAWILIŚMY SIĘ PRZEDNIO! Fot. Internet
Dość łatwe końce

A dalej poszło czołgiem. Zanim się zorientowałem, znałem połowę psów z sąsiedztwa (jeszcze na Pradze), witałem się z nimi, czochrałem je pod sklepami za uszami albo po plecach, one mnie lizały po rękach i jakoś tak zupełnie niepostrzeżenie przestałem się ich bać. Zmienił mi się pewnie od tego zapach, bo coraz więcej psów reagowało na mnie uśmiechem a nie agresją. I jakoś tak nieco ponad rok temu wyszło, że całkiem dobrze się z psami dogaduję, oraz mniej więcej rozpoznaję który chce ze mną rozmawiać, a który niekoniecznie. Ale nie pomyślałem, że kiedykolwiek sobie jakiegoś wezmę.

pies w domu
Tak sobie wyobrażam Polaroidowego Psa. Fot. Internet
Porozmawiajmy o Kev… psie

Nie pamiętam kiedy zaczęły się pierwsze rozmowy o wzięciu psa. Zresztą wszystkie były raczej żartobliwe, bo bądźmy poważni, w domu z dwoma kotami nagle pies? Koty psa się nie bały, bo znały jednego i gdy odwiedzała nas Mucha, wychodziły na dwór i tam hasały do momentu wyjścia gości z domu. Bez strachu. Po prostu wolały dwór…

NIC NAM NIE UDOWODNISZ GRUBY! NIE BOIMY SIĘ WIELKIEGO WŁOCHATEGO POTWOREGO CO TAK DZIWNIE PACHNIE, PO PROSTU WYGODNIEJ NAM U WAS W POKOJU GRUBY. U WAS W POKOJU.

AHYR!

pies w domu
SOON, FILIP. SOON. Fot. M.Cywińska
Risercz jest najważniejszy

Wziąć psa o tak ło to każdy potrafi. Ja nie. Ja robię trzydniowy research gdy potrzebuję kupić nóż za 130 ziko. Tygodniowy w przypadku zakupu zegarka za 440 ziko. Pamiętacie opony zimowe? No właśnie. Nie zrobię niczego poważnego na chybcika, bo bym chyba się udusił. Dlatego psa też musiałem poszukać kompleksowo, i to jedno mi się nie udało. Po krótkich namowach M. dałem komunikat na fejsie, posypały się propozycje, i nie grymasząc przesadnie wybraliśmy Fundację Zwierzęca Polana, która dopasowuje zwierzęta do ludzi. Było mi to bardzo potrzebne, bo to miał być mój pierwszy pies ever. I raczej nie miałem ochoty wziąć jakiegoś ziomka, a potem go oddawać, bo coś tam.

Cześć Filip®

Spotkaliśmy się z Gosią, zrobiła wywiad, opowiedziała nam o psach, które sobie upatrzyliśmy (sorry Rydz, wybacz Fender, nie byliśmy sobie jednak pisani) i zaproponowała innego, trochę skocznego wspinacza. Pojechaliśmy pod Radom obejrzeć typa. Oględziny odbyły się w czasie półtoragodzinnego spaceru, po którym decyzja była w zasadzie formalnością. Filip się nam wszystkim spodobał. Tydzień później przywieźliśmy go na kwadrat.

pies w domu
Ziemia rusza się zdecydowanie za szybko, Tato, przypał! Fot. R.Teklak
Koty

GRUBY, TY TO JESTEŚ JAKIŚ DZIWNY, ŻEBY TAK NA ZAWSZE A NIE NA PÓŁ DNIA PRZYWOZIĆ TO COŚ, ILE TO TUTAJ ZOSTANIE.
Na zawsze.
AHA, JASNE, NA ZAWSZE, GRUBY TY TO ŚMIESZNY JESTEŚ BARDZO, JAK NA ZAWSZE, JAK MY TU JESTEŚMY NA ZAWSZE, TO JAK TO COŚ MA BYĆ NA ZAWSZE.
No, na zawsze.
HAHAHA
HAHA
HA

AHYR!

No dobra, ale co z kotami?

Po tygodniu mamy stan chwiejnej równowagi i pozwalamy wszystkiemu dziać się swoim tempem. Seba ma coraz bardziej na psa wyjebane, bo głód jest silniejszy i do miseczek dojść przecież trzeba. Miluś patrzy na Filipa koso, chodzi trochę sztywno, głównie na niego syczy, na co Filip skamle, no bo tato, tato, dlaczego ten mały nie chce się ze mną pobawić. Dzisiaj Miluś rozjebał się na krześle, Seba stanął przy komodzie, Filip(R) między nimi, i one na niego tak syczały, że się cały zestresował. Powoli odzyskują należne im terytorium, za miesiąc Miluś będzie rządził bratem i Filipem, Seba Filipem, a Filip swoim kojcem.

Dla Filipa cały świat jest wielką zabawką. Filip jest jedną wielką uśmiechniętą psią miłością. Chce koty pokochać i się z nimi bawić. W końcu przełamią lody.

NIE MÓW MI GRUBY CO MAM PRZEŁAMYWAĆ, BO PRZEŁAMAŁEM OSTATNIO SROCE SKRZYDŁA I NIE BYŁA WCALE Z LODU. WIĘC NIE MÓW GŁUPIO, BO PRZEŁAMIĘ NIE LÓD TYLKO MU KRĘGOSŁUP I WTEDY ZOBACZYMY. I NIE SYCZĘ TYLKO ROBIĘ TAKIE HHHHHSSHHHHYYYSHHH

AHYR!

pies w domu
Chyba będziemy ze sobą na zawsze, co nie? Fot. M.Cywińska

PS. Większość pewnie rozpoznaje obrazek wyróżniający, ten niby w nagłówku. Wziąłem go z Futuramy. Imię psa też. Wyjaśniałem to już na fejsie, wrzucę dla porządku i tutaj.

Jako że celowałem raczej w szczeniaka, obmyśliłem mu, tak na wszelki wypadek, bo przecież nie planowałem psa, imię. Pies, którego nie miałem mieć, miał nazywać się Bender. With blackjack and hookers. Wiadomo, Futurama to najlepszy serial świata, więc jak inaczej miałbym nazwać psa, którego zresztą i tak nie miałem w planach, więc cała zabawa w wymyślanie imienia miała walor czysto rozrywkowy.

I nagle mam psa. Który ma na tyle dużo lat, że chyba się przyzwyczaił do imienia, więc nie będę mu go zmieniał na Bender, nie? I trochę szkoda. Ale z drugiej strony tak się szczęśliwie składa, że trzecim najfajnieszym ziomkiem w Futuramie jest Philip J. Fry (po Benderze i Profesorze), a nasz kundel bury ma na imię Filip. Z trzeciej strony chciałbym jednak uhonorować w jakiś sposób najzajebistszego robota ever.

No to dodałem na końcu (R). Mam więc skrzyżowanie Filipa J. Fry’a, Bendera i jeszcze na dodatek mogę dzięki temu (R) na końcu wołać na psa Fliper. No to jak to nie jest duży wygryw, to nie wiem co jest.

[1] Oddychajcie. Cytat.
[2]Opcja niezbliżania się do psów nie ma zastosowania w przypadku najzajebistszego amstaffa świata. Asgard to pies naszego prywatnego Ruska Ozona, i ten pies jest taki fajny, że weź przestań. Nie masz fajniejszego amstaffa nad Asgarda. Nie boję się go zupełnie, wkładałem mu wielokrotnie rękę do paszczy i nic.

Obrazek wyróżniający pochodzi z Futuramy. Wszyscy płakaliśmy.