Ulica Obrońców Monte Cassino im. Oskara Dirlewangera

Zarząd Osiedla Powstańców w Łomiankach chciał dobrze, ale wyszło po polsku, czyli jak zwykle.

Pomysł był niezły – walnijmy na murze otaczającym osiedle, serię murali z jakimiś epizodami powstańczymi, będzie i tematycznie, i ożywimy przestrzeń, coś jak wrzuty na murze otaczającym teren Wyścigów Konnych na Służewcu od strony Puławskiej. Okazji zamalujemy daremne mazajki zrobione przez domorosłych artystów, którzy jak tylko dostaną puszkę farby do ręki zaczynają zachowywać się jak pies na spacerze – na wszystko podnoszą nogę (pozdro serdeczne dla Kraca).

Na nowym muralu pojawił się między innymi obrazek z pomnikiem Małego Powstańca , kotwica Polski Walczącej, biało-czerwona flaga z napisem „Chwała i Cześć Bohaterom” i duży obraz przedstawiający żołnierzy szykujących się do akcji.

Nie wiem jaka była procedura, czy grafik zrobił projekt a Paganini pędzla to odmalował, czy też wszystko zrobiła jedna osoba, dość powiedzieć, że na murze wylądował taki oto malun.

Ulica Obrońców Monte Cassino im. Oskara Dirlewangera
Choć na Tygrysy mają Visy (fot. TVN)

Zasadniczo na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza. Powstańcy jak malowani, przepaska na ramieniu jest, pozycje bojowe, broń mierzy w serce germańskiego, kurwa, oprawcy, niech malują. No i namalowali.

Podejrzenia mógł wzbudzać dziwny mundur pana stojącego na pierwszym planie. Małe czerwone światełko mogło zapalić się na widok czapki. Jakimś tam sygnałem ostrzegawczym był dzierżony przez niego Schmeisser. No ale niczego nie wzbudziło i nie zapaliło.

Po czym, po zatoczeniu efektownej krzywej balistycznej, gówno trafiło w wentylator i obryzgało wszystkich. Dostało się zarządowi osiedla, dostało się artyście, i zupełnie nie wiem dlaczego, dostało się również burmistrzowi Łomianek, zupełnie jakby miał cokolwiek wspólnego z tym niefortunnym muralem. Otóż artysta-metaloplastyk mając do wyboru mnóstwo zdjęć, jak na przykład takie:

Ulica Obrońców Monte Cassino im. Oskara Dirlewangera

Ewentualnie takie:

Ulica Obrońców Monte Cassino im. Oskara Dirlewangera

Albo takie

Ulica Obrońców Monte Cassino im. Oskara Dirlewangera

Wybrał takie:

Ulica Obrońców Monte Cassino im. Oskara Dirlewangera

Przedstawia ono najobrzydliwszą formację Powstania Warszawskiego i jedną z najbardziej parszywych jednostek wojny – brygadę Dirlewangera, odpowiedzialną za zbrodnie przeciwko ludności cywilnej i rzeź Woli. Jak macie odporne żołądki, poczytajcie o ich dokonaniach, jeżeli ruszają was opisy zbydlęcenia przekraczającego wszelkie granice człowieczeństwa, darujcie sobie. Wystarczy, że ja się przez to przebiłem.

Nie ma stuprocentowej pewności, że na zdjęciu są faktycznie Dirlewangerowcy, na pewno jednak nie są to powstańcy. Malowanie murala przedstawiającego siły tłumiące PW jest idiotyzmem, na opisanie którego trochę brakuje słów.

W wyniku solidnego kałszkwału w internetach, zarząd postanowił szybko mural zamalować. Chwali mu się to, że nie mówił, że białe jest czarne, nie trwał w uporze, nie twierdził, że wie lepiej, tylko zamówił kubeł białej farby i malunku już nie ma, została po nim wielka biała plama. Tak trochę nawet symbolicznie się zrobiło.

Ponadto zarząd przeprosił wszystkich, którzy mogli się poczuć dotknięci, wyjaśnił jaki cel im przyświecał  (zadbanie o wspólną przestrzeń) i moim zdaniem jest to sensowne załatwienie sprawy.

Chciałbym natomiast wziąć w obronę nieszczęsnego artystę. Widzicie, nie każdy zna ikonografię Powstania. Niektórych to zszokuje, ale istnieją mieszkańcy Warszawy, którzy zupełnie nie kojarzą zdjęcia przedstawiającego trafienie Prudentialu, będącego, było nie było, jednym z najbardziej rozpoznawalnych zdjęć z Powstania. Dla nich fotka przedstawiająca gości z karabinami, choćby nie wiem jak charakterystyczna, nie porusza żadnej struny i nie wywołuje refleksji „ej, ale oni mają dziwne mundury”. Bidny pacykarz wklepał w googla „powstańcy warszawscy”, wyrzuciło mu serię zdjęć, wybrał jedno, na którym „powstańcy” wyglądają dość bojowo i tak fajnie, i przerobił na mural. Typ nie musiał być wcale paterotą nowego sortu, żołnierzem wyklętym żyjącym prawem wilka, fanem „Ognia”, „Inki” czy „Kurasia”, noszącym ubrania z Red is bad. Miał do zrobienia malunek to zrobił tak, jak umiał najlepiej.

I fakt, że my jesteśmy tacy zajebiści, że od razu rozpoznaliśmy w tym rysunku fragment kadru (to zdjęcie jest bardzo charakterystyczne), absolutnie nic nie znaczy. Ziom popełnił błąd. Na pewno z niedouczenia, być może z powodów artystycznych (to zdjęcie ma piekielnie dobrą kompozycję). Ja tam by się ani na nim, ani na zarządzie nie wyżywał. Zdarza się.

Chociaż oczywiście od samego początku afery pieszczę w głowie myśl, że autor murala postanowił wszystkich strollować i wiedział dokładnie co robi.