What would Brian Boitano do?

Jak wystartował stan wojenny miałem 9 lat, 2 miesiące i 23 dni, więc cokolwiek pamiętam.

Pamiętam mianowicie dziennik w telewizorze, w których miły pan w mundurze opowiadał o tym, jak to mieszkańcy kraju masowo pomagają żołnierzom stojącym przy koksownikach. I przebitka na starą Janinę, która podaje żołnierzom bombonierkę.

Fot. Internet
Tak się prezentowali prezenterzy dziennika. Nie to co teraz. Fot. Internet

Kto wie, może gdyby mnie lepiej i realistyczniej kuszono, to może bym w tę akcję dokarmiania uwierzył. Ale bombonierka? BOMBOKURWANIERKA? Ja do tej pory bombonierkę widziałem raz w życiu, no może dwa, a tu takie dobro luksusowe ktoś komuś obcemu daje o tak o, za darmo? Tego dnia propaganda zjebała, a ja zacząłem kumać, że z tym światem jest coś nie tak, i że ktoś chyba chce mnie oszukać.

Jak już mogłem wychodzić z domu (bo na początku Rodzice jakoś tak nie za chętnie mnie puszczali luzem na miasto, gdzie wojna, wybuchy i pożoga), poszedłem z Matką Czesławą na spacer i w trakcie doszliśmy na skrzyżowanie Okrzei i Mickiewicza. Tam, niedaleko kościoła, ale nie pod samym kościołem (po co prowokować wystraszoną ale nienerwową ludność) stał sobie przy koksowniku patrol wojaków. Młode to było, płoche, ledwo wąs się im pod nosem puszczał.

Najbardziej zapamiętałem dwie rzeczy. To jak oni się trzęśli z zimna (piździło tego roku okrutnie), i to że mieli sorty mundurowe takie niekompletnie zimowe. Znaczy ja wtedy nie wiedziałem co to jest sort mundurowy, i czy letni od zimowego się jakoś różni, ale patrzyłem na kolesi w krótkich kurtkach, część nie miała rękawiczek, inni znowu nie byli w uchankach ale w zwykłych kaszkietach a’la rogatywka, uszy czerwone, regularnie słychać jak trzeszczą na tym mrozie… Widok tych groźnych wojaków spowodował, że mi się ich szkoda zrobiło. Bo ja okutany w trzy warstwy na ludzika Miszlę, a oni się tak telepią, to jak oni mnie będą bronić przed tymi ludźmi z Solidarności, to to chcą podpalać Polskę?

Stan Wojenny,3 maja 1982 r. FOT.Krzysztof Pawela/Forum
Popularna metoda radzenia sobie z podpalaczami. Logiczne. Stan wojenny, 3 maja 1982 r. Fot: Krzysztof Pawela

I tak stałem, przyglądałem się ich broni, bo szybko straciłem zainteresowanie czerwonymi uszami, każdy by stracił gdy przed oczami ma broń, gdy podeszła do nich jakaś kobieta i dała im herby w termosie. Wtedy nie rozumiałem za bardzo o co chodzi z tym wojskiem okupującym mój kraj, bo raczej postrzegałem stan wojenny jako możliwość zobaczenia czołgów (nie zobaczyłem), transporterów opancerzonych (nie zobaczyłem) czy armat (nie zobaczyłem). Dlatego widok pani podchodzącej do dzieciaków, z których każdy mógł być jej synem, nie zdziwił mnie przesadnie. Byłem jednak trochę zawiedziony, że przyniosła tylko termos, bez bombonierki, a nuż zaczęliby częstować czekoladkami? Przy okazji okazało się, że dziennik łgał umiarkowanie. Trochę mnie skonfundowało.

Akcja dokarmiania żołnierzy i pojenia ich gorącym może miała drugie dno (ciężej strzelać do kogoś, kto wczoraj przyniósł ci gorącej kawy), ale dla mnie to był wtedy gest pokazujący, że o taki chuj generale złamiesz naszą solidarność i życzliwość dla innych. I że naturalnym gestem w stosunku do żołnierzyka (inaczej ich nie potrafię nazwać, to były dzieciaki) przymarzniętego do podłoża i łapiącego choć odrobinę ciepła od koksownika, jest podanie mu czegoś gorącego.

Żołnierze nie uwierzyli chyba w historie o tym, że Solidarność chce ich wytruć, i przyjmowali te skromne dary z wdzięcznością. Nikomu się nie przelewało, każdy kombinował, organizował, wyszarpywał towar ze sklepu, a potem przy pomocy piętrowych barterów uzyskiwał upragnioną linkę do sprzęgła czy wózek dziecięcy. Ale i tak w tej wszechogarniającej Polskę chujozie, ludzie nie dali złamać w sobie najprostszych odruchów przyzwoitości. Fajne to dla mnie było. Że stoi sobie armia, która ma mnie bronić przed wywrotowcami z Solidarności opłacanymi sowicie pieniędzmi reakcjonistów z Bonn i CIA, a mieszkańcy Krasnegostawu podchodzą do tej armii i pomagają jak mogą.

Fot. Internet
ZOMO wyglądało tak. Porównajcie sobie z tymi ziomkami, którzy stali 16 grudnia 2016 pod Sejmem. Powinniście zobaczyć różnicę. Fot. Internet

Dlatego mam taką sugestię, żeby w trakcie odbywających się aktualnie protestów, nie krzyczeć na Policję ‚ZOMO’ albo ‚gestapo’ (zwłaszcza, że na razie nie dają powodów do takich epitetów), tylko się spytać, czy mogą przyjąć od nas coś gorącego do picia, albo jakieś jedzenie. My sobie w każdej chwili możemy z takiego protestu wyjść, podskoczyć do knajpy, wypić herbę i wrócić do krzyczenia. Oni takiego luksusu nie mają. To tyle.

Fot. Internet
A tak wyglądało Gestapo. Ponownie, powinniście zobaczyć różnicę. Fot. Internet

I jeszcze takie post scriptum, dopisane przez życie. W 1994 roku stałem w kolejce społecznej po akcje. Pod bankiem na Placu Inwalidów. Jednego dnia mijająca mnie pani warknęła na mnie ‚do pracy by się pan wziął’. Odparłem, że właśnie pracuję, bo za stanie pobierałem tłuściutką pensję. Następnego dnia pani się już do mnie uśmiechnęła. Kolejnego zaczął padać deszcz, moja kurtka utraciła nieprzemakalność po dwóch godzinach, kwiecień wczesny był dokoła, więc przez pozostałe 6 godzin delirycznie się telepałem, bo nie było się gdzie schować. I ta pani znowu mnie minęła, zatrzymała się i spytała czego bym się napił. Palnąłem, że kawy gorzkiej i zapomniałem o temacie. Pół godziny później zeszła z termosem. Tak byłem zdziwiony, że pierwszy kubek prawie wylałem sobie na nogi. Pogadaliśmy jakieś pół godziny o życiu i inwestycjach w akcje. Następnego dnia znowu padało, i znowu dostałem od niej kawy. A potem brałem już zmiany od 22 do 6, i się przestaliśmy spotykać. Fajnie jest dostać od kogoś coś gorącego w sytuacji, gdy masz początki hipotermii.