#metoo

W poniedziałek na fejsie rządził tag #metoo. Mówię rządził i jest mi w chuj smutno. Nie zdawałem sobie bowiem sprawy ze skali problemu wśród znajomych. Zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Słowo ostrzeżenia dla wrażliwych, którzy mi często pod takimi tekstami kiełkują i przychodzą z pretensją. W tekście przeklinam i mówię brzydko o bliźnich. Jeżeli jesteś człowiekiem skromnym i kulturalnym, przestań czytać w tym miejscu. Jeżeli zdecydujesz się czytać dalej, nie przychodź później z płaczem, że wystawiłem ciebie na działanie wulgaryzmów. Tak, wiem że bywam chamski. Tak, wiem że mógłbym pisać ładniej. Nie, nie interesują mnie twoje opinie na mój temat w tych tematach. A teraz do rzeczy.

Dla tych, którzy fejsem gardzą, słowa wyjaśnienia. Wspomnianym tagiem oznaczały się panie, które doświadczyły jakiejś formy molestowania seksualnego. Wiadomość brzmiała tak:

Ja też.
Jeśli wszystkie kobiety, które były kiedyś molestowane seksualnie, napisałyby „Ja też” w statusie, być może ludziom łatwiej przyszłoby zrozumieć, jaką skalę ma to zjawisko (więc kopiuj i wklej, jeśli dotyczy to także i ciebie).
Me too.
If all the women who have been sexually harassed or assaulted wrote »Me too« as a status, we might give people a sense of the magnitude of the problem (copy and paste, if it’s your experience too)!

Niektóre wklejały suchą formułkę. Inne opisywały konkretne sytuacje, i powiem wam, że jak wrażliwy przesadnie nie jestem, to przy niektórych obrzydzenie brało, oszczędzę szczegółów. Jeszcze inne dzieliły się sposobami radzenia sobie z bycia atrakcyjną w jakikolwiek sposób (krótkie włosy, workowate swetry, maskowanie kobiecych kształtów) po to, by iść przez życie w miarę bezpiecznie, część opisywała, jak się broniła przed niechcianymi zalotami (wszystko, łącznie z prętami ze stali zbrojeniowej). Ogólnie jedna wielka, pierdolona kronika zwyrolstwa, które dotyka dziewczynki (tak, tak), dziewczyny i kobiety na każdym kroku.

Z jednej strony poraziła mnie skala problemu, pół walla miałem zajebane tagami, najgorzej. Jeszcze w niedzielę wydawało mi się, że coś tam wiem o skali molestowania w Polsce, teraz mogę sobie powiedzieć ‚you know shit’. Z drugiej, przytłacza ogrom krzywdy, jaki się z tych tekstów wylewał. Niektóre kobiety od 15 lat nie mogą się otrząsnąć i wyszczotkować sobie mózgu ze złogów tego, co je spotkało. I się zastanawiam, jakim trzeba być skurwielem, żeby tak potrzaskać komuś rozwijającą się pewność siebie, atrakcyjność, seksualność i kilka innych rzeczy.

Nie musiałem zastanawiać się długo.

Na scenę bowiem wkroczyli panowie, i zrobili to z typowym dla siebie rozmachem – z fajerwerkami i na pełnej kurwie.

Z początku oczywiście nieśmiało, że jak to tak, dzielić molestowanie na kobiece i męskie, przecież facetów też dotyka. Zupełnie jakby nie potrafili czytać. Zresztą kilku moich znajomych oznaczyło się w ten sposób, nie robiąc z tego powodu zagadnienia, nie zauważyłem też jakichś wściekłych ataków na nich, że zawłaszczają samczo akcję uświadamiającą. No dobra, jeden atak zanotowałem.

Następnie zaczęły się podśmiechujki, że o co wam chodzi, jesteście przewrażliwione, więcej dystansu, jak się na was spojrzymy, to jest oznaka uwielbienia i w ogóle powinnyście być nam wdzięczne, bo to znaczy, że jesteście dla nas atrakcyjne. Klasyczny festiwal bucerii, braku zrozumienia drugiej strony, zerowej a nawet ujemnej empatii i ogólnego samczego posapywania, od którego kobiety mdliło, a mężczyznom dłonie zaciskały się w pięści. Bezrefleksyjna kretyniada bandy chłopaczków.

Potem pojawiły się następne pozycje z klasycznego w takich sytuacjach katalogu chujowych wymówek i pomysłów na rozwiązanie sprawy. Czyli na przykład do mojej koleżanki przylazł jakiś typ i zaczął głęboko rozwodzić się nad tym, że jego kochanie to by takiemu molestatorowi przywaliło w ryj a potem obcasem w słabiznę by go zmacało. Nie, no jasne, świetna rada wujku, pyszna rada. Co jednak w sytuacji, gdy kobieta nie używa przemocy, bo się boi albo nie umie? Co w sytuacji, gdy kobieta użyje przemocy i trafi na ziomka, który nie ma oporów przed oddaniem? Jak groch o ściane ‚dać w ryj, gdzie wasza godność, gdzie wasze poczucie wartości‚. A, no i oczywiście był gotów doradzać wszystkim bezradnym kobitkom, jak mają sobie radzić z molestowaniem werbalnym. Pierdolący te durnoty jest ewidentnym socjopatą, więc tłumaczenie mu czegokolwiek było procesem tak boleśnie trudnym, jak i pozbawionym kompletnie sensu. Obrzydliwy kutasina bez wrażliwości.

Po 13 panowie zaczęli się rozkręcać jeszcze bardziej. 30 lat temu stwierdziłbym, że otworzyli monopole, chłopaki walnęli po haku dla kurażu i poszli wypisywać durnoty w internetach, których rano będą się wstydzić, albo i nie. Ale to nie była kwestia najebania się, tylko badania gruntu – jak daleko mogę się posunąć w byciu durniem. Niepokornym i bezkompromisowym, który wyśmiewa akcję, żeby pokazać, że jest alternatywny i anty. Tutaj też była gradacja chujozy.

A więc obowiązkowy w tych sytuacjach victim blaming, bo to przecież oczywiste, że faceci tacy są i nic się nie da na to poradzić, a ty przestań histeryzować, nic ci od tego nie ubędzie, zresztą nie musiałaś zakładać sukienki z takim dekoltem, gdybyś go nie prowokowała, na pewno by ci nie wsadził ręki w cycki. Albo spuścił się w autobusie na książkę, którą czytałaś.

Trochę umarłem, gdy na sugestię koleżanki, wyrażoną w tych słowach: Może po prostu wystarczy by się powstrzymać od niektórych zachowań i tekstów
kolega Michał zareagował pytaniem: Jakich?

No i co można takiemu powiedzieć, że jak łazisz po internecie i pytasz się, jakich tekstów i zachowań nie uskuteczniać, to prawdopodobnie molestowałeś kobiety, nawet sobie z tego nie zdając sprawy, geniuszu?

Był też oczywiście mansplaining, bo czymże byłyby takie dyskusje bez grupy facetów, którzy tłumaczą kobietom o co tak właściwie chodzi z tym molestowaniem. Skąd baby mają to wiedzieć, nie? Co ciekawe, tępota tych gości była tak wielka, że ani nie widzieli, że robią z siebie pajaców, ani nie dali sobie przetłumaczyć po dobroci, że robią z siebie pajaców. Brnęli, a na próby wyjaśnienia, że robią źle, reagowali coraz większą agresją. No bo jak to tak, nie wszystko kręci się dokoła mojego kutasa? Jak to?

Po 15 był obiad, tempo błaźnienia się panów nieco osłabło, gdyż cukry i węgle weszły motzno. Przetrwali do końca pracy, wsiedli do samochodów, wrócili na kwadrat, pocałowali swoje partnerki/żony/kochanki na powitanie, odpalili kompa i wyluzowali się kompletnie. Mam wrażenie, że po 18 puściły wszelkie hamulce.

Na przykład do jednej ze znajomych przyszedł sympatyczny pan Dominik i zagaił bardzo miło, w taki oto sposób: Z całym szacunkiem dla problemu i współczuciem dla poszkodowanych, ale co teraz jeśli sa takie kobiety które nigdy nie były molestowane? Czy one teraz nie poczuja się mniej atrakcyjne?

Trudno było zatrzymać tę karuzelę śmiechu, zwłaszcza gdy pojawił się kolejny sympatyczny chłopiec i zalecił wszystkim babom ze wściczem macicy, żeby zachowały dystans. Gdy zawtórował mu śmieszek Mihu, przemiły na pewno na co dzień fotograf, który rzucił dowcipnie Eeee tam… „Być molestowaną…” Dużo gorzej być narkomanką!, ledwo wytrzymałem i gdyby nie moje stalowe mięśnie brzucha, już bym nie żył. Wiecie, pierdolnęłoby mi wszystko w środku od śmiechu.

Pojawili się też kolesie w czapeczkach z folii aluminiowej, którzy zwęszyli spisek i zarzucili kobietom uleganie modzie z zagranico, gdyż jak wszyscy doskonale wiemy w Polsce molestowania nie było, nie ma i nigdy nie będzie, gdyż szacunek dla kobiet wysysamy z mlekiem matki. Ci bardziej radykalni, w czapeczkach z dwóch warstw i z bardzo konserwatywnym światopoglądem, zaczęli szlochać pod niebiosa, że jedna baba drugiej babie wmówiła, że komplement na temat nóg to też molestowanie i niedługo nie będzie można powiedzieć paniom już żadnego miłego słowa. Nic, pustka, zero pola do manewru dla prawdziwie szarmanckiego, przedwojennego dżentelmena, sic acan zawżdy!

Pojawili się wystraszeni. Jak to tak?! Nie będzie się już można pozalecać do kobiet, bo dojebią trzy roki bez zawiasu za molestowanie. Ród ludzki wymrze przez te jebane histeryczki i pierdolone feministki.

(wiem, że niektórym trudno w to uwierzyć, ale niczego nie zmyślam, wszystko to przeczytałem wczoraj w komentarzach u moich znajomych, może poza niektórymi epitetami, bo feministki raczej były włochate niż pierdolone)

Od czasu do czasu pojawiali się zagubieni w akcji, którzy wprowadzali odrobinę folkloru. Ot, choćby takimi komciami z dupy, jak ten: takie akcje sluza tylko temu, zeby ktos sie poczul lepiej „cos zrobilem przeciez”.

Co dokładnie ktoś zrobił, by poczuć się lepiej, pozostaje słodką tajemnicą sympatycznego Bartosza, który nie ogarniał zbyt dobrze rzeczywistości. Zresztą Bartosz zaplątał się również do sąsiedniego wątku, w którym rzucał takimi perłami mądrości:
To może od razu niech powiedzą, że jest to lub nie jest molestowanie – w zależności kto się uśmiecha 🙂

Gdy kilka osób zwróciło mu uwagę, że pierdoli od rzeczy (ale kulturalnie, to byli mili ludzie, a nie ja), Bartosz się spiął i odwinął następująco:
No i już widzę, o co chodzi: o kolejny pretekst, żeby się wywyższyć nad innymi, pokazać komuś że nie spełnia standardów klasy uprzywilejowanej, zapluwającej się swoim poczuciem wyższości. Pierdolę was wszystkich, serdecznie i entuzjastycznie.

Podzielić się mądrościami przyszedł też domorosły filozof, bezkompromisowy kolega Ernest, który w pogardzie ma pedałów galopujących na białych konikach na ratunek marksistkom. Sorry, nie potrafie tego syntetycznie streścić, przeczytajcie sami:
Nic tak nie trywializuje napaści seksualnej jak różnego rodzaju egocentryczne marksistki małpujące celebrytki i nie znoszące innej opini bo muh feelings. Dorzućmy do tego białorycerskie spierdoliny i mamy kolejną dramę pt. „problemy pierwszego świata”. „Fart rape”, „mansplaining” to jest maksimum wysrywów lewackiego intelektu. Aha, no i oczywiście media i rządy zajmują się tylko zadowalaniem kobiet (tzw. równo uprawnienie), te ciągle są wystraszone i boją się o włąsne życie, mimo iż statystyki mówią że to raczej mężczyzna zostanie napadnięty. No ale w Orwellowskim świecie, w którym moralność i prawda są relatywne a subiektywne odczucia są traktowane z powagą, nie ma co liczyć na rozum i godność człowieka. Moja dobra rada, jeśli jesteś niezależnie od płci ofiarą napaść – zgłoś to na policję, od tego jest prawo aby przestępców puszkować i nie mam tu dla nich cienia litości.

A na końcu pojawił się Paweł, którego nazwę ochłapem ludzkim, i zakończył dla mnie wszystko swoim bezdusznym skurwysyństwem:

A jeśli niektóre dołączyły dlatego, że to teraz trendi?
„W sumie to nigdy się nic nie stało, ale pamiętam jak się na mnie patrzył żul w autobusie, na pewno miał sprośne myśli. Wrzucę hasztaga, bo wszyscy wrzucają.”

Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem, jak można tak zbagatelizować, wyśmiać i wytaplać w gnoju czyjąś krzywdę.

O prymitywach zbyt nieskomplikowanych, by napisać coś ponad ‚durne feministki, was trzeba porządnie wyruchać’, nie będę tutaj mówił, bo nie ma o czym mówić. Przecież w tym kraju kobietę się szanuje, a takie teksty zarezerwowane są wyłącznie dla głupich kurew, dziwek, szmat i wszystkich tych pojebanych, włochatych babochłopów. Na pewno zaś tak bym nigdy nie odezwał się do porządnej dziewczyny, no przecież wszyscy mnie znają, kultura cechuje mnie od małego.

Choćbym nie wiem, jak się starał, nie jestem w stanie wrzucić tutaj wszystkich wykwitów mądrości wyprodukowanych przez nie mających sobie niczego do zarzucenia facetów. No bo przecież wiadomo, że nikt nie molestuje ich matek, sióstr, sąsiadek, koleżanek z pracy, dziewczyn, córek czy żon. One są porządne a nie od dzisiaj wiadomo, że ofiarą molestowania padają wyłącznie dziewczyny i kobiety kobiety nieporządne, wyzywająco ubrane, prowokujące, w krótkich sukienkach i z głęboko wyciętymi dekoltami. A więc na pewno nie nie ich matki, żony, kochanki i córki. Musieli się mocno zdziwić, że molestowanie nie jest zarezerwowane dla „łatwych dziewczyn, dziwek i szmat”. Pewnie stąd to zaczadzone oszołomienie.

Ogólnie wczoraj i przedwczoraj odjebał się jeden gigantyczny rzyg. Dla mnie dodatkowo spotęgowany moją przeszłością.

Bo widzicie, sam też mogę śmiało użyć hasztaga #metoo. Tylko wstyd się przyznać, z tej drugiej strony, więc raczej #ididit. W moim okresie imprezowo-alkoholowym, trwającym dobre 10 lat, robiłem rzeczy dalece wykraczające poza strefę komfortu kobiet, które padały obiektem mojego zainteresowania. Nie wszystkie, rzecz jasna to spotkało, bo nie jestem aż tak pojebany. Ale już jedna to było za dużo.

Teksty, które mogły wydać się szarmanckie wyłącznie upitemu chujowym piwem i krwawym zwycięstwem Wikingowi, który tylko zgwałcił werbalnie. A mógł zabić.

Zaloty, które mogły wydać się szarmanckie wyłącznie upitemu chujowym bimbrem i krwawym zwycięstwem żołnierzowi Armii Czerwonej, który dotyka niekoniecznie tam, gdzie powinien. A mógł zabić.

Awanse, które mogły wydać się szarmanckie wyłącznie upitemu dobrym alkoholem i imprezą firmową koledze z pracy, który robi rzeczy, których raczej robić nie powinien.

Szybkie ręce, których ruchliwość mogła zaimponować wyłącznie iluzjonistom i żonglerom, a nie kobietom, które tej ruchliwości z mojej strony zaznały.

I wiele, wiele innych, o których nie będę opowiadał, bo się tego wstydzę i wstydzić będę po kres dni. Brałem nie licząc się z długiem, bo nie sądziłem, że kiedyś przyjdzie go spłacać. Wszak planowałem życie pełne uciech, kobiet, alkoholu i braku wyrzutów sumienia, dlaczego miałbym się przejmować czymkolwiek?

Jakiś czas temu wyjąłem głowę z dupy i zdałem sobie sprawę z dwóch rzeczy: muszę w końcu wyjść z tej imprezy i pora najwyższa przestać krzywdzić innych. Jakoś się udało i jedno, i drugie. Wstyd, ponieważ jestem odpowiedzialny za kilka postów okraszonych tym tagiem. Zadośćuczynić nie potrafię, mogę jedynie przeprosić.

Stąd moja rada dla młodszych, dla których jest jeszcze nadzieja. Zanim zadziałacie coś z kobietą, pomyślcie sobie, czy czulibyście się komfortowo gdybyście to wy byli na jej miejscu, ale wszystko działoby się w więzieniu San Quentin. Na odludnym kawałku spacerniaka.

PS Właśnie przeczytałem u koleżanki coś takiego:
I nie mam na myśli „tylko” głupich komentarzy, zaczepek, czy dosłownych propozycji, które są często bardzo obrzydliwe. I nawet nie mam na myśli „tylko” bycia łapaną za tyłek, biust czy inne prywatne miejsca, co niestety wydaje się być niczym szczególnym, bo zdarza się tak często i tak wielu osobom.

No więc to przekonuje mnie ostatecznie, że problem molestowania w tym kraju szczególnie ukochanym przez boga nie istnieje i nigdy nie istniał.

Z tą myślą pozostawiam i przepraszam za chaotyczny wpis. Wkurwiłem się.