Gdzie jest ser?

Witam w kolejnej odsłonie kuchni confusion, i muszę powiedzieć, że tym razem konfuzja była faktycznie wielka. Dostałem link do sernika dietetycznego, w wydaniu fit, fat free, bez sera, i bez kalorii. Porcja stugramowa (słownie: 100 gramów) zawiera 72 kcal, co jak na ciasto jest wynikiem wręcz śmiesznym. Śmieszny jest też brak sera w serniku. A najśmieszniejszy jest stopień trudności prac kuchennych, gdyż taki sernik bez kalorii może zrobić każdy.

Najbardziej skomplikowanym produktem, jakiego będziemy potrzebować są otręby, reszta pewnie jest w każdym domu.

Składniki są przewidziane na tortownicę o średnicy 21 centymetrów. O tym, jak odmierzyć 21 centymetrów nie będę mówił, bo jak powiedziałem o tym w innym miejscu, to się do tej pory rumienię. Państwo sobie radzą sami.

Spód
6 łyżek otrębów owsianych
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3 żółtka
1 łyżka brązowego cukru
1 łyżeczka cukru waniliowego, można też walnąć 10 kropli zaprawy w płynie. Nie wiem czy to adekwatna ilość, lałem na oko.
4 łyżki mleka

Masa
2 duże jogurty naturalne (po 400g)
4 białka
1/2 szklanki brązowego cukru
2 budynie śmietankowe w proszku
szczypta soli

Co do masy, to mam uwagę. W oryginale przepis był na sernik w wydaniu dietetycznym. Od razu wam mówię, że sernik w wersji dietetycznej jest taki sobie. Znaczy spód spoko, sama konsystencja ciasta jak w ptasim mleczku, i w ogóle jest nieźle optycznie. Ale smak jakiś taki nijaki. Dlatego, po zebraniu opinii zwrotnych od piątki testerów, sugeruję zwiększenie ilości zapodanego cukru do co najmniej jednej szklanki. Bo kalorie kaloriami, ale smak też jest ważny. Ja na przykład w następnej iteracji, mam zamiar dosłodzić masę miodem, oraz dodać soku z cytryny.

A teraz robimy.

Tortownicę o średnicy 21 centymetrów, które sobie odmierzcie we własnym zakresie, trzeba wyłożyć papierem do pieczenia. Oczywiście rozdarłem przy upychaniu. Nie rozdzierać, bo się potem rozlewa i brudzi blachę.
Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Temperaturę sprawdzamy na wyświetlaczu, a nie ręką.
Wszystkie składniki spodu wrzucić do miski, wymieszać dokładnie łyżką, wylać na ten niepodarty papier, piec przez 10 minut.

W czasie gdy spód nam się piecze, przygotujemy masę zasadniczą. Bierzemy większą miskę, mikser, i ubijamy białka ze szczyptą soli na sztywno. Na sztywno oznacza, że nie wypadają nam z miski, ale nie odwracajcie jej koniecznie do góry nogami, bo to bez sensu, i jak nie jest do końca na sztywno, to trzeba zbierać białko z blatu. Nie należy też młócić za długo, bo jak się białko ubija za długo, to ono potrafi rozbić się na frakcje, i otrzymujemy jakieś białe, mętne coś, i lejącą się pianę, która nie nadaje się do niczego. Udało nam się tak kiedyś zrobić, jak biliśmy białka na bezy. Ale to było za komuny, więc może teraz jajka są lepsze.

Gdy ubijemy pianę na sztywno, dodajemy powoli cukier. Piana wyraźnie zbrązowieje, bo cukier brązowy. Następnie powolutku sypiemy budyń. Piana lekko zgęstnieje. Na koniec dodajemy jogurty. Piana zrzednie. Nie dajemy faka, tak ma być.

Nasz spód powinien akurat się upiec. Wyjmujemy tortownicę z piekarnika, uważamy na lewy palec wskazujący, bo oparzenia fatalnie się goją, staramy się też, żeby papier nie dotykał ścianek albo góry piekarnika, bo zjarany pergamin śmierdzi. W zasadzie przed pieczeniem spodu, najlepiej go przystrzyc, żeby nie sterczał na boki i wzwyż.

Jak już ogarniemy trudne sprawy, wlewamy masę na upieczony spód, wrzucamy do piekarnika na 50 minut, i czekamy na sukces.

GRUBY! GRUBY! CO DZISIAJ ROBISZ BEZ SENSU Z TEGO GĘSTEGO MLEKA? BEZ MIĘSA? TYLKO GĘSTE MLEKO? PIECZONE GĘSTE MLEKO? JESTEŚ GŁUPSZY NIŻ CHUDE GOŁĘBIE Z DRZEWA, POCZEKAJ, PRZYNIOSĘ CI COŚ Z DWORU, BO UMRZESZ Z GŁODU SZYBKO, GRUBY NIE UMIERAJ, BO KTO MI BĘDZIE DAWAŁ TO PYSZNE Z BIAŁEGO WIADRA, GRUBY NO WEŹ NIE GIŃ!

fot. M.Cywińska
fot. M.Cywińska

Przyniósł martwego wróbla. Zdjęć nie zrobiliśmy, zbyt drastyczne widoki.

Po pięćdziesięciu minutach wyłączamy piekarnik, otwieramy i o ja pierdolę, jak to wyrosło, że aż wyszło z tortownicy. Nie znam się, więc zacząłem kląć głośno, a potem kombinować, że trzeba będzie wyciąć kawałek ze środka. Kuchnia confusion w pełnej krasie.

Uczcie się na moich frustracjach, nie panikujemy, wyłączamy piekarnik, uchylamy drzwiczki, i zostawiamy tortownicę wewnątrz. Po kilku minutach ciasto opadnie. Niech sobie stygnie, my w tym czasie zrobimy improwizowaną polewę czekoladową, która mi nie wyszła (pewnie czekolada się zwarzyła), i dlatego mój sernik wygląda, jakby był oblany gównem z makiem.

fot. M.Cywińska

Polewę zrobiłem z połowy kostki czekolady gorzkiej Wedla, niecałej łyżki masła, i mleka, bo śmietanki nie miałem. Roztopiłem to wszystko na małym gazie, zrobił się jakiś farfocel, rozmazałem to po szczycie ciasta, które było gładkie, czekolada nie chciała się przylepiać, do tego miała konsystencję kawioru, no i efekt jest taki, jak na zdjęciu. Jak ja sobie wymyśliłem, że pół kostki czekolady wystarczy również na boki sernika, nie wie nikt.

Polewę fachową robi się w sposób następujący. Bierzemy duży garnek, nalewamy do niego gorącej wody, gotujemy. Wkładamy do środka trochę mniejszy garnek, uzyskujemy w ten sposób kąpiel wodną, dzięki czemu nie spalimy niczego. Wrzucamy do mniejszego garnka 200 gramów czekolady, 50 gramów masła, oraz 50 gramów śmietany kremówki, rozpuszczamy to wszystko, po czym wylewamy na ciasto. Powinno ładnie rozlać się na szczycie, i aligancko spłynąć na boki. Obiecuję, że następny wypiek nie będzie improwizacją na stopro, i że zrobię go zgodnie ze wszystkimi regułami sztuki.

Gratulacje. Właśnie zrobiliście swój pierwszy sernik bez sera.

GRUBY, WYRZUĆ TO GĘSTE MLEKO I ZJEDZ WRÓBLA CHUDEGO.

fot. M.Cywińska
fot. M.Cywińska