Pierwszy rok z psem – żyjemy!

Fot. M.Cywińska

Rok i tydzień temu byliśmy na pierwszym spacerze. Rok temu przyjechał do nas.

Z tego co pamiętam, nasze narady pospacerowe nie były jakieś długie. Owszem, wyraziliśmy między sobą zdziwienie, że na zdjęciach był mniejszy i jakiś taki bardziej kanapowy, ale po pierwszym spacerze byliśmy na Filipa zdecydowani.

Trochę miałem tremę, jak z Młodym jechaliśmy po psa, bo to wiadomo – obce ciało na pokładzie, nie wiadomo, jak zareaguje na jazdę, czy będzie szalał, czy go będę musiał morderczym wenusjańskim chwytem przydusić do siedzenia i złamać mu kręgosłup. Wiecie, typowe rozterki człowieka, który w życiu nie miał psa i wydaje mu się, że ich, tych psów niby, ulubioną zabawą jest zagryzanie właścicieli we śnie.

Droga spod radomskiej wsi była pełna przygód i psich straszków, no bo przecież zabierają mnie, ale pół litra śliny na szybach i kilogram sierści na siedzeniu i na mnie później, dojechaliśmy do domu.

Fot. M.Cywińska
Pierwsze kroki na nowym kwadracie. GRUBY, DZIE MNIE PRZYWIOZŁEŚ, TU TERAZ BĘDĘ? (fot. M.Cywińska)

Pierwsze tygodnie Filip spędził w Guantanamo, bo dostaliśmy zalecenie, żeby trzymać go w klatce, ale tylko na początku wyglądał na zasmutkowanego. Potem, jak mu tę klatkę ogaciłem kocem, dzięki czemu zyskał „ścianki” i miał kryty tył i bok, zaczął ją traktować jak dom a nie więzienie.

Jeszcze jedno słowo na temat tego, jak nam się Filip zaprezentował po wejściu do domu. Oczywiście ucieszył się, jak już skumał, że tutaj teraz będzie mieszkał. Roztaczał dokoła siebie dyskretny zapach kiełbasy wędzonej gorącym dymem, bo jako lepszy cwaniak w domu tymczasowym wyżebrał sobie miejsce obok pieca. Więc nie dość, że pachniał jak kiełba, to jeszcze był cały w tłustej sadzy.

Pierwszy rok z psem Filipem
To nie była moja łapa, proszę sądu ostatecznego (fot. M. Cywińska)

I jak go umyliśmy pierwszy raz (po epickim boju), to wystraszyłem się, że pastowanego kabana nam dali. Otóż cały barwnik zszedł z Filipa, i zamiast typowego psa marki Cygan, uzyskaliśmy jakiegoś podpalanego Burka. Filip odbarwił się tak, że byłem przekonany, że kupiłem jakiś zjebany szampon, który najpierw zmył z niego kolor, a za chwilę pozbawi psa skóry. Przy zachowaniu proporcji wiem, co czują rodzice, jak mają pierwsze dziecko. Chaos, panika i nikt nic, kurwa, nie czai.

Na szczęście Filip jest psem bezproblemowym i miał w dupie to, że zmył się z niego kolor. Pół godziny po wyschnięciu, ponownie bryzgał entuzjazmem i miłością.

Pierwszy rok z psem Filipem
Tak wyglądały nasze koty gdy zorientowały się, że pies zostaje w domu. Był przypau (fot. M.Cywińska)

Oczywiście nie tylko koloru go pozbawiłem. Filip okrutnie pylił, sierść wychodziła z niego garściami, mieszkanie przypominało legowisko Szeloby, wszędzie w powietrzu unosiły się kłaki. Swoje dołożyły też koty. Słyszałem coś o Terminatorze, czy tam Furmicośtam, ale nie będę płacił stówki za zgrzebło. Po dających mi wiele radości, ale i rozczarowań próbach wyczesania go zwykłymi szczotkami, wyplułem w promce siedem dyszek i kupiłem najlepszy wynalazek świata. Po pierwszym użyciu mogłem z pozyskanej wełny, czy co tam z Filipa zdrapałem, ulepić sobie nowego, trochę tylko mniejszego psa. I głupi byłem, że nie ulepiłem, Filip miałby się z kim bawić, bo do dzisiaj koty go olewają i nie chcą wspólnie z nim pląsać po kwadracie.

Po lekko traumatycznych początkach (koty się na tydzień wyprowadziły z domu), zaczęło się wszystko układać. Nas Filip pokochał od razu, całą ludzkość trzy sekundy później. Przez trzy miesiące chodził i płakał, że Seba z Milusiem nie chcą się z nim bawić, potem zrozumiał, że owszem, jesteś w naszym stadzie, ale między nami kosa a nie przyjaźń i uważaj we śnie. Koty do dzisiaj nie lubią zalotów Filipa, Filip z tego powodu cierpi niewymowne katusze.

Pierwszy rok z psem Filipem
CO ŻEŚ GRUBY ZROBIŁ, CO TO LEŻY NA TOBIE NA MOJEJ KANAPIE, GRUBY MÓW OD RAZU (fot. M.Cywińska)

Poza tym jest psem do rany przyłóż, kocha wszystko i wszystkich (najbardziej jedzenie z trawnika, im obrzydliwsze, tym lepsze) i nie rozumiem, jak mogłem przeżyć 44 lata bez niego. To bez sensu.

4 myśli na temat “Pierwszy rok z psem – żyjemy!”

  1. Pozdro od Kramera, kundla ze schroniska kochającego cały świat, szczególnie nowych właścicieli, a zwłaszcza dziecko które rozrzuca jedzenie.

  2. 20 lat temu….psiarz to głupol i ma syf w domu. 19 lat temu – na Paluchu jest wyżeł – a to wezmę Ją. Nie dadzą mi bo chora. Że jak? że nie dadzą? dali po 2 dniach. Chora – nosówka, kaszel kenelowy, trzecia powieka. Dr Artur Dobrzański wyleczył ją – po 3 miesiącach. Po 2 latach żałoba. Pepsi umarła. Do domu zawitała Ofra – też wyżeł. Na kanapie prezentowała się wybornie. Kiedy wypadł Jej krąg spaliśmy przy klatce. Żeby nie była sama sprowadziłam do domu sznaucerkę (rodziła w hodowli). Ofra umarła. W domu rządzi Juma…. oby jak najdłużej. Kupujemy, adoptujemy psa. Kupujemy obrożę, smycz i co tam trzeba i bardzo często dostajemy kota.
    Kota na punkcie własnego psa.

  3. Już Pana lubię, bo tekst fajny, a Filip cudny. Z moim Dagiem- dobermanem przeogromnego serca, też mieliśmy wspólny materac na podłodze, kiedy biedaczek był po narkozie ( pies, nie materac). Będę czekała na wieści, co też słychać u Was 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *