Oink oink oink

Nie że jakoś kocham dziki miłością szaloną, ale pomysł wystrzelania 210 tys. sztuk wydał mi się nieco ekscentryczny. Zwłaszcza, że PZŁ ocenia populację dzików na 215 tysi, co oznacza, że to nie polowanie, nie obława, nie łów, lecz planowe niszczenie gatunku.
 
Co się w sumie zgadza, gdyż tęgie umysły z ministerstwa tego i owego wykombinowały, że jak się odjebie większość dzików w Polsce, świnie przestaną zapadać na ASF, czyli afrykański pomór świń. No dobra, ale co właściwie mają wspólnego dziki z zapadaniem świń na African Swine Fever?
 
W sumie nie zdziwiłem się bardzo, że elementem wspólnym dla chorych dzików i chorych świń jest wyłącznie człowiek. I to właśnie przez totalną wyjebkę polskich hodowców i polskich celników, głowę dadzą polskie dziki. Sprawa mianowicie wygląda tak.
 
Za ochronę hodowli przed pomorem odpowiada właściciel gospodarstwa i głównie od niego zależy, czy będzie miał problem i zacznie krzyczeć „wybić te kurwy zębate, dziki”, czy problemu mieć nie będzie. Za rozwlekanie wirusa na duże odległości odpowiadają ludzie nie dziki. I ogólnie, jako gatunek, dajemy dupy tak, że strach.
 
Hodowca/rolnik może ochronić swoje stado, stosując się do zasad ochrony przed ASF. Konieczne jest przestrzeganie bioasekuracji, i ja wam szybciutko wymienię niektóre z zaleceń.
 
Można zabezpieczyć gospodarstwo świniowe podwójnym ogrodzeniem, na podmurówce, minimum 1,5 metra wysokości. Trzeba ograniczyć możliwość wchodzenia na fermę. Wchodzący powinni umówić się wcześniej, wziąć prysznic, ubrać się w ubranie z fermy, zaparkować w odpowiednim miejscu i unikać bezpośredniego kontaktu ze świniami.
Trzeba wprowadzić program zwalczania gryzoni i zabezpieczyć tak zwaną szczuroszczelność, czyli tak wykończyć i przystosować budynki fermy, żeby gryzonie nie miały jak wejść. Okresowa dezynsekcja. Zabezpieczenie budynku przed dostępem zwierząt domowych. Utrzymywanie świń w pomieszczeniach zamkniętych. Prowadzenie rejestru samochodów do transportu świń wjeżdżających na teren gospodarstwa. Prowadzenie rejestru wejść osób do pomieszczeń ze zwierzętami. Jednym słowem dużo zawracania dupy.
 
No i takie drobiazgi jak wdrożenie programu czyszczenia i dezynfekcji pomieszczeń gospodarczych oraz sprzętu mającego kontakt ze zwierzętami. Na koniec wreszcie trzeba czyścić ubranie i gumiaki, w którym się wchodzi na fermę. A najlepiej to się przebrać, o czym wspomniałem wcześniej.
 
Widzicie ile tego? Sporo. A wiecie, z czym te wszystkie czynności się wiążą? Z kosztami. A przecież rolnicy i hodowcy u nas biedni, ledwo wiążą koniec z końcem, szczawiu jeno skubną, wodą źródlaną popiją, na przednówku łobodę jedzą. No to skąd oni mają brać pinionc na takie inwestycje?
 
Zresztą, kto zechce w tym kraju popełnić polityczne samobójstwo i powie rolnikom i hodowcom, żeby sami się zabezpieczyli przed ASF? Cimoszewicz powiedział, zgodnie zresztą z prawdą, że przed skutkami powodzi rolnicy powinni się ubezpieczyć, i co go spotkało? No, ja pamiętam, a wy poczytajcie.
 
Wspomniałem też o celnikach, którzy pozwalają wwozić trefną trzodę z Ukrainy czy z Rosji. No i co teraz? Ktoś ma stać nad nimi i pilnować, żeby nie wpuszczali? Przecież to kosztuje. A skąd na to brać?
 
Więc łatwiej odjebać prawie całe pogłowie dzików.
 
Warto tutaj wspomnieć słowa ministra środowiska, który powiedział, że PZŁ chuja wie, że on nie wierzy w liczenia dzików odbywające się w Polsce, i że dzików może być od 200 do nawet 500 tys.
 
Ja bez kozery powiem milion dwieście, bo mi tak wyszło z estymacji. Kiedyś na Białołęce widziałem 20 dzików na 50 metrach kwadratowych, poodliczałem różne tereny zielone, rzeki, stawy i jeziore, pomnożyłem, podzieliłem, i wyszło mi, że w kraju mamy 1 247 552 dziki. Moja liczba jest lepsza, bo dokładna a nie jakoś brzydko zaokrąglona.
 
Minister powiedział też, że sama bioasekuracja nie wystarczy, i że wirusa należy eliminować z przyrody.
 
No to ja życzę powodzenia. I pozwólcie, że zacytuję tutaj profesora doktora habilitowanego Zygmunta Pejsaka, który o takie rzeczy wypisuje w internetach:
Wirus ASF jest wyjątkowo oporny na działanie czynników środowiskowych i ma następującą przeżywalność:
 
w glebie zanieczyszczonej zakażoną krwią (a tego będzie na megatony) – kilka miesięcy
w śledzionie zakopanej w ziemi – 280 dni
w kojcach, w których przebywały świnie – 4 miesiące
we krwi w 4 stopniach C – do 18 miesięcy
wirus wytrzymuje przedział pH – od 4 do 13, co oznacza od dołu piwo, ale od góry już wodorotlenek sodu. Jasne, przeżywalność liczy się w minutach, ale jednak
w wędlinach dojrzewających – 300 dni
w mięsie zamrożonym – do 15 lat
W zasadzie, żeby tego gnoja zabić, trzeba przez minutę gotować mięso w temperaturze 80 stopni. Odporna, zjadliwa menda.
 
Oszczędzę wam opisu procedur dezynfekcyjnych po zakażonych sztukach, ale w grę wchodzi podchloryn sodu i wapnia, soda kaustyczna, kwas solny czy pary formaldehydu. Wiara w to, że myśliwi nie rozwleką wirusa jeszcze bardziej jakoś nie ma do mnie przystępu.
 
Właśnie, skoro jesteśmy przy myśliwych. Pomimo tego, że za loszkę państwo płaci 650 ziko brutto a za pozostałe sztuki 300, podobno łowcy wielcy koronni wcale nie palą się do tej masowej egzekucji, gdyż strzelanie do ciężarnych loszek uznają za pierdolone barbarzyństwo.
 
PZŁ twierdzi, że wszystko idzie zgodnie z planem, realizowane są plany łowieckie, masowy odstrzał nie zagraża pogłowiu dzików, bo one się mnożą jak króliki, i że cel przewidujący ograniczenie populacji dzika do poziomu 0,1 osobnika/km2 jest realizowany bez przeszkód. Jednym słowem tip-top.
 
Czytałem różne opinie, jedni twierdzą, że zniesienie ograniczeń sezonowych i zezwolenie na wykorzystanie noktowizji w polowaniach to przejaw kompletnego zbydlęcenia ludzi z ministerstwa. Drudzy mówią, że tylko nokto i miotacze ognia zatrzymają triumfalny pochód ASF nad Atlantyk. Banda stetryczałych profesorów i doktorów, co to w życiu w lesie ze sztucerem nie była twierdzi, że możemy strzelać do usranej śmierci i nic to nie da bez bioasekuracji. Możemy poczytać raport NIK, gdzie stoi jak byk, że skoro 74 proc. gospodarstw w Polsce północno-wschodniej nie wprowadziło niezbędnych zabezpieczeń zgodnych z zasadami bioasekuracji, to cały misterny plan w pizdu. I że hodowla przyzagrodowa niweczy go jeszcze bardziej, nie mówiąc o nielegalnych handlu świniami pochodzącymi z terenów ognisk ASF. I tak dalej, i tym podobne.
 
No więc ja, po przeryciu się przez te materiały, utwierdziłem się jeszcze bardziej w przekonaniu, że rządzą nami idioci. I to tacy po nastajaszczy horror szoł tępi, że całujta mnie w żopsko.
 
I cały ten szajs.
 
Dobranoc państwu.

4 myśli na temat “Oink oink oink”

  1. Pełna zgoda co do tego, że Polską rządzą idioci. Ale niestety problem który opisałeś nie dotyczy wyłącznie Polski. W Niemczech chcą odstrzelić 70% populacji dzików. Podobne żądania stawiane są w Belgii. W Wielkiej Brytanii od wielu lat na życzenie hodowców bydła (i również zlewając opinie ekspertów) rząd morduje borsuki. W USA farmerzy chcą wystrzelać wilki i nieustannie lobbują o wyjęcie ich spod ochrony.

    Co jest wspólnym mianownikiem tego wszystkiego? Nie rządy PiS. Wspólnym mianownikiem jest przemysł hodowli zwierząt na mięso. Każdym kęsem wcinanego hamburgera wspierasz kolesi, którzy dla kasy trzymają miliony zwierząt hodowlanych w fatalnych warunkach, a na domiar złego chcą również wystrzelać te dzikie.

  2. Ogólnie zgoda, małe sprostowanko do „Cimoszewicz powiedział, zgodnie zresztą z prawdą, że przed skutkami powodzi rolnicy powinni się ubezpieczyć” – no więc często nie mogli, bo na terenach zalewowych gospodarstwa są praktycznie nieubezpieczalne. Oczywiście, można by argumentować, że w takim razie nie powinni się budować, albo wyprowadzić. Ale to tak łatwo powiedzieć jak się jest daleko. W zasadzie np. całe Los Angeles powinno się wyprowadzić ze względu na wiadomy uskok. Istnieją silne mechanizmy wyparcia. To rządzący (znów) powinni zadbać o odpowiednie ograniczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *