#metoo

W poniedziałek na fejsie rządził tag #metoo. Mówię rządził i jest mi w chuj smutno. Nie zdawałem sobie bowiem sprawy ze skali problemu wśród znajomych. Zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Słowo ostrzeżenia dla wrażliwych, którzy mi często pod takimi tekstami kiełkują i przychodzą z pretensją. W tekście przeklinam i mówię brzydko o bliźnich. Jeżeli jesteś człowiekiem skromnym i kulturalnym, przestań czytać w tym miejscu. Jeżeli zdecydujesz się czytać dalej, nie przychodź później z płaczem, że wystawiłem ciebie na działanie wulgaryzmów. Tak, wiem że bywam chamski. Tak, wiem że mógłbym pisać ładniej. Nie, nie interesują mnie twoje opinie na mój temat w tych tematach. A teraz do rzeczy.

Dla tych, którzy fejsem gardzą, słowa wyjaśnienia. Wspomnianym tagiem oznaczały się panie, które doświadczyły jakiejś formy molestowania seksualnego. Wiadomość brzmiała tak:

Ja też.
Jeśli wszystkie kobiety, które były kiedyś molestowane seksualnie, napisałyby „Ja też” w statusie, być może ludziom łatwiej przyszłoby zrozumieć, jaką skalę ma to zjawisko (więc kopiuj i wklej, jeśli dotyczy to także i ciebie).
Me too.
If all the women who have been sexually harassed or assaulted wrote »Me too« as a status, we might give people a sense of the magnitude of the problem (copy and paste, if it’s your experience too)!

Niektóre wklejały suchą formułkę. Inne opisywały konkretne sytuacje, i powiem wam, że jak wrażliwy przesadnie nie jestem, to przy niektórych obrzydzenie brało, oszczędzę szczegółów. Jeszcze inne dzieliły się sposobami radzenia sobie z bycia atrakcyjną w jakikolwiek sposób (krótkie włosy, workowate swetry, maskowanie kobiecych kształtów) po to, by iść przez życie w miarę bezpiecznie, część opisywała, jak się broniła przed niechcianymi zalotami (wszystko, łącznie z prętami ze stali zbrojeniowej). Ogólnie jedna wielka, pierdolona kronika zwyrolstwa, które dotyka dziewczynki (tak, tak), dziewczyny i kobiety na każdym kroku.

Z jednej strony poraziła mnie skala problemu, pół walla miałem zajebane tagami, najgorzej. Jeszcze w niedzielę wydawało mi się, że coś tam wiem o skali molestowania w Polsce, teraz mogę sobie powiedzieć ‚you know shit’. Z drugiej, przytłacza ogrom krzywdy, jaki się z tych tekstów wylewał. Niektóre kobiety od 15 lat nie mogą się otrząsnąć i wyszczotkować sobie mózgu ze złogów tego, co je spotkało. I się zastanawiam, jakim trzeba być skurwielem, żeby tak potrzaskać komuś rozwijającą się pewność siebie, atrakcyjność, seksualność i kilka innych rzeczy.

Nie musiałem zastanawiać się długo.

Na scenę bowiem wkroczyli panowie, i zrobili to z typowym dla siebie rozmachem – z fajerwerkami i na pełnej kurwie.

Z początku oczywiście nieśmiało, że jak to tak, dzielić molestowanie na kobiece i męskie, przecież facetów też dotyka. Zupełnie jakby nie potrafili czytać. Zresztą kilku moich znajomych oznaczyło się w ten sposób, nie robiąc z tego powodu zagadnienia, nie zauważyłem też jakichś wściekłych ataków na nich, że zawłaszczają samczo akcję uświadamiającą. No dobra, jeden atak zanotowałem.

Następnie zaczęły się podśmiechujki, że o co wam chodzi, jesteście przewrażliwione, więcej dystansu, jak się na was spojrzymy, to jest oznaka uwielbienia i w ogóle powinnyście być nam wdzięczne, bo to znaczy, że jesteście dla nas atrakcyjne. Klasyczny festiwal bucerii, braku zrozumienia drugiej strony, zerowej a nawet ujemnej empatii i ogólnego samczego posapywania, od którego kobiety mdliło, a mężczyznom dłonie zaciskały się w pięści. Bezrefleksyjna kretyniada bandy chłopaczków.

Potem pojawiły się następne pozycje z klasycznego w takich sytuacjach katalogu chujowych wymówek i pomysłów na rozwiązanie sprawy. Czyli na przykład do mojej koleżanki przylazł jakiś typ i zaczął głęboko rozwodzić się nad tym, że jego kochanie to by takiemu molestatorowi przywaliło w ryj a potem obcasem w słabiznę by go zmacało. Nie, no jasne, świetna rada wujku, pyszna rada. Co jednak w sytuacji, gdy kobieta nie używa przemocy, bo się boi albo nie umie? Co w sytuacji, gdy kobieta użyje przemocy i trafi na ziomka, który nie ma oporów przed oddaniem? Jak groch o ściane ‚dać w ryj, gdzie wasza godność, gdzie wasze poczucie wartości‚. A, no i oczywiście był gotów doradzać wszystkim bezradnym kobitkom, jak mają sobie radzić z molestowaniem werbalnym. Pierdolący te durnoty jest ewidentnym socjopatą, więc tłumaczenie mu czegokolwiek było procesem tak boleśnie trudnym, jak i pozbawionym kompletnie sensu. Obrzydliwy kutasina bez wrażliwości.

Po 13 panowie zaczęli się rozkręcać jeszcze bardziej. 30 lat temu stwierdziłbym, że otworzyli monopole, chłopaki walnęli po haku dla kurażu i poszli wypisywać durnoty w internetach, których rano będą się wstydzić, albo i nie. Ale to nie była kwestia najebania się, tylko badania gruntu – jak daleko mogę się posunąć w byciu durniem. Niepokornym i bezkompromisowym, który wyśmiewa akcję, żeby pokazać, że jest alternatywny i anty. Tutaj też była gradacja chujozy.

A więc obowiązkowy w tych sytuacjach victim blaming, bo to przecież oczywiste, że faceci tacy są i nic się nie da na to poradzić, a ty przestań histeryzować, nic ci od tego nie ubędzie, zresztą nie musiałaś zakładać sukienki z takim dekoltem, gdybyś go nie prowokowała, na pewno by ci nie wsadził ręki w cycki. Albo spuścił się w autobusie na książkę, którą czytałaś.

Trochę umarłem, gdy na sugestię koleżanki, wyrażoną w tych słowach: Może po prostu wystarczy by się powstrzymać od niektórych zachowań i tekstów
kolega Michał zareagował pytaniem: Jakich?

No i co można takiemu powiedzieć, że jak łazisz po internecie i pytasz się, jakich tekstów i zachowań nie uskuteczniać, to prawdopodobnie molestowałeś kobiety, nawet sobie z tego nie zdając sprawy, geniuszu?

Był też oczywiście mansplaining, bo czymże byłyby takie dyskusje bez grupy facetów, którzy tłumaczą kobietom o co tak właściwie chodzi z tym molestowaniem. Skąd baby mają to wiedzieć, nie? Co ciekawe, tępota tych gości była tak wielka, że ani nie widzieli, że robią z siebie pajaców, ani nie dali sobie przetłumaczyć po dobroci, że robią z siebie pajaców. Brnęli, a na próby wyjaśnienia, że robią źle, reagowali coraz większą agresją. No bo jak to tak, nie wszystko kręci się dokoła mojego kutasa? Jak to?

Po 15 był obiad, tempo błaźnienia się panów nieco osłabło, gdyż cukry i węgle weszły motzno. Przetrwali do końca pracy, wsiedli do samochodów, wrócili na kwadrat, pocałowali swoje partnerki/żony/kochanki na powitanie, odpalili kompa i wyluzowali się kompletnie. Mam wrażenie, że po 18 puściły wszelkie hamulce.

Na przykład do jednej ze znajomych przyszedł sympatyczny pan Dominik i zagaił bardzo miło, w taki oto sposób: Z całym szacunkiem dla problemu i współczuciem dla poszkodowanych, ale co teraz jeśli sa takie kobiety które nigdy nie były molestowane? Czy one teraz nie poczuja się mniej atrakcyjne?

Trudno było zatrzymać tę karuzelę śmiechu, zwłaszcza gdy pojawił się kolejny sympatyczny chłopiec i zalecił wszystkim babom ze wściczem macicy, żeby zachowały dystans. Gdy zawtórował mu śmieszek Mihu, przemiły na pewno na co dzień fotograf, który rzucił dowcipnie Eeee tam… „Być molestowaną…” Dużo gorzej być narkomanką!, ledwo wytrzymałem i gdyby nie moje stalowe mięśnie brzucha, już bym nie żył. Wiecie, pierdolnęłoby mi wszystko w środku od śmiechu.

Pojawili się też kolesie w czapeczkach z folii aluminiowej, którzy zwęszyli spisek i zarzucili kobietom uleganie modzie z zagranico, gdyż jak wszyscy doskonale wiemy w Polsce molestowania nie było, nie ma i nigdy nie będzie, gdyż szacunek dla kobiet wysysamy z mlekiem matki. Ci bardziej radykalni, w czapeczkach z dwóch warstw i z bardzo konserwatywnym światopoglądem, zaczęli szlochać pod niebiosa, że jedna baba drugiej babie wmówiła, że komplement na temat nóg to też molestowanie i niedługo nie będzie można powiedzieć paniom już żadnego miłego słowa. Nic, pustka, zero pola do manewru dla prawdziwie szarmanckiego, przedwojennego dżentelmena, sic acan zawżdy!

Pojawili się wystraszeni. Jak to tak?! Nie będzie się już można pozalecać do kobiet, bo dojebią trzy roki bez zawiasu za molestowanie. Ród ludzki wymrze przez te jebane histeryczki i pierdolone feministki.

(wiem, że niektórym trudno w to uwierzyć, ale niczego nie zmyślam, wszystko to przeczytałem wczoraj w komentarzach u moich znajomych, może poza niektórymi epitetami, bo feministki raczej były włochate niż pierdolone)

Od czasu do czasu pojawiali się zagubieni w akcji, którzy wprowadzali odrobinę folkloru. Ot, choćby takimi komciami z dupy, jak ten: takie akcje sluza tylko temu, zeby ktos sie poczul lepiej „cos zrobilem przeciez”.

Co dokładnie ktoś zrobił, by poczuć się lepiej, pozostaje słodką tajemnicą sympatycznego Bartosza, który nie ogarniał zbyt dobrze rzeczywistości. Zresztą Bartosz zaplątał się również do sąsiedniego wątku, w którym rzucał takimi perłami mądrości:
To może od razu niech powiedzą, że jest to lub nie jest molestowanie – w zależności kto się uśmiecha 🙂

Gdy kilka osób zwróciło mu uwagę, że pierdoli od rzeczy (ale kulturalnie, to byli mili ludzie, a nie ja), Bartosz się spiął i odwinął następująco:
No i już widzę, o co chodzi: o kolejny pretekst, żeby się wywyższyć nad innymi, pokazać komuś że nie spełnia standardów klasy uprzywilejowanej, zapluwającej się swoim poczuciem wyższości. Pierdolę was wszystkich, serdecznie i entuzjastycznie.

Podzielić się mądrościami przyszedł też domorosły filozof, bezkompromisowy kolega Ernest, który w pogardzie ma pedałów galopujących na białych konikach na ratunek marksistkom. Sorry, nie potrafie tego syntetycznie streścić, przeczytajcie sami:
Nic tak nie trywializuje napaści seksualnej jak różnego rodzaju egocentryczne marksistki małpujące celebrytki i nie znoszące innej opini bo muh feelings. Dorzućmy do tego białorycerskie spierdoliny i mamy kolejną dramę pt. „problemy pierwszego świata”. „Fart rape”, „mansplaining” to jest maksimum wysrywów lewackiego intelektu. Aha, no i oczywiście media i rządy zajmują się tylko zadowalaniem kobiet (tzw. równo uprawnienie), te ciągle są wystraszone i boją się o włąsne życie, mimo iż statystyki mówią że to raczej mężczyzna zostanie napadnięty. No ale w Orwellowskim świecie, w którym moralność i prawda są relatywne a subiektywne odczucia są traktowane z powagą, nie ma co liczyć na rozum i godność człowieka. Moja dobra rada, jeśli jesteś niezależnie od płci ofiarą napaść – zgłoś to na policję, od tego jest prawo aby przestępców puszkować i nie mam tu dla nich cienia litości.

A na końcu pojawił się Paweł, którego nazwę ochłapem ludzkim, i zakończył dla mnie wszystko swoim bezdusznym skurwysyństwem:

A jeśli niektóre dołączyły dlatego, że to teraz trendi?
„W sumie to nigdy się nic nie stało, ale pamiętam jak się na mnie patrzył żul w autobusie, na pewno miał sprośne myśli. Wrzucę hasztaga, bo wszyscy wrzucają.”

Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem, jak można tak zbagatelizować, wyśmiać i wytaplać w gnoju czyjąś krzywdę.

O prymitywach zbyt nieskomplikowanych, by napisać coś ponad ‚durne feministki, was trzeba porządnie wyruchać’, nie będę tutaj mówił, bo nie ma o czym mówić. Przecież w tym kraju kobietę się szanuje, a takie teksty zarezerwowane są wyłącznie dla głupich kurew, dziwek, szmat i wszystkich tych pojebanych, włochatych babochłopów. Na pewno zaś tak bym nigdy nie odezwał się do porządnej dziewczyny, no przecież wszyscy mnie znają, kultura cechuje mnie od małego.

Choćbym nie wiem, jak się starał, nie jestem w stanie wrzucić tutaj wszystkich wykwitów mądrości wyprodukowanych przez nie mających sobie niczego do zarzucenia facetów. No bo przecież wiadomo, że nikt nie molestuje ich matek, sióstr, sąsiadek, koleżanek z pracy, dziewczyn, córek czy żon. One są porządne a nie od dzisiaj wiadomo, że ofiarą molestowania padają wyłącznie dziewczyny i kobiety kobiety nieporządne, wyzywająco ubrane, prowokujące, w krótkich sukienkach i z głęboko wyciętymi dekoltami. A więc na pewno nie nie ich matki, żony, kochanki i córki. Musieli się mocno zdziwić, że molestowanie nie jest zarezerwowane dla „łatwych dziewczyn, dziwek i szmat”. Pewnie stąd to zaczadzone oszołomienie.

Ogólnie wczoraj i przedwczoraj odjebał się jeden gigantyczny rzyg. Dla mnie dodatkowo spotęgowany moją przeszłością.

Bo widzicie, sam też mogę śmiało użyć hasztaga #metoo. Tylko wstyd się przyznać, z tej drugiej strony, więc raczej #ididit. W moim okresie imprezowo-alkoholowym, trwającym dobre 10 lat, robiłem rzeczy dalece wykraczające poza strefę komfortu kobiet, które padały obiektem mojego zainteresowania. Nie wszystkie, rzecz jasna to spotkało, bo nie jestem aż tak pojebany. Ale już jedna to było za dużo.

Teksty, które mogły wydać się szarmanckie wyłącznie upitemu chujowym piwem i krwawym zwycięstwem Wikingowi, który tylko zgwałcił werbalnie. A mógł zabić.

Zaloty, które mogły wydać się szarmanckie wyłącznie upitemu chujowym bimbrem i krwawym zwycięstwem żołnierzowi Armii Czerwonej, który dotyka niekoniecznie tam, gdzie powinien. A mógł zabić.

Awanse, które mogły wydać się szarmanckie wyłącznie upitemu dobrym alkoholem i imprezą firmową koledze z pracy, który robi rzeczy, których raczej robić nie powinien.

Szybkie ręce, których ruchliwość mogła zaimponować wyłącznie iluzjonistom i żonglerom, a nie kobietom, które tej ruchliwości z mojej strony zaznały.

I wiele, wiele innych, o których nie będę opowiadał, bo się tego wstydzę i wstydzić będę po kres dni. Brałem nie licząc się z długiem, bo nie sądziłem, że kiedyś przyjdzie go spłacać. Wszak planowałem życie pełne uciech, kobiet, alkoholu i braku wyrzutów sumienia, dlaczego miałbym się przejmować czymkolwiek?

Jakiś czas temu wyjąłem głowę z dupy i zdałem sobie sprawę z dwóch rzeczy: muszę w końcu wyjść z tej imprezy i pora najwyższa przestać krzywdzić innych. Jakoś się udało i jedno, i drugie. Wstyd, ponieważ jestem odpowiedzialny za kilka postów okraszonych tym tagiem. Zadośćuczynić nie potrafię, mogę jedynie przeprosić.

Stąd moja rada dla młodszych, dla których jest jeszcze nadzieja. Zanim zadziałacie coś z kobietą, pomyślcie sobie, czy czulibyście się komfortowo gdybyście to wy byli na jej miejscu, ale wszystko działoby się w więzieniu San Quentin. Na odludnym kawałku spacerniaka.

PS Właśnie przeczytałem u koleżanki coś takiego:
I nie mam na myśli „tylko” głupich komentarzy, zaczepek, czy dosłownych propozycji, które są często bardzo obrzydliwe. I nawet nie mam na myśli „tylko” bycia łapaną za tyłek, biust czy inne prywatne miejsca, co niestety wydaje się być niczym szczególnym, bo zdarza się tak często i tak wielu osobom.

No więc to przekonuje mnie ostatecznie, że problem molestowania w tym kraju szczególnie ukochanym przez boga nie istnieje i nigdy nie istniał.

Z tą myślą pozostawiam i przepraszam za chaotyczny wpis. Wkurwiłem się.

108 myśli na temat “#metoo”

  1. 100% racji panie redaktorze.

    BTW, „najlepiej” jest kiedy sie chce zwrocic uwage na fakt ze takie rzeczy zdarzaja sie kobietom nie tylko na ulicy czy w autobusie, ale molestatorami moga byc profesorowie (promotorzy!) na uniwerku, koledzy doktoranci w instytucie PAN, itd. Totalna blokada i odmowa przyjecia do wiadomosci.

    1. Porządni ludzie nie molestują. Porządne kobiety nie są molestowane. To częsta mantra. Zresztą rubaszny dowcip rodem z męskiej szatni, rzucony przez przełożonego to nie molestowanie, zresztą wszyscy się śmiali.

      1. Rubaszny dowcip to nie molestowanie tylko brak umiejętności osądzenia, co przy kim wypada. Czyli buractwo. Molestowanie to raczej działanie wymierzone w konkretną osobę/osoby. Jeżeli opowiesz dowcip w większej grupie, jest on skierowany do wszystkich (przynajmniej sam tak to rozumiem, jako człowiek spragniony uznania ;-)). Jak molestujesz kobietę, jest to skierowane w nią – nawet jeżeli robisz to przy innych.

        1. W większości przypadków owszem, w niektórych sytuacjach już niestety nie. Można rzucać „od niechcenia” uwagi i dowcipy w szerokim gronie które są jednak skierowane bezpośrednio do konkretnej osoby tylko ze wie o tym rzucający i ta konkretna osoba. To jest raczej wyższa szkoła psychopatycznej jazdy bez trzymanki ale jest.

      2. Tylko, że oni tak na prawdę nie są porządni.
        Oni tylko dobrze się ukrywają. Lub są ukrywani przez środowisko.
        „No wiesz, Harvey już taki jest.”

      3. >Porządni ludzie nie molestują

        Tacy naprawdę porządni ludzie nie molestują. Do tego żeby nie robić komuś takiej krzywdy spokojnie wystarczy być właśnie porządnym i tę „porządność” można opierać na etyce, religii, sumieniu, kindersztubie, empatii czy choćby i etosie rycerskim byle traktowanym serio. Nie jest do tego potrzebne wcale bycie feministą czy SJW.

              1. Przy znaczeniu „porządny” czyli będący z grupy cieszącej się zaufaniem społecznym to tak. Ale przy tym zasadniczym, odwołującym się do etyki i moralności o którym pisałem to powoływanie się na ten błąd logiczny nie ma sensu.
                Chodzi mi o to, że to nie jest tak że nagle seksualne atakowanie macaniem i słowami jest złe „bo przyszły feministki i się czepiają”. To jest i było podłe z każdej innej moralnej perspektywy.

                1. Bylo, ale same potepienie slowne nie wystarcza – trzeba rowniez zmieniac te konwencje spoleczne ktore tym podlym czynnosciom sprzyjaly. Stanie z boku i mowienie „wystarczy nie molestowac” jest de facto wspieraniem molestujacych.

          1. PS. Moze rozwine: w relacjach miedzyludzkich nie wystarcza sie ograniczac do „nie robie Ci krzywdy”. Trzeba rowniez ustawic je w taki sposob zeby druga osoba nie czula sie zagrozona. Tak wiec mowienie sobie „jestem porzadnym czlowiekiem, nie molestuje” nie wystarczy jezeli jednoczesnie sie trzymasz starych konwencji *w ramach ktorych* kobiety byly czesto molestowane (ten Twoj „etos rycerski”), nawet jezeli sam tego nie robisz. Obroncy starodawnych konwencji relacji damsko-meskich ignoruja uparcie ten fakt, ze te konwencje by default plasowaly kobiety na pozycji slabszej, a wiec zagrozonej. To czego domagaja sie feministki/feminisci i ci straszni Social Justice Warriors to m.in. takie przebudowanie zwyczajow i konwencji spolecznych, zeby grupy ktore do tej pory czesto czuly sie slabsze i zagrozone (molestowaniem, nachalnymi awansami, gwaltem, itd.) przestaly sie tak czuc. I owszem, wiaze sie to z pewna niewygoda dla samcow ktorzy traca swoja uprzywilejowana pozycje i wiazace sie z tym materialne (moze ja i Ty swoja pozycje zawodowa zawdzieczamy rowniez i po czesci temu, ze kobiety ktore moglby byc dla nas konkurencja odpadly z gry przez seksizm w naszej profesji? jestes na 100% pewien, ze nie?) i niematerialne profity. Trudno.
            Tak wiec niestety, trzeba troche lyknac tego feminizmu i SJW, nawet jezeli Ciebie on osobiscie odrzuca. If you’re not part of the solution, you’re part of the problem.

            1. No ale przecie w Hollywoodzie tego feminizmu i SJ bylo i jest az w nadmiarze, tak jak we wszystkich korpo. Nie pomoglo.

      1. Wuefista w mojej podstawowce kleil sie do kazdej uczennicy z osmej klasy ktora wygladala bardziej dojrzale. Nawet wtedy, gowniarzem bedac, odbieralem to jako cos nieprzyzwoitego.

    2. O tak, naprawdę wnerwiają panowie, którzy pod postami załamują ręce nad „zboczeńcami” i „oblechami”. Ale by im dali w papę jakby tylko ich dorwali, tą właśnie pięścią tą!
      Ubieranie sprawców w szmatki wykolejeńców to bardzo wygodny zabieg, który pozwala się w całości zdystansować od „tych złych” i wsadzić wszystko w wąską szufladę. Ja nie, my nigdy, żaden z moich kolegów na pewno – i już nie trzeba poświęcić ani sekundy na auto-refleksję. Bo być może okazało by się, że to co dla ciebie było nieudanym podrywem, dla dziewczyny było poważnym naruszeniem osobistych granic i zaufania. Jedną z tysiąca cegiełek budujących #metoo. Ale wtedy to oczywiście byłaby „przesada” wymagająca „więcej dystansu”….

    3. Zgadza sie, totalna blokada. Mnie sie to zdarzylo ze strony promotora mojej magisterki (i to byl dopiero problem bo jak wymanewrowac??), nie bylam jedyna. Nie byl on jedyny na owej uczelni, a proby „skarzenia” do dziekana konczyly sie wypadem z roku, bo oczywiscie nikt studentkom nie wierzyl, one sobie „wymyslaly”, a potem po prostu nie mogly zdac egzaminu u molestujacego i wypad z uczelni. Case dismissed. Wiadomo jednak, ze mala liczba kobiet na pewnych kierunkach to przeciez ich wina, bo sie nie starajo i głupie som. Nio.
      O gwałtach na randce to już nawet nie bede wspominac bo za czasow mojej mlodości to się nazywalo „tylko kurwy się sekszą przed ślubem, masz co chciałaś”.

      Ale i tak zastrzeliła mnie kolezanka lekarzem, co jej badac piersi chciał (tyle ze to nie był ginekolog…) oraz facetem od statystyki co zajęcia prowadzil w sali, gdzie tablica wisiała tak wysoko, ze trzeba bylo wleżć na krzeslo (a co mniejsze na stół) zeby cos na ten tablicy napisać…

  2. Taki tekścik wynorany, źródła nie pomnę: Za podstawową zasadę mężczyźni powinni przyjąć ‚nie rób kobiecie tego, czego nie chcesz, by ci zrobił współwięzień’.

      1. Odnosnie tego san quentin – to chyba jednak zalezy kto na tym spacerniaku w san quentin mialby byc. Bo pare razy zdarzylo sie zrobic pare rzeczy ktore mogly skutkowac dodatkowym hashtagiem, gdyby nie to ze jako niepijaca popierdolka z odrobina szczescia zadna z kobiet nie poczula sie przeze mnie urazona.
        Poza tym wydaje mi sie jednak, ze istnieje szara strefa zachowan, ktore czasem (przez niektore panie) zostana odebrane jako niewinny flirt, a czasem (przez inne panie lub w wykonaniu niewlasciwego pana) jako molestowanie.
        I byc moze czesc hashtagow jest na wyrost, czesc pochodzi z pomylki w intencjach/odczytywaniu sygnalow, moze nawet sa jakies napisane dlatego, ze to modne, albo z przewrazliwienia… Nawet gdyby je odsiac, tego co zostanie jest tyle, ze mozna sie porzygac, chyba, ze jest sie tepym glabem, ktory nie zna zadnej kobiety z ktora by kiedykolwiek szczerze porozmawial….

        1. Ja bym wolał wziąć gigantyczną poprawkę na przewrażliwienie pań, bo wtedy pewnie mógłbym się poczuć odrobinę lepiej i dalej sobie mówić, że skala zjawiska nie jest taka duża. Ale ja te wszystkie dziewczyny znam i wiem, że to nie są skłonne do przesady mitomanki. Więc raczej nie będzie happy endu.

        2. A dla porównania jest jeszcze spora część kobiet które boją się wrzucić tego hashtaga. Ja wrzuciłam, ale na zamkniętych grupach widzę kilkadziesiąt postów o tym że ‚wrzuciłabym, ale mam rodzine w znajomych/boję się komentarzy/nie chcę opowiadać/nie chcę się tłumaczyć…’
          Przeraża mnie to, bo to kolejny przykład na to jak kobieta za molestowanie winę bierze na siebie, a społeczeństwo bardzo chętnie jej w tym przyklaskuje….

          1. Albo dlatego że taka kobieta ma w swoim bardzo offlineowym życiu bardzo realnego kolesia który jak by tylko zoczył takiego hasztaga to by jej pierdolił te wszystkie głupoty z notki in real life przez następne trzy tygodnie. A potem przypominał od świątku i piątku. I to w tym lepszym scenariuszu bo mógłby po prostu przyjebać bo sprawiła że poczuł się winny a skoro czuje się jakoś tak źle to znaczy że ktoś mu wyrządził krzywdę, a skoro mu ktoś wyrządził krzywdę to trzeba spuścić wpierdol.
            Mam kilka osób w znajomych na fejsie które podejrzewam że żyją w takim właśnie układzie i ani odrobinę mnie nie zdziwiło że zawzięcie milczały przez cały czas trwania hasztaga.

            Argument z „może są przewrażliwione” albo „pewnie nie dobrze zinterpretowały niewinnych intencji” trochę mną trzącha, bo jest echem starego dobrego „czy w sumie można wierzyć kobiecie kiedy twierdzi że została zgwałcona? No bo może jej się tylko wydawało, c’nie? A poza tym to na pewno większość oskarżeń jest postawiona z zemsty bo to przecież miód tak sie po policjach obijać i opowiadać i zdarzeniu”. Niektórzy faceci nie mają bladego wyobrażenia co to jest być kobietą ale najgorsze że jak im się o tym mówi to zaczynają machać łapkami i piszczeć że przecież nie, nie, na pewno tak nie jest bo jemu się właśnie smutno zrobiło i nie mów mu już takich strasznych rzeczy.

        3. A ja bym w drugą stronę nałożyła ten filtr. Ile kobiet nie dało hasztaga, bo nie używa fejsa? Do ilu akcja nie dotarła? A przede wszystkim : ile wstydzilo się przyznać, ile kobiet dało sobie wmówić, że czyjaś ręka w jej majtkach to był, ,tylko żart „, ile kobiet nie chce dostać łatki puszczalskiej albo przewrażliwionej? Ile nie chce widzieć wysrywów na swoim profilu i rezygnuje z hasztaga, żeby nie wchodzić w dyskusję? W raporcie Cornell University i Hollaback! Z 2015 na grupie kobiet poniżej 40 lat z jakąś formą molestowaniA spotkało się. …87 % badanych!!!!! W badaniu cbosu z 2007 r. w grupie 18-24 przyznało się 29% !!! To są dzisiejsze 30 latki!

        4. Jakkolwiek żyłka mi pulsuje na wszystkie sugestie, ze część wpisów #metoo może być motywowana przewrażliwieniem lub modą (dla mnie to znak, że mężczyźni w dużej mierze nie są świadomi z jak dużym wstydem wiąże się ta kwestia dla kobiet – dla mnie powiedzenie publicznie #metoo, na swojej tablicy – mimo, że ograniczyłam się jedynie do hahstaga – wymagało sporego przełamania się, trudno mi więc uwierzyć, że kobiety robią to dla fejmu (bo co to za fejm?) lub z przewrażliwienia własnie, bo przecież publikowanie takich rzeczy jest narażaniem się na dodatkową trudność, jaką jest konfrontacja swojej krzywdy z zacytowanymi w tekście komentarzami, więc to musiałby być masochizm, a dla ‚przewrażliwionych’ podwójny…).
          Ale nawet, nawet jeśli tak by było – warto pamiętać, że jest grupa kobiet, które właśnie ze względu na poczucie krzywdy i wstydu, który wiąże się z tym co przeszły, nie zdecydowały się na upublicznienie tego na fejsie. Warto mieć świadomość tych niewypowiedzianych #metoo, myślę że ta liczba jest równie, jeśli nie bardziej, miażdżąca.

          @teklak – Naprawdę bardzo dziękuję za Twój tekst <3

        5. Zapewne znacznie więcej, niż hashtagów na wyrost jest sytuacji, w których tych hashtagów nie ma, a powinny być. Bo któraś nie wie o akcji, bo któraś nie czuje się na siłach, by się uzewnętrznić, a jeszcze inna dla własnego zdrowia psychicznego już się na seksualne zaczepki uodporniła i je ignoruje albo uważa, że tak już jest i tyle… Skala zjawiska jest znacznie większa niż wynika z akcji, nie ma co odsiewać.

  3. Bardzo Ci dziękuję za ten wpis. Ja swój wpis z tagiem #metoo udostępniłam jedynie znajomym, ale widziałam szambo, które się wylało pod publicznymi wpisami koleżanek.

  4. Trochę racji masz, nie kłócę się z treścią, ale jako że jestem poniekąd bohaterem Twojego artykułu powiem tyle:
    – ja, ochłap ludzki, mógłbym wrzucić #metoo, ale tego nie robię, bo nie idę za modą i nie odcisnęło się to na moim życiu, przeszedłem nad tym do porządku dziennego. Gdyby było to coś „poważnego” to bym to zgłosił na Policję, a nie pisał o tym na fejsie, taki dziwny jestem.
    – Ty, który się przyznałeś do #ididit, jesteś teraz kurwa wspaniałym rycerzem, który gnębi takie ochłapy jak ja. Gratuluję, jesteś moim bohaterem, może kiedyś, za 10 lat będę taki wspaniały jak Ty. Przecież Ty kiedyś molestowałeś, a teraz jesteś taki fajny, to może i ja jakoś się podniosę po swoim komentarzu.

    A tak na serio – uważam takie akcje za nic więcej niż modę, z problemami nie walczy się lajkami, hasztagami i słabymi artykułami pisanymi pod publiczkę, dla lajeczków tylko w bardziej realnym świecie. Jeśli coś w tym świecie robisz poza przelewaniem swoich wymiocin na papier to mam nadzieję, że i tam nadal jesteś rycerzem i walczysz o to, żeby świat był lepszy. Zacznij od swojego otoczenia, ja to robię już od dawna i nie musiałem najpierw być tym złym żeby wiedzieć, że to skurwysyństwo i tak robić nie wolno. Bo tak jak napisałeś, stawiam się w roli osoby, z którą rozmawiam.

    1. Paweł, nic nie rozumiesz. Nie kompromituj się bardziej, niż zrobiłeś to na wallu u znajomego, chociaż to będzie cholernie trudne. Nie interesuje mnie twój ból dupy, twoje zdanie na mój temat i twoje fantazje o tym co robiłem, robię i będę robił. Z tego powodu mam dla ciebie tylko jedno pozytywne słowo mocy: wypierdalaj.

        1. Ojej, szybko założone konto na wp i anonimowy wrzut, bo tylko na takie sranie na wycieraczkę, zadzwonienie do drzwi i ucieczkę cię stać. Przerobiłem od 1998 roku tylu takich chłopczyków, że nawet nie chce mi się odeszczać na ciebie.

          1. A jednak to zrobiłeś, masz rozdwojenie jaźni czy jesteś zwykłą pierdołą-napinaczem? Zresztą nieistotne, swoim wpisem już przyznałeś mi rację, nie chcę, by taki macho się rozpłakał.

            1. Niczego nie zrobiłem, dość grzecznie pokazałem ci drzwi. Ty nie rozumiesz, że zostałeś wyproszony i się dalej napinasz i sapiesz, nie mogąc przy okazji objąć rozumem, że żadne twoje gimnazjalne próby obrażenia mnie nie zadziałają. Jesteś za krótki na mnie. Za krótki, za głupi, za prosty, za mało inteligentny. Przykro mi chłopcze.

              1. Nie miałem złudzeń że można cię obrazić, jak u większości prostaków twój mózg blokuje połączenia z ośrodkiem żenady. Wiedz jednak, że twoje podejście do faktów nie zmienia ich natury. Strasznie ciemna masa jesteś, wiesz o tym?

    2. Widzisz…. a ja nie wrzucam #metoo tylko dlatego, że boję się po raz kolejny wystawić na oceny takich ludzi jak Ty. Dziewczyna od kiedy dojrzewa zaczyna być oceniana za wygląd. Ja lubiłam matematykę i spędzanie aktywnych godzin na podwórku na bardziej „chłopackich” zajęciach. To nie obroniło mnie przed pdodbiciem oka przez kolegę, którego zaloty odrzuciłam, a w odwetowej bójce poczatkwo wygrywałam choć nie kopałam go w „przyrodzenie”…. On chwycił drąg i w ten sposób waląc mnie w głowę wyrównał swoje szanse. Bycie chłopczycą nie uchroniło mnie przed kolejnymi rękoczynami. Obroniłam się fizycznie ale bardzo bałam się o nadawaną przez innego typa innym dziewczynkom łatą „dziwka”. Przez niemal całe liceum słyszałam od siostry i koleżanek, że jestem „zbyt męska”. Więc koło 18-tki, stwierdziłam, że ok. może faktycznie jest to problem, że nie sygnalizuję wyraxniej swojej dziewczęcości i zaczęłam nosić sukienki.
      Na mężczyzn ogólnie to zadziałało jak czerwona lampka podczas badań nad zachowaniami szympansów.
      Zaczęło się. O ile część sytuacji – komplementy, zaproszenia, popisywanie się oraz nawet niektóre pocałunki z zaskoczenia, można było wpisać w pozytywny kontekst naszej plemiennej kultury często przypominającej wybieg dla pawianów we wrocławskim zoo, to jednak wiele z nich miało naprawdę złożone i przykre konsekwencje.
      Ile znasz dziewczyn, które z przyczyn „osobistych” zmieniały uczenię? Ja znałam sporo – zwłaszcza na kierunkach technicznych ale nie tylko. Fascynacja prowadzącego zajęcia -bez wzgledu na odpowedź dziewczyny zawsze mocno komplikowała jej życie. A są jeszcze sytuacje tego typu tworzące impas w pracy albo w rodzinach. Najczęściej ukrywamy, że „wujek”, „przyjaciel męża”, „chłopak przyjaciółki”, „szef”, „kumpel szefa” itp. czuje do nas miętę, bo wyjdziemy na prowokatorki, dziwki, mitomanki, nifmonaki itd. co na pewno nie pomoże naszej pozycji w hierarchii społecznej i zawodowej.
      A są jeszcze sytuacje, które bolą bardzo mocno mnie osobiście. Zdarzyło mi się odpowiedzieć negatywnie na zaloty – czasami nawet nie z powodu niechęci, ale zmieszania. Efekt? Ja i otoczenie dowiadywaliśmy się, że jestem „lesbą”, „szmatą”, „dziwką”. Fajnie, prawda? Acha, już słyszałam od chłopców, że „oni by się tym nie przejęli”. Pewnie, czy na opinii jakiegoś chłopaka zaważył podobny epitet? Niekoniecznie. Na opinii dziewczy? Zawsze.
      I jeszcze jedno – próbowałam swojemu koledze wyjaśnić problem dyskryminacji i leceważenia kompetencji technicznych kobiet. Powiedział, że się z czymś takim nie spotkał(!). No cóż, na tym polega różnica między byciem mężczyzną, a kobietą. No tak, a pewnie myślałam, że podobnie jak ja zmaga się z bolesnymimiesiączkami? Dodam, że pracowałam z nim chwilę i sprawy w których byłam fachowcem zlecał przypadkowym kolesiom…. A przy negocjacjach płacowych (bo chciał mi płacić 1500 zł plus uznaniowe premie mające wzmacniać moją wdzięczność wobec jego wspanniałomyślności) usłyszałam, że jestem agresywną feministką, a tamci panowie to „profesjonaliści”, „nie to co ja”…..
      I wiesz co? Od kiedy miałam naście lat i wprowadzaną pierwszą ustawę antyaborcyjną, podobnie jak teraz czułam wielkie obrzydzenie – takie instynktowne – do tych wszystkich facetów wygadujących te wszystkie rzeczy o tym co my kobiety powinnyśmy a co nie. Obleśni, niewyżyci, ordynarni, molestujący. Spróbuj sobie wyobrazić, że to wszystko co słyszymy dotyczny Ciebie, Twojego ciała, Twoich „otowrów’ i Twojego zdrowia oraz całego dalszego życia….
      Łatwo jest być „moralnym” za innych….

      1. @”Gdyby było to coś „poważnego” to bym to zgłosił na Policję, a nie pisał o tym na fejsie, taki dziwny jestem.”

        To, jak sie reaguje na cos „powaznego”, co powinno byc zgloszone policji, to zalezy od stanu psychicznego danej osoby. Ja akurat – sytuacja jak z obrazka, park, dzien, ide nie-za-szybko bo sobie przypominam co mam powiedziec na wykladzie, na ktory wlasnie sie udaje. Proba gwaltu. Udalo mi sie uciec, po kilku za dlugich minutach szarpaniny z kolesiem o wiele silniejszym ode mnie. Poszlam zrobic ten wyklad, i chyba zawdzieczam wlasnie tamtej adrenalinie to, ze zneutralizowala ona ogromna czesc szoku. Nawet mi do glowy nie przyszlo, zeby isc na policje, wybralam inna strategie przezycia. Oczywiscie nikomu o tym nie powiedzialam, to bylo po prostu niemozliwe.

    3. W tej próbie ‚ratowania twarzy’, poczyniłeś tu wielką przysługę autorowi tekstu, pokazując swoją mizoginię i ignorancję w pełnej krasie. To tylko umocniło wydźwięk i słuszność jego tekstu.

      Zazwyczaj nie wdaję się w polemikę z takimi jak Ty, bo uważam zwyczajnie, że nie jesteś tego wart.
      Postanowiłam jednak, że spróbuję, bo może jest dla Ciebie jeszcze nadzieja.

      Jeśli coś Cię nie dotknęło, znaczy to tyle i tylko tyle, że Cię nie dotknęło. Nie jest to żadnym wyznacznikiem ‚normy’, czy zdrowego podejścia do sytuacji. Więcej, jeśli Cię nie dotknęło, to znaczy że nie wiesz jak to jest być kimś, kogo dotknęło. Jeśli nie wiesz, pytaj. Pytaj i słuchaj, a nie mów tym, którzy czują inaczej niż Ty, że robią to dla mody, czy lajków. Co musi dziać się w Twojej głowie, że dajesz sobie prawo oceniać setki tysięcy osób, które w akcji uczestniczą z sobie tylko znanych powodow. Znasz je? Znasz ich historie?

      Ja jestem absoultnie przekonana, że gdybyśmy mieli się zamienić na życia, nie udźwignąłbyś moich doświadczeń. Wiem to, bo z Twoich słów bije kompletny brak pokory i przekonanie o własnej słuszności. Gwarantuję Ci, że gdybyś miał okazję przeżyć moje życie, żadna z tych cech by nie przetrwała.
      Wzięłam udział w akcji, bo ważne było dla mnie, aby wesprzeć inne kobiety które to robiły, bo wzruszyła mnie ich odwaga. Bo wreszcie pojawiło się, choćby na chwilę, przyzwolenie o mówieniu otwarcie o czymś, z czym większość z nas musiała stoczyć wsydliwą walkę, po cichu.

      Wydajesz się nie rozumieć tego, że aby przejść przez życie bezpiecznie, jako kobieta, musisz nauczyć się przybierać pewien front, dla ochrony. Wzięcie w udziału w tej akcji oznaczało wyzbycie się tej, tak ze mną na codzień zrośnietej, maski. I zapewniam Cię, że nie kierowałam się ani modą, ani lajkami, a sam proces spisywania moich doświadczeń i wysyłania ich w świat był okupiony bólem żołądka i stresem. Zaraz po tym, wyłączyłam laptopa, bo nie chciałam widzieć, ani wiedzieć jak inni reagują na moje wyznanie. Głównie z lęku przed osobami Twojego pokroju.
      Wiem że jest sporo kobiet, które nie są wstanie, albo nie mają możliwości mówić o swoich doświadczeniach. Pomyślałam, że tak jak kiedyś ja wspierałam się na innych, silnych i mąrdych kobietach, być może moja siła będzie dla kogoś wsparciem.

      Komentarz o zgłaszaniu sprawy na policję jest kolejnym przejawem ignoracji. Nie masz pojęcia o tym, jak w praktyce wygląda zgłaszanie przemocy seksualnej, ani jaka jest szansa zebrania wystarczających materiałów dowodowych, aby kogoś skazać. Poza tym, pomyśl logicznie – jeżeli kobieta pisząc na własnym profilu na FB, z komfortu własnego bezpiecznego domu, naraża się na ostracyzm takich osób jak Ty, jaka jest szansa na to, że będzie czuła się na siłach iść na Policję? Ty i kilu Tobie podobnych jej nie wierzą, trywializują i wyśmiewają. Jaka jest szansa, że Policjant jej uwierzy?

      Proszę Cię, jeśli jesteś w stanie, podumaj nad tym na chwilę. Nie doszukuj się spisku, czy poszukiwania atencji. A jeśli nie jesteś tego w stanie zrobić, to napisz sobie o tym w jakimś prywatnym notatniku, z dala od oczu tych, których mogą poczuć się zranieni. Twoje przemyślenia niewiele wniosły, a mogły wyrządzić ogromne cierpienie. Warto? Mam nadzieję, że nie.

    4. Jaka szkoda, że nie przeczytałam tych mądrości wcześniej. Na przyklad gdy miałam 12 lat. Może poleciałabym na policję, zamiast mieć problemy z samą sobą przez kolejnych 10, zanim mi skóra na tyle zgrubła by nie czuć nic. Nawet wstydu. Głupi byłam, jak to baba. Choć może, gdyby ta zachodnia moda na hasztagi pojawiła się wcześniej, wstydziłabym się mniej lub wcale. Bo zrozumiałambym, że to nie tylko mój problem. Ot, uległabym sobie modzie i po problemie. Jak to baba…. 🙁

    5. Polecam „Polska odwraca oczy”. Przeczytaj i zobacz, w jaki sposób przez policję walczy się z molestowaniem. Muszę wyprowadzić Cię z błędu. Otóż medialne nagłeśnienie tematu buduje świadomość społeczną, co jest konieczne (jak pokazuje Twój komentarz) i dużo skuteczniejsze niż wizyta na komisariacie. Polica pomoże, albo i nie, zwykle zamiecie sprawę pod dywan (bo co, pójdę na policję żeby poskarżyć się na gościa, który w autobusie się o mnie ocierał? już widzę ich reakcję i jego ewentualne tłumaczenie).
      Świadomość, że możesz robić coś niewłaściwego jest kluczem. Policja raczej nie nagłośni sprawy, FB i # to robią. Nie wiem, czego nie rozumiesz…

    6. Nazywaj to jak chcesz – modą, trendem, potrzebą zwrócenia na siebie uwagi, whatever… ale nie mówienie o tym głośno jest jedną z przyczyn trwania i narastania skali tego draństwa.. Dlatego takie akcje są potrzebne. Może komuś to da do myślenia, komuś innemu doda odwagi, żeby poradzić sobie z niewyobrażalną traumą, upomnieć o swoje prawa, szacunek… Nie masz ochoty, nie przyłączaj się, ale nie hejtuj. Po co? Skoro wcześniej nie zabrałeś głosu, to tym bardziej teraz jest to zbędne.

    7. Kurwa, chłopie! Ty faktycznie jesteś „ochłap ludzki”. A myślałam, że autor tekstu za mocno ci jednak pojechał. Ale nie. „Gdyby było to coś „poważnego” to bym to zgłosił na Policję, a nie pisał o tym na fejsie, taki dziwny jestem”. Już to widzę: Widzę jak masz 10 lat i Twoja ciocia przyciąga Cię do siebie na kolana na fotel, a ty się w sumie cieszysz, bo fajnie jest byc przytulonym, ciocia mówi to, co zwykle ciocie mówią: „Ależ ty wyrosłeś!” po czym dodaje – „O, i widzę, że twój mały też nieźle urósł.” Ciekawe co w tej chwili, ty, 10 letni chłopiec byś sobie pomyślał i zrobił? Pewnie zgłosiłbyś to na policje. Pewnie by cię w ogóle nie zatkało. W dodatku ciocia łapie cię za ptaka i mówi: „malego trzeba masować, żeby zdrowo rósł, nie bój się, to normalne, ja ci pokaże jak…” Spotkało cię coś takiego? A mnie tak. (w słowo ptak, wstaw piersi) A najgorsze/najlepsze, że dzięki tej akcji dowiedziałam się, że nie mnie jedną. Już widzę jak biegłbyś zgłosić na policję mając 5 lat to, że ciocia kładzie się do twojego łóżka i wkłada ci palce w tyłek (powiedziałam tyłek, bo nie masz pochwy) i mimo zaciskanych mocno ud, ona nadal wciska i wciska te paluchy. No, ale ty przecież byś sobie nie dał! Ty byś poszedł na policję!
      Ciekawe czy ty musisz się pilnować jaką pozę przybierasz, w jaki sposób jesz banana (ja już publicznie nie jem bananów, a przynajmniej nie normalnie, tzn. obieram i małymi kawałkami łamię i dopiero te małe kawałki wkładam do ust, resztę owocu trzymam z dala od buzi aby tylko nie usłyszeć od jakiegoś palanta czegoś w stylu „ooo… widzę doświadczenie w tych sprawach… Chciałbym być tym bananem…”. Już bardzo się nawet pilnuję aby nie powiedzieć w męskim towarzystwie słowa „lód”. Nawet w kontekście „mam w zamrażarce lody truskawkowe” spotkałam się z komentarzem od kolegi z pracy, do którego dotarło tylko jedno słowo z całego zdania, że „ooo.. lubisz lllody…?” i ta brew znacząco idąca w górę. Ale wg. Ciebie powinnam to zgłosić na policję. I co mam powiedzieć? Że boję sie zjeść normalnie banana, do czego jak każdy mam prawo?
      Uważasz tę akcję za modę? Modę?! Chłopie! A raczej O!Chłapie! Wiesz ile odwagi mnie kosztowało dołączyć do tej akcji, mimo, że nie opisałam szczegółowo moich historii?! A wiesz ile ulgi odczułam gdy zobaczyłam ile kobiet ma podobne przeżycia, ale co ważniejsze – podobne odczucia?! Jest mi ogromnie przykro, że jest nas tyle, a z drugiej strony to dzięki tej akcji pierwszy raz w życiu nie poczułam sie w tym sama. I już nie czuję się winna. Może dzięki tej akcji będe miała wiecej odwagi w przyszłości, może nie bedzie mnie już paraliżować kiedy następny ciul będzie mówił/robił rzeczy, których nie powinien. A przede wszystkim, może własnie dzięki tej akcji do tych na „górze” dojdzie, że jest problem. I że może warto coś z tym zrobić. Może na początek edukacja seksualna już w przedszkolu, gdzie będą dzieciom tłumaczyć, że każdy ma prawo do własnej nietykalności. Bo nie każdy ma takich super rodziców,którzy mu to wytłumaczą. Ba! Niektórzy mają rodziców, którzy ich krzywdzą. Gdzie wtedy o pomoc? Oczywiście na policję. :/ Dzięki Panie „dobra rada”. Że też na to nie wpadłam. A to takie proste jest…

      Ps. Do autora tekstu „teklak” – Dziękuję.

      1. Ps. Ochłapie ludzki – gdyby przyszło ci na myśl, że przecież, ok. jako dziecko może nie na policję, ale rodzicom to na pewno być zgłosił a oni wiadomo – zadziałają, to powiem ci jeszcze, że innym razem (gdy miałam ok. 7lat) przełamałam siew sobie powiedziałam mojej mamie o tym, że przed chwilą jakiś gościu wciągnąl mnie do bramy i trzymając za rękę, drugą-walił sobie konia (wtedy oczywiście nie wiedziałam co on robi), uciekłam gdy musiał pomóc sobie druga ręką. Ale jako „dobrze wychowana dziewczynka”, która wie, że do dorosłych zawsze nalezy zwracać siez szacunkiem zdążyłam krzyknąć do niego: „przepraszam! Muszę iść! Mama mnie woła! Do widzenia!” bo przecież… kultura przede wszystkim. Odważyłam się powiedzieć mamie, bo jako, że był to obcy facet a nie wujek czy ktoś z rodziny, to było mi łatwiej. Reakcją mojej mamy było lanie. Dostałam lanie. Nie wiem za co. Ale faktycznie, to był „dobry pomysł” aby to zgłosić… :/ Jak widać ofiara molestowania nigdy nie moze być pewna jak zareagują inni. Moga zareagować jak moja matka. Albo jak Ty.
        Dzięki tej akcji, pierwszy raz w życiu poczułam że mogę wyjść „z szafy” nie będą źle osądzoną. Ba! Będąc zrozumianą. Ale nieeee… Bo zawsze znajdzie się jakiś ochłap…. :/

    8. Kurcze. A ja rozmawialam ze znajomym o byciu zaczepiana, obmacywana, poczuciu zagrozenia a on dziwnie popatrzyl i powiedzial, ze widocznie bylam ubrana jak dziwka. Bo zadna z kobiet, ktore zna tak nie miala. „Normalny” chlopak, pozornie otwarty i liberalny. Bylam i jestem zszokowana jego reakcja. Moze ta akcja uswiadomi mezczyznom takim jak on, ze idac do szkoly jako 12latka nie wygladalam jak dziwka, a zreszta co to ma do rzeczy?! I ze nie jestem przewrazliwiona ani nie wymyslilsm sobie tego.

  5. To przekleję mój dzisiejszy wpis z feja:

    „Przyszłam dziś do pracy i dowiedziałam się od kolegi, że akcja z #metoo jest bez sensu bo dziewczyny wpisują pod tym hashtagiem jak ktoś je złapał za rękę na dysce. Drugi kolega dorzucił, że „mówienie mężczyznom, żeby nie molestowali jest jak mówienie złodziejom, żeby nie kradli”. Nóż kur… Wszystko mi opadło.”

  6. Jeszcze podpici wujkowie na imprach rodzinnych, chętnie obmacujący młodziutkie wdzięki. Jeden taki dostał widelcem w brzuch, bo komunikaty słowne nie docierały do niego.

  7. Dzięki za mądry tekst.
    Mój pracodawca od pewnego czasu gdy mnie widzi nagabuje na spotkania z jakimś sobie znanym chłopakiem. Warto przytoczyć: „O, hahaha ha, ale się czerwienisz! Ale zażenowana! Ty cierpisz na chorobę „chroniczny brak chłopa”. „Mam dla ciebie chłopaka /ignoruje zapewnienia, że nie życzę sobie spotkania i zapowiada, że chłopak przyjedzie w godzinach mojej pracy/ „On ci będzie bardzo smakował (przyglądając mi się, gdy jem lunch).
    I tak w kółko.
    Boję się zadziałać zdecydowaniej, aby nie stracić pracy.
    Presja psychiczna jest, zwłaszcza że te obleśne żarty lecą przy innych współpracownikach.
    Nikomu nie życzę.

    1. Czekaj, zaraz ktoś przyjdzie i ci wytłumaczy, że powinnaś to zgłosić. Co prawda nie wiadomo za bardzo komu, ale powinnaś zgłosić a nie pisać tagi na fejsie. Komukolwiek zgłosić. Byle nie na fejsie. No właśnie.

  8. Dziękuję Ci. Za to, że rozumiesz, że przeprosiłeś, że się wkurzasz i krzyczysz z nami. Dziękuję Ci za to, że potrafisz się przyznać do błędu, jak to ładnie ująłeś „Wyjąć głowę z dupy”. Dziękuję Ci, że stoisz po naszej stronie, stronie tych których to dotknęło. Że nam wierzysz. Dla mnie twój tekst jest ważny, podnosi mnie na duchu, że mimo tego całego syfu, jest taki ktoś jak Ty, kto się nie zgadza i rozumie nas.

    1. To nie jest niezwykłe. Zawsze grupa represjonowana potrzebuje wsparcia z zewnątrz, by dotrzeć do szerszej świadomości. Ten mechanizm działa wszędzie tak samo.

  9. Ja z kolei, kiedy stanąłem po stronie molestowanych kobiet, dowiedziałem się, że powinienem się poważnie zastanowić, po czyjej jestem stronie. Bo przecież to oczywiste, że kobiety prowokują molestowanie, żeby potem domagać się odszkodowań. I co ze mnie za facet?

    1. O tak, zdrada własnej płci najgorsza, przecież wiadomo, że jak opowiadasz się po stronie kobiety, robisz to wyłącznie po to, żeby poruchać. Każdy to wie. Ale nie, nie ma żadnego problemu w tym kraju. Tip, kurwa, top.
      Oraz wiadomo, że w Polsce najbardziej opłaca się prowokować molestowanie i gwałt dla odszkodowania, zasądzamy je bowiem w rekordowych wysokościach. Wszystko czasem opada.

  10. Przyznam, że tylu buraków, ilu widziałem od poniedziałku, nie widziałem nawet w czasach młodości, gdyśmy z podstawówką odwiedzili jakiś PGR dla obejrzenia na żywo kampanii buraczanej.

    Mógłbym zrozumieć jakiś mniej delikatny wpis w poniedziałek, gdy akcja dopiero się zaczynała. Bo było mało przykładów, bo ktoś mógł nie zrozumieć, bo nie było widać masowości i powtarzalności zachowań i tak dalej. Nie żebym pochwalał, no ale w poniedziałek rano mogło się jeszcze zdarzyć.

    Ale widzę dziś, w środę, dwa dni po rozpoczęciu akcji, zadowolonych z siebie knurów, którzy z dumą pokazują jak bardzo ten problem nie istnieje, jak bardzo „baby som gupie” i jak bardzo oni, rycerze ortalionu, jebnęliby komuś gdyby „naprawdę molestował”. Biorąc pod uwagę ich poziom intelektualny ciężko określić, co rozumieją pod tym terminem, bo przecież wszystko to nieporozumienia wynikające z dobrych chęci stykających się z niedotykalstwem. Cały problem jest rzecz jasna rozdmuchany przez feministki, a jak ktoś chce ich nazwać spierdoliną, to cóż, będą nosić ten tytuł dumnie, bo dla nich to oznaka bycia prawdziwym mężczyzną.

    Jest mi przykro, że dziewczyny muszą czytać wynurzenia takich idiotów i właściwie mam do swoich znajomych jeden mały apel — wywalcie tych palantów ze znajomych. Serio, jeśli ktoś po dwóch dniach tak masowej akcji nadal jest w stanie wygłaszać teksty tak bardzo uwłaczające kobietom, to znaczy że dla niego empatia to zupa z Azji. Tacy ludzie się nie zmienią, chyba że na gorsze, czego zresztą parę przypadków miałem okazję zaobserwować.

  11. Dziękuję. Jak napisała osoba powyżej – szkoda, że głos musi zabrać facet, by do niektórych dotarło. Z drugiej strony – ważne, że dotrze. A jeśli nie (jak widzimy w komciociągu, niektórzy są kuloodporni) to przynajmniej utraci rozpęd i zamknie twarz.
    Od trzech dni gratuluję sobie doboru towarzystwa (nie tylko znajomych per se, blokuję ludzi prewencyjnie, jeśli widzę, że wyczyniają w dyskusjach u znajomych jakieś kompromitujące hopki.) Nikt nie przyszedł mi na walla z zabawnymi uwagami.
    Co nie znaczy, że obiad nie przewraca mi siew brzuchu, gdy widzę, co się odjaniepawliło u koleżanek.

  12. Przez cały artykuł powtarzasz jedną hipotezę. Będąc cały czas ślepym na głos rozsądku i innego zdania do końca ufasz wszystkiemu co pojawia się na Facebooku z tagiem #jateż.
    Brawo. Tekst bywa miejscami śmieszny i tyle, bo poziom Twojego dziennikarstwa jest niesamowicie niski.

    1. A jakiż to jest ten głos rozsądku i innego zdania? Że dziewczny zrobiły to, bo to trendi? Że coś dały sobie wmówić? Feministki je przekonały, że wszystko jest molestowaniem? Oświeć nas.
      Oraz coś ci się przyjacielu popierdoliło, ja nie uprawiam dziennikarstwa, ja piszę notki na stronę.

  13. Dzięki za ten wpis. Chociażby dlatego, że jestem na 99% pewna, że trafiłam na ciebie gdzieś tak z 8-10 lat temu na którymś Nordconie – byłeś najebany w drzazgi i bardzo, baaaardzo towarzyski. Szczęśliwie miałam solidną męską obstawę.
    Dobrze widzieć, że niektórzy potrafią się uczyć na błędach.

  14. Jest jeszcze cała grupa tych co hashtaga nie wstawią bo nie chcą rozgrzebywać starych ran i dzielić sie publicznie wstydem i upokorzeniem, które przeżyły.

  15. Ja u siebie jawnie napisałam, że generalnie nie miałam powodów by się przyłączyć do akcji, bo nic mi się nigdy poważnego nie stało, ale nie ze względu na mnie a na samą sytuację jednak wrzuciłam hashtag. Jako DZIECKO zorientowałam się, że dorosły mężczyzna został sam na sam ze mną w pokoju i zachowuje się jakoś dziwne. Nie napisałam natomiast, że był to znajomy mojego ojca, nie napisałam że brał na kolana (ja to odczytywałam jako ufne dziecko najpierw jako zabawę po prostu). Zorientowałam się kiedy zadzwonił do kolegi się pochwalić, dał mnie do telefonu a tamten wyczaił o co chodzi, zapytał mnie ile mam i zaczął na niego krzyczeć. Po takiej akcji jako dziecko zaczynasz mężczyzn dorosłych brać nie za opiekunów ale jako potencjalne zagrożenie. Komu miałam opowiedzieć sytuację? Ojcu? Ojcu opowiedzieć że jego kolega brał mnie na kolana i dziwnie się zachowywał? Nawet bym nie umiała opisać o co dokładnie chodziło. Ale to czułam, bałam się strasznie, byłam zażenowana. A na koniec pytanie do nierozumiejących sytuacji – jak dziecko mogło sobie poradzić psychicznie potem? Inaczej niż unikać pokazywania się, unikać wydawania się kobiecą (DZIECKO!), przestać ufać dorosłym, przestać ufać ojcu który wybiera takich ludzi jako znajomych (dziecko nie połączy tego, że zupełnie nie spodziewał się tego). No i kończę tym co zaczęłam, zapomniałam o tym na wiele lat, bo ostatecznie nic się nie stało. Uciekłam. Ale przy okazji akcji przypomniało mi się, że spotkałam kiedyś faceta, który zalecał się do dziecka i nie był to żul z ulicy, a ktoś z bliskiego otoczenia, po którym nie można było się spodziewać wcześniej. Uszanował, że uciekłam (nie, nie zgwałcił, nie zabił, nie okaleczył). Ale na jego twarzy nie pamiętam zażenowania, choćby z tego powodu że kolega przez telefon go złajał. To się zdarza, to był facet który nie cofnął się przed potraktowaniem dziewczynki jak kobiety, nie spodziewał się prawdopodobnie jakie to może nieć konsekwencje – choć w ogóle nie wiem co on mógł mieć w głowie. Ktoś wspomniał o tym, że wujkowie na imprezach klepią po tyłkach – najbardziej na świecie kochałam swojego dziadka. Jemu niestety też się zdarzyło – tego dnia przestałam już na zawsze jego dotyk uważać za miły, chodziłam zawsze przodem do niego, nie dotykałam, nie dawałam okazji. Jak pogadać to tylko do niego bym poszła, ale już nigdy się nie przytuliłam aż w końcu zmarł. Zawsze kiedy zamachnął się przy mnie ręką włączał się odruch odsunięcia się, odwrócenia. Mężczyźni nie są świadomi jak działają na kobiety. Stąd niezrozumienie, ale akcja ma właśnie na celu uświadomić. Nie zwalczać degeneratów. Uświadomić każdego. Może gdyby kobiety uczono od małego jak reagować to nie trzeba by było nasyłać organów sądowniczych za „złe spojrzenie”, ale do tego najpierw trzeba poznać problem w ogóle. Długo myślałam, że tylko gwałt to zło. A to, że się krępuję w dziwnych sytuacjach to jakiś niepotrzebny odruch organizmu, który trzeba stłumić i zapomnieć, bo to normalne.

  16. Przyznaję z ręką na sercu, że i mnie zdarzało się narzucać panom moje awanse, chociaż nie byli zainteresowani. Przy czym miało to raczej charakter emocjonalny, a nie fizyczny. Z perspektywy czasu wciąż czuję niesmak do swojej osoby, ale stało się i z tego co wiem żaden nie ma traumy. Z drugiej strony – ja wciąż boję się jechać sama taksówką.

    1. Właśnie, z tego co wiesz. A może tak samo mało ty wiesz o tym, co myśli i jak czuje się mężczyzna w takiej sytuacji, jak mało wie mężczyzna o tym, co dzieje się w głowie i psychice tak potraktowanej kobiety? Żądamy zrozumienia dla naszych emocji – to tym bardziej nie umniejszajmy ewentualnego obrzydzenia „tej drugiej strony” naszym zachowaniem. A my też potrafimy być paskudne, żenująco się zalecać, robić uwagi z podtekstem do mężczyzn i chłopaków, którzy czują się tym zażenowani. obserwowałam kiedyś swojego młodszego brata w podobnej sytuacji i widziałam, że aż skręcał się z zażenowania, nieśmiałości, chęci ucieczki od „baby”.
      Trochę samokrytyki i pokory drogie koleżanki.

  17. Jestem matką i ofiarą . Zadaje sobie pytanie , jak wychowujemy nasze dzieci ?! Nie ma złotego środka , ale faktem jest , że uczymy nasze córki , że mają być miłe i uległe . Nie , kurwa , nie ! Mają być dumne z tego , że są kobietami i niezależne ! Skończmy wreszcie z kultem kutasa ! Niech wreszcie się skończy przypinanie łatki ofierze ” bo go sprowokowałaś ” . Kiedy wpisałam ja też , znajoma napisała , a co ubyło cię ? Tak , ubyło . Moja dusza jest chora od 1,5 roku :((

    1. Miałem takie głosy na priva albo w wątkach, które przeglądałem. Dziewczyny bały się cokolwiek napisać, bo nie chciały, żeby szambiarze do nich przyszli. I nawet się nie dziwię. Ja jestem wytrawnym nurkiem w otchłani, robię to od prawie 20 lat, widziałem i czytałem rzeczy, w które wy, ludzie, nigdy byście nie uwierzyli. 99,9% niepochlebnych komentarzy po mnie spływa, bluzgi mnie smucą, bo świadczą tylko o słabości moich adwersarzy, a ja bym chciał mieć mocnych oponentów a nie stulejarskich eunuchów.
      Ale kobietom, które na fejsa wchodzą nie po to, żeby się taplać w gównie, tylko wrzucić fotkę z wakacji i pogadać sympatycznie z przyjaciółmi, wcale się nie dziwię, że nie chciały się podłożyć takim właśnie ochłapom, które i tutaj przylazły z płaczem na temat mojego „dziennikarstwa”.
      Co tylko potwierdza moją tezę, że w tym kraju, tak bardzo ukochanym przez boga, nie ma, nie było i nigdy nie będzie molestowania. Kobiety się nie znają i mylą molestowanie z byciem szarmanckim. Wiadomo.

  18. Miałam 14, może 15 lat, jechałam ze starszą siostrą zatłoczonym trolejbusem. Jakiś starszy facet wcisnął mi łapę w krocze i dyszał. Nic nie zrobiłam, nie wiedziałam, zmroziło mnie. Po wyjściu z trolejbusu siostra pouczyła mnie, że w tłoku powinnam lepiej pilnować torebki :/
    Od tego dnia już nigdy więcej nie założyłam tej kraciastej spódniczki z falbankami, w której wtedy jechałam.

  19. Kiedy odpowiedziałam mojemu szefowi w jakim tonie rozmawiał ze mną klient i jak to było obleśne usłyszałam tylko : „Przecież nie spotyka to Pani pierwszy raz.”

  20. Chciałabym się zwrócić do wszystkich komentujących tu Kobiet – jesteście niesamowite! Wasza siła i odwaga działają lepiej niż terapia. Najważniejsze w tej akcji dla mnie jest to, że w ciągu kilku dni doświadczenia które kiedyś powodowały uczucie wstydu i wyalienowania, stały się powodem do dumy i poczucia przynależności do bardzo licznej grupy niesamowicie silnych Kobiet. Czytając o Waszych doświadczeniach i przemyśleniach z nimi związnych, zapomniałam o ochłapach tego świata. Rozmyli się oni wszyscy na tle Waszej odwagi i siły. Dziękuję Wam bardzo!

  21. Oo kurde… autor tekstu jest lepszy od Patryka Vegi z tym przeklinaniem i postawą nawróconego Czarnego Charakteru. Nie ma to jak się na blogasku lansować z okazji hashtagów z problemami pierwszego świata.

    1. O rany, Molo wypełzł spod kamienia.
      Dla takich niekumatych typów jak ty, specjalnie zamieściłem wstęp. A ty przylazłeś i płaczesz, że przekleństwa. Jesteś głupi czy tylko masz problem z czytaniem?

      1. Zupełnie serio uważam, że twój tekst był by mocniejszy jakby nie roiło się w nim o wulgaryzmów. W moich oczach one do mocno dewaluują i możesz sobie pisać że masz to w dupie ale to nie zmienia faktu, że tak jest.

        Mi ta akcja w niczym nie przeszkadza ale pisanie na fejsiku o problemach to tylko o jeden poziom lepiej niż „nie robienie nic”. Nie rozumiem skąd taka nie wiara w policję i rodziców? To są pierwsze miejsca gdzie każda z tych pań powinna szukać wsparcia, a nie w tagach w Internecie.

        1. Przeczytaj uważnie inne komentarze, a będziesz wiedział, skąd ta niewiara.
          Rodzice to nie są cudowne byty wyrwane ze społecznego kontekstu, to często ludzie, którzy tak wychowują synów, że wydaje im się, iż po prostu mogą naruszać granice intymności kobiet, a w córkach utrwalają przeświadczenie, że pewnie same to sprowokowały, że to w gruncie rzeczy „nic poważnego”, bo mogło być gorzej. Tylko że „nic poważnego” rozzuchwala do przekroczenia kolejnej granicy. Policja? Nawet ofiary gwałtu mają problem, by im uwierzono, by odnaleziono sprawcę, a wstyd i upokorzenie to nie są sprawy, które zniesie każda kobieta. Stygmatyzacja ofiar jest ogromna. Co dopiero w przypadku molestowania? Przecież na komisariatach często pracują mężczyźni tego samego pokroju, co Sebek rzucający za laską: „Te, loszka, fajne masz cycki. Ruchasz się?”. Poza tym „przecież jest tyle poważniejszych spraw”. I co ma powiedzieć policji taka dziewczyna? Poczułam się upokorzona, zbrukana i zagrożona? Myślałam, że na tym się nie skończy? Wsadził mi rękę w krocze, ale nie zgwałcił?
          Zachęcam jeszcze raz do przeczytania reszty komentarzy.

          1. Nawet w cywilizowanych krajach typu UK, gdzie organy scigania maja prikaz traktowac sprawy „sexual assault” priorytetowo, zgloszenie sprawy na policje wymaga przekroczenia pewnej bariery. To nie jest tak ze sobie idziesz na komisariat i zalatwiasz sprawe w 10 minut. Minimum co musisz poswiecic, to pare godzin czasu + iles godnosci zeby opowiedziec obcej osobie o bardzo osobistych doswiadczeniach.

          2. PS. Ta akcja to uświadamianie skali zjawiska i jako taka jest bardzo potrzebna. To pokazanie innym kobietom, że nie muszą się wstydzić, i uświadomienie różnym mężczyznom, co właściwie robią (lub robią ich koledzy). To coś więcej niż „tylko o jeden poziom lepiej niż nierobienie nic”.
            Inna sprawa: Niektórzy uważają, że przecież zawsze można coś zrobić w samoobronie. Tak, pewnie, zwłaszcza gdy jest jedna dziewczyna i grupa mięśniaków, a wszyscy wokół odwracają wzrok, bo przecież jest tyle ciekawych wydarzeń dookoła. Odpysknie, odwarknie, ale upokorzenie zostanie, a czasami pamiątka w postaci poszarpanych włosów i fioletowego oka. Często nawet nie odpysknie, bo dziewczynę blokuje, bo nauczono ją, że ma być miła i uprzejma, a nie nauczono, że ma się nie przejmować społecznym odbiorem i werbalnie lub fizycznie walczyć o swoje. Z fizyczną odpowiedzią (niestety niektórzy mężczyźni zrozumieją, że kobieta czegoś sobie nie życzy, dopiero gdy dostaną pięścią w gębę) też jest problem. Wiele kobiet nie umie się bić, nie nauczyły się tego, mają za to przeświadczenie (z gruntu nieprawdziwe), że każda kobieta jest słabsza od każdego mężczyzny, że są na tyle słabe, iż nie mają szans w fizycznej konfrontacji.
            Ale tak czy owak, bicie się to nie jest rozwiązanie, do którego należy dążyć – nawet jak wygrasz, możesz odnieść solidne obrażenia, na które bynajmniej nie masz ochoty, a jak złoisz gościowi skórę, to może się okazać, że w oczach policji to ty jesteś sprawczynią i koniec końców to ty oberwiesz od stróżów prawa za to, że facet przekroczył granice.
            Rozwiązaniem może być uświadomienie ludzi, jakie zachowanie należy zmienić. Uświadomienie przyszłych i obecnych rodziców, że żyjemy w społeczeństwie, które jak na razie pozwala mężczyznom na wykorzystywanie i upokarzanie kobiet, że kultura gwałtu to nie jest „wymysł feministek”, ale można to zmienić, wychowując chłopców i dziewczynki tak, by skończyły się czasy, że chłop ma prawo robić, co mu się podoba, bo „jest chłopem i taka już jego natura, że chuć ma i musi się wyżyć”, a baba ma obowiązek mu dać i jeszcze być zadowolona z zainteresowania, a jak nie chce, to głupia, nienormalna i pewnie lesba. A na dodatek pewnie jeszcze feministka, więc oczywiście „nienawidzi wszystkich mężczyzn” i to dlatego nie pozwala na plugawe teksty, obrzydliwe miny, macanie i gwałt. Dla niekumatych – sprawdźcie w słowniku znaczenie słowa „ironia”.

  22. Hej,
    świetny wpis. Również bardzo, bardzo Ci, Radku, dziękuję. Miałam sporo sytuacji, bez których byłabym znacznie szczęśliwsza, a jeszcze gorsze rzeczy przydarzały się moim znajomym. Dobrze jest przeczytać coś takiego!
    Przy okazji: na Gazecie pojawił się artykuł na temat akcji – dość infantylny niestety, ale ciekawe jest co innego – festiwal chamstwa i skurwysyństwa w komentarzach.
    Można tam znaleźć wszystko, co wyszczególniłeś i jeszcze więcej, ale w takiej formie, że po prostu człowiekowi ręce opadają, jednakże oczu oderwać nie może, bo ciężko uwierzyć w to, co widzi. W plugawe, bulgoczące gównem bagno. Fascynujące są zwłaszcza wypowiedzi pod adresem feministek lub osób za takowe uznane.

    Wisienka na torcie: „Feminazizm = fundamentalizm islamski. Kwintesencją ferminazizmu będzie mężczyzna w burce. W fundamentalizmie islamskim, jest nim kobieta. Pozwlicie na to panowie?”.

    I druga: „Jezus Maria. Feminazistki wszelkich krajów weźcie się i zeutanazjujcie. Nawzajem, za notarialnym poświadczeniem i pieczątką parafii, bo inaczej nawet zza grobu będziecie oskarżać ze zmuszono was do tego przez molestowanie.
    Pozdrawiam
    Losiu”.
    Rzeczywiście niezły łosiu.

    Link: http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/7,107881,22524719,facet-w-tramwaju-odwrocil-sie-i-zapytal-za-ile-czy-po-akcji.html

  23. świetny artykuł.

    Mam pytanie: przyznajesz że sam wielokrotnie zachowywałeś się w ten sposób w stosunku do kobiet. Co sobie wtedy myślałeś? Co uzmysłowiło ci że takie zachowanie jest niedopuszczalne?

    1. Nie myślałem, bo byłem wtedy bardziej lub jeszcze bardziej pijany. A potem wytrzeźwiałem, spojrzałem w przeszłość i jak już przestałem się trząść z obrzydzenia, zmieniłem się. To łatwe, jak już się odstawi gorzałę.

  24. Dzięki za ten tekst. Paradoksalnie jest mi lepiej ze świadomością, że nie jestem sama, chociaż nie wrzuciłam „metoo” na fejsie. Bo nie chciałam znosić głupich komentarzy, a za bardzo boli to wszystko. Gratuluję mądrym którzy doradzają zgłaszanie na policję. Tak, spoko. Szczególnie gdy sprawa dotyczy własnego ojca i sąsiada, a kilkuletniemu dziecku noe wierzy nawet wlasna matka. Pierdolcie się ze swoimi radami.

  25. Chciałabym napisać coś więcej i składniej, jak komentatorki powyżej, ale wzruszenie takie, że słowa nie chcą przejść przez palce, więc napiszę tylko tyle:
    Dziękuję, Radku.

  26. Radek Teklak Twoje przemyślenia skłoniły mnie do napisania tych słów bo w sumie nie zwróciłeś uwagi albo nikt nie poruszył wcześniej tego problemu – wczesnego dojrzewania dziewczynek i traktowania ich przez rówieśników i otoczenie. a wydaje mi się że tu zaczyna się postrzeganie i sposób traktowania drugiego człowieka.
    Skala problemu jest ogromna i zaczyna się już w dzieciństwie, szczególnie w szkole gdy dziewczynki zaczynają dojrzewać. Najgorzej mają te, które jako pierwsze zaczynają wyglądać „inaczej” – rówieśnicy są bezlitośni. Docinki, próby dotykania, wyśmiewanie, sprośne teksty, wyzwiska… można wymieniać jeszcze długo. A dlaczego? Tylko dlatego, że jest się dziewczynką, tylko dlatego, że matka natura postanowiła trochę wcześniej niż u innych dać znać o sobie. I co jest straszne nie tylko chłopcy upokarzają ale też „koleżanki” wyśmiewając, szydząc, poniżając. Dziś wiem czym to było spowodowane ale kiedyś? Kiedyś to było dla mnie straszne. Ciągle człowiek zadawał sobie pytanie – dlaczego? Co ja im takiego zrobiłam? Nienawidziłam wtedy siebie, nienawidziłam tego jak wyglądałam, wstydziłam się siebie, tego że musiałam przebierać się z „koleżankami” w tej samej szatni przed lekcją wf. Czułam się w tym wszystkim bardzo zagubiona i samotna. I im bardziej człowiek protestował, bronił się tym gorzej obrywał. Mam trochę buńczuczny charakter więc nie raz jakiś chłopak oberwał ode mnie za zbyt długie ręce i jakiś czas był spokój ale nie rozwiązywało to problemu. A wujkowie? Wcale nie lepsi. Te ich uśmieszki, teksty od których nie wiadomo gdzie się schować – „o proszę jakie cycuszki już masz”, „o rodzynki już ci rosną”. I co ma powiedzieć dziesięcioletni dzieciak na taki tekst??? Mi się chce wyć a oni mają promienny uśmiech na gębie i w dodatku wydaje im się że są tacy fajni i zabawni.
    Z czasem oczywiście to się powoli uspokaja ale nie mija chyba nigdy bo do dziś, mając 40 lat doświadczam niewybrednych tekstów z racji mojego wyglądu a konkretnie biustu, który mam dość duży w porównaniu ze szczupłą budową ciała. A czy to moja wina, że jestem kobietą, że tak wyglądam? Czy miałam jakikolwiek wpływ na to? NIE!!! Tyle że teraz umiem sobie z tym radzić, jestem bardziej obojętna na idiotów, dojrzalsza, świadoma siebie i swojej wartości.
    Ale… to co było kiedyś moją traumą dziś… spotyka moją dwunastoletnią córkę a dokładniej od jakiś 2 lat. Łzy cisną się człowiekowi do oczu a dłonie zaciskają w pięści. I znów bezradność, bezsilność…
    I o ile na teksty wujków mam możliwość reagować natychmiast i takich sytuacji już nie ma bo moja reakcja była natychmiastowa i miażdżąca dla nich o tyle w szkole i poza nią gdy córka jest sama jestem bezsilna. Mam z nią bardzo dobry kontakt, rozmawiam, tłumaczę, mówię jak ma się bronić, dowartościowuję ale… i tak widzę jak ona to przeżywa 🙁 Rozmowy w szkole z wychowawcą, z nauczycielami itp. nic nie dają albo tylko na chwile jest lepiej. Ale jak maja się te dzieci zachowywać skoro przykład biorą często z domu i środowiska, którym chcą zaimponować? Jeśli my rodzice, my dorośli nie będziemy z tym walczyć, tłumaczyć, szanować siebie nawzajem to i tak się to nie zmieni i to jest straszne.

  27. No, ale przepraszam bardzo. Zasada z tym więzieniem jest naprawdę bez sensu. Ja to bym nie chciał niczego doświadczyć ze strony innego mężczyzny w wiezieniu bo bardzo wszystkich przepraszam, ale jestem akurat heteroseksualny. Więc zgodnie z tą zasadą nie powinienem niczego proponować kobietom oprócz być może wspólnej gry w ping ponga przy zapalonych światłach i w obecności 100 koleżanek w samo południe. Jak już chcemy oświecić mężczyzn, którzy nie wiedzą co robić to może wymyślmy coś innego niż jakąś chwytliwą regułę pobudzającą emocje.

    Sęk w tym, że takiej reguły nie będzie. No może taka, żeby nie gwałcić i nie chwytać za ramię i nie ciągnąć za ramię w bramę na siłę.

    A są przecież sytuacje w których kobieta chce żeby mężczyzną ją dotknął ? Są czy nie ? A przecież nie wyślę Ci formalnej zgody listem poleconym z pieczątką notariusza. No i facet ma się ogarnąć i domyślić, że to spojrzenie to jest to spojrzenie i to, że stanęła bliżej też coś oznacza. A może i nie….No i dlatego tak się niektórzy denerwują. Bo chcą dobrze a za chuja nie wiedzą kiedy jest dobrze.

    No chyba, że mówimy o tych baranach którzy klepią po tyłku z zaskoczenia i gwiżdżą na ulicy. Nie wspominając o gwałcicielach. Oni to wiedzą i nie trzeba im tłumaczyć co jest dobre a co złe.

    1. „A są przecież sytuacje w których kobieta chce żeby mężczyzną ją dotknął ? Są czy nie ? A przecież nie wyślę Ci formalnej zgody listem poleconym z pieczątką notariusza. No i facet ma się ogarnąć i domyślić, że to spojrzenie to jest to spojrzenie i to, że stanęła bliżej też coś oznacza.”

      Kobiety maja tez mowe, stary.

  28. Niestety, z pewną dozą wstydu, zgadzam się z Radkiem.

    I zupełnie nie negując akcji pozwolę sobie na niewybredny żart:
    „Każdego dnia miliony mężczyzn padają ofiarą samogwałtu pod prysznicem. Ale o tym się nie mówi”

  29. Jak mnie chuj strzelił, jak poczytałam komentarze. Zastanawiałam się nad #metoo na mojej tablicy. Nie odważyłam się, a to nie jedna sytuacja, tylko szereg różnych. Facet, który łapie za tyłek, bo skoro tańczę w klubie, pewnie marzę o tym, żeby ktoś mnie złapał za tyłek. Sam fakt, że się tam pojawiłam, najwyraźniej go upoważnia. A byłam w jeansach i luźnym tshircie. Chłopak, który zadowolony z siebie wysiada z tramwaju i wie, że nie zdążę się odwinąć przed zamknięciem drzwi, to sobie klepnie, z bezczelnym uśmiechem. Nauczyciel, który komentuje „no, za wygląd to bym Ci 6 postawił, ale pani dyrektor by była zazdrosna, to niech będzie 5”. obleśny dziad który stoi pomiędzy Tobą a dalszą drogą do domu i zaczyna się onanizować na ulicy. Cichej i ciemnej. Niby nic. Niby czujesz dyskomfort, trochę obrzydzenia, spychasz to gdzieś, bo „zdarzyło się, minęło i nic nie możesz zrobić”. Ja mam dużo dystansu do życia. Nie jestem przewrażliwiona, jak mnie ktoś podrywa wbrew mojej woli to dostaje jasny sygnał (albo kilka), że powinien przestać, ale nie robię od razu afery. Jak mnie szef żartobliwie adoruje, podkreślam, żartobliwie, to dotrzymuję mu kroku i również żartuję. Tak długo, jak wiem, że to są tylko żarty. Że nie jest zagrożona moja pozycja w pracy, czy moje bezpieczeństwo i etc. Ale pójście w drugą stronę (a mam ten etap za sobą) – obrzydzanie siebie samej dla otoczenia, żeby nie być atrakcyjną i przestać przyciągać uwagę… no na litość, to nie w tą stronę powinien zmierzać świat. Też chciałabym czasem ładnie wyglądać i nie słuchać, że się „odjebałam” w akompaniamencie wulgarnych gwizdów i niewybrednych uwag, jak raz na pół roku założę spódnicę. Komfort psychiczny w codziennych sytuacjach jest tu potrzebny, bo to, że mnie przyjaciel obejmuje, to ma prawo. To, że sobie z kimś żartuję, to też inna sytuacja. Ale od mojej strefy komfortu obcym won.

  30. Widzialem juz pare razy odpowiedzi na #metoo w stylu „facetow tez molestuja”. Budowanie 1-1 analogii pomiedzy sytuacja kobiet i mezczyzn nie jest nawet zabawne, tylko zalosne, ale w imie prawdy chcialem sie podzielic moimi obserwacjami n/t zachowania kobiet ktore ja osobiscie odbieralem jako przynajmniej natarczywe. Glownie chodzi o natarczywe spojrzenia (o dziwo, na ogol wtedy ide po ulicy ze swoja partnerka – jakas proba damsko-damskiej dominacji?) ale czasami tez o wpychanie sie na mnie, albo zeby sie jakos oblesnie otrzec, albo – kiedy ide z partnerka – proba postawienia mnie w sytuacji „albo cie potrace, albo ty potracisz swoja kobiete” (znowu, chyba jakies niedowartosciowanie i proba udowodnienia sobie, ze jestem bardziej kobieca niz druga kobieta na ulicy).

    #peoplearestrange

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *