Z kamerą wśród zwierząt 6

Postęp nie zwalnia. Postęp nie czeka. Kto się nie załapie, zostaje zmielony w trybach historii. Ojcowie narodu i ich gwardia nie ustają w próbach uczynienia życia w Polsce jeszcze bardziej nieznośnie zabawnym.


Zaczniemy letnio i lekko, od wypadku. Tydzień bez wypadku jakiegoś samochodu związanego z aparatem, to jakby tygodnia nie było. Tym razem kierowca z MON-u wymusił pierwszeństwo i przytarł inną brykę. Na tylnym siedzeniu spoczywał dowódca Garnizonu Warszawa generał brygady Robert Głąb. Policja zobaczyła suty mundur i postanowiła nie wlepiać mandatu za dzwona, kierowiec dostał pouczenie. Widzicie? A mówią, że policja nie ma litości dla kierowców łamiących przepisy.


Skoro jesteśmy przy policji, to rozpędzam beczkę śmiechu. 8 maja wałbrzyscy policjanci dostali od szefa rozkaz: codziennie macie mi tu, kurwa wasza mać, złapać przynajmniej jednego delikwenta z narkotykami. I chuj mnie obchodzi, że nie potraficie, nauczcie się. A jak, kurwa, nie potraficie ani łapać, ani się nauczyć, to będziecie pisać notatki z wyjaśnieniami, kutasiarze pierdoleni.

Nie wiem, czy dokładnie takich słów użyło dowództwo, ale rozkaz jest rozkaz. Policjanci kręcą głowami z niedowierzaniem i ja ich rozumiem. Przecież jak narkusa nie złapią, to łatwiej będzie komuś w czasie kontroli podrzucić gieta niż się pierdolić z jakimiś raportami. Teraz najzabawniejsze – szefostwo uważa, że to normalny rozkaz i nie kuma, dlaczego dokoła niego się zrobił śmieszny syf i zamieszanie. No nie rozumieją, że wypaczają ideę pracy policji i co im zrobisz? No nic nie zrobisz, bo jak powiedziała Magdalena Korościk z Zespołu Komunikacji Społecznej Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu, skoro zostało wydane polecenie służbowe, to zgodnie z prawem policjanci mają je wykonać, a nie płakać i skarżyć się mediom.

Ja rozumiem, że pani z ZKSKMPwW musi komunikować zgodnie z linią partii, ale tutaj chyba przekroczyła granicę kompromitacji własnej i munduru, w którym służy.


Posłowie PiS chcą obniżyć uposażenie posłów i senatorów. Chyba już nawet taką ustawę przepchnęli przez sejm, że będą zarabiać 25 proc. mniej. Ogólnie jestem za tym, żeby politykom płacić więcej niż mniej, bo jak zaczniemy płacić mniej, to pieniądz gorszy wyprze pieniądz lepszy i parlament zaleje miernota gorsza, niż tam się zalęgła teraz. Wiem, że trudno wam to sobie wyobrazić, ale tak będzie. Populizm tej decyzji jest tak wysoki, że przepaliło mi wszystkie kontrolki. Teraz najlepsze, wiecie ile rocznie zaoszczędzimy na tych obniżkach? Ktoś policzył, że całe 13 mln złotych. Skończyły mi się znowu łzy ze śmiechu.


Kancelaria Premiera wydała w pół roku bańkę na PR. Głownie na doradztwo w sprawie prowadzenia kampanii na Fejsie i Guglu. Nie chodzi o ten nędzny milion, bo to kolejne drobne w skali ogólnego rozpierdolu. Problem polega na tym, że nie zadziałało. Lepiej było zrobić za ten hajs duży bankiet dla ludności.


Joanna Lichocka na spotkaniu z wyborcami, zażartowała. Ogólnie szanuję ołowianą lekkość prawicowego poczucia humoru, którego dumnymi reprezentantami są na przykład panowie Wolski czy Pietrzak, ale czasami się gubię. Tak, jak zgubiła się większość Polaków, która nie zrozumiała finezyjnego dowcipu pani Lichockiej. Odpowiadając na pytanie o przyszłość mediów, które irytują zwolenników PiS, palnęła co następuje: “Ja najchętniej bym wszystko pozamykała, powsadzała do więzień, zrobiła porządek raz, dwa, trzy i wprowadziła najlepiej jednowładztwo Jarosława Kaczyńskiego. Wtedy byłabym spokojna, że jest dobrze”.

W sumie jak się popatrzy na inne dowcipy i żarciki obozu władzy, to też się człowiek zastanawia, czy oni są zwyczajnie chujowi w tych dowcipach, czy my za głupi, żeby skumać ich polot i finezję.


No bo patrzcie. Żalek powiedział świetny żart o wyrodnych rodzicach osób niepełnosprawnych, którym nie należy dawać hajsu do ręki. Oczywiście tłumaczył się później, że pies zjadł mu pracę domową i padł ofiarą manipulacji.

Marszałek polny Kuchciński Marek rzuca witz o odszczurzaniu i odgrzybianiu Polski, po czym mówi, że hakier mu dopisał i został niewłaściwie zrozumiany. Chwilę później robi żart sytuacyjny i odgradza się banerem od protestujących w Sejmie. Podobno do jego gabinetu można wejść już tylko przez okno. A żeby dowcip wybrzmiał pełniej, na banerze jest hasło “550-lecie Parlamentaryzmu Rzeczypospolitej”. Nie wiem, jak u was, mi dupa odpadła ze śmiechu.

Krynicka Bernadetta ma dobrą passę stand-upową. Najpierw wyliczyła, że taki niepełnosprawny zamiast się opierdalać, to może na luzie dorobić nawet 3k miesięcznie. A potem poprawiła świetnym dowcipem o tym, że nie ma sensu dawać hajsu na niepełnosprawnych, zamiast tego trzeba przeznaczyć je na budowę strzelnic, żeby niepełnosprawni mogli tam się rozerwać i sobie postrzelać.

Ostatnio fontanna niewymuszonego dowcipu sytuacyjnego, pani Krystyna Pawłowicz wyprodukowała pyszny żarcik, który przytoczę w całości, taki skubaniec jest dobry: „Przed chwilą byłam w Sejmie. Na antresoli, w miejscu dla prasy i w korytarzu głównym na parterze trudny do zniesienia smród. Zapytana o to pani z TVN powiedziała, że też czuje, ale to „od farby, bo gdzieś coś malowano”. Ale nigdzie prac malarskich nie było …”

No i się wrażliwcy przyjebali, że protestujący niepełnosprawni jej śmierdzą. A to przecież kubły z farbą… A nie, wróć, też się nie poznałem na ironicznym dowcipie pani Pawłowicz.

Rekord dowcipu pobił europoseł PiS (bo to zawsze musi być ten empatyczny i wrażliwy PiS) Kuźmiuk Zbigniew, który stwierdził bez porozumiewawczego mrugnięcia okiem, że spędzenie (przez protestujących) ponad 30 dni w Sejmie na pewno zostawia ślady w ich psychice. Co lata spędzone w Sejmie poczyniły z psychiką posłów, widzimy na każdym kroku.


Kolano prezesa będzie wymagać opieki jeszcze przez kilka tygodni. Jest szansa, że pod nieobecność Wielkiego Stratega, zaczną się w końcu partyjne dintojry. Chętnie bym zobaczył, kto ma na tyle duże jaja, żeby na strzelaninę przyjść z nożem. A skoro sobie żartujemy, to zacytuję pana Gowina Jarosława, który raczył być rzec: Nikt nie przeczy temu, że pan prezes Kaczyński jest liderem obozu Zjednoczonej Prawicy, ale oprócz tego jest naturalna w każdym państwie i obozie politycznym dywersyfikacja odpowiedzialności. Premier, ministrowie, władze klubu mają swoje uprawnienia i realizują je sprawnie, czy w miarę sprawnie, realizujemy te zadania. Niezależnie od tego, czy pan prezes jest w szpitalu, czy na Nowogrodzkiej.

I to był pierwszy naprawdę śmieszny dowcip w tym zestawieniu, chociaż jak sądzę bardzo niezamierzony.


Następny w stawce śmieszków jest uczestnik Tańca z Gwiazdami, Bosak Krzysztof. Ten miły, młody człowiek, członek Ruchu Narodowego został poddany ostatnio opresji i uciskowi. Otóż w ubiegły czwartek minął go kierowca Uber Eats – Hindus w turbanie pedałując na rowerze (zapis oryginalny). I Piękny Krzyś pyta: “Czy to żeby pewna grupa ludzi miała zawiezione jedzenie zamiast pójść samodzielnie do baru lub sklepu jest tak istotną potrzebą gospodarczą że chcemy iść w multikulti? Czy ta sprawa nie wymaga debaty?”

Czy ktoś mógłby Krzysztofowi podpowiedzieć, że cyfry, których używa są arabskie, i to też wymaga debaty?


Jak już wiecie Sejm Dzieci i Młodzieży się w tym roku nie odbędzie. Strach jest, że im się oprócz rodziców osób niepełnosprawnych, zalęgną jeszcze gówniaki i smród wygoni panią Pawłowicz z Sejmu na zawsze. Szybko pojawiła się propozycja, żeby posiedzenie Parlamentu Dzieci i Młodzieży zorganizować na UW, któremu gówniaki niestraszne. I tutaj, zapewne z okrzykiem “hańba” na ustach, wkroczyli przedstawiciele Młodej Prawicy i Forum Młodych PiS. Od razu rozpoznali fałszywkę i zrozumieli, że finansowana gumowymi szeklami od Sorosa inicjatywa, jest niczym więcej niż ustawką, która ma ewidentnie antyrządowe intencje. Tłumaczenie jest tak śmieszne, że zacytuję dosłownie oświadczenie młodzieżówki: “Jesteśmy zaniepokojeni decyzją niektórych Marszałków i Posłów tegorocznej oraz poprzedniej sesji SDiM o bezzasadnym zainicjowaniu alternatywnego, politycznego Parlamentu Dzieci i Młodzieży. Sam temat już jasno wskazuje na antyrządowe intencje: podczas obrad PDiM poruszony zostanie temat demokracji oraz wrażliwości społecznej”. (pogrubienie moje)

I dalej:

“Jako posłowie na SDiM zostaliśmy potraktowani przedmiotowo, by móc promować antyrządowe działania oraz opozycyjne partie polityczne. Jako młodzi ludzie jesteśmy tym oburzeni”.

Niby młodzi a dwie rzeczy wiedzą od dziecka: jak operować nowomową partyjną na poziomie ekspert oraz jak po palcu wleźć tam, gdzie się wchodzi, żeby za kilka lat przykleić się do programów Rodzina PiS na Swoim oraz Koryto+. Słuszną linię ma nasza partia.


Skoro sobie już tak tutaj śmieszkujemy, to informuję o naprawdę zabawnej interpelacji, którą do Urzędu Dzielnicy Żoliborz zgłosił radny PiS (to oczywiste) Pękal Marek. Otóż napisał do niego zaniepokojony mieszkaniec zielonego Żoliborza. Co zaniepokoiło mieszkańca zielonego Żoliborza? Ano gówniaki z Ogniska Pracy Pozaszkolnej w trakcie zajęć teatralnych “Żoliborskie Płomyczki” są uczone wykonywania na fletach “Ody do Radości”. Zaniepokojenie mieszkańca zielonego Żoliborza, którego nazwisko niestety zamazano, jest tak wielkie, że prosi radnego o interwencję.

Radny PiS (to oczywiste) Pękal Marek interweniuje i składa interpelację, w której rzuca takie perły mądrości, że nie wiem, co mam właściwie wybrać. Rzucę więc jeden tekst i wkleję wam link do tej interpelacji. To jest takie piękno, że zapłaczecie z wdzięczności. Radny PiS (to oczywiste) Pękal Marek mówi na przykład tak: W związku z powyższym proszę o zaprzestanie nauczania na fletach “Ody do Radości” i zastąpienie jej nauką “Mazurka Dąbrowskiego”, albo nauką innej polskiej pieśni np. “Bogurodzicy”, albo “Roty”. (pisownia oryginalna).

Tutaj link, nie musicie mi dziękować.


Na koniec coś na poważnie. Godek Kaja domaga się zwolnienia dwóch pracownic Biura Analiz Sejmowych. Wydały one opinię dotyczącą projektu “Zatrzymaj aborcję”, która to opinia pani Godek się nie spodobała. Wkurwiła się pani Godek okropnie i żeby nerwy uspokoić poszła nad rzekę ryby łowić… Chociaż nie, to inna historia. Wkurwiła się pani Godek okropnie, że ktoś myśli inaczej niż ona i nie podziela jej światopoglądu i żeby nerwy ukoić odpaliła petycję, mającą na celu “Zwolnić autorki skandalicznej opinii z Biura Analiz Sejmowych”. Do dzisiaj podpisało ją 3086 osób. Pani Godek Kaja czuje się w obecnej Polsce wyjątkowo mocno.
Ja natomiast strawestuję Gruchę i zapytam bez żadnego trybu: no właśnie, kim ty w ogóle kurwa jesteś, pajacu?


I na tym zakończymy dzisiejszą beczkę śmiechu.

Z kamerą wśród zwierząt 5

Miłościwie nam panująca władza nie ustaje w wysiłkach, żeby przepchnąć jeszcze więcej postępu w postępie i funduje nam mnóstwo radości podlanej łzami.


Na początek kolejna odsłona kanibalistycznego tańca na trumnach, prokurator rozgrzebujący mogiłę Arkadiusza Rybickiego, otoczył się POCZWÓRNYM kordonem policji i żandarmerii wojskowej, żeby mu motłoch w jedzeniu nie… Przepraszam, w czynnościach nie przeszkadzał.

Policjanci dostali rozkaz, żeby własnej matki nie puszczać i nie puszczali. Nawet tych, którzy nie byli tam na proteście, tylko chcieli odwiedzić grób żony. Jak na przykład wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz. Policjant powiedział, że jak ktoś ma problem, to do prokuratora a on dostał rozkaz. I jak trzeba będzie strzelać, to będzie strzelać. Ogólnie spoko.


Skoro już jesteśmy przy policji, to okazało się, że schodów do nieba na placu Piłsudskiego pilnują przez 24 godziny na dobę od dnia jego odsłonięcia. To najlepiej świadczy o tym, co władza ludowa sądzi o nastrojach ludu. Miesięczny koszt ochrony monumentu to marne 22 tysiące złotych i doprawdy nie ma się o co przypieprzać. To drobne na piwo w porównaniu ze skalą marnotrawstwa, jakie odchodzi w innych miejscach.

A skoro już o ochronie, to ostatnio pan Antoni jechał samochodem. Było to auto żandarmerii wojskowej. Nastąpił drobny dzwonek, pan Antoni uznał, że jako pasażer nie ma policji niczego do powiedzenia i się zawinął inną bryką, którą mu albo podstawili, albo jechała w eskorcie. Tydzień bez wypadku jakiegoś samochodu wiozącego notabli partyjnych się nie zdarza, więc wydarzenie nie byłoby jakoś przesadnie sensacyjne, gdyby nie drobny twist. Otóż ŻW nie chciała powiedzieć, czy ich samochodem jechał pan Antoni, gdyż jest to informacja TAJNA. Na szczęście były minister był widziany na miejscu zdarzenia, więc taka to tajność.

Na pytanie dlaczego pan Antoni tłucze się samochodami ŻW i korzysta z jej ochrony, chociaż jest już byłym ministrem, resort odpowiedział, że chuj wam do tego, ale skoro już drążycie i nie przestaniecie, to pan Antoni, jako przewodniczący Podkomisji do Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego z 10.04.2010 w Smoleńsku, ma prawo do pojazdu funkcyjnego (nie zgrywam się, ta komisja tak się nazywa). A ochronę dostał na skutek decyzji ministra Mariusza. I cześć, i chuj.


Być może zastanawiacie się, dlaczego kierowcy pojazdów rządowych i resortowych co i rusz mają dzwona. Ano okazało się, że kierowcy SOP (to chyba ta nowa formacja mająca chronić państwo) z najmniejszym stażem, którzy pracują w grupach ochronnych premiera i prezydenta, mają tego stażu odpowiednio 7, 15 i 16 miesięcy. W kolumnach pojazdów jeżdżą też kierowcy, którzy odbyli JEDNO SZKOLENIE związane z jazdą w takiej kolumnie. Byli funkcjonariusze BOR mówią, że minimalny staż to 3 lata a szkoleń trzeba odbyć co najmniej kilka. Teraz pozwalniali ludzi, bo byli nieprawomyślni i kierowców brakuje. No to się bierze chłopaków niemalże z łapanki a jak w jednej grupie brakuje ludzi, to się bierze z innej albo dobiera młodych. Tak sobie myślę, że jakbym się zakręcił, to bym się na kierowcę do SOP wkręcił. A tymczasem proponuję nowe oznaczenie wszystkich pojazdów rządowych, prezydenckich i resortowych – zielony listek na szybę. Powinien się sprawdzić.


Skoro już jesteśmy przy panu Antonim. Pamiętacie uwalony przetarg na helikoptery Caracal? Na ich miejsce miały być Black Hawki. Nie ma ich. Zamiast tego MON przeprowadzi prace w zakresie przedłużenia możliwości działania o 10 lat zajechanych prawie na śmierć poradzieckich Mi-17 i Mi-8. Armia niech walczy na ziemi, jakby żołnierz miał latać, to Bóg dałby mu motolotnię albo anielskie skrzydła. Ze służby schodzą 4 śmigłowce SH-2G do zwalczania okrętów podwodnych, bo nie ma do nich części. Ogólnie jeżeli chodzi o śmigłowce, jesteśmy w dupie.

Nie będzie też nowych okrętów podwodnych, obecnie nasza flota podwodna składa się z trzech Kobbenów (mają po 50 lat) i poradzieckiego Orła, który ma 33 lata (piękny wiek). Aktualnie Orzeł stoi w doku, bo miał pożar. Zakup systemu rakietowego Homar – zerwaliśmy rozmowy z Amerykanami rok temu i cisza. Mamy Leopardy, które Angela sprzedała nam za euro i na szczęście PiS je modernizuje. Ale MON wpadł na szczwany plan, żeby zmodernizować poradzieckie, nieefektywne na polu bitwy i kosztowne czołgi T-72 i PT-91. Kupi się im nową armatę, dorzuci nowszy pancerz, doda termowizję i rozkurwią na płaskim nawet Abramsa. Ba, chcemy nawet modernizować BWP-1. Jeszcze rok-dwa a na ewentualnego wroga ruszymy na koniach z lancami i ziści się wreszcie mokry sen paterotów – szarża husarii na czołgi żelazne. A we wsparciu Obrona Terytorialna, która kosztuje nas rocznie 1,5 mld ziko.


O proteście rodziców osób niepełnosprawnych napiszę tylko, że trwa, możecie o nim przeczytać gdzie indziej. Władza ma problem, bo ci roszczeniowi krzykacze opanowali część sejmu i nie chcą po dobroci wyjść, co jest doprawdy impertynencją i przejawem chamstwa. No i na dodatek parlamentarzyści nie mogą w spokoju pracować, Prezes tak się przecież zdenerwował, że aż musiał do szpitala z kolanem pójść. Coś trzeba zrobić z tym śmierdzącym jajem. No i wymyślili. 25 zaczyna się szczyt NATO (przypominam, że kiedyś się do NATO pan Antoni włamał). I akurat tam, gdzie siedzą ci niegodziwcy domagający się pieniędzy, będzie strefa zero. Więc będzie można na legalu rodziców wynieść z sejmu na butach. Och, jak bardzo nie mogę się doczekać relacji telewizyjnych i zdjęć z tego hapeningu, nie ma to jak przeczołgać niepełnosprawnego z rana, w końcu przywykł do tego, że życie chłoszcze.


Premierowi pomyliły się znowu cyferki. Wiadomo – bankowiec. Na dodatek pomyliły mu się strumienie finansowe. Wiadomo – bankowiec. Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach zestawił to, co dostajemy z UE z tym, co wypływa. Co prawda mowa tu o zupełnie innych koszykach finansowych, ale przecież zestawianie danych z dupy ta ekipa ma w małym palcu. Przy okazji oczywiście podał błędne dane.

A więc panie premierze, z UE w 2017 roku dostaliśmy 32 a nie 25 mld zł. A te worki hajsów, które pod osłoną nocy zagraniczni fabrykanci wywożą tirami, to było 31 mld zł. No jakbyśmy nie patrzyli, to nawet w takiej sytuacji jesteśmy górką o pół miliarda (zaokrąglenia przyjąłem). Więc nie dość, że premier miesza systemy walutowe, to jeszcze chamsko kłamie. Bo według jego słów, z Polski wytransferowano 100 mld zł. Trzy razy więcej niż w rzeczywistości. Ciekawe czy jak był wodzem w banku to też mu tak dobrze szło liczenie.


Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wydało decyzję odnośnie wniosku UW. Uniwerek chciał w ramach programu Działalność Upowszechniająca Naukę zrobić Festiwal Nauki. Popatrzcie jak im odpowiedziało Ministerstwo:

Dokonana ocena merytoryczna nie wykazała zasadności przyjęcia zadania pn. XXII Festiwal Nauki w Warszawie do finansowania ze środków na działalność upowszechniającą naukę. Festiwal Nauki jest imprezą, która ma na celu popularyzację różnych dyscyplin nauki. […] W opinii Zespołu wnioskowane zadanie nie dotyczy działalności upowszechniającej naukę w rozumieniu zapisów ustawy o zasadach finansowania nauki i nie służy upowszechnianiu wyników badań naukowych. Ze względu na udział wielu podmiotów (uczelnie, instytuty) i charakter wybitnie popularyzatorski wnioskowane zadanie może w niewielkim stopniu przyczynić się do upowszechniania informacji o roli nauki w rozwoju gospodarczym i społecznym kraju. […]

I w zasadzie to ja ich nawet rozumiem. Dlaczego mieliby dawać hajs na UW, który okoniem staje i jest rozsadnikiem jakiejś nieprawomyślnej dialektyki. Zresztą nie mieli już pieniędzy, bo poszły na dofinansowanie takich imprez naukowych, jak Słupskie Forum Humanistyczne: Sacrum i współczesność albo Ogólnopolska konferencja naukowa „Kościół – patriotyzm- niepodległość”. Więc sami rozumiecie.


Na koniec coś naprawdę zabawnego. W Rzeszowie zrobili trzecią edycję konkursu dla młodzieży szkolnej. Hasło brzmi “Warto być Polakiem”, konkurs odbywa się w ramach uczczenia 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. Patronem jest pan Kuchciński marszałek, poseł z Przemyśla. Szkoły dostały kwity, w których opisana jest idea akcji, terminy, warunki, program, nagrody i tematy. Tych ostatnich jest pięć:
– Działalność Lecha Kaczyńskiego w opozycji antykomunistycznej.
– NSZZ „Solidarność”, Lech Kaczyński, św. Jan Paweł II – wspólna rola w odbudowie Polski po 1989 r.
– Prezydent Lech Kaczyński jako lider państw Europy Środkowej i Wschodniej.
– Polityka historyczna prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
– Życiowa postawa prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Czy warto być wiernym do końca?
Od siebie dodam szósty: kto jest twoim ulubionym bohaterem i dlaczego Lenin.


Nagrody oddali do Caritasu. Niektórzy posłowie musieli sprzedać samochody i wziąć kredyty. Potrafią zawiadywać budżetami, nie?


I na tym zakończymy.

Z kamerą wśród zwierząt 4

Uszanowanie, majówka się skończyła więc wracają podstępy postępu. Dzisiaj trochę dłużej, bo się nazbierało. Władza nie odpuszcza, dzieją się rzeczy, o których nie śniliście.

Zaczynam od mojego podwórka, czyli od kandydata na prezydenta Warszawy, niejakiego Jakiego (wybaczcie). Otóż Jaki z zamordysty stał się nagle demokratą. Normalnie pokazał ludzką twarz i w myśl zasady „nikt ci tyle nie da, ile ja ci obiecam”, obiecuje gruszki na wierzbie. Tyle, że na takie taktyczne przefarbowanie mógłby się nabrać elektorat z Zadupia Tylnego, gdzie rządzi ksiądz a nie z Warszawy, gdzie ludzie mają internet. I teraz patrzcie jaką ludzką twarz prezentuje Jaki:

– in vitro popiera od zawsze i będzie poważnie rozważał, żeby wesprzeć taki program w Warszawie. Co prawda w 2014 głosował przeciw ustawie PO o refundacji in vitro, no ale przecież na czas kampanii i wyborów można trochę zmienić poglądy, nie?

– Paradę Równości popiera od zawsze i zgodzi się na nią bez problemu. Oczywiście jak tylko zostanie prezydentem Opola. A potem Warszawy. Co prawda Jaki chwalił palenie tęczy na Zbawixie, twierdząc że nie ma zgody, żeby z Warszawy robić Sodomę i Gomorę. Ostrzegał też mniejszości, mówiąc że jak mniejszość prowokuje większość, musi się liczyć z reakcją. Teraz sobie pomyślmy – skoro Jaki zezwoli na PR, to ile manifestacji narodowców i faszystów będziemy mieli w Warszawie? Ja myślę, że jedną tygodniowo.

– Wolność rządzi. Według słów Jakiego w Warszawie jest miejsce dla wszystkich i najważniejszą wartością jaką samorząd będzie wyznawał, będzie wolność. Tak samo, jak uwierzył w wolność do świętego spokoju i nasłał policję na protestujących w Opolu mieszkańców. Bo mu pałętali się pod biurem poselskim i gadać chcieli, zamiast słuchać.

Coś wam to przypomina? 2015 rok, gdy PiS schował wszystkich Macierewiczów i Pawłowicz do szafy, i był partią troskliwą, ceniącą umiar, dialog i szanującą opinie innych. Polacy się nabrali. Jaki pozując na demokratę, kłamie bezczelnie, w żywe oczy i cynicznie liczy na to, że nie potrafimy guglać, a tych którzy potrafią, da radę zakrzyczeć.

Nie będę wam mówił na kogo macie głosować. Ale jeżeli wierzycie choćby w jedno słowo z tego, co mówi Jaki w swoim nowym wcieleniu, to trochę mi przykro. Nie chciałbym, żeby PiS wzięło Warszawę. Rozpierdolą to miasto w drzazgi, bo Warszawa to zaraz po całym państwie, największy łup polityczny w tym kraju.


Premier, przypominam – były bankowiec, pierdolnął się w obliczeniach i z krzywym uśmiechem na twarzy stwierdził, że renta socjalna dla osób powyżej 18. roku życia, które nie mogą pracować z powodu niepełnosprawności wzrośnie w porównaniu do czasów sprzed rządów PiS o 50 procent! Słyszycie?! Pisiont procent! Tyle, że nie, bo podwyżka z 739,58 brutto do 1029,80 brutto to nie jest 50 proc. To 39,2 proc. Pomyłka o 11 punktów procentowych to nie jest mijanie się z prawdą. To żenujące, propagandowe kłamstwo. Jednak od bankiera oczekuję, że potrafi policzyć proste procenty.


Karol Meleks Karski gawędził w telewizorze publicznym o polskim górnictwie i jego wpływie na bezpieczeństwo energetyczne kraju. Dał jeden głos rozsądny, twierdząc że przyszłością jest energetyka jądrowa. No ale oczywiście musiał kontynuować, bo politycy w telewizorze mają imperatyw kontynuowania i rzekł co następuje: nie widzę alternatywy w energii wiatrowej, to jest taka koncepcja niemiecka. Wiele zdezelowanych niemieckich wiatraków czeka, żeby można je było przenieść do Polski. Niemcy próbuję je gdzieś upchnąć, a poszukują innych źródeł energii.

Problem jest natomiast taki, że 1 maja Niemcy po raz pierwszy w historii pokryli całe zapotrzebowanie energetyczne kraju ze źródeł odnawialnych. A nadwyżkę musieli sprzedać. A właściwie to elektrownie musiały dopłacić, żeby ktoś od nich ten prąd wziął. Nadwyżkę generowali przez 2 godziny, potem sytuacja się zmieniła. W ciągu całego dnia energia odnawialna pokrywała 70 proc. całkowitego zapotrzebowania. A te rozpieprzające się (według posła Meleksa Karskiego) niemieckie wiatraki i ogniwa fotowoltaiczne zapodawały łącznie 55 proc. całości.

W tym roku udział energii odnawialnej w systemie energetycznym Niemiec wynosi 42 proc. A my co? Dalej kopcimy węglem, który jest naszym sumieniem i dziwimy się, że dzieci mają astmę i alergie, smog wykańcza starszych i schorowanych i coraz więcej ludzi zasuwa po ulicy w maskach. Dobrą linię ma nasza partia.


Wiadomość z frontu walki ze zdrowym rozsądkiem – Biuro Analiz Sejmowych uznało, że projekt pani Godek okazał się być zgodny z Konstytucją RP. Widzicie, jak pisałem dwa tygodnie temu – Konstytucja to dla pań i panów z PiS taka karta dań. Biorą z niej co wygodne w danej chwili. Teraz sprawdźmy kto wydał takie opinie. Pierwszy specjalista to Dr hab. Marek Dobrowolski z Katedry Prawa Konstytucyjnego KUL. Drugi to dr hab. Paweł Sobczyk, prof. UO, Zakład Prawa Konstytucyjnego i Wyznaniowego. Ten pierwszy dojebał taką laurkę, po której stwierdziłem, że jednak przyszło mi żyć w wieku ciemnoty i zacofania. Przeczytajcie uważnie ten tekst:

„Godność człowieka (matki) również nie może zostać uznana za adekwatny wzorzec oceny konstytucyjności projektu ustawy. Jak się bowiem wskazuje godząc się na zajście w ciążę, kobieta godzi też się na pewne ograniczenie swej wolności, stosownie do – od wieków przecież niezmiennych – obowiązków wynikających z ciąży, porodu i wychowania dziecka.

Nie skomentuję go, bo nie znam tylu brzydkich i obelżywych wyrazów, którymi mógłbym to zrobić. Drugi specjalista zaczął swoją opinię od disklajmera następującej treści:

„Opinia stanowi wyraz wyłącznie osobistych i subiektywnych poglądów naukowych autora. Jednocześnie autor nie gwarantuje podzielenia poglądów naukowych wyrażonych w niniejszej opinii przez inne podmioty, w szczególności przez organy władzy ustawodawczej i innych ekspertów”.

Dla mnie jest to widomy znak tego, że ową opinią można sobie podetrzeć dupę, bo tylko do tego się nadaje. Dlatego cytatów nie będzie.


Teraz informacja od której walnąłem na plecy. Pan Rydzyk, profesor Szyszko, hodowcy norek i myśliwi stworzyli klub niezadowolonych i są w ostrej kontrze do PiS. I rozumiecie, oni się skrzykują na marsz. Marsz odbędzie się 12 maja. Jak ktoś siedzi w temacie, to wie, że 12 maja będą protestować również ludzie z PO. Ciekawy jestem, czy wykluczeni ustawią się w kolejce za PO, wepchną się przed, co by było do nich podobne, czy pojadą symultanicznie ale innymi trasami.

Tę absolutnie rakietową nabojkę wesprze obywatel Tomaszewski, prywatnie kuzyn Prezesa. Został obywatel Tomaszewski wykopany z fotelu prezesa Lasów Państwowych i ma komuś coś za złe. Wydaje mi się, że tym razem to nie jest chowanie Antka przed wyborami i Macierewicz wycina ten numer bez uzgodnienia z Prezesem. Czyli zaczynają się walki frakcyjne. Pomyślcie tylko, co będzie, jak Prezes odejdzie do krainy wiecznych łowów? Przecież ta banda rzuci się sobie do gardeł tak, że bandyckie dintojry będą przy tym niczym. Przy okazji chciałbym, żebyście docenili fakt, że chociaż bardzo mnie kusiło, powstrzymałem się od żartów o norkach i flintach myśliwych. Naprawdę doceńcie.


Właśnie, apropo Antka. Jakby ktoś to przegapił, to wpadł on na fantastyczny pomysł zagospodarowania miejsca po Pekinie. Bo oczywiście gadanie o jego wyburzeniu powraca jak bumerang co roku. Otóż obywatel M. wykombinował, żeby na miejscu Pekinu pierdolnąć Kolumnę Chwały Wojska Polskiego zwieńczoną figurą Matki Boskiej Hetmanki Polski, która z tego co czytałem, jest patronką wojska. Ja nawet nie wiem, jak to skomentować. Może poza ‘co Antoni ma z tymi symbolami fallicznymi’. Najpierw chciał stawiać 100 kolumn z okazji odzyskania niepodległości, teraz znowu kolumna. Kurde, ziom.


Mateusz Kusznierewicz utracił zaufanie Narodowej Agencji Tego i Owego, i jednak nie popłynie w rejs dokoła świata. O czym donoszę z rozdartym sercem, bo pieniądze, które miały iść na tę akcję i tak zostaną przepierdolone bez sensu, a tu przynajmniej byłaby beka, jakby Kusznierewicz w sztormiaku wkitrał się w RPA do szkoły i zaczął opowiadać o Polsce. Ciekaw jestem czym nas zaskoczy Narodowa Agencja Przewalania Hajsu, bo że zaskoczy, to nie mam żadnych wątpliwości.


Prezes przygotowując się do zimowego ataku na K2, przeciążył się w Beskidzie i zaczął mieć syndrom kolana. Z tego powodu odwiedził Klinikę Gastroenterologii, Endokrynologii i Chorób Wewnętrznych.

Jako żenującą ciekawostkę podam, że kule Prezesowi do miejsca jego zamieszkania przywiózł generał profesor Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego. Nie znam się, więc oddam głos Romanowi Polko: To wręcz powrót stosunków feudalnych. Takie problemy dotykają wielu ludzi i każdy sobie jakoś z tym radzi. Nie ma takich sytuacji, że człowiek na wysokim szczeblu osobiście jeździ i pracuje jak parobek. To upokarzające i żenujące.

Generał profesor odparował, żeby się Polko od niego odpierdolił, bo on utrzymuje relacje z Prezesem od czasu, gdy w jego szpitalu leczyła się Jadwiga Kaczyńska. I te relacje nie ograniczają się wyłącznie do opieki medycznej. Po prostu generał profesor przechodził akurat obok willi, z tragarzami i kulami, i postanowił wpaść do Prezesa towarzysko. A tu się wszyscy przypieprzają, że pan woła a sługa biegnie. To nie tak. Zresztą przywiózł Prezesowi kule. Znacie to przysłowie: człowiek strzela, generał profesor kule nosi? No więc jak znacie, to się odpieprzcie od generała profesora.


Na sam koniec kolejna odsłona sagi rodu Czartoryskich. Otóż pół roku temu wiceminister rolnictwa Babalski, uznał że przejęcie przez skarb państwa pałacu rodziny Czartoryskich w Sieniawie było niezgodne z prawem. Mówimy tutaj o reformie rolnej z 1944 roku, gdybyście mieli jakieś wątpliwości.

Może jesteście ciekawi, po chuj wiceminister to badał? Zrobił to, bo chciał tego Adam Karol Jan Jezus Maria y otros Czartoryski. Decyzja ministerstwa otwiera furtkę do tego, by Adam wielu imion Czartoryski mógł domagać się od państwa zwrotu nieruchomości. W remonty której państwo włożyło jakieś drobne pieniądze. Ot, 130 mln ziko. Ministerstwo nie powiedziało, czy w przypadku zwrotu będzie się domagać oddania włożonych w remonty środków. O ile zakład, że nie będzie?

Jeszcze kilka takich akcji i wkurwieni chłopi naprawdę pójdą z batogami na panów. Do widzenia.