No elo 103

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

Trochę mnie nie było, bo załatwiałem swoje sprawy. Ale już je trochę załatwiłem, więc jestem z powrotem.

Zebrało się mnóstwo materiału, ale nie będę tego wszystkiego szczegółowo omawiał, bo to nie ma sensu. Jakiż bowiem sens można znaleźć w powtarzaniu ciągle tych samych czynności w oczekiwaniu innego rezultatu. Można wyśmiewać nieudolność rządów PiS, ale co z tego, skoro ich wyznawcy są całkowicie zaimpregnowani na umiejętność refleksji.

I ja nawet nie mówię o refleksji typu ‘no tak, kurde, ten PiS niszczy praworządność, rozwala wszystko, lepiej zagłosujmy na PO’, tylko taką wiecie, chwilę zastanowienia, zrobienie dwóch kroków wstecz, spojrzenie na szerszy obraz i przyznanie się przed samym sobą, że nawet jeżeli nie rozumiem zagadnień związanych z makroekonomią, finansami państwa czy dyplomacją, to widzę jak państwo zamienia się w prywatny folwark partii, w którym wykształciła się nowa nomenklatura, tak znienawidzona przecież przez kręgi niepodległościowe. No, chyba że nienawiść obejmuje tylko nomenklaturę komunistyczną, nasza jest spoko, to wtedy wporzo.

Więc ja sobie mogę pisać kolejne odcinki. I Paweł Lęcki może pisać kolejne odcinki. I autor Doniesień z putinowskiej Polski też może pisać kolejne odcinki. I chuj z tego naszego pisania, PiS ma poparcie na poziomie około 30 proc., opozycja wygląda, jakby nie paliła się do rządzenia tym pierdolnikiem w następnej kadencji, cały mój chuligański trud psu w dupę, bo biję zakład o każde pieniądze, że swoimi tekstami mogłem wzbudzić cień refleksji u nie więcej niż dziesięciu osób, za to ani jednej nie skłoniłem do zmiany poparcia dla PiS.

Dlatego zeskoczę we własnej głowie z tego mesjanistycznego kucyka, na którego momentami trochę mnie podsadzaliście, a ja w covidowo-wojennym zaćmieniu ochoczo wskakiwałem. Już nie będę się wspinał, gdyż uważam, że Partię należy jebać tak po prostu, bez żadnego motywu typu ‘nawrócę rząd dusz i będę zajebisty’. Nikogo nie będę nawracać, chcecie żeby gniło – niech kurwa gnije.

Bo, tu pytanie do sympatyków PiS, widzicie że praktycznie wszystko gnije, nie? Dociera do waszej świadomości, że stryczek zaciska się coraz bardziej na naszych gardłach (naszych, bo rząd się sam wyżywi). I rozumiecie, że to nie jest wina PO ani Tuska, bo to nie PO ani Tusk rządzą od siedmiu lat? I że nie jest to wina Unii, bo nie można traktować wspólnoty państw wyłącznie jako bankomatu, z którego pinionc się nam po prostu należy? Widzicie, czy jesteście na takim poziomie wyparcia, jak Rosjanie z ich postrzeganiem operacji denazyfikacyjnej w Ukrainie?  

Dobra, jebać. Przecież mnie to tak naprawdę nie interesuje, bo dlaczego miałyby mnie interesować czyjeś mechanizmy dealowania ze swoimi lękami.

Dzisiaj zrobimy kilka tematów pobocznych i jeden główny.

Stan finansów publicznych… A nie, czekaj, nie ma już finansów publicznych. Znaczy jakieś tam są, bo przecież mamy w Konstytucji zapisane progi ostrożnościowe budżetu, po przekroczeniu których trzeba budżet równoważyć, czy co tam te Pełoskie pomioty nawymyślały, żeby tylko nie podzielić się dobrobytem z narodem, ale te oficjalne finanse i budżet to jakiś żart.

Jakiś tydzień temu podczas rozmowy wyraziłem ciekawość, czy ktoś to jeszcze w rządzie ogarnia. Znaczy czy jest jakaś komórka, która zbiera dane mówiące o tym, jaką część obciążeń teoretycznie budżetowych rząd wypchnął poza niego. Nie wiemy, czy jest jakaś komórka, pewnie nie ma, bo po co rząd ma sobie psuć dobre samopoczucie, ale ktoś to zebrał. No i ogólnie jest chujowo i niestabilnie, bo długu poza kontrolą parlamentu nazbieraliśmy ponad 320 mld ziko. Zadłużenie Skarbu Państwa to z kolei 1,15 biliona złotych. O kosztach obsługi tego zadłużenia nie chce mi się nawet pisać, bo to kolejne miliardy rocznie. A będzie więcej, bo żeby zachęcić świat do zakupu obligacji skarbu państwa, musimy podbijać ich oprocentowanie, więc szykuje się niezły pierdolnik za kilka lat.

Dobra, olać to, kogo obchodzi zadłużenie Skarbu Państwa, gdy na bombelki bynajmniej dają. Tylko tam pamiętajcie, że bombelkowe coraz mniej warte, bo pompowanie pustego hajsu w rynek nakręciło inflację do poziomów niewidzianych od dawna. Jasne, swoje dokłada wojna, ale nie dajcie się zwieść – to nie Putler odpowiada za całą naszą inflację. Oraz nie dajcie się zwieść – to nie koniec inflacyjnych wzrostów. Oczywiście możecie uwierzyć Sasinowi i jastrzębiowi polskiej bankowości Glapińskiemu, że wszystko mają pod kontrolą, ale w to już wierzą chyba tylko niepoprawni optymiści i ekonomiczni analfabeci.

Pamiętajcie – Partii przyświeca tylko jeden cel. Kolejna kadencja. Jeżeli w tym celu trzeba będzie rozjebać finanse państwa na strzępy, to tym gorzej dla finansów państwa.

I dlatego dzięki korzystnemu kursowi inflacji do złotego, ten ostatni warty jest tyle co papier, na którym został wydrukowany, co z kolei znajduje odbicie w jego kursie w stosunku do poważnych walut. Frankowicze zbierają coraz większy wpierdol, a to jeszcze nie koniec, bo rząd nie powiedział ostatniego słowa i kto wie, kto wie? Może jeszcze będziemy tęsknie wzdychać do franka za 4,50.

Żeby trochę ludziom ulżyć, i tej rosnącej inflacji jakoś przeciwdziałać, rada polityki tego i owego postanowiła zmienić stopy procentowe. Czego skutkiem ubocznym było dopierdolenie również kredytobiorcom złotowych, których oprocentowanie wisi na WIBOR-ze.

Mała dygresja.

Z tego miejsca chciałem się o coś zapytać wszystkich znajomych i nieznajomych zakredytowanych w złotym polskim, którzy kilka lat temu udzielali mi dobrych rad typu ‘kredyt tylko w walucie, w której się zarabia’ albo ‘no przecież w banku na pewno ci powiedzieli o ryzyku kursowym’, ewentualnie ‘a dlaczego nie chciałeś kredytu w złotówkach’ (chociaż wiedza o tym, dlaczego tzw. kredyty frankowe to jedno z największych oszustw systemu bankowego na obywatelach jest powszechna od kilku lat).

Jak się teraz czujecie jako pożyteczni idioci, którym nawet nie trzeba było płacić za jebanie frankowiczów z powodu tak durnego, jak waluta zaciągniętego kredytu? Pytam, bo po podwyżkach stóp procentowych, rata wam podskoczyła o więcej, niż mi po kolejnym załamaniu się złotówki. I nie pytam z mściwą radością czy przez złośliwość.

Widzicie, mnie praktycznie nigdy nie cieszy, gdy innym jest gorzej, bo ja wolę, gdy ludzie prą do przodu a nie wzajemnie ściągają się w dół. Po prostu jestem ciekaw, jak to jest pluć się bezinteresownie o coś, by po kilku latach zobaczyć, jak to coś odbija wam samym w twarz? Jak uważacie? Powinienem zacząć pisać u was komcie ‘trzeba było myśleć’ albo ‘mogliście przewidzieć ryzyko zmian stóp procentowych’? Poczulibyście się po nich lepiej? Przybyłoby wam od tego w portfelu? Byłby z takich słów jakiś pozytywny efekt? Zostawię was z tą myślą.

Koniec dygresji, wracamy do tematu, bo mi się ta notka rozłazi w szwach z braku struktury.

Pojawiła się znowu wyimaginowana wspólnota UE, która nie daje nam na uchodźców z Ukrainy. Która wstrzymuje pieniądze. Która karze nas za Turów. Jak tak można?! Oni są gorsi od okupantów. Nie wiem, jak wy, ale ja cały czas czekam na to, aż nasi napiszą wniosek o kasę na pomoc uchodźcom. Na razie chyba nie dali rady, bo cicho jakoś w tym temacie. A kasę dostali, UE dała nam hajs na uchodźców, Partia łże w tej materii, że niczego nie dostali. Dostali. I małe ptaszki ćwierkają, że ta kampania billboardowa, z którą mają jeździć po Europie, jest finansowana właśnie z tej kasy.

Niech to wsiąknie.

Mamy również ‘strajk’ kontrolerów lotów, który strajkiem nie jest, co nie przeszkadza rządowi w rozpowszechnianiu nieprawdziwych pogłosek o ‘niemoralnych żądaniach płacowych’. No bo przecież 80 koła miesięcznie jest moralne tylko wtedy, gdy płaci się je ziomkom decydującym wyłącznie o tym, do której nogawki sobie dzisiaj chuja włożą, ale nie ludziom odpowiedzialnym za bezpieczne niebo nad naszymi głowami. Doczytajcie sobie szczegóły sami, ja wam tylko szybko streszczę – rząd stworzył problem, wyeskalował go, wręczył kontrolerom wypowiedzenia zmieniające warunki pracy, kontrolerzy powiedzieli ‘no chyba was pojebało’. W efekcie rząd został z gaciami zrolowanymi na kostkach i z chujem na wierzchu.

Zgodnie ze swoją doktryną szoku i przerażenia, rząd natychmiast zaczął obwiniać kontrolerów za swoje błędy, jak choćby ustami niejakiego Dworczyka, który się nadął, napiął, zesrał, a na koniec powiedział, że żadna grupa zawodowa nie będzie terroryzować rządu (sprawdzić czy nie górnicy, rolnicy albo kościół, oni mogą). Oczywiście włączyli się też pożyteczni idioci i płatni propagandziści, którzy zaczęli pierdolić o agenturze GRU wśród kontrolerów, zaczęło się zwyczajowe wylewanie pomyj, które do tej pory zajebiście sprawdzało się, gdy trzeba było poszczuć Polaków na nauczycieli, opiekunów niepełnosprawnych, lekarzy czy ratowników medycznych. Nie dziwi fakt, że Polacy tej narracji nie podchwycili, bo kogo obchodzi kilkuset kontrolerów? No bądźmy poważni.

Pomysły rządu na wyjście z impasu też są zajebiste. Na przykład możemy przyjąć kontrolerów zagranicznych, przecież język polski nie jest w tej pracy potrzebny. Znaczy dokumentacja, procedury, komunikacja wewnętrzna odbywają się po polsku, no ale przecież do wszystkiego innego wystarczy angielski. Albo posadźmy kontrolerów wojskowych, bo przecież tych na pewno mamy nadmiar. Oba pomysły są idiotyczne i mogą doprowadzić do tragedii. Widzę jednak, że duch Smoleńska i zasada ‘jakoś to będzie’ są u nas wiecznie żywe. Niczego się na błędach i tragediach nie nauczyliśmy, niczego się nie nauczymy, i będziemy je w kółko powtarzać, krzycząc po fakcie, że odnajdziemy winnych tego wszystkiego.

Tak czy inaczej, efekt nieudolności PiS jest taki, że mieliśmy zamykać niebo nad Ukrainą, zamiast tego rząd skutecznie zamknął niebo nad Polską. Słyszeliście, że warszawskie Okęcie będzie czynne w godzinach 9:30-17:00, potem najbliższe czynne lotnisko w Berlinie? Powaga, szkieletowa załoga nie wystarczy na pełne obsadzenie wszystkich odcinków kontroli, więc o 17 lotnisko będzie się zamykać. Jeżeli to nie jest wielki sukces rządu, to nie wiem co nim jest.

Żartowałem, największy sukces rządu, już odtrąbiony przez Beatę Mazurek jest taki, że Gazprom odciął nas od rosyjskiego gazu. I fakt, że to Rosja nas zembargowała, pani Beata przedstawia jako sukces rządu. W obliczu takiej bezczelności, jak zawsze pozostaję bezradny i potrafię tylko powtórzyć po raz setny ten sam, jakże pasujący cytat ze Szwejka: „nachalne są te kurwy i zuchwałe”.

Temat główny dotyczy dzietności. Jej zwiększenie było jednym z haseł wyborczych pierwszej kadencji PiS. Miał powstać system zachęt, ratujący nasz coraz chujowszy przyrost naturalny. Nie może być tak, że emerytów przybywa, aktywnych zawodowo ubywa i społeczeństwo nam się starzeje. Mamy plan na podniesienie poziomu dzietności z aktualnego 1,4 do minimum 2,1. Pozwoli to na prostą zastępowalność pokoleń. Jaki plan spytacie? Ano, kurwa, sprytny.

(gdyby to był film na jutubie, teraz byłaby stopklatka i odgłos grających świerszczy)

Jedyne, co te tumany były w stanie wymyśleć, to pieniądze. Dajmy ludziom trochę hajsu, na pewno zaczną się rozmnażać.

Spore zaskoczenie – nie zaczęli.

Jak do tego doszło – nie wiem.

Nie będę wypisywał truizmów, bo każdy kto ma mózg i IQ wie, że decyzja o posiadaniu dziecka, to nie jest prosta gra ekonomiczna opierająca się wyłącznie na hajsie. Czy nam się to podoba, czy nie, ludzie zorientowali się, że gdzie indziej żyje się godnie, i zaczęli wymagać czegoś więcej, niż tylko pięciu stów co miesiąc.

Nie będę stawiał diagnoz i analizował powodów tego, że Polki jak na złość nie chcą się rozmnażać, bo potencjalnych przyczyn mogą być setki i tysiące, właściwie co człowiek, to powód. Jeden krzyknie ‘dajcie mi dostęp do żłobka, przedszkola i szkoły’, inny powie ‘gdzie tanie budownictwo czynszowe, nie mogę mieć dziecka w wynajmowanym mieszkaniu’, trzeci warknie ‘jeszcze więcej obostrzeń w ustawie aborcyjnej, jeszcze więcej ginekologów z klauzulą sumienia, jeszcze mniej porodówek, w których potraktują mnie jak człowieka’.

Już to kiedyś napisałem, powtórzę i dzisiaj: kobieta to nie automat, któremu wrzucasz pieniądze do pochwy, a po dziewięciu miesiącach wylatuje z niej dziecko. Bez fundamentalnych zmian w sposobie traktowania matek, ojców, dzieci, tworzenia wspomagającej ich infrastruktury i procedur, wkrótce dojedziemy do dzietności na poziomie 1. Po czym wymrzemy.

A piszę o tym ponownie dlatego, że chcę uczcić kolejny wielki sukces tego rządu, który w nawale innych wielkich sukcesów tego rządu, mógłby przemknąć niezauważony.

Otóż według danych GUS, w lutym 2022 roku urodziło się 23 tys. dzieci. Tak na oko, to nie za dużo, co nie? Jest lepiej, 23 tysiące to nie tylko nie za dużo. To najmniej od czasu drugiej wojny światowej.

Uszanowanko. Wracam do komnaty zen. Ogrodu zen. Na polanę zen. Albo pójdę sobie poćwiczyć.

No elo 102

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

Hej, Siri. Pokaż mi nieustające pasmo sukcesów Prezesa.

Nagłe niedomagania po wybuchu wojny w Ukrainie wszyscy pamiętamy. Znaczy pamiętamy, ale być może nie wiemy, dlaczego Prezes zapadł wtedy w dwutygodniowy sen. Otóż on całą noc był na łączach z szefami służb. I się zmęczył. A jak się w tym wieku człowiek zmęczy, to musi chwilę odpocząć. Ja na przykład jeszcze nie mam pięćdziesiątki, a jak zarwę noc, to następny dzień jest rozbity, bo ja w ciągu dnia nie potrafię spać w sposób umożliwiający wypoczynek. No budzę się non stop. Więc zrozummy Prezesa, który lat ma prawie 73 i musi wypoczywać trochę dłużej niż osoby młodsze.

Gdy Prezes się ocknął, wpadł do Sejmu, złożył jakiś projekt ustawy obronnej i znowu schował się w gawrze. Chwilę potem wyciągnął go z niej urzędujący hehehe premier i zabrał na wycieczkę do Kijowa.

Wielki sukces polskiej dyplomacji – tak krzyczeli komentatorzy z prawej strony. Ważny gest. Odważna decyzja. Ogólnie nastąpiło masywne narodowe wzmożenie, kolejne punkty expa wpadły na konto PiSu, i co wy na to lewackie szmaty? Co my tym gestem robimy jako Poland stronk? Otóż my tą kolejową wycieczką otwieramy oczy niedowiarkom. A propozycja Prezesa, żeby w Ukrainie zainstalować jakąś misję pokojową NATO, została okrzyknięta największym i najgenialniejszym ruchem politycznym tej dekady. Co ja mówię, dekady. Tego wieku. A może nawet poprzedniego.

No wazelina lała się potokami, a ja siedziałem sobie spokojnie i czekałem na to, jak skomentuje tę wycieczkę cywilizowany świat a nie nasze etatowe brązowe nosy. Dopóki krytykowali ją odwetowcy z Bonn i inne ciepnyje sabaki kapitalizma, można było bić pianę, że Niemcy zazdroszczą nam sukcesów dyplomatycznych. Albo są wściekli na to, że nam się udaje. Albo wina Tuska.

Niestety, najbrutalniejszy cios nadszedł z najmniej oczekiwanej strony. Prezydent Ukrainy, ten aktorzyna niewdzięczny, ten przebieraniec, ten… ten… błazen, który jeszcze przedwczoraj był wielkim mężem stanu, ale już dla nas nie jest, o nie, braciszkowie moi, powiedział COŚ TAKIEGO, ŻE KTO TO W OGÓLE WIDZIAŁ

„To Polska zaproponowała wprowadzenie sił pokojowych do Ukrainy. Nie rozumiem jeszcze w pełni tej propozycji. Nie potrzebujemy zamrożonego konfliktu na terytorium naszego państwa – wyjaśniłem to na spotkaniu z naszymi polskimi kolegami. Wiem, że kontynuowali tę retorykę. Szczęśliwie bądź nie, to wciąż nasz kraj, a ja jestem prezydentem, więc na razie my będziemy decydować, czy znajdą tu się jakieś siły”.

największy niewdzięcznik świata, Wołodymyr Zełenski

No i w pizdu wylądował. I cały misterny plan też w pizdu. Znaczy co sobie nabili punktów w kraju, to ich, ale Zełenski, zgodnie z przewidywaniami ludzi, którzy kojarzą fakty, i to jak się robi dyplomację, całą tę szkodliwą inicjatywę posłał na chuj. Co ciekawe, jeszcze w Kijowie powiedział polskiej delegacji, że nie chce u siebie żadnych sił NATO. USA powiedziało, że nie będzie żadnego NATO w Ukrainie. Prezes był jednak mądrzejszy od nich i próbował ten genialny inaczej plan forsować. Z widomym skutkiem.

Tak oto kolejny ruch ‘genialnego stratega ogrywającego opozycję jak chce’, wylądował na śmietniku, obok innych genialnych inicjatyw, spośród których wymienię choćby Trójmorze czy strategiczny alians z Orbanem, Salvinim i Le Pen.

No ale to jeszcze nie koniec. Otóż ostatnia wizyta Bidena w Polsce to nie tylko przemówienie na Placu Zamkowym, ale i szereg spotkań, rozmów i ustaleń.

Tutaj mały wtręt. Dużo osób mówi i pisze, że w przemówieniu było mało konkretów. Jakby wam to. Dobre przemówienia służą przedstawieniu ogólnej wizji, podniesieniu na duchu przez przywołanie chwalebnych kart historii i odniesienie ich do aktualnych wydarzeń, delikatnemu pokadzeniu mieszkańcom wizytowanego kraju i wzbudzeniu nadziei na to, że teraz jest chujowo, ale będzie dobrze. Czego natomiast nie powinno być w dobrym przemówieniu? Ano na przykład kawałka ‘to my wam damy miliard dolarów, do tego dorzucimy 15 Abramsów w bonusie do aktualnego zakupu i kopsniemy trzy skrzydła F16, które niedawno wysłaliśmy na emeryturę’.

Takie rzeczy bowiem załatwia się podczas wspomnianych rozmów odpowiednich resortów, spotkań roboczych, czasami być może nawet ustawia się jakieś trójkąciki typu Polska-USA-NATO. No wiecie, jak w biznesie. Prezesi dwóch firm przybijają piątki i mówią ‘łączymy siły’, a wszystkimi umowami, procesami, procedurami i transferami zajmują się specjaliści.

To tak w temacie braku konkretów w przemówieniu.

Podczas wizyty prezydenta USA w Polsce, odbył się szereg spotkań, rozmów i ustaleń. Bardzo ciekawych spotkań. Na przykład na niektórych był prezydent Duda, ale nie było premiera, chociaż poruszano na nich tematy, które premiera powinny jako żywo interesować. Ba! W niektórych przypadkach brak premiera mógłby w cywilizowanym kraju, w którym jest normalny łańcuch dowodzenia, czynić takie rozmowy bezprzedmiotowymi, bo niby co ma do powiedzenia prezydent na temat jakichkolwiek wydatków budżetowych. Cuda się działy.

Natomiast że na te rozmowy nie zaproszono wicepremiera do spraw bezpieczeństwa, no to skandal większy, niż ten, że Dudka na mundial nie wzięli. Chociaż nie, wróć. Większym skandalem jest to, że Biden ani się z Prezesem nie spotkał osobiście, ani Prezesa nie widzieliśmy na honorowym miejscu podczas przemówienia prezydenta USA. Czyżby amerykańska administracja zrozumiała, że może i chujowym, ale jedynym partnerem do rozmów w tym kurwidole jest prezydent Duda, a spotkaniem z lokalnym watażką nikt nie będzie się ośmieszał?

Tak, ja wiem, jak to brzmi, ale popatrzcie tylko na Andrzeja D. Jak zmężniał, jak zodważniał, jak powiedział Putinowi, żeby się nie zesrał (nie dosłownie, rzecz jasna, to może i dziecinna, ciągle raczkująca, ale jednak dyplomacja). Jak kazał czekać na siebie Bidenowi, chociaż słyszałem absurdalną teorię spiskową, że to spóźnienie było ukartowane, żeby Bidena mógł powitać Mariusz B. i wyżebrać u niego szybkie spotkanie z Prezesem. Ale to głupia teoria. I nieprawdopodobna. Kto by ryzykował życie prezydenta, żeby coś takiego zrobić.

Inna sprawa, że gdyby prezydent miał spotkanie z Prezesem, to byłby pewnie trzy godziny przed czasem, ale nie bądźmy małostkowi.

Wróćmy do Dudy, który chyba zaczął kojarzyć, że z PiSem chuja ugra, i pewnie dlatego wcześniej zawetował lex TVN. A potem tak mu się to spodobało, że zawetował lex Czarnek. Zaczął nawet robić coś na kształt własnej polityki. No ogólnie zrobił się z niego taki chłopczyk stanu, co zszokowało chyba wszystkich, bo to jakby wam się nagle zaczął stawiać stary, wykastrowany, wyleniały kocur, który ostatnie pięć czy sześć lat spędził leżąc w koszyku, a wczoraj zaczął się jeżyć, pokazywać pazury i na was syczeć. Ja bym był zaskoczony.

W ten oto sposób Prezes wykonał kolejny genialny ruch, dzięki któremu Biden go olał, Zełenski wyśmiał i ogólnie sytuacja zrobiła się trochę niezręczna. Jak obciąć towarzysko tego ukraińskiego zdrajcę jeszcze sztab pisowski nie wymyślił, bo było za mało czasu, ale przyczyny braku kontaktu Bidena z Prezesem już ogarnęli i ustami wicerzecznika PiS, niejakiego Fogiela, oznajmili światu.

Otóż Kaczyńskiego zabrakło podczas przemówienia na placu Zamkowym, gdyż spędził popołudnie… Tak, dokładnie wiem, co sobie pomyśleliście na temat miejsca pobytu Prezesa. Jest to niesympatyczne, bo nie siedział w ubikacji, tylko w domu, gdzie czekał na wynik testu na COVID. I póki nie było wyniku, to on siedział w domu. A jak wynik Prezesowi dostarczono, to on postanowił, że dalej będzie się zachowywał odpowiedzialnie i postanowił unikać kontaktu z innymi, przebywania w tłumie, i temu podobnych głupot związanych z wizytą tego starszego pana mówiącego w dziwnym języku.

Czekał na wynik testu długo, bo jest traktowany jak inni Polacy, którzy czekają długo. Ja na przykład w szczycie pandemii poszedłem na test i wyniki miałem po 3 godzinach, wpisane na tym rządowym portalu zdrowotnym. Takie domowe PCRy to tak w ogóle dają wynik po maks kwadransie, no ale bądźmy poważni, nikt nie będzie testował najważniejszej osoby w państwie jakimś testem za dychę. Prezes dostał najlepszy możliwy test, co mnie bardzo cieszy, bo najważniejsza osoba w państwie zasługuje na najlepszy możliwy test. Więc ja na przykład nie wiem, ile czasu trwa otrzymanie wyników z najlepszego możliwego testu. A wy cwaniaczki wiecie? Ha? No właśnie, tak myślałem.

Oczywiście natychmiast pojawiły się idiotyczne i szkodliwe dla polskiej racji stanu teorie, że nieobecność Prezesa podczas przemówienia to foch staruszka z powodu wyśmianie jego kijowskiej strategii. Złośliwi twierdzą, że skoro wszystkie jego decyzje są realizowane w kraju w lot, to odmowa Amerykanów mogła go lekko zszokować. Ja bym jednak tych głupot nie rozpowiadał dalej, trzymajmy się tego, że on postanowił jednak nie ryzykować życia i zdrowia innych, i czekał na wynik testu na COVID.

Oczywiście natychmiast pojawiły się równie idiotyczne i szkodliwe dla polskiej racji stanu teorie, że ktoś, kto miał przez całą pandemię w dupie wszystkie obostrzenia, olewał zakazy i nie potrafił samodzielnie prawidłowo założyć maski, teraz nagle zaczął się czymś związanym z COVID przejmować, ale są to teorie błędne, szkodliwe i nieprawdziwe. I ja bym ich nie rozpowszechniał.

Ostatni genialny ruch Prezesa (aczkolwiek nie mam pewności, że ostatni chronologicznie) to ostateczne rozwiązanie kwestii… Znowu was mam. Rozwiązanie kwestii Smoleńsk, KURWA! Otóż Kaczyński doznał objawienia. Oddam mu głos:

„Pierwszy raz po zapoznaniu się z różnymi dokumentami mam wyjaśnienie całości”.

Kaczyński Jarosław

Zapytany o dowody odparł:

„Więcej na ten temat nie mogę mówić. Mam prawo, jako poszkodowany, dostępu do różnych śledztw, ale nie mogę wszystkiego powiedzieć”.

Kaczyński Jarosław

Prawdziwy geniusz strategii ‘wiem ale nie powiem’ polega na tym, że ożywi zahibernowaną sektę smoleńską i rozpocznie nowy chocholi taniec na grobach. Głosy ludzi wierzących w pękające parówki i trotyl w skrzydłach są bowiem PiSowi bardzo potrzebne.

Ja natomiast muszę się kolejny raz zastanowić nad tym, czy istnieją granice ludzkiego zeszmacenia, skurwienia i cynizmu. I czy człowiek, jako istota inteligentna, empatyczna, czująca, wzrastająca, zdolna do autorefleksji i samorozwoju, ma wdrukowane wygrywanie bez oglądania się na ofiary i liczenia się z kosztami, czy to domena nielicznych. Na przykład, bo ja wiem, pierdolonych psychopatów?

Z tą myślą was pozostawię.

PS Miałem pisać o tym oddzielny tekst, ale w sumie po co.
Większość tych, którzy pomagają ludziom uciekającym przed wojną, robi to z własnych środków, w ramach własnego wolnego czasu, bez oglądania się na ewentualny zwrot z inwestycji. Jednak dzięki państwu możemy na niego liczyć – trzeba wypełnić kilka wniosków i dostaniemy po jakimś czasie 40 ziko za dzień przez maks 2 miesiące, co jest oczywiście lepsze, niż nie dostać nic.
A wiecie co jest jeszcze lepsze? Dostać 95 złotych dziennie (brutto) za udostępnienie uciekinierom pryczy na hali wystawienniczej Ptak Expo. Ponoć z wyżywieniem, ale wiem z pierwszej ręki, że jeszcze dwa tygodnie temu wolontariusze ogarniający to miejsce prosili ludzi o przywożenie jedzenia, bo w Expo głód. Nawet mi się tego nie chce komentować.

Oddalam się do mojego ogrodu zen. Jest w nim zajebiście przyjemnie.

No elo 101

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

Hej Siri, pokaż mi ludzkie gówno.

Albo nie pokazuj, po co mamy sobie wszyscy psuć smak życia i oglądać kał opakowany w garsonkę, z koronkowymi majtkami na twarzy i chujową fryzurą na głowie. To za dużo. Przejdźmy do tematu.

W komentarzu na fejsie walnąłem sobie kilka dni temu taki rancik. Byłem wymęczony psychicznie i fizycznie, sporo osób widać miało podobnie, bo komcio zaczął żyć własnym życiem. Wkleję go, bo będę chciał się do niego odnieść.

Wkurwiony Teklak

Minister do spraw bezpieczeństwa wsiadł w pociąg i pierwszy raz w życiu był zagranico. Sraczka trwała prawie 3 tygodnie, co chyba jest jakimś rekordem, ale jak przeszła, to cyk, i od razu na głęboką wodę, tak do pociągu wsiąść i pojechać do Ukrainy. Prezes podbił sobie notowania krajowe, bredząc coś o pokojowej misji NATO i wrócił. Inni obecni na tej wycieczce premierzy, podobno pytali Morawieckiego po chuj ojca ciągnął taki kawał drogi, ale nie wiemy, co odpowiedział. Prezydent Żelenski był zachwycony tym, jak technologia i robotyka poszła do przodu, ale ni chuja nie był w wstanie pojąć, po co Morawiecki przywiózł mu krasnala ogrodowego. Jasne, krasnal oddycha, mlaszcze, czasem zasypia, z rzadka pierdnie, ale jakie może mieć praktyczne zastosowanie w tej sytuacji? Strąca rosyjskie samoloty?

Przepraszam za ten niski dowcip, nie mogłem się powstrzymać.

Hej Siri, pokaż mi ludzkie gówno…

Kościół. No cóż, ten fajny, postępowy papież Franciszek miał również spotkanie z kupą w spodniach, przepraszam najmocniej, spotkanie miał z Cyrylem. Takie bardziej dyplomatyczne, bo jaki inny od dyplomatycznego miałby być powód spotykania się z gównem siedzącym tak głęboko w dupie Putina, że nawet operacyjnie nie da się go wyciągnąć. W końcu ten Cyryl wręcza wojsku rosyjskiemu ikonę, żeby jakaś tam matka boska błogosławiła tej barbarii w mordowaniu cywili. No kurwa, spoko akcja, tak sobie pogawędzić z przydupasem zbrodniarza wojennego, na pewno warto wysłuchać racji tego grzyba krwiożerczego.

Oraz szczególną uwagę komentatorów zwraca ten kawałek z fajnego, postępowego i nowoczesnego papieża Franciszka:

Jesteśmy pasterzami tego samego Świętego Ludu, który wierzy w Boga, w Trójcę Świętą, w Świętą Matkę Boga: dlatego musimy się zjednoczyć w wysiłkach, by pomóc pokojowi, pomóc cierpiącym, poszukiwać dróg pokoju, aby powstrzymać pożar.

fajny papież Franciszek

To naprawdę śmieszne, takie apelowanie o powstrzymywaniu pożaru do kogoś, kto swoimi czynami i słowami dokłada do ognia buzującego na Ukrainie. Jedni powiedzą, że Franciszkowi haker coś dopisał, inni że mu wyjęto słowa z kontekstu. Może więc dla kontekstu jeszcze jeden cytat:

Rachunek za wojnę płacą ludzie, są to żołnierze rosyjscy i ludzie, którzy są bombardowani i giną.

fajny papież Franciszek

Ktoś złośliwy mógłby się spytać, co do kurwy nędzy, w jednym zdaniu z mordowanymi cywilami, robią ich oprawcy. No i gdzie jakieś słowa o żołnierzach ukraińskich. I że może kolejność zestawienia płatników wojennych jest, kurwa, wysoce niestosowna. Zwłaszcza w kontekście pierdolnięcia przez ruskie bydło bombą w teatr, w którym ukrywali się cywile. I mógłbym tak długo, ale po co? Przekonanych nie przekonam, ci co mieli wiedzieć, że chuja tam nowoczesny, postępowy i fajny ten Franciszek, to wiedzą. Nic się nie zmieniło, cel jest jeden – umacnianie pozycji kościoła na świecie. A że gdzieś mieli ludność cywilną gigantyczna maszyna do mięsa? Chuj z nimi, jest wojna, na wojnie muszą być ofiary.

Hej Siri, pokaż mi ludzkie gówno…

Nasza krajowa delegatura coś tam robi, ale ciężko wyczuć co, bo u nich z dobroczynnością jak z finansami – po cichu, po wielkiemu cichu. Ale słyszałem, że Rydzyk przyjął dużo wojennych uchodźców… A nie, czekajcie, to nie tak, on przyjął dużo pieniędzy. Uchodźców chyba niekoniecznie, przynajmniej według ostatnich doniesień, ale proszę was – zaskoczcie mnie pozytywnie.

Hej Siri, pokaż mi ludzkie gówno…

No i na koniec pytałem o obrońców życia wypoczętego. Ci, o których nie wolno pisać, że są finansowanymi przez Kreml fundamentalistami, zamknęli ryje i siedzą cicho. Nic, nul, zero o wojnie, ale nie do końca. Otóż wojna jest dobrym pretekstem do produkowania kolejnych płomiennych manifestów. Patrzcie na tę laurkę:

Wydarzenia na Ukrainie w oczywisty sposób przykuwają naszą uwagę. Tę sytuację zapewne będą próbowali wykorzystać radykalni ideolodzy, aby niepostrzeżenie forsować swoje postulaty na forum międzynarodowym. Nie możemy pozwolić na ingerowanie w porządek prawny suwerennych państw.

to Filip Bator

Tutaj z kolei mówi Jerzy Kwaśniewski:

Surogacja i handel dziećmi, homoadopcja, eutanazja, seksedukacja, aborcja… Ideologiczne lobby chce wdrożyć je ponad naszymi głowami, za pomocą międzynarodowych trybunałów. Stoimy im na drodze. Występując w obronie demokracji i praw człowieka.

Jerzy Kwaśniewski

A o wojnie? No cóż, muszę być uczciwy, pomagają jak mogą… Hahaha, nic z tych rzeczy. Ruszyli z projektem Archiwum Zbrodni Wojennych, bo jest medialny, o niczym więcej nie słyszałem. I bardzo dobrze, chronienie dorosłych jest niepotrzebne, sami potrafią o siebie zadbać, prawdziwie ważne jest tylko życie wypoczęte. Od poczęcia do narodzin. Potem chuj z nim.

Hej Siri, pokaż mi ludzkie gówno…

Właśnie, a co z czołową obrończynią życia od poczęcia do narodzin, potem chuj z nim? Kaja Godek nie zawiodła i już dwudziestego drugiego dnia wojny ruszyła do pomocy. Ofiarowała noclegi, podstawowe przedmioty higieny osobistej, jedzenie… A nie, czekajcie, pojebał mi się notatki.

Kaja Godek, rozumiecie, przygotowała ulotki. Ale nie takie z najważniejszymi informacjami w dwóch językach, czy choćby podstawowe rozmówki polsko-ukraińskie. Nie, no co wy. Godek natrzaskała dla uciekinierów wojennych 200 tys. ulotek w języku ukraińskim, w których przestrzega ich przed skutkami aborcji i straszy wydumanymi konsekwencjami przerywania ciąży.

Macie, poczytajcie:

Polska chroni także życie dziecka, które nosi Pani pod sercem. Lekarz, który dokonałby aborcji na Pani dziecku, podlega karze więzienia do lat 8. Karze podlegają także osoby, które namawiają lub pomagają w zabiciu Pani dziecka. Jeśli zabieg przebiegnie z komplikacjami i będzie Pani korzystać z pomocy lekarskiej, organy ścigania muszą wszcząć postępowanie wyjaśniające, jak doszło do próby aborcji.

ulotka fundacji Życie i rodzina

I jeszcze taki farmazon zasunęli:

Aborcja to zabójstwo i najgorsza zbrodnia. Jeśli ktoś proponuje Pani aborcję, namawia do niej, organizuje środki, aby zabić Pani dziecko, proszę natychmiast zgłosić sprawę pod numer alarmowy telefonu 112 lub skontaktować się z najbliższym komisariatem Policji.

ulotka fundacji Życie i rodzina

Wszystko oczywiście opatrzone fotką instalacji z dżemu malinowego… Kurwa, wróć, ty bezduszny skurwielu, może jeszcze coś o farszu napisz. Całość opatrzona fotką… właściwie nie wiem, co to za zdjęcie. Abortowany płód? Kilka płodów? Nie mam pojęcia, nie podejmuję się ocenić, co to za gorefest.

No, i tak to fundacja Kai Godek pomaga uchodźcom wojennym.

Hej Siri, pokaż mi ludzkie gówno…

Ruskij wojennyj korabl’

Fot. Andrej Bołkun

Wiem, że pracy wystarczy dla wszystkich. I wiem, że po pierwszym zrywie, będziemy musieli przejść z trybu pospolitego ruszenia, w tryb zorganizowanego, ciągłego wsparcia. I że na razie cały czas wsparcie doraźne w znakomitej większości wisi na plecach społeczeństwa. Rząd nie dał rady przygotować się na kryzys uchodźczy. Spore zaskoczenie.

Ale ja dzisiaj nie o tym, tylko o paru drobiazgach, które niektórym umykają.

Zacznę od śmieszków, których bawi wstawianie w profilowe flagi Ukrainy, no bo przecież co to daje i lepiej robić coś pożytecznego a nie kanapowy aktywizm.

Po pierwsze – skąd w ogóle to paraliżujące umysł przekonanie, że można robić tylko jedną rzecz? Skąd w ogóle ten najgłupszy z najgłupszych pomysłów, że wstawienie nakładki na profilówkę to koniec czyichś działań? Nie macie obowiązku zmiany profilowego. Ale dajcie spokój ludziom, którzy to zrobili. Dlaczego? Już tłumaczę.

Pewnie tego nie pamiętacie, ale możecie sobie zobaczyć w kronikach filmowych. A właściwie to nie w kronikach, bo władza cenzurowała. Ale zapraszam do materiałów archiwalnych na jutubie. Czy wiecie, co zrobił dla Polaków gest Kozakiewicza, który podczas olimpiady w Moskwie pokazał wała szowinistycznej publiczności, a w szerszym kontekście, całemu imperium? Ci co wtedy byli świadomi, pamiętają. Zbyt młodzi mogą nie zrozumieć. Ale to była wielka rzecz.

Obejrzyjcie sobie też MŚ w piłce nożnej, Hiszpania 82, gdzie na trybunach roiło się od flag Solidarności tak, że polscy realizatorzy nie nadążali ich nie pokazywać. Wiecie, co to robiło dla morale Polaków? Pewnie tyle samo, co trzecie miejsce na tym Mundialu. Albo więcej.

Każdy gest wsparcia, nawet najdrobniejszy, jest ważny dla ludzi, którym na głowy wali się ich świat i sufit ich mieszkania. Więc jeszcze raz, uprzejmie proszę – uszanujcie, nie wyśmiewajcie, bo nawet jeżeli coś wam się wydaje, to… No cóż, właśnie tak jest. Wydaje się wam.

Druga rzecz – symbole.

Widziałem mnóstwo opinii, że ‚russkij wojennyj korabl’, idi nachuj’, to była marnacja siły żywej[1], że ci ludzie mogli cośtam cośtam. I cośtam. Po pierwsze, sami nie wiemy, co my byśmy zrobili w takiej sytuacji, dlatego te dywagacje pozostawiam wyłącznie tym, którzy znają sami siebie tak doskonale, że dobrze wiedzą, jakby się tam zachowali. Ja nie wiem.

Tylko widzicie, bezsensowna, z naszego wygodnego punktu widzenia, śmierć to jedno. A drugie, to potęga symbolu, jaki za tą śmiercią ustawił ten dowódca. Od Wężowej Wyspy nikt z ludzi, których widzę na Fejsie czy Twitterze nie mówi inaczej, niż idź na chuj. Czy to pod adresem Putina, czy pożytecznych idiotów, czy zwyczajnych ruskich propagandowych onuc. Gość został bohaterem. Śmierć garnizonu – symbolem.

Oczywiście nie wiemy tego na pewno, ale zastanówmy się, czy gdyby nie było bohaterskiej obrony Alamo, to wojna o niepodległość Teksasu wyglądałaby tak samo? Czy ludzie idący do walki z bojowym okrzykiem „Remember the Alamo” nie wlewali więcej bojaźni w serca przeciwnika? Czy pamięć o bohaterach nie napędzała ich do czynów poza teoretycznymi granicami ich możliwości?

Zełenski mówiący, że on nie potrzebuje podwózki tylko amunicji. A wcześniej zadający kłam rosyjskiej propagandzie, twierdzącej że uciekł ze stolicy, filmikiem ‚my tut’. Kliczko z giwerą na rubieżach Kijowa, którego jest merem. Witalij Skakun, który wysadził most ale nie zdążył się wycofać i zginął w eksplozji. Jakiś kompletnie pojebany małolat ze szlugiem w kąciku ust, który przenosi minę, którą wygrzebał spod mostu.

Każdy z nich to symbol. Symbol jest kuloodporny. Nie da się go zabić. I przeżyje niejednego dyktatora.

Propaganda i dezinformacja. Będę o tym wspominał, bo chociaż ubywa tub rosyjskiego pierdolenia (dziękuję pan Anonymous), a i pożyteczni idioci Kremla (dziękuję pan Konfederacja) zamknęli ryje, tak dalej będziemy poddawani ofensywie. Jasne, Moskwa na tym polu zbiera wpierdol okrutny, ale nie traćcie czujności, źródła sprawdzajcie dwukrotnie, korzystajcie ze sprawdzonych kanałów i nie dawajcie się manipulacji. Ani zwątpieniu. A każdy onucowy kawałek narracji traktujcie tak, jak na to zasługuje – jako gówno warty kawał śmiecia.

Zgłaszać, blokować i zapraszać wypierdalać.

No to trzymajmy się wszyscy razem.

[1] Nie jest to chyba informacja potwierdzona do końca, ale podobno obsada wyspy żyje i jest w rosyjskiej niewoli.

Chcecie wesprzeć Ukrainę? Zapraszam.

To już trwa, i będzie się nasilać.
Propaganda.

Ocieplanie wizerunku Putina i Rosji. Bo to nie Putin zaczął, tylko Ukraina go sprowokowała. Skąpym strojem, wyzywającym prowadzeniem się, no i sama w nocy wracała, to grzech nie skorzystać.

Będziemy czytać o UPAdlinie, UPAinie, UKRach, banderowcach, Wołyniu i Polesiu.

Będziemy czytać o tym, że Ukraina to nie jest prawdziwe państwo, wymyślił ją Lenin a cywilizację zaprowadzili tam Rosjanie.

Dowiemy się, że UE i NATO zagrażają Rosji.

Dowiemy się, że to Ukraina jest winna tego, że napadł ją Putin.

Ba, znajdą się nawet pojeby, które będą mamrotać o tym, że teraz jest dobry moment, żeby może jakoś wziąć sobie ten Lwów.

Będziemy czytać krótsze lub dłuższe teksty o tym, że Rosja miłuje pokój, nigdy nikogo nie najechała, winni są inni.

Będziemy czytać narzekania, że Zachód potrafi tylko się zaniepokoić i wprowadzić bieda-sankcje.

Zobaczymy też zabawne obrazki, nabijające się z reakcji tegoż Zachodu. Nawet może przyjdzie nam chęć, żeby to gówno poszerować.

Akcja trollska będzie potężna. Akcja pożytecznych prokremlowskich idiotów będzie potężna. Nasze nieprzemyślane działania mogą się w to wpisywać, nawet wbrew naszym intencjom.

Wszystko to będzie się działo w dużym natężeniu, bo Putin wie, że walka o rząd dusz jest równie ważna, jak walka o terytorium. Poza Rosją nie może zagrozić nikomu plutonem egzekucyjnym, więc będzie przekonywał do swoich racji właśnie propagandą. I nie ma kwot, jakich by na nią nie wydał.

Dlatego jak następnym razem zobaczycie śmieszny obrazek, zastanówcie się trzy razy, czy na pewno jest taki śmieszny, i czy chcecie go udostępniać. Nie bądźcie bezwiednie orężem w tej walce.

Jak zobaczycie post, komentarz albo status, od którego wali prokremlowską propagandą, nie dyskutujcie z autorem. Nie budujcie mu zasięgu. Zgłoście to do administracji, moderator też człowiek, ma prawo nie widzieć wszystkich wysrywów kremlowskich trolli. A potem, jeżeli ktoś wam nasrał u was, skasujcie komentarz. Niech inni nie mają pokusy, żeby z czymś takim dyskutować, bo to nie ma z czym dyskutować.

Nie dawajcie się propagandzie. Wiem, to przyjemna proteza, która w łatwy sposób tłumaczy skomplikowane rzeczy. Zamiast kuszących bo łatwych rozwiązań, zadajcie sobie trud, sami odpowiedzcie na pytanie, czy Putin się zatrzyma na tej znienawidzonej przez wielu UPAinie, czy może potem zapuka do naszych drzwi.

Dlatego wszystkim zalecam żegnanie takich ludzi zawsze swojskim ‚wypierdalaj’.

U mnie od lat działa.

Sugeruję również, żeby poszukać w sieci sposobów na wsparcie Ukrainy. Wiecie, takich które wam odpowiadają. Ktoś może zechcieć oddać krew. Na pewno są jakieś zbiórki humanitarne. W miarę możliwości, można przelać pieniądze. Jak macie znajomych z Ukrainy, wspierajcie ich dobrym słowem. Wbrew temu, co może się niektórym wydawać, to też bardzo ważne.

Jeżeli macie sprawdzone miejsca, wrzucajcie je w komentarze – będę przeklejał do statusu.

Może i jako jednostka, nie możemy wiele. Ale zróbmy tyle, ile możemy. Na dobry początek niech to będzie przynajmniej ‚wypierdalaj’.

Polska Akcja Humanitarna

Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej

Zbiórka PCK

Bookrage wspierający Ukrainę.

Tutaj link do statusu, w którym autor zebrał garść pożytecznych informacji.

Tutaj lista miejsc, które można wesprzeć.

Fundacja Ocalenie

Strona osoby z Lwowa, która ogarnia temat na miejscu.

Sposoby na wspieranie Ukrainy przez obcokrajowców.

No elo 100

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

Praktycznie na progu naszego domu mamy wojnę. Wszyscy pokrzykują ‚Ługańsk’, ‚Donbas’, czy też preferowane przeze mnie Ługanda i Donbabwe, i nikt, ale to nikt nie zadał sobie trudu, żeby ludziom przybliżyć w jakiej odległości od nas znajduje się zarzewie konfliktu. Bo mam wrażenie, że sporej grupie to umyka. Z centrum Warszawy do centrum Doniecka jest 1525 km liczone po trasie samochodowej. A gdybyśmy chcieli policzyć od granicy (Dorohusk), będzie to 1256 km. 17 godzin jazdy.

Siedemnaście godzin jazdy od nas, towarzysz Putin udzielił bratniej pomocy dwóm separatystycznym republikom – Ługańskiej i Donbaskiej. Bratnia pomoc odbyła się w typowym ruskim stylu, czyli najpierw Putin uznał oficjalnie niepodległość tych państw, a następnie Armia Czerwona wbiła tam z pomocą. Oczywiście Putin uznał Donbabwe i Ługandę wraz z ich konstytucjami, w których określone są ich granice. Szerokie granice. Sięgające głęboko w terytorium Ukrainy.

Zasadniczo i pobieżnie, jakby rządy PiS to było za mało, 1200 km od naszej granicy zaraz będzie wojna. I żeby polepszyć nam wszystkim humory dodam, że ta wojna nie skończy się tam, bo Putin nie pozostawił krajom byłego bloku wschodniego żadnych złudzeń. On chce wrócić do kształtu, jaki miało ZSRR zanim spadło z rowerka i rozbiło sobie głupi ryj. Starsi kojarzą, młodszym wytłumaczę. Dobry wujek Putin chce, żeby było jak kiedyś, a kiedyś było tak, że przyjaźniliśmy się z Rosjanami tak bardzo, że oni sprzedawali nam drogo węgiel, ale w zamian za to brali od nas zboże i cukier.

Wybierali nam władze, zainstalowali bezpiekę, kontrolowali wszystko, pilnowali porządku, i jak jakiś kraj satelicki fikał, to szli do niego z bratnią pomocą. Rosjanie odwiedzili na przykład Węgry w 1956 roku, gdy Madziarom zachciało się wolności i rewolucji. Bilans ofiar: ok. 2500 zabitych, ponad 20 tysięcy aresztowanych lub internowanych, a ok. 200 tysięcy osób uciekło z kraju do Austrii i Jugosławii. Straty materialne wyniosły 220 mln forintów, co stanowiło ok. 25% rocznego dochodu narodowego Węgier.

Rosjanie razem z kilkoma innymi ziomkami z Układu Warszawskiego (tak, mieliśmy udział w tej żenadzie), w 1968 roku wpadli również na krótkie tournee po Czechosłowacji. Była to bardzo ludna karawana żołnierzy i pojazdów, z racji tego, że udział w niej wzięło do pół miliona wojsk Układu. Dlatego operację ‚Dunaj’ nazywa się nawet czasami inwazją. W jej wyniku Czesi i Słowacy stracili 70-100 zabitych i 800 rannych, podczas inwazji z kraju wyjechało 300 tys. obywateli, chwilę po niej następne 70 tys.

Więc wiecie, jak z przyjacielską interwencją wpada do was ruski człowiek, to pochowajcie kobiety, zegarki i wszystkie wartościowe rzeczy, i módlcie się do wyznawanych bóstw, żeby sobie jak najszybciej poszli, bo nie są to mili ludzie. Powiedziałbym nawet, że są bezkulturni.

O czym to ja. A, no właśnie. Putinowi marzy się powrót do starych dobrych czasów. Dlatego jak sobie odkroi plaster po plasterku Ukrainę, jego oko spocznie na republikach nadbałtyckich i na nas. Dlatego dobrze byłoby zrobić kilka rzeczy.

Wzmocnić armię. Zacieśniać współpracę z Zachodem i Nadbałtyką. Umacniać sojusze. Integrować się wewnątrz struktur, w których jesteśmy. Przestać zachowywać się jak dziecko, które ojebało pół torby cukru. Zrobić wszystko, żeby Pierre z Prowansji, tym razem chciał umierać za Gdańsk.

Czego natomiast nie powinniśmy robić? Bo ja wiem? Nie demontować armii do stanu, w którym podczas symulowanego starcia dostajemy w dwie doby taki wpierdol, że nie ma czego zbierać. Nie ograniczać jej zdolności bojowej praktycznie wyłącznie do defilad na Święto Niepodległości. Nie robić wśród niepokornej kadry czystek, jak za Stalina (minus strzelanie w potylicę). Nie antagonizować wszystkich partnerów politycznych, militarnych i handlowych, jak Unia długa i szeroka. Nie rumakować, nie potrząsać szabelką, nie krzyczeć ‚Poland stronk’. Nie pierdolić o najbliższym sojuszniku Kremla, że jest ciepłym człowiekiem. Przestać być najbardziej awanturującym się członkiem wspólnoty. Nie przyjmować więcej z honorami proputinowskich polityków nierosyjskich i nie robić sobie z nimi pamiątkowych zdjęć.

Nie mówić, że „Putin znalazł wyjście z twarzą z tego kryzysu. Uznał niepodległość tych republik, wprowadzi tam wojsko, może zostawi trochę wojska na Białorusi i tyle„. Nie pisać również „JEDYNE wyjście,to stopniowe PRZEJĘCIE  UE,wyrwanie jej z rąk niemiecko-lewackich,poprzez wyborcze zwycięstwa partii konserwatywnych w państwach europejskich. Są oznaki,że może się to udać. Obecna Unia jest zaprzeczeniem i nadużyciem pierwotnych jej idei.Dziś Unia PCHA do WOJNY .” (pisownia oryginalna, nie pytam kto, bo to zbyt łatwe)

No a przede wszystkim przestać, świadomie czy nie, powielać kremlowską narrację, podbijać nastroje antyunijne i realizować, świadomie czy nie, politykę Putina.

Nie piszę o sankcjach, bo sami jesteśmy za krótcy, żeby coś nimi zdziałać, tu musi być wspólny front, który aktualnie trochę się sypie, ale poczekajmy, może więksi ustalą coś, co Putina ubodzie. Na razie czytam, że siekają mu banki i oligarchów.

Właściwie to wydaje mi się, że w obliczu aktualnego kryzysu, każdy polityk, zwłaszcza taki z obozu rządzącego, powinien mieć zakaz mówienia czegokolwiek godzącego w nasze aktualne sojusze. To jest narażanie na szwank biologicznego bytu trzydziestu ośmiu (czy ile nas tam w wyniku polityki demograficznej PiS zostało) milionów osób. To zdrada stanu. Za to powinien być krótki proces, kula w łeb i do piachu. Jak myślicie – ile czasu bylibyśmy się w stanie bronić przed rosyjskimi wojskami w sytuacji wyjścia z UE i NATO? I jak wam się wydaje, jakby tu rosyjskie wojska wjechały, to byłyby jeszcze wczasy w Tunezji, czy może ni chuja?

Mam też wrażenie, że o ile Facebook czy Twitter mają i mieć będą w dupie trollskie farmy Kremla, tak administratorzy stron krajowych powinni zacząć ostrzejszą moderację. Obserwuję dyskusje pod artykułami i widzę zalew propagandy rosyjskiej, który zdaje się nikomu nie przeszkadzać. A powinna, bo ona jest momentami zręczna. Gra na naszych uprzedzeniach, rozmywa odpowiedzialność Kremla, Ukraina jest sama sobie winna, Putin spoko, interwencja jest pokojowa, ogólnie jak w tym dowcipie o Polaku, Rusku i Niemcu*

Nie wiem, może się mylę, ale dla agentów obcego wpływu wolności wypowiedzi nie przewiduję i wydaje mi się, że warto zacząć poważne wietrzenie smrodu dawno niepranych onuc. Czyli jebać trolli prądem, nie oszczędzać żadnego, niech te wydane na nich kopiejki będą niczym krew w piach.

A jeżeli mamy z tej przejebanej sytuacji wynieść jedną naukę, to niech to będzie to: bez silnych sojuszy jesteśmy dla Putina kęsem na jeden ząb. I może drugą: czy Trójmorze jest sojuszem, na którym możemy opierać bezpieczeństwo?

Chociaż oczywiście nie znam się na tym wszystkim i mogę się mylić.

A teraz jeszcze szybko temat luźniejszy. Kojarzycie karteczki, jakie pojawiły się w niektórych (może we wszystkich, nie wiem, wszystkich nie sprawdzałem) sklepach? Takie, jak poniżej.

Fota własna

Zagadałem do sprzedawczyń z pobliskiej piekarni sieciowej i spytałem się, czy będą obniżki cen. Jak już przestaliśmy się śmiać, panie powiedziały mi o ile procent podrożał im gaz i prąd. I że zerowy VAT chuja da. Znaczy spowoduje, że podwyżka cen będzie minimalnie niższa. Ja tam to wiem, dlatego stwierdziłem, że może dobrze byłoby obok informacji o zerowym VAT, pokazać o ile podrosły ceny źródeł zasilania pieców chlebowych, że już o mące nie wspomnę. Bo wiecie – mówiłem. Zaraz wam tu przyjdą jakieś lokalne głupki i zaczną narzekać, że rząd VAT obniżył a u was drożyzna, wy spekulanci.

– Proszę pana, już przychodzą.

– A narzekają na spekulantów?

– A jak.

– To może dajcie te procenty.

– No może damy.

I z tego miejsca namawiam was wszystkich do tego, żebyście w sklepach, które odwiedzacie, proponowali sprzedawcom dodanie do oficjalnego komunikatu, informacji o wzroście kosztów utrzymania lokalu albo produkcji sprzedawanych w nim rzeczy. Niech ludzie mają jakieś alternatywne źródła informacji o świecie. Może coś zrozumieją. Wątpię, ale nadzieję trzeba mieć.

No to trzymajcie się tam w tej strefie buforowej z zerowym VAT na żywność.

PS Nie wiem, czy prowadzący fejsowy profil Doniesienia z putinowskiej polski jest autorem Ługandy i Donbabwe, ale to tam zobaczyłem je pierwszy raz, to stamtąd je zajumałem, autorowi, kimkolwiek jest, serdecznie dziękuję.

*Dowcip był taki, że ludożercy złapali Polaka, Ruska i Niemca, przywiązali do pali, już mieli przystąpić do konsumpcji, ale się zlitowali i dali im ostatnie życzenie przed śmiercią. Polak chciał zajarać, Niemiec napić się jakiegoś alkoholu a Rusek poprosił o lepę na ryj. Ludożercy mu ją wypłacili, Rusek wyplątał się z więzów i rozjebał całe plemię. Zszokowany Polak pyta się go ‚ty, pojebało cię, prawie nas zjedli, dlaczego dopiero teraz to zrobiłeś’? Na co Ruski dumnie -‚My nie agriesory’.

Oraz przypominam o możliwości wsparcia mojej pisaniny na Patronajcie. Linkuję tutaj dla wygody użytkowników komórek.

#thereisnofuckinggoodnews #mokratekturaigówno #zenRadek #wojnamaszerująniewolnicy

No elo 99

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

Ale co się stao, co się stao, co się stao?

Partia, jak pierwsza naiwna w burdelu, w szoku, że TSUE zadecydował, tak jak zadecydował. No doprawdy – spore zaskoczenie. Dla tych, którzy przegapili dramę, Trybunał uznał za zgodne z prawem unijnym przepisy, które uzależniają wypłatę funduszy od kwestii związanych z praworządnością. Skargę na ten mechanizm złożyły dwa kraje prymusowskie pod względem przestrzegania prawa, zarówno krajowego, jak i unijnego, a nawet bożego, czyli Polska i Węgry. Niestety, Unia zabrała nam zabawki, posłała do kąta i kazała się poprawić.

‘No dobra, przemyślimy swoje dotychczasowe reformy systemu sprawiedliwości’ powiedział nikt z obozu władzy, zamiast tego zaczął się płacz, wzajemne oskarżenia, no i oczywiście narracja ‘my nie chcemy Polexitu, ALE…’. Premier Morawiecki Mateusz poskarżył się tak:

‘Te instytucje wyznaczają granice swoich kompetencji. Przecież tak nie powinno być. Granice kompetencji są ściśle określone w traktatach. W traktatach, które nas także obowiązują przyznaliśmy pewne kompetencje, na wyłączność nawet, Unii Europejskiej. Ale tylko pewne. Cała gama innych kompetencji pozostała w domenie państw członkowskich. Centralizacja struktur Unii Europejskiej jest niebezpiecznym procesem. W tym nierównym dialogu staramy się pokazywać wszystkie ryzyka z tym związane. Czy wyście w tym TSUE z chuja spadli? Przecież zaraz nam obniżą rating, skoczy koszt obsługi długu zagranicznego, na pysk jebnie rentowność naszych obligacji, co wy odpierdalacie?’

Niestety, zezwierzęceni funkcjonariusze unijni głusi pozostali na płacze Mateusza i jego tupanie nóżką. Ba, po tym wyroku rosną bojowe nastroje wśród europosłów, którzy chcą jak najszybszego uruchomienia mechanizmu ‘hajs za rządy prawa’. Śmieszki z FDP zaproponowali nawet, żeby szefowej KE Ursuli von der Leyen i jej najbliższym współpracownikom zablokować wypłatę pensji. Do czasu, aż Komisja nie odpali tego mechanizmu. Jasne, wniosek nie ma szans, ale pokazuje, jak bardzo zaszliśmy niektórym za skórę.

Oczywiście zesrał się nie tylko premier. Wiadomo przecież, że magister minister Ziobro nie odpuściłby sobie okazji, żeby dojebać i UE, i Morawieckiemu. Zbigniew zasunął taki oto farmazon.

‘Jest to dowód na błąd, bardzo poważny polityczny, można powiedzieć historyczny błąd premiera Morawieckiego, który wyraził akceptację na szczycie w Brukseli 2020 roku dla wprowadzenia tego rozporządzenia, które już dziś służy do wywierania presję poprzez ekonomiczny szantaż na Polskę i ograniczać naszą suwerenność, choćby w obszarze sprawiedliwości czy wartości. Nie może tak, kurwa, być, że jakieś unijne patafiany zabraniają nam robić w kraju wszystkiego, co chcemy. My chcemy dalej orać system sądowniczy, bo albo będzie po naszemu, albo chuj”.’

I dalej jeszcze fajniej.

‚Szantaż ekonomiczny został użyty w pierwszej kolejności wobec polskich samorządów, co do których zażądano odwołania uchwał odwołujących się do ochrony rodziny i polskich tradycyjnych wartości i zasad wychowania dzieci w polskich szkołach. Bez stworzenia stref wolnych od ideologii gender i LGBT, polskie dziecko i polska rodzina narażone są na wirusa gejozy, bo przecież wszyscy wiedzą, że ta moda roznosi się drogą powietrzną. Dlatego samorządy postawiły kordony sanitarne, do których zniesienia zmusiła nas Unia. To ona będzie odpowiedzialna za ujemny przyrost naturalny i dziwne ubiory. To po prostu jest jakiś dramat.’

Zbigniew wozi się jak rasowy osiłek klasowy (tak, wiem jak to brzmi w kontekście jego kompleksji), który na przerwie klepie klasowego mądralę-okularnika. Ale mądrala-Mateusz jest ponad to, bo się naprawdę fajnie zachował. Otóż po tym, jak go Zbigniew ciutkę zgnoił, powiedział że magister Ziobro jednak powinien zostać w rządzie. To miłe.

Nad tym wszystkim czuwa odrobinkę gospodarz klasy – Jarosław, który podsumował postępowanie magistra prawa jako „troszeczkę przesadne”. Czyli tak trochę czuwa, ale do pionu nie stawia. Oddajmy głos Prezesowi:

‚Jestem zawiedziony tym, że takie oświadczenia padają publicznie, bo to na pewno naszej wspólnej sprawie nie służy, a tą wspólną sprawą jest utrzymanie naszej suwerenności. Oczywiście, to sprawa super ważna, ale oczywiście mamy także te inne. Dlatego troszkę się dziwię panu ministrowi, ale cóż, takie rzeczy w polityce się zdarzają, nie tylko u nas, ale również w innych państwach’.

Czyli na wschodzie bez zmian, magister trzyma Prezesa za jaja i miętosi nimi bezlitośnie. Ogon już od dawna macha psem.

Ostatnio pisałem, że dla Partii najważniejsze jest utrzymanie władzy, i mogą się dziać rzeczy irracjonalne z punktu widzenia człowieka zdrowego na umyśle. No i się dzieją. Bo z jednej strony jest tonowanie nastrojów, „nikt nie chce wychodzić z Unii”, a z drugiej od wczoraj trwa gigantyczna kałoteka posłów i europosłów naszej władzy. Padają słowa wielkie, pozwolę sobie na kilka cytatów.

Sekretarz stanu w KPRM, niejaki Wójcik Michał mówił tak:

Ci, którzy narzucili Polsce to rozporządzenie, to są oszuści i łgarze i krętacze. Taka jest prawda.

I jeszcze

Hipokryci unijni próbują nam zabrać suwerenność. Orzeczenie TSUE jest tego najlepszym wyrazem. Trzeba przed nimi obronić naszą tożsamość. Trzeba obronić Polskę. Świat. Ziemię. Układ Słoneczny. Drogę Mleczną. Grupę Lokalną Galaktyk… A nie, czekaj, ja w te głupoty nie wierzę. Tożsamość! Polskę! Gore, kurwa!

Wybrzmiał wyraźnie ważny głos Kempy Beaty

Możemy czuć się oszukani jako Naród. W 2004 roku wstępowaliśmy do Europy Ojczyzn a nie eurokołchozu – właśnie dlatego, że już raz czuliśmy na sobie bat Kołchozu. To orzeczenie możemy odbierać wyłącznie jako szantaż i zamach na naszą suwerenność, którą rozumiemy jako swobodę w okradaniu obywateli i budżetu, tak żeby się jakoś ustawić do końca życia, bo chyba nie będziemy rządzić wiecznie. Czy będziemy?

Wypowiedział się też jeden z moich ulubieńców, czyli Kaleta Sebastian

Historyczny dzień dla UE. Zmieniono traktaty rozporządzeniem i politycznym wyrokiem TSUE, który jest polityczny, bo nie pozwala nam robić tego, co chcemy. Od dzisiaj każda samodzielna decyzja Polski będzie obarczona ryzykiem szantażu finansowego, który jest faktem od kilku miesięcy, a dziś został w forum UE zalegalizowany, na co się kurwa jego mać nie zgadzamy, bo chcemy owszem, mieć tu sprawiedliwość, ale żeby zawsze była po naszej stronie. Więc nie rozumiemy, dlaczego UE się nam wpierdala, zamiast dać hajs i się zamknąć.

Pojawił się też niezawodny Kowalski Janusz, człowiek który ma do łba ze trzy długości boiska piłkarskiego, ale nie przeszkadza mu to w wypowiadaniu się na każdy temat

Wyrok TSUE kończy niuansowanie i zaklinanie rzeczywistości przez euroentuzjastów. To czarny dzień dla UE. Atak na Polską suwerenność unijnych eurokratów wchodzi w nową fazę: finansowego „głodzenia” Polski za nierealizowanie ideologicznej agendy Brukseli. Takie są fakty, Radosław, ale my się kurwa nie damy. Mamy tyle hajsu, że cały świat nam zazdrości i chce od nas pożyczać, więc nikt nas nie zagłodzi i nie zamydli oczu tymi miljordami. W dupę je sobie wsadźcie, wy, wy, wy… chuje.

Jacek Saryusz-Wolski, niczym Wernyhora, wróży nieunikniony koniec republiki takimi słowy

Po werdykcie TSUE droga do zmiany rządu drogą szantażu prawno-finansowego i ataku na demokrację otwarta. Już nie będziemy mogli wysyłać sędziów na drugi koniec kraju, odsuwać niewygodnych prokuratorów czy nękać ludzi protestujących przeciwko nam, bo te kurwy brukselskie zabiorą nam hajs. Nam, Polaką! Patriotą!

No i na koniec nasza najlepsza premiera od czasów Jagiellonów i Wazów, Szydło Beata, tak pięknie zasunęła TSUE i KE, że aż się łza w oku kręci

Polska i Węgry zaufały zapewnieniom Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej, że będą mogły robić u siebie, co będą chciały, rozbijać wewnętrzną jedność Unii i realizować świadomie lub nie, politykę Kremla. Teraz widzimy, że instytucje UE w rodzaju TSUE lub KE całkowicie lekceważą konkluzje RE z 2020 roku, a co gorsza, lekceważą też nasze dążenia do wzięcia wszystkich niepokornych za pysk. Organy UE tworzą własne normy prawne i polityczne, nie przejmując się ustaleniami RE i Traktatami, czyli trochę jak my, ale my to robimy w słusznej sprawie, a te unijne szmaty w niesłusznej, niech ich piekło pochłonie i chuj jasny trafi.

I tak dalej, i tym podobne, zesrańsko było tak masywne, że kał wypełniłby ze dwa baseny olimpijskie.

Oczywiście PiS kojącym tonem uspokajają ‚to nie my, to Solidarna Polska i Konfederacja mówi brzydkie rzeczy, wpisujące się w politykę Putina skierowaną na rozbijanie UE, u nas wszyscy w porządku są, jesteśmy za, jakoś rzeczy pochytamy, w ogóle luzik, Mateusz już ogarnia dopłaty do rolnictwa ze środków Ministerstwa Finansów, więc wiecie, z tą Unią to nie tak, że jest nam niezbędna”.

No i teraz są dwie drogi, bo oczywiście można sobie pierdolić, że my to chcemy, ale coś tam coś tam i kłody rzucają nam pod nogi. Ale trzeba podjąć męską decyzję – albo się wycofujemy z niektórych fakapów nazywanych dumnie ‚reformą wymiaru sprawiedliwości’, kosimy hajs, robimy ten dobrobyt i wydajemy europalety euro, albo stajemy murem za magistrem Ziobrą i mówimy ‚taki chuj, z raz obranej drogi nikt nas nie zawróci, idziemy w to a UE może nam skoczyć na pałąk’. Zostajemy bez hajsu, ogarniamy wszystko kasą z drukarek NBP, patrzymy jak kraj płonie, bo 330 posłów wybranych w wyborach powszechnych, równych, bezpośrednich, proporcjonalnych i tajnych jest zbyt upartych, by z raz obranej drogi się cofnąć albo zejść.

Więc oczywiście możemy spróbować odpalić te drukarki, ale nie czarujmy się, to będzie jak napompowanie konia wyścigowego dopalaczami. Przebiegnie jeszcze z pińcet metrów a potem się wypieprzy na pysk i nie wstanie, choćby świat płonął. Pieniądze z UE to jest zawsze oddech dla budżetu centralnego. Gdy tego oddechu zabraknie, budżet klęknie. Może się nie wywali, ale budżety samorządów, już dojechane na grubo Nowym Ładem, prawdopodobnie się załamią. Demografia w dupie, brakuje rąk do pracy, łatamy to pracownikami zagranicznymi, ale kraje ościenne też mają ograniczoną podaż siły roboczej, a i my nie jesteśmy krajem marzeń. Poza tym nie zapchamy wszystkich dziur, za 5-10 lat będziemy pewnie walczyć o wodę i o pielęgniarki, że tak sięgnę po przykład spod dużego palca.

Kasa z UE to nie są worki pieniędzy zrzucane z nieba tylko inwestycje. Krajowe i samorządowe. Nie ma możliwości, żebyśmy samodzielnie byli w stanie wykreować taki impuls, jaki dałyby nam pieniądze z KPO i budżetu unijnego. Zresztą znając tych cynicznych półanalfabetów polityczno-ekonomicznych, główny impuls byłby skierowany na rozdawnictwo a nie inwestycje, więc dodatkowo zwiększylibyśmy i tak rozbuchaną inflację. Która, gdybyście przegapili wiadomości, w styczniu wyniosła 9,2 proc. w ujęciu klasycznym, czyli rok do roku, i 1,9 proc. w stosunku do grudnia 2021.

Źródło: Bankier.pl na podstawie danych GUS

I powiem wam, że jeżeli wstrzymanie kasy z UE i rosnąca inflacja nie otrzeźwią tego narodu, to nic go nie ruszy. A jak go w końcu ruszy cena żywności i 500+ warte ledwo 300+, to pewnie będzie już za późno na cokolwiek.

Każdy kto ma mózg i minimum wiedzy ekonomicznej widzi, że bez kasy z UE czeka nas gruba nieprzyjemność. Partia też to wie, ale ważniejsze dla niej jest utrzymanie władzy niż dobro Polski. Dlatego z tego miejsca ponownie chciałbym pogratulować wszystkim wyborcom PiS. Well, kurwa, done.

No to trzymajcie się w tym kraju obniżonych wkrótce ratingów.

PS Cytaty z funkcjonariuszy partyjnych są prawdziwe, chociaż mogłem do każdego coś niewielkiego dopisać.

#thereisnofuckinggoodnews #mokratekturaigówno #zenRadek #ktocikurwaukradłniepodległość

No elo 98

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

To zacznijmy w starym/nowym miejscu.

Nie wiem, jaką pozycję w strukturach władzy zajmują popłuczyny po ugrupowaniu Gowina, którego nazwy już nikt nie pamięta, czyli republikanie, ale ich kierownik, niejaki Bielan Adam, dał ostatnio mocny głos. Nie śledzę jakoś przesadnie dokładnie wszystkich wypowiedzi członków Partii i ich satelitów, ale wydaje mi się, że Bielan do tej pory siedział raczej cicho, nie wychylał się, wziął sobie te stanowiska, co mu je Prezes dał w zamian za wbicie noża w plecy Gowina, i nie wadził nikomu. Ktoś słyszał ostatnio co mówią republikanie? No właśnie.

Jednak gdy już postanowił dać głos, dojebał po całości i przyciął tak po bandzie, że ja się zastanawiam, czy miniony mają już w dupie Prezesa i mówią co chcą (i, jak pokazuje porażka lex kapuś, głosują jak chcą), czy Kaczyński ich rękami odwala brudną robotę. Od dłuższego czasu nie mam Jarosława za genialnego stratega, raczej uznaję jego prawo do coraz liczniejszych błędów, opozycję ogrywa dlatego, że jej jakość pozostawia wiele do życzenia.

Kurde, przecież gdybym miał kawałek tych pieniędzy, które ma opozycja, nająłbym riserczera, jednego z talentem do składania słów, jednego czującego internet kreatywnego od obrazków i jednego od zakupu mediów, po czym w sieci ładowałbym Partię w usto bolesne codziennie. Ale tak mocno, że przez spuchnięte wargi i połamane zęby nie mogłaby mówić. No ale nie mam, dlatego rzeźbię w tym, co pozostaje do mojej dyspozycji.

Wróćmy do tematu. Głos dał Bielan. Na grubo.

Najpierw zagaił, że Komisja Europejska działa poza prawem nie wydając opinii do polskiego Krajowego Planu Odbudowy.

– Komisja – mówił – czas miała na to do 1 sierpnia 2021 roku. W sumie trzeba byłoby rozważyć zaskarżenie jej decyzji, ale przecież rząd jest zgodny, wyciąga rękę, dąży do porozumienia, a nie eskalacji problemu. Więc po co mówić takie rzeczy, że rząd chce niedobrze, jak chce dobrze. Dogadać się chcemy, ale z drugiej strony zbliżamy się do momentu, w którym trzeba będzie tę sprawę przesądzić i podjąć jakieś kroki prawne, no bo kurwa, kto to widział, żeby nam jakieś Komisje nasyłali i faktury sprawdzali. Kto, kurwa, tyle lat faktury trzyma. Dlatego jebać to, koniec marca tego roku to taki ostateczny moment, kiedy decyzja musi zapaść. W tę, albo wewtę, niech się KE zdecyduje, czy nam zatwierdza KPO, czy mamy iść się na KE skarżyć do TSUE

– Przecież nie może być tak, że my składamy swój plan, taki na szóstkę z plusem, a ktoś się wbija i mówi, że mamy się zobowiązać do przestrzegania praworządności i likwidacji Izby Dyscyplinarnej SN. Nikt nam nie będzie mówił, jak mamy rządzić, toż to do chuja niepodobne.

– Do chuja niepodobna jest też sytuacja, w której nie możemy korzystać ze środków, z tych miljordów euraczy, a jednocześnie je żyrujemy, żyrujemy kredyt, z którego te środki są wypłacane takim na przykład Niemcom, którzy są już przecież bogaci. Albo Holendrom, którzy też są bogaci. Belgom, którzy też są bogaci. No to jak to tak, że się innym wypłaca, a nas się prosi o jakieś dowody praworządności. To jest sytuacja nie do zaakceptowania.

– I w związku z tym będziemy musieli podjąć jakąś decyzję, ewentualnie nawet o wycofaniu się z europejskiego planu odbudowy.

Być może cytaty z wypowiedzi Bielana nie były do końca wierne. Może dodałem trochę od siebie. Ale ostatnie zdanie zacytowałem dosłownie. Niejaki Bielan głośno mówi o tym, że być może nawet wycofamy się z EPO.

I ja bym może nawet się ględzeniem jakiegoś typa się nie przejmował, ale po pierwsze on jest członkiem obozu rządzącego, a po drugie, podczas jakiejś sejmowej komisji do spraw UE, niejaki Kaleta Sebastian potwierdził słowa Bielana, że rząd rozważa wycofanie Polski z EPO.

I ja wiem, że zarówno Bielan, jak i Kaleta to figuranty zwykłe, które chuja mają do powiedzenia, ale niepokoi mnie to, że Kaczyński zamiast ściągnąć im smycz, warknąć ‚siad’ i doprowadzić stado do porządku, milczy. A przynajmniej ja nie słyszałem jakiegoś stanowczego dementi.

Ogólnie narracja antyunijna ma się w najlepsze, i jeżeli ktokolwiek z was wierzy PiSowi, że on w Unii chce pozostać aż do naturalnego zgonu nas albo jej, i nigdy w życiu z niej nie wyjdzie, to niech łaskawie wyjmie głowę z miejsca, w którym je trzyma, rozejrzy się, posłucha, poczyta i zacznie ogarniać, że nasza europejska przygoda może się skończyć szybciej, niż wam się wydaje.

Powtórzę po raz kolejny. W PiS wszystko, ale to absolutnie wszystko, podporządkowane jest utrzymaniu władzy. Jeżeli Prezes uzna, że jakaś, z pozoru irracjonalna dla nas decyzja, da mu dodatkowe trzy punkty procentowe, to on ją podejmie. Wyzbądźcie się złudzeń, że będzie inaczej. Partia nie cofnie się przed niczym, zrobi absolutnie wszystko, żeby utrzymać się przy paśniku, jestem w stanie się o to założyć z każdym.

A że wszystko rozłazi się coraz mocniej w szwach, spodziewajcie się w najbliższym czasie festiwalu głupich decyzji.

I planowałem tu zakończyć, ale nie mogę sobie darować, i nie wspomnieć o kolejnym, trudnym do przegapienia elemencie antyunijnej narracji, który ostatnio widać na każdym kroku. Mówię o procentach w żarówkach.

Nie wiem, jak jest gdzie indziej, ale cała Warszawa jest zajebana bilbordami z żarówką, z których wynika, że głównymi winnymi wysokich cen energii elektrycznej, są biurokraci z Brukseli, którym zawdzięczamy aż 60 proc. wartości prądu. Bo wiecie, te, no, opłaty klimatyczne, do których zmusza nas Unia. Na banerach świecących w internecie możemy przeczytać takie atrakcyjne hasło, jak „Polityka klimatyczna UE = Droga energia, wysokie ceny”. Idzie to również na dużą skalę w prasie codziennej, żeby suweren na pewno nie przegapił tego, kto jest winien jego nieszczęść.

Fot. wirtualnemedia.pl, które screen pożyczyły z Twittera (źródło nieznane)

„A skąd gruby wiesz, że tym razem też rząd nam Unię obrzydza” – słyszę, jak krzyczą niektórzy uważniejsi czytelnicy. Za kampanię odpowiadają „Polskie elektrownie”, jak sobie wejdziecie na ich stronę, to zobaczycie konkretne spółki: Tauron, Enea, PGE GiEK czy PGNiG Termika. Ja tam nie wiem, ale to chyba państwowe podmioty.

Oczywiście infografika jest uproszczeniem na granicy prostactwa, żarówka podzielona jest na dwa pola – 60 proc. winy Tuska i Unii, i 40 proc. szarej strefy. I to powinno wszystkim wystarczyć, to przez UE mniej pieniędzy zostaje w kieszeniach Polaków. I nieważne, że te procenty nie mają nic wspólnego z naszym rachunkiem tylko z KOSZTEM WYTWORZENIA energii. I w tym kontekście z takim podziałem procentowym zgadza się nawet Komisja Europejska. Bo faktycznie, koszty emisji CO2 stanowią 60 proc. PRODUKCJI energii. Ale produkcja to nie wszystkie składowe tego, co składa się na nasze OPŁATY NA RACHUNKU. Bo jak się policzy udział Unii w naszym rachunku, to jest to 20-25 proc.

Oczywiście „Polskie Elektrownie” rżną głupa i twierdzą, że to jest kampania edukacyjna skierowana nie do konsumentów, a do wytwórców energii. Bo ci oczywiście niczego nie wiedzą, i potrzebują dużych bilbordów w centrum miasta, żeby ogarnąć ten temat. Zaprawdę, nachalne są te kurwy i zuchwałe.

To oczywiście chujowe tłumaczenie, bo zanim Polskie Elektrownie rozpoczęły „kampanię edukacyjną”, rozesłały do swoich klientów info z inną żarówką, z której dowiadujemy się, że za 59 proc. naszych rachunków odpowiada „koszt uprawnień do emisji CO2, wynikający z Polityki Klimatycznej UE” a za 8 proc. „koszt obowiązków OZE i efektywności energetycznej, wynikające z Polityki Klimatycznej UE”. Więc jednak 60 proc. nie dotyczy KOSZTÓW WYTWARZANIA energii, tylko naszych comiesięcznych OPŁAT NA RACHUNKACH?

No mówię, nachalne. I zuchwałe. A wszystko winą Unii.

A teraz czekajcie, bo idzie samo gęste z dna tego sracza. Think tank Instrat przyjrzał się cenom prądu. No i okazało się, to co wszyscy wiemy – są nyeco za wysokie. Ale analitycy Instratu zerknęli głębiej i okazało się, że jest coś, czego opinia publiczna już nie wie. Otóż te podwyżki cen prądu, którymi tak ochoczo fundacja Polskie Elektrownie obarczyła UE, mogą wynikać z czegoś innego.

Widzicie, przeciętna polska elektrownia osiągnęła w grudniu 2021 marżę wynoszącą około 70 proc. kosztów wytwarzania. I w samym grudniu spółki energetyczne zarobiły cztery (słownie: 4) miliardy (słownie: dziewięć zer) złotych (słownie: śmieciowa waluta). Marże na wytwarzaniu prądu są najwyższe od lat. Zerknijcie na obrazek poniżej.

Pod koniec roku marże wynosiły około 350 zł/MWh. W 2018 roku było to 50 zł/MWh. Wtedy prezes Urzędu Regulacji Energetyki wszczął postępowanie w sprawie wysokich marż. Teraz martwa cisza, świerszcze grają. Wiecie dlaczego? Ja też tego nie wiem, ale mam podejrzenie. Z tych 4 miliardów w samym grudniu, spółki energetyczne odpalą dolę państwu w podatkach, akcyzie i w czym tam jeszcze. Im więcej wydoją spółki z obywatela, tym więcej doli dostanie państwo. Jednocześnie politycy mogą krzyczeć, że przez Tuska i Unię ta drożyzna, uruchomią jakieś pseudotarcze, które będą kosztować mniej, niż dostaną od spółek energetycznych, i tak to się toczy. Przy czym oczywiście to wyłącznie moja teoria i mogę się mylić.

Jednak jedno wiemy na pewno. Wiemy kto jest temu winien. To Tusk i Unia.

Powtórzę. Nachalne i zuchwałe.

A skoro zaczęliśmy od Bielana, to i Bielanem skończymy. Bo oprócz pierdolenia okrutnych farmazonów godzących w polską rację stanu, zdarza mu się palnąć tak bardziej do śmiechu. W ubiegły poniedziałek ‚Dziennik Telewizyjny TVP’ wyemitował krytyczny materiał o Nowym Ładzie, Morawieckim, odwołanym ministrze finansów Kościńskich. Wiadomo, że Kurski Morawieckiego nienawidzi, więc skorzystał z nadarzającej się okazji, żeby mu przylutować. Oczywiście nie ma się czym ekscytować, że w tym sraczu obsranym gównem trwają wewnętrzne walki frakcyjne, ale Bielan postanowił całość umaić i podsumować ją z batutą i z humorem.

Powiedział mianowicie taką rzecz:

– Mamy w Polsce wolne media. To, że TVP krytykuje rząd, to nie jest nic złego, niezdrowego. Wręcz przeciwnie. Minęły czasy, kiedy telewizja publiczna była kontrolowana przez byłego posła Juliusza Brauna i był zakaz mówienia czegokolwiek złego o ówcześnie rządzącym premierze Donaldzie Tusku.

Oddychacie z powrotem? To patrzcie teraz.

Braun był prezesem zarządu Telewizji w latach 2011-2015. W tym czasie nie zajmował się niczym innym, jak blokowaniem dostępu do anten stacji TVP politykom opozycji i tłumieniem krytyki Tuska. Fajna fucha, brałbym. Jak w praktyce wyglądało niedopuszczanie polityków PiS i Solidarnej Polski do głosu i blokowanie im krytyki Tuska? No kurde, gdyby tylko ludzka pamięć była tak dobra żeby sobie przypomnieć programy polityczne obsadzone wyłącznie przez polityków ówczesnego rządu, mielibyśmy dowód, że za PO nie było wolności słowa, Braun trzymał TVP pod butem (z takim nazwiskiem to wiadomo, że niczego innego nie umiał robić) i był zakaz mówienia czegokolwiek przez polityków opozycyjnych.

Gdyby tylko można to było jakoś gdzieś sprawdzić…

TVP publikuje na swoich stronach comiesięczne raporty, w których podlicza łączny czas antenowy przyznany przedstawicielom władz państwowych (rząd, prezydent), partii, związków zawodowych i związków pracodawców w programach ogólnopolskich TVP S.A w audycjach publicystycznych i informacyjnych.

Dane były i są przygotowywane pod względem formy na odpierdol (brak zbiorczych za cały rok, niektóre miesiące w xls, inne w pdf), ale są. Mamy lata 2008-09, potem przerwa do 2013 i od tamtej pory już w miarę ciągle.

No to załóżmy, że popatrzymy na rok 2013 i 2019. Lata wybrane spod przysłowiowego dużego palucha, w miarę wolnego czasu może przyjrzę się np. 2014 i 2020, ale na razie mam obrobione wstępnie tylko te.

W 2013 roku rządziło PO i PSL. W tym czasie PO dostało do dyspozycji 24 163 minuty czasu antenowego w TVP1, TVP2 i TVP Info, a PSL 7 004 minut. Razem 31 167

PiS kneblowano tak skutecznie, że dostali marne 7 188 minut, Solidarna Polska 2 305. Razem 9 493, chociaż nie pamiętam jak między nimi się wtedy układało i czy powinienem ich liczyć razem.

Tak czy inaczej, porównując tylko PiS i PO, ci pierwsi dostali 30 proc. tego, czym zadysponowali drudzy.

Teraz 2019. PO plus POKO – 2 771 minut. PSL (liczę z rozpędu, bo nie wiem, czy im ze sobą po drodze) – 4 104. Nawet jeżeli bym sumował (nie wiem dlaczego, ale niech będzie), to razem wychodzi 6 875 minut. Swoją drogą to niezłe kuriozum, że jakby nie było największa partia opozycyjna dostaje mniej niż PSL, które operuje na granicy wejścia do parlamentu. Tymczasem Solidarna Polska dostała 3 274 minuty a PiS 31 617.

W 2019 roku PO dostało ledwie 9 proc. czasu, jaki miał PiS.

Rzuciłem okiem na 2020, bo jest ładnie poukładany w pdfach. PiS – 31 266 minut, SP – 4 280, PO – 6 749 minut i PSL 3 213 minut. Przy sumowaniu PiS+SP vs PO+PSL (dalej nie wiem, dlaczego to robię, ale niech będzie) wychodzi 35 546 do 9 962 minut. Jest gorzej niż rok wcześniej, bo ci drudzy dysponowali tylko 28-oma proc. tego, co miała Partia i satelity. Porównanie PiS do PO już trochę łaskawsze dla tego drugiego, bo było to 22 proc. czasu, jakim dysponował PiS.

W tabelce wszystko widać.

Opracowanie własne na podstawie danych ze strony tvp.pl

Nie doliczyłem czasów komitetów wyborczych tych ugrupowań, bo tam była jeszcze większa przepaść. Oczywistą rzeczą jest, że Bielan kłamie. I ja rozumiem, że rolą polityka jest kłamać. Kłamać żeby dobrze zrobić swojemu ugrupowaniu. Kłamać, żeby zgnoić przeciwnika politycznego. Kłamać, żeby uwieść wyborców. Ale pamiętajmy wszyscy, żeby czasami zadać sobie odrobinę trudu i powiedzieć „taki chuj, tym razem sprawdzam”.

No to trzymajcie się w tym kraju, którego politycy chyba jednak nie chcą być w UE.

#thereisnofuckinggoodnews #mokratekturaigówno #zenRadek #miałemdociągnąćdosetki

To skomplikowane

Fot. Pexels

Trochę mnie nie było, ale wracam. O przyczynach rzeczy, które się wydarzyły, piszę poniżej.

Muszę wam coś opowiedzieć. To stara historia, jeszcze z początków kolejnictwa. Pozwoli wam zrozumieć, dlaczego moje pierwsze wejście na stronę i odpalenie na niej Patronite wyglądało, jakbym was oszukał, albo co najmniej naciągnął. Ale zanim wam coś opowiem, chcę przeprosić.

Przepraszam.

Przepraszam za Patronite, które uruchomiłem chwilę po tym, jak ruszyłem ze swoją stroną. Dla tych, którzy nie wiedzą – Patronite umożliwia comiesięczne wsparcie ulubionego twórcy określoną kwotą. Autor ustawia progi, w których oferuje jakieś bonusy, czytelnik wybiera za ile chce wesprzeć i wspiera tyle czasu, ile uważa za stosowne. No i z tymi progami i obietnicami to była pułapka.

Dużo rzeczy obiecałem, ledwie kilka dowiozłem, większości nie. Patronite był zaciągniętym w stosunku do patronów zobowiązaniem, bo wierzyłem, że jak zaciągnę zobowiązanie, to zrobię wszystko, żeby dostarczyć, dzięki czemu coś we mnie zaskoczy i znowu będę działać tak, jak działałem wcześniej., zanim straciłem pracę i usiadłem w fotelu. Oczywiście nie udało się, bo i się udać nie mogło.

Widzicie, ja wtedy nie wiedziałem kompletnie niczego o depresji, nerwicy lękowej, o przyczynach ośmiu godzin stuporu w fotelu i powoli rosnących trudnościach w codziennych czynnościach, których wykonywanie normalnie odbywa się w tle, a wtedy było dla mnie niczym przyniesienie mamuta na kolację. Nie wiedziałem, że moim czynnikiem formującym i nadającym sens życiu był mój pracoholizm, i jak zabrakło pracy, to ten sens straciłem. W krótkim czasie znalazłem się w takim stanie, że zalepienie dziury w ścianie, zatarcie jej papierem i wkręcenie wieszaka to było coś, co musiałem robić na cztery rzuty, przez miesiąc, i chyba nawet raz się w trakcie pracy rozpłakałem.

Zresztą wtedy wielokrotnie miałem łzy w oczach, bo z jakiegoś powodu wszystko mnie wzruszało. To znaczy smuciło, ale myślałem, że wzrusza, chociaż było to bardzo zaskakujące, bo mnie przecież do tej pory wzruszał Helikopter w ogniu, Kompania Braci, Tak tu cicho o zmierzchu i Biały Bim Czarne Ucho.

Gdybym tylko wtedy wiedział to, co wiem teraz. No ale nie wiedziałem, więc moja szarża z motyką na słońce była wzruszająca i straceńcza.

Zresztą nie mogła być inna, gdy za długofalowe zobowiązanie w stosunku do ludzi, których zna, lubi, kocha, szanuje, bierze się człowiek nic nie wiedzący o depresji, nerwicy lękowej i powodach codziennego ośmiogodzinnego stuporu w fotelu. On myśli, że mu się uda. A uda mu się na pewno, bo nie chce ich zawieść. Niestety, to ja byłem tym człowiekiem, i to ja nie wiedziałem w jak chujowym stanie psychicznym się znajduję.

I oczywiście zawodziłem, bo wyjście do kina to była wyprawa na drugi kraniec Ziemi, przesłuchanie audiobooka sprawiało mi ogromną trudność z powodu niemożności skoncentrowania się na najprostszych rzeczach, lektura to była abstrakcja, bo wieczorem nie pamiętałem, co przeczytałem rano. A pisanie stało się tak przyjemne, jak wkładanie ręki w młockarnię i tak proste, jak zimowe wejście na K2.

Z czasem robiłem coraz mniej rzeczy, do których się zobowiązałem, patronów ubywało a ja czułem coraz większą ulgę, bo zawodziłem coraz mniej osób. Widzicie jaka żelazna logika mi towarzyszyła?

Ludzie zwracali mi uwagę, że nie dowożę, ja czułem się, jakby mi ktoś kiepował fajka na czole, ale słuszne pretensje w końcu milkły, zaś ja mogłem poczuć się ciut lepiej, bo ubyło kilku kolejnych patronów.

Oczywiście pielęgnowany starannie wizerunek twardego Hłaski nie pozwalał mi się przyznać do słabości ani przed samym sobą (to było trudne), ani tym bardziej przed ludźmi (to było zaiste wzruszające), dlatego próby wysłania mnie na terapię podejmowane przez najbliższych, natrafiały na ścianę niezrozumienia i opór. „No co ty, przecież na terapię chodzą psychicznie chorzy, mi nic nie dolega” – taki byłem twardy. A nie da się przecież zmusić człowieka, żeby sam sobie pomógł, jak tego nie chce.

Na szczęście są w moim życiu dwie zawzięte kobiety, których upór miał w przyszłości przynieść efekty w postaci leczenia farmakologicznego i terapii. Dziękuję im, bo bez ich ciężkiej pracy nade mną, dalej siedziałbym 8 godzin dziennie w fotelu. A właściwie, to jak sobie teraz myślę, to pewnie by mnie nie było.

Mamo, Marysiu, nie ma słów, które oddałyby moją wdzięczność za wszystko, co dla mnie zrobiłyście.

Na razie jednak mamy 2016 rok i nic ze sobą nie robię. W 2017 też nie. I nawet nie chodzi o to, że nie dawałem rady pisać. Dawałem. Tylko każdy tekst musiałem z siebie wypruwać po kawałku i coś, co teraz zajmuje mi godzinę w ramach przerwy regeneracyjnej po obiedzie, wtedy było kilkudniowym wysiłkiem, który nie sprawiał mi żadnej przyjemności. Zresztą wtedy wszystko smakowało jak wiór posypany popiołem.

I tak to trwało. Wstyd mi było wracać na stronę, bo trzeba byłoby się skonfrontować z tamtą rzeczywistością i opowiedzieć ludziom to, co teraz czytacie. Nie byłem na to gotów, terapia była w toku, rany jeszcze się nie zagoiły, wyrzuty sumienia rozpieprzały mnie na kawałki, potęgując poczucie słabości i bycia gównem.

Za to na Fejsie, gdzie się coraz bardziej przenosiłem, było całkiem spoko, status wrzuca się szybciej i wygodniej niż tekst na stronę. Gratyfikacja lajeczkowa jest większa, dyskusja żywsza, popularność rośnie szybciej, a ja wtedy potrzebowałem oznak sympatii. O rany, jak bardzo potrzebowałem, żeby pomimo gigantycznego fakapu ludzie mnie lubili.

Same plusy, które dopóki byłem pikocelebrytą buszującym w mateczniku najniższej oglądalności, nie przesłaniały minusów. A na nie składały się na przykład obraźliwe wiadomości prywatne w folderze Inne (dzięki nim zacząłem do niego regularnie zaglądać, dzięki czemu nie przegapiłem kilku ważnych informacji, dzięki hejterzy!). Konieczność banowania wyjątkowo chamskich palantów. Pierdolnik w sekcji komentarzy. No i oczywiście zgłaszanie moich tekstów jako nękanie.

Nie wiem, jak to działa i czy jak jeszcze kilka razy mnie podpierdolą na Fejsie, to mogę stracić konto (ban mnie nie boli, tydzień wolnego od sociali to prezent od losu), ale wolę tego nie sprawdzać. Dlatego wracam na stronę i to tutaj będę kontynuował swój cykl ‚No elo’, i może pisał trochę innych rzeczy. Ale raczej szykujcie się na politykę.

Mam nadzieję, że chociaż trochę zaskoczę wszystkich, którzy na mnie tutaj, bez wiary w mój powrót, czekają. Z czasem trochę podpimpuję stronę, dodam może bajery wymagane aktualnymi wymaganiami wyszukiwarek, odkurzę Patronite, żeby każdy kto jednak chce mi dać piątaka, mógł to zrobić. A przede wszystkim będę mógł sobie znowu dłubać w miejscu, w którym nikt mi anonimowo nie odbierze wolności publikowania tekstów, które mu nie pasują.

Nie piszę po to, żeby było miło.

Po raz kolejny witam się z państwem.

PS Przepraszam za ten landszaft, ale wszyscy mówią, że dodanie zdjęcia jest zalecane, bo polepsza wasze doznania, to co się będę kłócił. Chciałem natomiast uniknąć fotek ludzi z twarzami przeoranymi bólem, trzymających się za głowy. No nie.

Z kamerą wśród zwierząt 14

Niektórzy się cieszą, że wróciłem do pisania, inni się martwią, że znowu te gówniane tematy polityczne. Spieszę donieść, że niedługo zacznę zapodawać inne treści.

A tymczasem przechodzimy do podsumowania tygodnia, czy nawet dwóch, bo tydzień temu nie pisałem, z powodów, o których opowiem w następnym tekście.


Jest sobie spółka PFR Nieruchomości. I ona, ta spółka, jest odpowiedzialna za rozwój programu Mieszkanie Plus. Złego słowa o samym pomyśle nie powiem, bo wierzę w to, że mieszkanie nie musi być wcale kupowane na wolnym rynku za chore pieniądze, tylko przekazane lokatorowi przez państwo najpierw na wynajem, a potem na własność.

Program wystartował w 2016 roku, jeszcze Szydło Beata go ogłaszała. W ramach programu miały powstać tysiące mieszkań. Dwa lata później, Prezes dał głos i w swoim liście do poddanych napisał “W ramach programu „Mieszkanie Plus” chcielibyśmy wybudować w najbliższych latach od 2,5 do 3 mln tanich mieszkań. To śmiały cel, ale wykonalny”.

Nawet sam premier aktualny obiecywał, że do końca 2019 roku w budowie będzie 100 tys. mieszkań.

Dotychczas do użytku oddano niecały tysiąc mieszkań, kolejne półtora tysiąca w budowie. Gdyby miało się potwierdzić to, co obiecał Prezes, to zakładając stuprocentowe przyspieszenie tempa budowy, tymi milionami mieszkań będziemy cieszyć się w roku 5769. Ja nie doczekam, ale cieszę się szczęściem przyszłych pokoleń.


Skoro jesteśmy przy bombastycznych obietnicach, to co prawda dalej nie ma miliona aut elektrycznych, ale za to prąd elektryczny wkrótce bardzo podrożeje.


Wkrótce minister, Woś Michał, jechał 180 km/h. Właściwie to nawet nie jechał, ale był wieziony. Wnioskując z jego słów, to nawet nie tyle wieziony, co więziony i uprowadzony. Bo widzicie, on krzyczał do kierowcy, żeby tamten zwolnił, bo wkrótce minister Woś nie lubi szybkiej jazdy, ale kierowca nie zwolnił i jest przypał, bo 180 km/h na drodze gdzie jest ograniczenie do 90 km/h jest delikatną przesadą. No i ta jazda po buspasie. Ale to wszystko wina kierowcy.

Dlatego pamiętajcie, jak was ktoś złapie za rękę, to najgłośniej ze wszystkich krzyczcie, że to nie wasza ręka. I będzie dobrze.


Z dobrych wiadomości: po upływie pół roku od premiery “Tylko nie mów nikomu”, w sprawach poruszanych w filmie, w tym kraju nie zmieniło się absolutnie nic. Nawet nowelizację Kodeksu Karnego magister Ziobro zjebał. Na wschodzie bez zmian.


W 2017 roku narodowcy zrobili sobie manifkę, podczas której na szubienicach powiesili zdjęcia z wizerunkami europosłów PO głosujących za rezolucją PE, dotyczącą praworządności w Polsce. Ktoś tam gdzieś nieśmiało robił czynności, ale bez przesady, nie będziemy przecież szkalować i karać naszych sojuszników w walce z opozycją. Dlatego karykatur…, przepraszam, prokuratura w Katowicach umorzyła sprawę. I żeby było jeszcze weselej, nie zrobił tego prokurator prowadzący sprawę, tylko zastępczyni szefa katowickiej okręgówki.

Widzicie, wieszanie zdjęć na szubienicach nie jest przestępstwem związanym z groźbą przemocy. Oczywiście wyłącznie, jeżeli dotyczy wieszania zdjęć przeciwników politycznych obecnej władzy.

Jak widzę zasztyletowanie człowieka na scenie, nie dało władzy do myślenia.


Kręci się inba związana z anulowaniem, czy tam powtórzeniem głosowania. Dowody są niepodważalne, więc nikt się tą sprawą nie zajmie na poważnie, opozycja się pruje, ale nic to nie da przecież. Cztery lata temu pewnie byśmy się wkurwiali, może nawet poszlibyśmy manifestować pod Sejm. Przez ostatnie cztery lata nauczyliśmy się jednak, że nasze protesty mają skuteczność brzozowej witki w starciu z wkurwionym misiem grizzly, więc po występie marszałkowej Witek Elżbiety, tylko wzruszyliśmy ramionami i wróciliśmy do swoich zajęć.


A skoro jesteśmy przy protestach. W końcu władza pogodziła Polaków, wybierając do Trybunału Konstytucyjnego trzech nowych sędziów. Ludzi o nieposzlakowanej opinii, kryształowo uczciwych intelektualistów, tuzów sędziowskich, krem a’la krem prawniczego świata. Są to: Krystyna Pawłowicz, Stanisław Piotrowicz i Jakub Stelina, i doceńcie, że powstrzymałem się od prostego dowcipu związanego z nazwiskiem pana Jakuba.

Piotrowicz z Pawłowicz nie mają co prawda nieskazitelnego charakteru, są aroganckimi chamami, nie są apolityczni, a wręcz przeciwnie, a wreszcie nie spełniają kryterium wiekowego, bo są za starzy, ale z jakiegoś powodu się do TK nadają. Tak musi być.


Natomiast śmiech pusty mnie ogarnia na myśl o tym, że przysięgę od tych sędziów będzie odbierał Duda Andrzej. Pamiętacie jak podczas zaprzysiężenia nowego parlamentu mówił o pojednaniu, powściągnięciu języka, utrzymaniu kultury i odrzucenie sporów? Pisałem o tym krótko poprzednim razem. I teraz taka gruba nieprzyjemność się przydarza, że na apolitycznych sędziów TK, pan prezydent Andrzej będzie zaprzysięgał polityków bryzgających nienawiścią do wszystkiego, co żywe. Jeżeli to nie jest najśmieszniejszy dowcip świata, to sam nie wiem, co nim jest.


Szef banku Pekao SA, niejaki Krupiński Michał, w którymś z wywiadów powiedział, że nie jest bankierem PiS, i że nie lubi tego określenia. Ktoś kiedyś powiedział, że nie będzie notariuszem rządu. Teraz też pewnie nie lubi tego określenia.


Nasza nowa Milicja Obywatelska notuje nieustające pasmo sukcesów. W Koninie niedouczony funkcjonariusz zastrzelił 21-latka, we Włocławku dwóch, ponoć doświadczonych milicjantów, nagrało komórką półnagą kobietę, która wspinała się po kratach komendy, natomiast w Sitnie (lubelskie) przeszli samych siebie. Otóż uwagę funkcjonariuszy przykuł kierowca, który chyba jechał zbyt ekscentrycznie jak na godzinę 9:00. Gdy próbowali go zatrzymać, spierdolił im na teren swojej prywatnej posesji. Zatrzymali go w końcu i wydmuchał 2,5 promila, samochód prowadził pomimo zakazu prowadzenia pojazdów, a bryczka nie ma aktualnych badań technicznych.

Co w tej sytuacji robi polska milicja? Puszcza typa. Gość oddaje kluczyki członkowi rodziny i obiecuje, że nie wsiądzie do auta. Kilka godzin później rozjeżdża czy też potrąca dwóch pieszych i ucieka z miejsca wypadku. Po zatrzymaniu wydmuchuje 3 promile.

Oficer prasowa KMP w Białej Podlaskiej przekonuje, że milicja działała zgodnie z obowiązującymi przepisami. Czyli pamiętajcie, jeżeli już uciekniecie funkcjonariuszom na swoje podwórko, chuja wam mogą zrobić. Aautomatycznie otrzymujecie kartę wyjścia z więzienia. Chciałbym dać coś optymistycznego na koniec, ale mogę tylko zacytować Angry Boba z filmu Hardware:

As for the good news – There is no fucking good news!

%d blogerów lubi to: