Dlaczego nie byli ubezpieczeni

Cry havoc and let slip the dogs of war

Nanga Parbat. Zgodnie z przewidywaniami Polacy dali głos i znowu mam ochotę zwymiotować na rodaków. Ale ja nie o tym.

W dyskusji pada często Pytanie Ostateczne: dlaczego nie byli ubezpieczeni? Byli. Natomiast ubezpieczenie nie pokrywało kosztów transportu ekipy ratunkowej spod K2. MSZ udzielił gwarancji na 50 tys. dolców, Pakistan dostanie hajsy i prawdopodobnie nie pójdą one nawet z naszych podatków. Widziałem dwie zbiórki pomocowe – w złotówkach kilka godzin temu było 264 tys., w eurosach z zaplanowanych 100 tys. mieli już 83 tys. Więc ustaliwszy to, skończmy ten żenujący festiwal pierdolenia o „kradno mi z podatków na głupie hobby zamiast dać na horom curke”.

Natomiast mam inny temat do poruszenia. Jak wszystkie mędrki od „powinni się byli ubezpieczyć” wyobrażają sobie akcję ratunkową w wysokich górach? Że co, na 7000 metrów na każdym ośmiotysięczniku stoi baza murowana, taka bacówka czy też schronisko, w której siedzą ratownicy pracujący dla konkretnych ubezpieczycieli i ściągają himalaistów jak jest bieda?

Czy może baza stoi na 500o metrów? Albo na 3000? I siedzą w niej ludzie od ubezpieczycieli, którzy tylko czekają na sygnał, żeby popędzić w góry i ściągać himalaistów jak jest bieda?

Czy może, kurwa, u podnóża góry stoi balon, którym przedstawiciele ubezpieczyciela lecą sobie do góry, po czym desantują się, przypinają zziębniętych himalaistów do lotni i fruną z nimi w dół? Albo zjeżdżają na nartach, wlokąc za sobą tobogany?

Dochodzi do zabawnych sytuacji, gdy utkną dwie wyprawy jednocześnie, ale jedna ma chujowe połączenie w Playu i nie może się dodzwonić do Axa (niebieskie kurtki), więc gniją w śniegu, a druga ma telefon satelitarny i ratownicy z Compensy (żółte kurtki) już jadą na sygnale ratować niefortunnych podróżników.

Poważnie, jak sobie wyobrażacie akcję ratunkową w sytuacji, gdy jesteście ubezpieczeni od wszystkiego?

Na Nanga Parbat nie ma bazy TOPR-u, GOPR-u czy tam NPOPR-u, gdzie siedzą ratownicy i czekają na sygnał od ubezpieczyciela: ruszajcie, ino wartko, ale tylko ci z PZU (granatowe kurtki), MetLife (zielone kurtki) czeka, bo coś się w polisie nie zgadza, i chyba w tej tanioszce, którą podpisały te naiwne łosie akcja ratunkowa powyżej 7k metrów jest wyłączona z ubezpieczenia.

Akcja ratunkowa w takich sytuacjach opiera się wyłącznie na uczestnikach innych wypraw, i to pod warunkiem, że są w pobliżu. Francuzka (w chwili gdy to piszę, chłopaki zeszli bez Mackiewicza i fruną do Skardu[1]) miała gigantyczne szczęście, że akurat po sąsiedzku nasi szykowali się do ataku na K2 i byli zaaklimatyzowani na odpowiedniej wysokości. Na dodatek zaprezentowali nadludzką wytrzymałość i po przybyciu pod Nanga Parbat, 1100 metrów w górę, częściowo po ciemku przebiegli niczym cyborgi. Nieludzkie szczęście, bo w tej chwili „po sąsiedzku” jest tylko jeszcze jedna wyprawa, która tak się składa, przebywa w Obozie 1 na wysokości 6050 metrów i ma do Nanga Parbat w linii prostej półtora tysiąca kilometrów. Bo są, kurwa, pod Mount Everestem. W tej chwili nie ma tam nikogo więcej, bo zimą na ośmiotysięczniki wspinają się tylko Polacy, Rosjanie i pojeby.

„Noale przecież śmigłowiec”

W okolicy Nanga Parbat lata tylko armia. Indie i Pakistan napierdalają się tam od lat o Kaszmir, więc lotów cywilnych nie ma. Pechowo składa się tak, że pakistańska armia korzysta z helikopterów[2], które nie są w stanie wspiąć się powyżej 6000 metrów. Tak zwyczajnie, po helikopterowemu – nie są w stanie polecieć wyżej. Do tego pogoda. Naszą ekipę spod K2 Pakistańczycy wysadzili na Nanga Parbat na wysokości 4800 nie dlatego, że pilotowi nie chciało się lecieć wyżej.

Podsumowując. To, czy byli ubezpieczeni (byli) czy nie, nie ma w tej konkretnej sytuacji najmniejszego znaczenia. Mogli sobie zapłacić nawet miljord dolarów, a i tak niczego by to nie zmieniło. Jak w Pakistanie nie masz dojść do generała, śmigłowiec nie wystartuje po kwadransie.

Oraz jeszcze jedno. Art. 36 Konstytucji mówi: podczas pobytu za granicą obywatel polski ma prawo do opieki ze strony Rzeczypospolitej Polskiej.

Pamiętajcie o tym podczas pobytów ZAGRANICO. Nieważne, czy zgubicie paszport w Australii, zaatakujecie Mount Blanc w Kubotach, czy utkniecie w lodowej jamie na Nanga Parbat. Jako społeczeństwo powinniśmy dbać o swoich. Nawet jeżeli nie mają ubezpieczenia (mają).

Aha, wszelkie próby dyskusji o tym, czy himalaizm to hobby bezpieczne, pożyteczne, sensowne, czy wręcz przeciwnie, będą kasowane. To nie ten wątek a himalaistów wolę od piłkarzy nożnych. Są tańsi w utrzymaniu a ich kibice nie rozpierdalają mi miasta po tym, jak ich idole wejdą zimą na K2.

[1] Giambiasi twierdzi, że próbuje zorganizować śmigłowiec, który poleci po Mackiewicza. Szuka czegoś, co wleci powyżej 7000 metrów.
[2] Mają następujące maszyny: Aerospatiale, Mi-17 i Bell, te pierwsze latają maksymalnie na pięciu tysiącach metrów, Mi-17 i Bell na sześciu. Ergo – armia pakistańska nie ma na stanie maszyn, które byłyby w stanie podjąć ludzi powyżej sześciu kilometrów. Mackiewicz i Revol utknęli na wysokości 7300 m.

597 myśli na temat “Dlaczego nie byli ubezpieczeni”

  1. Świetny tekst! Cała prawda! Widać, że pan Radek ma szeroka wiedzę i zdrowe podejście do tematu. Niestety do niektòrych to i tak nie dotarło choć już prościej i jaśniej nie dało się napisać. Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

  2. Problem w tym, ze pół tego „artykulu” opiera sie na klamstwie. Wykupienie ubezpieczenia w TU nie oznacza, ze pan Janusz zza biurka bedzie mnie sciagal z gor. Ubezpieczamy sie od ryzyk. Ubezpieczyciel wylicza ryzyko, pobiera składkę i wyplaca hajs w razie zaistnienia szkody. Tępe dzidy wykupuja polisy od wystapienia cellulitu na dupach a himalaisci nie potrafią znalezc ubezpieczyciela od ryzyk wystepujacych na 8000? Dales popis buractwa. Idz sprawdz a przekonasz sie, ze mozna znalezc ubezpieczenie od ryzyk w trakcie takiej wyprawy. Problem w tym, ze skladke przypierdoli taką, ze lepiej na cudzy koszt sie ewakuować. I powtarzam – ubezpieczajac samochod od szkodu nie ubezpieczyciel go naprawia – on tylko pokrywa kasę. Tekst logiczny, ale idiotyczny.

    Polubienie

  3. Jak dają rydzykowi to nikt lamentu nie podnosi – hory narut…

    Mega dobry tekst! Ażbym z Tobą na browara poszedł kolego 🙂

    Polubienie

  4. Chciałbym podziękować autorowi za głębokie i trafne przemyślenia na temat eschatologii wypraw wysokogórskich, uderza zgrabne połączenie doświadczenia i prostolinijnego zdrowego rozsądku. W duchu crowdsourcingu chciałbym zaproponować stworzenie swego rodzaju poradnika dla organizatorów i kierowników tego rodzaju wypraw. Poradnik będzie składać się ze zdroworozsądkowych rekomendacji, które pozwolą na przyszłość uniknąć tego rodzaju tragedii. Punkt pierwszy, jaki wyłania się z pouczającej lektury tego ciekawego artykułu:

    1) Przed organizacją wyprawy zaplanuj drogi wycofu w razie dupówy lub wypadku. W terenie pozbawionym zorganizowanej infrastruktury i stałej obsady ratowniczej dowiedz się czy w pobliżu będzie ktoś kto może cię uratować i że ktoś pokryje koszty transportu.

    Kto ma jeszcze innowacyjne pomysły, wpisujcie miasta!!!

    P.S. Ewentualnie można poczytać istniejąće rekomendacje organizacji takich jak UIAA, które pomagają kierownikom wypraw jak uniknąć zgonów na podstawie błędów popełnionych przez wyprawy na przestrzeni ostatnich ~100 lat.

    P.P.S. Tak, oczywiście, że co do zasady najpierw należy ratować życie ludzkie a potem pytać o ubezpieczenie albo wystawiać fakturę za usługi ratownicze (jak robią to powszechnie Słowacy). Z drugiej strony w niektórych trudnodostępnych a przy tym popularnych wśród alpinistów okolicach liczba tych wypadków jest taka, że budżety lokalnej administracji nie mogą sobie pozwolić na samodzielne ponoszenie takich wydatków. W zainteresowanych kręgach jest to wiedza ogólnodostępna, więc uczestnicy wypraw podejmują to ryzyko, no cóż, na własne ryzyko…

    Polubienie

  5. Z całym szacunkiem do pasji i różnych punktów widzenia. Jaki sens wylewać, żółć na przeciętnego Kowalskiego, że nic nie rozumie. Pewnie, że nic nie rozumie podobnie jak autor nic nie rozumie. Jedna i druga grupa myśli innymi kategoriami.
    Dla odpowiedzialnego rodzica za swoje potomstwo tak samo nie do pomyślenia jest pozostawienie dzieci przynajmniej bez zabezpieczenia ich przyszłości finansowej, w takim samym stopniu jak posyłanie swojego jedynego syna do służby jako ministranta u księdza pedofila. Ot inna optyka.
    Co za różnica czy horom curkę czy zagroszonego hihmalaistę … taki sam bezsens.
    Ok rozumiem spełnianie swoich pasji ale, że bohater – a matki i rodzice którzy walczą o wychowanie i zapewnienie godnego startu swoim pociechom przynajmniej przez dekadę to nie są bohaterowie – bo co bo nie wychodzą z domu? Bo jest ich tysiące? To jak każdy zdobędzie taką czy inną „górę” to już nie będzie bohaterem.

    No one is kurwa island. Jeżeli ktoś choć odrobinę jest odpowiedzialny za innych (a chyba na tym polega bycie dużym chłopcem) to przewiduje konsekwencje swoich działań. Nie wiem co myśli rodzina – zakładam, że jest z tym pogodzona od samego początku i jest jakoś na tą sytuację przygotowana. Szkoda chłopaka ale i mam nadzieję, że nie żałował i umarł robiąc to co kocha nie wątpiąc w to ani przez chwilę – i w takim kontekście to śmierć piękna.

    Bo przecież można też być skupionym na własnej pasji za cenę życia i cierpienia bliskich – czy to fair czy nie – też kurwa nie wiem. Czy to jakieś uzależnienie – też nie wiem. Nie ma sensu chyba wartościować w jedną czy w drugą stronę (co niniejszym prowokacyjnie zrobiłem) tylko zachować trochę dystansu. Być może nigdy rodzić/kanapowiec czy inny szary człowiek nie zrozumie ptaka jakim może ktoś upojony górami i odwrotnie.

    Naprawdę jaki sens zakładać, że skoro był taki hardy to od razu bohater – lub odmawiać tego normalnemu kowalskiemu. Nie byłeś w górach i nic nie rozumiesz – tak zgadza się nie byłem. Ale widzę też, że wiele osób którzy odszczekują do „Kowalskiego na kanapie” też chyba nie byli w ich położeniu i też nie rozumieją. Ot co … więcej szacunku do siebie nawzajem. Naprawdę.

    Pozdrawiam

    Polubienie

  6. Trzeba było zebrać 50 000 zł. Zostawić w konsulacie konsulowi. Dogadać helikopter na 6000 m npm. W RAZIE CZEGO.
    Byłby akcja ratunkowa. O ile udałoby się zejść im na 6000.

    Nie wymaga to ubezpieczyciela. Ubezpieczyciel zbiera składkę która stanowi część wypłaty. a ja mówię o zebraniu całości.

    Polubienie

  7. Taka krotka uwaga n/t „a co my mamy z tego ze oni laza”. Macie lepsza prase o Polsce. Naglowek „Polacy pierwsi w zimie na Mount Megadeth” brzmi lepiej niz „Polacy znowu wycinaja Puszcze Bialowieska”, nieprawdaz?

    Polubienie

  8. Dziękuję za ten tekst, wraca wiarę w rozsądek rodaków ( niektórych) cześć pozostanie niereformowalna 😦
    Mnie już mózg i palce bolą od tłumaczenia – dlaczego?

    Polubienie

  9. Przepraszam, ale nie zgodzę się z punktem widzenia przedstawionym we wpisie, że ubezpieczenie nie ma sensu a i w wypadku tej wyprawy i akcji ratunkowej nie miało znaczenia. Po pierwsze w Pakistanie faktycznie nie istnieją wyspecjalizowane służby ratownicze ale za to są agencje świadczące komercyjne usługi lotów śmigłowcami mające generałów armii na swej liście płac. Wykupienie ubezpieczenia obejmujące śmigłowiec sprawiłoby, że akcja ratunkowa mogłaby rozpocząc się 24 godziny wcześniej bez zwłoki na korowody z dyplomatycznymi gwarancjami finansowymi. Owszem maksymalny zasięg wysokości lotu helikoptera w Pakistanie to 6000 m ale jak widać wystarczyło 4800 aby uratować Eli a lot 24 h wcześniej przy lepszej pogodzie oznaczał szansę dla Tomka. Czas jest kluczowy w takich przypadkach i jakby polska dyplomacja nie ogarnęł się dośc szybko to przy nadciągającej śnieżycy Eli też by na górze została. Reasumując, ubezpieczenie oznacza gwarancję finansową i szybszą możliwą akcję ratunkową. Uogólniając temat zasadności ubezpieczenia to nie jest ono przecież tylko na mega ekstremalne przypadki a biorąc pod uwagę specyfikę himalaizmu helikopter jest jedynym racjonalnym środkiem transportu w wypadku jakonieczności jakiejkolwiek szybkiej pomocy. Tym wypadkiem może być np. złamanie nogi na wysokości 4500 i tam helikopter doleci a w ekipie ratunkowej wystarczy miejscowy i współtowarzysz wyprawy. Podejście niezaaklimatyzowanych pakistańskich ratowników też jest możliwe tylko wymaga więcej czasu i sprzętu, więc pisanie , że wykupywanie ubezpieczenia nie ma sensu, bo i tak nie można liczyć na jakąkolwiek pomoc jest wskazywaniem na sytuacje ekstremalnie beznadziejne, ale przecież całkowitego bezpieczeństwa nie zagwarantuje nic nawet we własnym domu. I jeszcze jedno, Tomek nie miał podobno żadnego ubezpieczenia, Eli miała właśnie takie niepełne i powód był jeden. Pieniądze. Po prostu nie dysponowali pieniędzmi na profesjonalne zorganizowanie tej wyprawy oraz wykup ubezpieczenia. Gadanie, że powody były inne jest po prostu zciemnianiem. Natomiast negowanie całej akcji ratunkowej czy komentarze, że czemu ratowano Francuzkę a nie Polaka uważam za szczyt jakiegoś niezrozumiałego mi ekstremizmu.

    Polubienie

  10. Luzie tez nie mogą pojac dlaczego te helikoptery nie poleciały wyżej i odrazu na 8000 metrów !?!? Debile nooo zanim skomentują niech się doinformują! To chyba jasne na takich wysokościach jest tak gęste powietrze ze nie da się latać !!! Śmigła potrzebują tzw tlenu tak jak by ludzie zeby polecić. To logiczne ze jeśli by się dało to u by polecieli po Tomka !!
    Btw polecam wszystkim hejterom i bezmozgim film Everest

    Polubienie

  11. Najlepiej gadać o czarnym i białym i próbować dogadać ślepego z głuchym… Są fakty i są sympatie. To, że ktoś woli himalaistów od piłkarzy już świadczy o tym, że czytanie tego jest bez sensu, bo sam sobie przeczy – uważa, że nie można powiedzieć nic o himalaistach, ale już o piłkarzach można. No to po cholerę ta dyskusja, jeden lubi suchary, a drugi lubi jak mu buty śmierdzą – tak to wygląda.
    I każdy ma prawo do swojego zdania i nie jako ekspert, a zwyczajnie jako człowiek. ja nie wspinam się, bo uważam, że to ogromne ryzyko, jeśli już do czegoś porównywalne, to do wsiadania na motor po pijaku. Powyżej 7, czy 8 tysięcy metrów nie da się żyć i tyle, tak jak łatwo żyć poniżej 100m pod wodą. to jest ryzyko i koniec kropka. I jeśli ktoś przedkłada to ryzyko, nad inne aspekty życia to jego sprawa. A ja i kazdy człowiek mamy prawo to oceniać.
    Pomoc? Ja pomogłem, wpłaciłem 10euro. Ale dlatego, że życie jest ważne. Ale i tak uważam, że to głupota tak ryzykować.
    I kilka słów wyjaśnienia, bo autor tekstu sam jest dyletantem.
    Ubezpieczenie nie polega na przyjeżdżaniu ludzi z ubepzieczalni, a na wypłacie pieniędzy! Jak widać od poczatku rozchodziło się o pieniądze i to ma pokryć ubezpieczenie – dlaczego tak się nie stało?
    I może zanim się samemu uzna za eksperta, bo weszło się na 5 górek w życiu, warto tez posłuchać innych. Np. przeczytać jedna DLA MNIE ważne zdanie Denisa: „Przypominam im, że najważniejsze w życiu człowieka to rodzina, potem praca, bo ona oznacza chleb, następnie nauka, bo ona nam gwarantuje pracę, dopiero na czwartym miejscu są góry, bo to zabawa, hobby ” (źródło: wp.pl)

    Polubienie

  12. Hej, tak czytam wszystkie komentarze i myśle sobie, ze większość z Was tu hejterow – nie ma serca ! Jakim prawem zaglądacie komuś w kieszeń ! W to czy płacił podatki czy nie… czemu nie napiszecie komuś kto żyje i włazi w dalszym ciągu na 8tysieczniki , ze „ryzykuje życie i polski rząd Cię nie uratuje! Bo jestem jebanym egoista i życzę Ci by nikt Ci nie pomógł” robicie kpinę z jego śmierci ! Prawda jest taka, ze gory kształtują charakter , to nie tylko pasja ! Chodzę w gory bo kocham … i zarówno moja córka jak i mąż musza to akceptować ! Nie wiemy jaka była sytuacja u niego w domu ! Wystarczy obejrzeć film „Everest „ by zobaczyć co to wsparcie drugiej osoby ! Wiadoma sprawa było ryzyko …. ale czy idąc na wojnę broniąc nie swojego kraju a stojąc po stronie Ameryki – nie ryzykuje życia ? Przecież teraz Polska nie jest w stanie wojny , a wysyła żołnierzy ! Gdzie giną ! Po co ?
    A czy wsiadając codziennie do samochodu , lecąc samolotem , albo spacerując nie ryzykujesz ? No tak – gdy ktoś Cię zgwałci – usłyszysz ze prowokowałaś…. a jak rozbijesz się samochodem – pewnie za szybko jechałas ! Człowiek potrafi tylko oceniać i pyskować ! Chuj wam do tego czy zostawił rodzine czy nie ! Wole żeby moje podatki poszły nawet gdyby , na kogoś kto nikomu krzywdy nie zrobił … na kogoś kto umarł bo coś kochał ! A nie na więzienia ( by mieli idealne cele) na pijaków , socjale dla bezrobotnych ! Szanujcie trochę innych i skończcie osadzać ! Bo jak się domyślam zadno z was nie wpłaciło ani Złotówki na koszta jego rodziny czy ratowania. Współczuje rodzinie, która musi czytać te wszystkie bzdury. Przypomnijcie sobie tragedie Smoleńska ! Kto za to płacił ? I ile już czasu ? By to rozwiązać ? A w czym prezydent czy rząd jest lepszy od Tomka ? Ze jemu nie chcieliscie pomoc ? A mało tego – pierdolicie !! Ciekawe co by było gdyby jakaś tragedia spotkała was ! Nie zapominajcie ze wyjazdy za granice w celach urlopowych to tez forma pasji …. oby nigdy nic wam się nie przytrafiło !
    Pozostawiam pozostałe bez komentarza.

    Polubienie

  13. Wiecie co ? Jestem osobą która od ponad roku walczy o powrót do zdrowia i pod pół roku zbieram środki finansowe na leczenie, ale nawet teraz kiedy jestem chora uwielbiam słuchać opowieści ludzi którzy mają swoje pasje i robią dużo by rozwijać swoje pasje. Teraz śledzę i ciągle mam nadzieję, że jednak się uda i Tomek wróci do domu. A czemu mam nadzieję?
    Bo jak każdy człowiek też chcę żyć , dla swoich dzieci, dla siebie dla świata by spełnić swoją listę marzeń, by patrzeć jak rosną dzieci i cieszyć się z ich sukkcesów i wspierać gdy coś pójdzie nie tak. Czy mam za złe że tak szybko państwo wyasygnowało środki pieniężne na akcje ratunkową? Absolutnie nie, mało tego kiedy udaje sie osiągnąć cel we wszelkich akcjach pomocowych wszelakich cieszę się tak po prostu po ludzku. I gdy się udaje, dostaję takiego kopa że i mi się wtedy uda. Tak bardzo bym chciała by ludzie mieli otwarte szczere serca , by Ci ze skamieniałymi sercami znaleźli sposób na pozbycie sie swoich skamielin z serc by nsm wszystkim żyło się lepiej.

    Polubienie

  14. Wlasnie przeczytalem i taka mysl. Przejaskrawiasz mocno robiac wrzutki o axa i compensie (zaraz gimbaza zacznie brac to na serio…). Pytanie podstawowe jest takie ubezpieczyciel nie mogl dac gwarancji pakistanczykom od razu do uruchomienia akcji ratunkowej. 50000eur to sam wiesz ze kwota smiesznie mala na tego typu akcje w tych warunkach – a ten jeden dzien mogl wiele zmienic . Niestety i z opisu zdarzen i z wywiadow z rodzina wynika ze wyprawa byla dosc mocno kosztowa a tym samym w cholere ryzykowna. Pomijajac hejterow ludzie sa chyba wkurzeni, ze na sile sie robi z Polaka I Francuzki bohaterow – prawda jest taka, ze swiadomi ryzyka i slabego zaplecza narazili na smierc ekile ratunkowa, a pozostala gownoburza to juz chyba przypisane do naszych czasow. Bohaterami sa chlopaki z K2, na pewno nie Mackiewicz. Zal cholernie goscia ale pamietaj ze swoja pasja osierocil dzieciaki i kochane osoby – a znowu wroce do przygotowania – ta wyprawa to bylo jak skok z jednym spadochronem zlozonym przez nie wiadomo kogo – poziom ryzyka masakryczny, brak sprzetu (1 telefon satelitarny????), brak aklimatyzacji przed atakiem na sztyt, kwestia ubezpieczenia, etc. Niech prawdziwi znawcy to roztrzaskaja, moze w przyszlosci ochronia jakis zapalencow przed podobnymi bledami

    Polubienie

  15. Świetny teks.
    Ja muszę dodać ,że wyrażam zgodę na pomoc w takich przypadkach z moich podatków ,co więcej uważam ,że „himalaiści „powinni mieć pomoc państwa w organizowaniu wypraw .
    Zdałam sobie sprawę ,że Oni robią to za mnie , za nas (niektórych z wyobraźnią).
    A co do tego ,że są nieodpowiedzialni ,że zostawiają swoje rodziny -codziennie na drogach jeżdżą tysiące „baranów” którzy przez swoją brawurę zabijają nie tylko siebie ale innych ,często bliskich.

    Polubienie

  16. Nie znałam Tomka Mackiewicza. Właściwie, to nie znałam nigdy żadnego himalaisty. Przepłakałam ostatni weekend, śledząc ich losy. Biłam się z myślami, że gdybym była bogata, wpłaciłabym ile trzeba żeby przyspieszyć akcję i spróbować chłopaka uratować. Mimo że jest zupełnie obcą mi osobą.
    Wiecie czemu?
    Ponieważ w naszym świecie nie ma dla mnie piękniejszego poświęcenia, niż tego dla swoich marzeń. Realizował się, pokonywał przeszkody, robił niemożliwe. Dlatego jest moim bohaterem, jak każdy człowiek, który swoje życie poświęca realizacji tego co kocha, a Tomek kochał góry od wielu lat. Nie chciał żyć, jak typowy człowiek. Z jasno ułożonym planem, bezpiecznym stanowiskiem. Ludzie, którzy nie mają pasji nigdy nie zrozumieją tego człowieka. Jego oddania ku większej sprawie.

    Wiele osób pisze, ale on miał dzieci! Powinien być ojcem, a nie jakimś tam wspinaczem górskim. Osierocił dzieci, skandal. Do piekła pójdzie, niech się smaży debil. Biedne dzieci, ojca nie mieli, ale to może i dobrze, bo idiota.
    … Czy wy przemyśleliście chociaż raz swoją wypowiedź? Czy posiadanie dziecka, oznacza kategoryczny zakaz spełniania swoich marzeń, potrzeb? Osiągania sukcesów, podejmowania wyzwań? Potomstwo, to potomstwo. Jest częścią naszego życia, namiastką nas samych, ale nie jest ‚nami’. Mamy prawo zachować swoją indywidualność. Należę do osób, raczej młodych wiekiem. Gdyby mój tata umarł na łódce opływając oceany czy zmarłby na górze robiąc rzeczy, które kocha, owszem, byłoby mi smutno po stracie, ale nie czułabym do niego żalu, że miał WŁASNE życie.
    Jeżeli posiadanie dziecka oznacza odrzucenie marzeń, to ja dzieci wolę nie mieć. W końcu tak jak Tomasz, chcę osiągnąć coś więcej. Zdobyć swoje własne ‚szczyty’.

    Czemu nie wpłaciliście na chore na raka dzieci tych pieniędzy, tylko na ściąganie losowych ludzi w górach? Ano. Chore dzieci mają swoje zbiórki pieniędzy. Jeśli masz taki kaprys, dorzuć swoją cegiełkę, nikt ci nie broni. Tylko, że te dzieci mimo cierpienia mają szansę walczyć. Mają szansę wyjść z tego z otrzymywaną systematycznie pomocą, wokół nich krążą lekarze, rodzice, rodzina, mama, tata.
    Tomasz Mackiewicz, cierpiał samotnie. Pod stopami, zdobytej góry w środku zimy jako drugi człowiek (w rozumieniu ‚ekipa’) na świecie. Leżał w temperaturze -50 stopni, przy wietrze dochodzącym do 100 kilometrów na godzinę, w płóciennym namiocie. Ślepy, obolały, ledwo łapiąc oddech. Osamotniony, pozostawiony na rychłą śmierć. Myślący o pozostawionej rodzinie, pełen żalu, że nie zobaczy swoich dzieci na studiach, ich przyszłych partnerów, nie pomoże realizować marzeń. O żonie, która gratulowałaby mu osiągnięcia, a potem jedliby domowy obiad. Ten człowiek, umierał samotnie. W ciemności, strachu, bólu, ze świadomością tego, że nie ma dla niego najmniejszej szansy. Dlatego ludzie wpłacali pieniądze, by spróbować go uratować. Ze świadomością jego ciężaru na plecach.

    Polubienie

    1. Tak hipotetycznie. Wyobraź sobie że masz około 8 lat i dwojga rodziców uprawiających ekstremalne sporty np. obydwoje są himalaistami. Wyruszają na wspólne zdobywanie szczytu i giną. Zostajesz sierotą. Dorastasz I masz ten wiek co teraz. Czy twoje myślenie było by takie same. Myślę że nie. Myślę, że byłabyś w ogóle w innym punkcie życia. Pełna pretensji. Co do jednego masz rację. Trzeba mieć pasję bo tylko one sprawiają że życie jest dla nas lepsze, weselsze i z wyzwaniami. Ale dzieci nie są zachcianką którą się spełnia a potem wrzuca na drugi plan. Dzieci potrzebują rodziców bo dzięki nim się rozwijają, dorastają i mają poczucie bezpieczeństwa A co za tym idzie mogą spełniać swoje marzenia i pasje nawet te ekstremalne. Pozdrawia.

      Polubienie

    2. Dzieki za ten post. Ja tutaj wyczytuje przede wszystkim jedno: empatie…wczucie sie w tego Tomka…proba zrozumienia…a nie nienawidzenie go i wysuwanie do niego pretensji za takie,a nie inne podejscie. Mimo, ze go sie nie zna osobiscie…ta jego postawa budzi cos w kazdym z nas..to przeciez tylko obcy czlowiek, obca historia..ale jak rozne rzeczy, emocje, budzi w roznych ludziach…Lustereczko, powiedz przecie…

      Polubienie

  17. Witam wszystkich tez kiedys pasja prawie udalo sie jej mnie zabic,ale jednak zyje i dalej spieram sie ze swoja pasja,ale zrozumialem jedno czy sie dzieje to przypadkowo czy nie tylko glupiec popelnia blad dwa razy dlatego nazywamy sie inteligetna rasa bo analizojemy i wyciagamy wnioski . Dla mnie martwy bohater to tylko kupa padliny ktora juz nie mysli taki bohater przez CH , fakty mowia same za siebie zginol bo byl zaslaby natomiast nie zmieni to sytuacji tych zywych co po nim zostali ,zycie mu 7 razy pokazywalo ze jest za slaby i ze za slabo wyciagal wnioski

    Polubienie

      1. Niestety nie bo nie jestem Polakiem w dodatku jestem samoukiem i nie posiadam Polskiej klawiatury z tymi waszymi znakami interpunkcyjnymi moge napisac to w jenzyku American English ale nie wiem czy ogarniesz jak to mowia moi Polish przyjaciele ,mam nadzieje ze ty jako Polak to zrozumiesz.

        Polubienie

      2. witaj znowu ,ja poczytalem pare twoich wpisow i widze ze jestes strasznie negatywnym czlowiekiem w stosunku do innych ludzi i napewno nie lubisz byc gorszy a jednak jestes i musisz sie nauczyc szanowac slowa innych ludzi a ktrytyke zostawiac w stosunku do swojej osoby tak mysle bo zrobi ci to lepszy poglad na wszystko
        i pamietaj jesli tak dobry jestes to nie psuj jezyka swojego wyrazami z ponglisza wzietego i tu cytuje ” „Sorry ,taki lajf.”” bo to nie jest ladne i odpowiednie do tego co napisales po prostu szanowac musisz sie nauczyc innych bez wzgledu jak pisza i kim sa oni nie sa gorsi od ciebie

        Polubienie

  18. Radku bardzo dziekuję Ci za ten cudownym wpis! Już dawno, nie czytałam czegoś tak dobrego! Jesteś mistrzem!!!! :)))

    Polubienie

  19. A tak czytam te Wasze komentarze i olałem je po kilkunastu…. znudziło mi się… co było pierwsze jajko czy kura…….

    ” Jeśli piszesz historię SWOJEGO życie, nie pozwól by ktoś inny trzymał pióro…”

    nie ma co gdybać czy ktoś mówi Wam jak macie żyć? Żyjcie swoim życiem a nie cudzym marzeniem, i nie wchodźcie w nie, ze swoimi problemami …

    pozdrawiam wszystkich co byli wyżej niż ich kanapa czy czubek głowy 🙂

    Polubienie

  20. Jak sobie wyobrażamy ubezpieczenie takich osób? Idzie taki do ubezpieczyciela sam lub grupą, przedstawiają plan wyprawy i chcą ubezpieczenia. Podpisują umowę, płacą a w razie jakiegoś niepowodzenia jak teraz że trzeba angażować służby ratunkowe itp itd ubezpieczyciel pokrywa wszelkie straty. Serio to takie ciężkie by to wykminić?
    Może pisz te wpisy troche bardziej na zimno bo się zagotowałeś i popuściłeś wodze fantazji.
    Ja też uważam że takie akcje powinny być ubezpieczane bo próbując zdobyć taki szczyt człowiek zdaje sobie sprawę z możliwych komplikacji. Pomijając zbiórki pieniędzy (bo są one tylko dobrą wolą ludzi) uważam że tego typu akcje nie powinny być finansowane z kieszeni podatników (abstrahując czy ta była czy nie) tylko przez ubezpieczyciela, sponsora wyprawy lub samych „poszkodowanych” z uwagi na fakt że decydują się na ryzyko świadomie..

    Polubienie

    1. jakos sie zaslaniamy tymi ubezpieczeniami. Idac Twoja logika, alkoholikow i ludzi jezdzacych szybko na motorach nie powinno sie przyjmowac do szpitala, bo decyduja sie na to swiadomie…Ja wole zeby tym osobom pomogli, zanim finansowali bankiety i limuzyny dla klasy rzadzacej np. Albo zeby porzadnie zainwestowali nasze pieniadze w realna zmiane naszego zycia codziennego. Czy zgadzasz sie w ogole z podatkami? Bo widze tutaj zal ze Twoje pieniadze poszly na taki ratunek, Twoje pieniadze…moje nie poszly, ale dobrowolnie wplacilem pieniadze na zbiorke, bo sie o los Tomka zatroskalem…

      Polubienie

  21. witaj znowu ,ja poczytalem pare twoich wpisow i widze ze jestes strasznie negatywnym czlowiekiem w stosunku do innych ludzi i napewno nie lubisz byc gorszy a jednak jestes i musisz sie nauczyc szanowac slowa innych ludzi a ktrytyke zostawiac w stosunku do swojej osoby tak mysle bo zrobi ci to lepszy poglad na wszystko
    i pamietaj jesli tak dobry jestes to nie psuj jezyka swojego wyrazami z ponglisza wzietego i tu cytuje ” „Sorry ,taki lajf.”” bo to nie jest ladne i odpowiednie do tego co napisales po prostu szanowac musisz sie nauczyc innych bez wzgledu jak pisza i kim sa oni nie sa gorsi od ciebie

    Polubienie

  22. Może powinniśmy sprzedać do Pakistanu kilka naszych śmigłowców ze Świdnika, tak na wszelki wypadek. Nasz Sokół bez problemu osiąga 6000m a jak go podkręcą w garażu na ban będzie latał na 75000.
    A tak na serio to dramat że na pewnych wysokościach nie ma szans na pomoc

    Polubienie

  23. Każdy może być psychopatą z wybujałym ego , bo jest wolny. Ale wara mu psuć mi dobre samopoczucie i żądać abym to ja to jego ego huśtał. I jeszcze mówił o jego bohaterstwie. Milczcie rozhisteryzowane miłośniczki egocentrycznych chłoptysiów . Huśtajcie jego ego w milczeniu. Pomagam tym , którzy na to zasługują. Pomagam tym , którym życie jest miłe bez narażania. Współczuję tym , którzy dają się szantażować psychopatom. Ale mnie w to nie mieszajcie.

    Polubienie

  24. Dlaczego, gdy ktoś komentuje, że „nie rozumie” albo że „nie lubi”, to się zakłada, że jest kanapowym telewizjożercą, który skończy z trzema promilami, więc i tak nie ma znaczenia „jak”? Ja komentuję, nie zgadzam się, ale trochę się zgadzam czasami, lecz przede wszystkim też mam pasję, która jednak nie zabija/uszkadza z tak dużym prawdopodobieństwem, choć wymaga dużych poświęceń – BO POŚWIĘCEŃ WYMAGA KAŻDA PASJA, ALE ZABIJAJĄ TYLKO NIELICZNE.

    Polubienie

  25. „W tej chwili nie ma tam nikogo więcej, bo zimą na ośmiotysięczniki wspinają się tylko Polacy, Rosjanie i pojeby.”
    To zdanie wystarczy za wszystkie komentarze. Tych co „zamknijcie mordy, nie rozumiecie pasji” jak i tych „wara od moich podatków, chciał to ma”.

    Polubienie

  26. W jednym z autorem się nie zgodzę. Nie zarzucam wyciągania od nas pieniędzy, rozumiem, co to gwarancje. Jeśli akcja jest sfinansowana z ubezpieczenia oraz dobrowolnej przecież zbiórki – OK. Ale się pytam, czy Państwo Polskie tak samo daje gwarancje na leczenie ciężko chorych dzieci? Gwarancje chociaż, adekwatnie, gdy np. rodzina uruchamia zbiórkę? Z tego co wiem nie. Dla mnie to jest niemoralne i sprzeczne z Konstytucją. Nie jestem także dumny z postawy ludzi, ale to nie dotyczy organizatorów ani alpinistów. Lekko zniesmacza mnie jednak, gdy ludzie tak chętnie wpłacają pieniądze na takie, spektakularne akcje, znacznie mniej chętnie na leczenie jakiegoś śmiertelnie chorego dziecka, bo ona nie jest tak spektakularna. Znak dzisiejszych czasów.
    I ostatnie słowo, o samym Mackiewiczu. Nie oceniam go kategorycznie, pewnie jest super człowiekiem, no prawie… Dla mnie odwaga polega także, a może najpierw na umiejętności z rezygnacji własnych przyjemności i ambicji dla rodziny. Jak się płodzi dzieci, to się bierze za nie odpowiedzialność. Zostawił trójkę kilkuletnich dzieci. Dzieci, którym braknie rodzica w najważniejszym etapie życia. Matka będzie mieć przesrane. Sorry, ale odpowiedzialny ojciec dałby sobie spokój chociaż z najbardziej ryzykownymi akcjami jak ta. Nie mówię, że miał w ogóle zrezygnować z Himalajów, choć wielu by tak zrobiło, ale nie takie akcje, gdzie idzie we dwójkę w najbardziej ekstremalnym nawet dla doświadczonych himalaistów.

    Polubienie

      1. Wiesz jakie jest prawdopodobieństwo że wyjdziesz na ulicę o znajdziesz się w gronie tych 15 osób co zginie. Jak 15 do 40mln, bo tyle mniej więcej liczy ludzi nasz kraj. A wiesz jakie jest prawdopodobieństwo ze wchodząc na taką górę w takich warunkach bez odpowiedniego przygotowania i zabezpieczenia zginiesz? Z tego co czytałem udało się wejść na ten szczyt tylko 3 osobą wcześniej. Licząc tę dwójkę to 5 osób. Jedna zginęła. Czyli 20%. Niestety ryzyko wchodzenia na takie szczyty zimą jest nieporównywalne do ryzyka wyjścia na ulicę i potrącenia przez samochód. Pozdrawiam

        Polubienie

  27. Nasze podatki, jego podatki, moje podatki. A co jest ważniejsze? Pieniądze czy ludzkie życie? Już wolę, żeby w ten sposób były wykorzystane podatki niż na byle…co. A gdyby mieli dawać na każde dziecko chore na raka, to z całym szacunkiem, ale nawet nasze podatki by nic nie dały. A jak dawać jednemu choremu, to trzeba dać wszystkim. Ludzie, gdzie my żyjemy, że NASZE PODATKI, są ważniejsze od ludzkiego życia. Uratowaliśmy CZŁOWIEKA. A to chyba jest najważniejsze, prawda? Poza tym w tekście było wspomniane, że były zbiórki i bynajmniej nie tylko na rodzinę poszkodowanego.

    Polubienie

  28. Ryzyko rośnie lawinowo przy Tomka stylu wspinaczki na ośmiotysięcznik . Na lekko, bez niezbędnego sprzętu, niezbędnej długiej aklimatyzacji, bez wystarczającej ilości wody i jadła. Tak się nie idzie na ośmiotysięcznik. Właściwie ten styl sam się prosił o chorobę wysokościową wraz z tragicznym skutkiem. Przypadkowo Eli przeżyła, super twarda kobieta, może miała wcześniej lepszą aklimatyzację, nie wiem tego.

    Polubienie

  29. No tak wymyślę sobie sposób na hobby – będę chodził po górach chociaż żadny ze mnie alpinista, nie zaliczyłem nawet kursu wspinaczkowego. Ale jestem twardy to se wlezę – w razie czego przyślą ekipę ratunkową. W hooj z takim zawodowcem!

    Polubienie

  30. Dzień dobry, Pana wpis narobił sporo zamieszania na FB, między innymi dlatego, że dziewczyna która go udostępniła podpisała pod nim bogu ducha winnego pastora, post został udostępniony 4000 razy i pastor został zalany wiadomościami. Nie do końca zgadza się z językiem , z jakim go teraz kojarzy pół Polski:). Ja chciałam zacytowac fragmenty tego tekstu w moim felietonie, bo mnie poruszył. (jestem dziennikarka, piszę m.in felietony do Wprost) Ale nie wiem kim Pan jest, czy rzeczywiście jest Pan synem alpinisty/himalaisty, czy ta historia jest prawdziwa. Wbrew temu, co wiele osób sądzi, uważam, że fakty mają jednak znaczenie. Czy mógłby Pan do mnie napisać na mój mejl ewanat@poczta.onet.pl. chciałabym tylko wiedzieć, czy to prawda,. obiecuję że po zwryfikowaniu nie ujawnię Pana tożsamości. Oczywiscie zrozumiem tez, jesli się Pan nie odezwie. Pozdrawiam Ewa Wanat

    Polubienie

    1. Pani Ewo, jeśli pisze Pani na ten temat, to proszę dopytać , co obejmowało ubezpieczenie, jeśli faktycznie było. Fakty – jak najbardziej, jestem prawnikiem i dla mnie też mają one ogromne znaczenie. Jedno zdanie o tym, że byli ubezpieczeni nic nie wyjaśnia, bo skoro byli, to czemu nie można było pokryć akcji ratunkowej z z pieniędzy z polisy? Co obejmowało to ubezpieczenie, jakie akcje, jakie sumy, gdzie i na ile. Dziękuję.

      Polubienie

  31. a ja zygam toba i wszystkimi pseudo sportowcami ktorzy w imie swojej chorej ambicji narażają innych a później płacz bo cos poszło nie tak

    Polubienie

  32. Z niektórych komentarzy wnioskuję, że przykładowo gość który się narąbię i jedzie po pijaku (bo taka ma ochotę) z rodziną w samochodzie powinien uważać że to jego osobista sprawa. Ma pasje jeździć narąbany więc co komu do tego.

    Polubienie

  33. Marek Arcimowicz Adventure PhotographerPolub stronę
    14 godz. ·
    Zastanawiam się, czy gdyby kiedyś, coś… czy mój syn podzieliłby to zdanie. Co wy sądzicie? Trudno nie mieć takich skojarzeń i pytań, jeśli było się kilka razy w solidnych opałach…
    Taki tekst znalazłem i mocno mną poruszył:

    „Zbiórka zbiórką, Kasa kasą – chuj mi do tego kto, ile i na co daje. Napiszę z innej perspektywy. Jestem synem człowieka, który na niejeden ośmiotysięcznik wchodził – na jeden wszedł i zginął. Chodziłem wtedy do podstawówki. I nie będę pisał o żadnym bohaterstwie mojego ojca. Wystarczająco nasłuchałem się tych wszystkich bredni na ulicy, w szkole, od urzędników, którzy widzieli moje nazwisko i z odmętów pamięci przypomnieli sobie o moim ojcu – chcąc mi sypnąć komplementem – słyszałem tysiące razy jakim to był wielkim bohaterem i jaką potężną miał odwagę. Chuja miał – nie odwagę. Chujem był a nie bohaterem. BOHATEREM była moja matka! Dopóki nas nie było na świecie razem wspinali się tu tu to tam. Obietnica była jedna – przychodzi dziecko na świat – odstępujemy od tego sportu w wymiarze ekstremalnym. I przychodzę na świat. Jest siermiężny PRL. Po co bawić się w kartki i kolejki, po co użerać się z bachorami, na chuj z tym wszystkim. I spierdolił. Mój ojciec był tchórzem ponad tchórze. Zostawił nas z tym wszystkim. Zostawił nas z traumą o której nawet głośno nie można powiedzieć – bo przecież był bohaterem! W imię czego bohaterem? W imię własnych ambicji które były ważniejsze niż dzieci? Na co szedł hajs? Na książki, zeszyty, ubrania, jedzenie? Zwykle pierdolenie – chodziłem w szmatach do szkoły, żarłem mortadele na która matka ledwo zarobiła biegając od jednej roboty do drugiej, z drugiej o trzeciej (i byłem szczęśliwy dzięki miłości matki). A on kartki sprzedawał by mieć na sprzęt. W dupie miał wszystko. Po co to piszę? Mackiewicz zostawił dzieci. Będą żyły z tym samym piętnem z którym ja i moje rodzeństwo borykaliśmy się tyle lat. I niech to będzie komentarz do jego bohaterstwa. Kocham góry ponad wszystko – ale kocham je mądrze i ta miłość to miłość przekazana dzięki matce. Wspinam się, ale nigdy nie narażę swojego życia w imię czczego bohaterstwa, w zapomnieniu dla rodziny i wartości, które powinny być nadrzędne dla każdego rozsądnego człowieka. Wychować dziecko – to jest bohaterstwo, odpowiedzialność to jest bohaterstwo – a nie wpierdolenie się na 7 tysięcy bez tlenu. Samobójstwo w imię dwóch zdań na wikipedii i jakiejś płaskorzeźby w bliżej nieokreślonej lokalizacji, w imię szyby wkutej w bloku mieszkalnym, w imię nazwy szkoły, której młodzież ma w dupie kim był patron, w imię jakiejś nazwy ulicy i bestialsko pojebanej gloryfikacji. I teraz walka z mitem – po co wchodzą na ośmiotysięczniki? Po co akurat tam? Dla pokonania własnych słabości, walki z ograniczeniami? Ściema kurwa. Ja Wam powiem po co mój ojciec to robił. By zaistnieć, by zapisać się na „kartach historii”, z nonszalancji, chujowo rozumianego splendoru, bo zwyczajnie w innych dziedzinach był zerem. Palił, pił – sportowiec. Przecież można wchodzić na o wiele mniejsze góry – nadal niebezpieczne – ale? No własnie nikt się takim wejściem nie interesuje. Na Mont Blanc wchodzą tabuny Januszów jak po browara w Biedronce. I tam „chwały” nie będzie. No chyba ze wszedłby boso. Mocarz bez tlenu wchodzi na Nanga Parbat i zostawia dzieci – i ja a takie bohaterstwo podziękuję.

    Polubienie

  34. Dlaczego tylko Polacy muszą być takimi chojrakami i wspinać się na ośmiotysięczniki zimą?. Panu Tomkowi M. zabrakło zdrowego rozsądku, a przecież znał tę zabójczą górę. Nie potrafię zrozumieć, jak ktoś kto ma czwórkę małych dzieci, może podejmować taka szalone ryzyko, zgubny bój na chwałę czego -własnego EGO. Przecież stracić niespodziewanie życie w wypadku samochodowym to nie to samo co wspinanie się na nieobliczalną górę w Himalajach, w dodatku w zimie! Skrajna nieodpowiedzialność i egoizm. Szaleniec.

    Polubienie

  35. Brawo teklak!!!Nie znam Cię, gościu, ale już Cię lubię. Może choć do paru „fachowców” coś, cokolwiek, dotrze.

    To pisałem ja, zwykły tatrzański łazik w wieku 50+

    Polubienie

    1. Dziękuję. W zalewie bluzgów, które wylały się na mnie w ciągu ostatniego tygodnia, dobre słowo cieszy podwójnie.

      Polubienie

  36. Sukces ma wielu ojców a porażka jest sierotą… Gdyby Tomasz zdobył szczyt byłoby zaj***e WoW Polak znowu coś zrobił niewyobrażalnie wielkiego ale jak coś poszło nie tak to wiadro pomyj… Tak samo było z Kubicą, Malyszem jak miał wpadek itd itd. Zaje.. ten Polski naród FUJ

    Polubienie

  37. Bardzo podoba mi się fragment o piłkarzach 🙂
    „himalaistów wolę od piłkarzy nożnych. Są tańsi w utrzymaniu a ich kibice nie rozpierdalają mi miasta po tym, jak ich idole wejdą zimą na K2.” – w pełni się zgadzam.

    Polubienie

  38. Ja mam za to inne pytanie, które mi nie da spokoju.

    Czy ktoś kiedyś wróci po jego ciało? Czy już zostanie tam na zawsze?

    Polubienie

    1. Obejrzyj sobie filmy z youtube z MountEverest. Tam leżą ludzie od lat obok, których przechodzą kolejni zdobywcy. Ale czasami robi się takie akcje. Swego czasu rodzina Tomka Kowalskiego zorganizowała taką ekspedycję na Brad Peak. Jego ciało leżało na 7900 na szlaku wspinaczkowym. Ciała nie udało się przetransportować, jedyne co to położyli je 200m niżej i obłożyli kamieniami. Zajęło im to kilka godzin. Ciągle ludzie nie rozumieją jakie warunki tam panują i co człowiek może a czego nie jest w stanie zrobić.

      Polubienie

      1. Rozumiem jakie warunki tam panują (potrafię sobie to logicznie wytłumaczyć i też potwierdza sie to z tym co piszą ludzie doświadczeni), ale czasem ludzie potrafią zaskoczyć i zrobić coś co jest nie możliwe (jak np. to co teraz zrobili chłopaki) dlatego tylko i wyłącznie pytam z ciekawości czy jest to możliwe czy też nie, żeby go z tamtą ściągnąć, czy zostanie tam na zawsze. Niestety nie zajmuje się tym na codzień i nie wiem jak to wyglada – stąd też moje pytanie.

        Nie linczuje też nikogo za to, że nie poszedł czy poszedł i uratował kogoś innego (każde życie ludzkie jest tak samo ważne nie zależnie od tego czy jest się polakiem czy francuską) i za to, że moje „piniondze” zostały wydane nie tak jak miały być. Dzisiejszy świat jest strasznie zapatrzony w pieniądze i to się tylko liczy, co dla mnie jest największą głupotą (tak, wiem, że taka akcja dużo kosztuje, ale to najpierw należy kogoś uratować, a potem dopiero wystawić mu rachunek, a nie na odwrót).

        Szanuje, że w ogóle podjęli się tego, żeby spróbować – za to wielkie brawa.

        Tomku dziękuje Ci za odpowiedź.

        Polubienie

  39. A tak piszą u mnie w pracy o Macku.
    I wiecie co ? Nikt tu nie zachodzi w głowę dlaczego to robił, nie ma hejtu ani przegadywania się. Był dobry człowiek którego będziemy dobrze wspominać.

    Good afternoon all,

    Unfortunately we have some extremely sad news to communicate to you.

    Tragically, the rescue effort to save the life of Tomasz Mackiewicz has been abandoned.

    Tomasz, an NVD employee based in our Baldonnell workshop, was on a climbing expedition to scale Nanga Parbat in Pakistan – the ninth highest mountain in the world.

    An experienced and renowned climber,Tomasz made a daring winter ascent of Nanga Parbat ​o​n 25/01/2018 with his French climbing partner Elisabeth Revol. Unfortunately, on the way down from the summit, Tomasz got into difficulty; he bec​a​me snow-blind and suffer​ed serious frostbite.
    They had called for help last Friday​, however with Tomasz in a critical condition at 7,300m he was was unable to descend lower.

    A team of Polish climbers preparing for the first winter ascent of the nearby K2 mountain set off to rescue ​both Tomasz and Elisabeth. Ascending until the early hours of last Sunday, they found Elisabeth exhausted and suffering from frostbite. Tragically, an approaching snow storm and high altitude prevented them from ​climbing higher for Tomasz.

    Tomasz was a well-respected member of our Baldonnell VPC Workshop Team, where he had worked as a talented panel beater since September 2016. The fondness and esteem he was held in by his colleagues and friends is reflected in their grief and sadness at this time, as they come to terms with his loss. He will be sorely missed.

    Tomasz was a key member of the VPC Team and relished the company and sense of camaraderie in the workshop. This was evident in the wonderful article he wrote for our last company newsletter, for which he won first prize. In this article Tomasz spoke about merging his two passions – climbing and the craftsmanship in restoring vintage vehicles. Specifically, he spoke about his enjoyment in restoring a 1935 Talbot 105.
    An excerpt from the newsletter reads; ‚With artistic solicitude, polishing every single screw of the Talbot 105, (Tomasz) restored it to its former glory. He made it as beautiful as it was nearly 100 years ago. He loves this job, repairing old cars. He felt so happy that his employer not only delivers perfect new cars to people but also takes care of the old machines from which the history of motorisation began and the story of the great business glory of NVD.’

    His previous climbing expeditions saw him make a lonely ascent of Khan Tengri – a mountain in central Asia at a height of 6,995 m – and climb Mount Logan in Canada with his friend Marek in 2008 for which he was rewarded with Kolos – the Polish Traveller’s Prize.

    Attached to this email are images and some small video clips of Tomasz captured by his beloved friends and colleagues in the VPC – they show him at work in NVD on the Talbot. There are also two very short video clips of the finished and restored vehicle, which he justifiably took much pride in.

    During various staff briefings this week a minute’s silence was held to remember Tomasz and the family that he has left behind.

    We will be considering over the next week how best to honour the memory of our colleague and friend. Currently his friends and colleagues in the VPC are putting forward some very fitting suggestions to remember their dear friend. Once these plans are finalised we will notify the entire staff body.

    Thank you

    Kind Regards

    E***** B*****

    ​HR Business Partner​

    Polubienie

  40. Artykuł bardzo dobry, na propsie. Niestety jak widać po komentarzach większość lemingów ie ogarnia. Przeczytałem kilka komentow i się nie da.. kur**A mac. Ludzi.. gość miał swoją pasję. Robił co kochał i gowno wam do tego. I do biadolenia że powinien myśleć A był egoista..
    Każdy ma swój los w swoich rękach i robi co uważa za słuszne.
    A co do płacenia za akcję ratunkową.. jakoś jak się ustawiacie w kolejkach po 500+ to jest zajebiście. A też nie wszystkim się to podoba że z ich podatków pato matki dostają pieniądze.. I są to miesięcznie dużo większe kwoty.. talze skonczie pierd***c takie glupoty.

    Polubienie

  41. Panie Teklak… Szacun za tekst. Konkretny i oczywisty. Niestety nie dla wszystkich. Przecież to debilstwo (przepraszam, miało być „Pańscy adwersarze”) nie zrozumie za cholerę nawet 10% tego, co chciał Pan przekazać. Ani nie poczuje… Szkoda, Panie, prądu i atramentu. „Nie próbuj tłumaczyć debilowi, że jest debilem. Nie zrozumie. Bo jest debilem”.

    Polubienie

    1. Naprawdę tekst na poziomie. .”debil, debilem, debilowi” Normalnie wypowiedź na poziomie. Gratuluję. Chyba opisałeś sam siebie , stwierdzam czytając ten tekst.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s