Ruskij wojennyj korabl’

Fot. Andrej Bołkun

Wiem, że pracy wystarczy dla wszystkich. I wiem, że po pierwszym zrywie, będziemy musieli przejść z trybu pospolitego ruszenia, w tryb zorganizowanego, ciągłego wsparcia. I że na razie cały czas wsparcie doraźne w znakomitej większości wisi na plecach społeczeństwa. Rząd nie dał rady przygotować się na kryzys uchodźczy. Spore zaskoczenie.

Ale ja dzisiaj nie o tym, tylko o paru drobiazgach, które niektórym umykają.

Zacznę od śmieszków, których bawi wstawianie w profilowe flagi Ukrainy, no bo przecież co to daje i lepiej robić coś pożytecznego a nie kanapowy aktywizm.

Po pierwsze – skąd w ogóle to paraliżujące umysł przekonanie, że można robić tylko jedną rzecz? Skąd w ogóle ten najgłupszy z najgłupszych pomysłów, że wstawienie nakładki na profilówkę to koniec czyichś działań? Nie macie obowiązku zmiany profilowego. Ale dajcie spokój ludziom, którzy to zrobili. Dlaczego? Już tłumaczę.

Pewnie tego nie pamiętacie, ale możecie sobie zobaczyć w kronikach filmowych. A właściwie to nie w kronikach, bo władza cenzurowała. Ale zapraszam do materiałów archiwalnych na jutubie. Czy wiecie, co zrobił dla Polaków gest Kozakiewicza, który podczas olimpiady w Moskwie pokazał wała szowinistycznej publiczności, a w szerszym kontekście, całemu imperium? Ci co wtedy byli świadomi, pamiętają. Zbyt młodzi mogą nie zrozumieć. Ale to była wielka rzecz.

Obejrzyjcie sobie też MŚ w piłce nożnej, Hiszpania 82, gdzie na trybunach roiło się od flag Solidarności tak, że polscy realizatorzy nie nadążali ich nie pokazywać. Wiecie, co to robiło dla morale Polaków? Pewnie tyle samo, co trzecie miejsce na tym Mundialu. Albo więcej.

Każdy gest wsparcia, nawet najdrobniejszy, jest ważny dla ludzi, którym na głowy wali się ich świat i sufit ich mieszkania. Więc jeszcze raz, uprzejmie proszę – uszanujcie, nie wyśmiewajcie, bo nawet jeżeli coś wam się wydaje, to… No cóż, właśnie tak jest. Wydaje się wam.

Druga rzecz – symbole.

Widziałem mnóstwo opinii, że ‚russkij wojennyj korabl’, idi nachuj’, to była marnacja siły żywej[1], że ci ludzie mogli cośtam cośtam. I cośtam. Po pierwsze, sami nie wiemy, co my byśmy zrobili w takiej sytuacji, dlatego te dywagacje pozostawiam wyłącznie tym, którzy znają sami siebie tak doskonale, że dobrze wiedzą, jakby się tam zachowali. Ja nie wiem.

Tylko widzicie, bezsensowna, z naszego wygodnego punktu widzenia, śmierć to jedno. A drugie, to potęga symbolu, jaki za tą śmiercią ustawił ten dowódca. Od Wężowej Wyspy nikt z ludzi, których widzę na Fejsie czy Twitterze nie mówi inaczej, niż idź na chuj. Czy to pod adresem Putina, czy pożytecznych idiotów, czy zwyczajnych ruskich propagandowych onuc. Gość został bohaterem. Śmierć garnizonu – symbolem.

Oczywiście nie wiemy tego na pewno, ale zastanówmy się, czy gdyby nie było bohaterskiej obrony Alamo, to wojna o niepodległość Teksasu wyglądałaby tak samo? Czy ludzie idący do walki z bojowym okrzykiem „Remember the Alamo” nie wlewali więcej bojaźni w serca przeciwnika? Czy pamięć o bohaterach nie napędzała ich do czynów poza teoretycznymi granicami ich możliwości?

Zełenski mówiący, że on nie potrzebuje podwózki tylko amunicji. A wcześniej zadający kłam rosyjskiej propagandzie, twierdzącej że uciekł ze stolicy, filmikiem ‚my tut’. Kliczko z giwerą na rubieżach Kijowa, którego jest merem. Witalij Skakun, który wysadził most ale nie zdążył się wycofać i zginął w eksplozji. Jakiś kompletnie pojebany małolat ze szlugiem w kąciku ust, który przenosi minę, którą wygrzebał spod mostu.

Każdy z nich to symbol. Symbol jest kuloodporny. Nie da się go zabić. I przeżyje niejednego dyktatora.

Propaganda i dezinformacja. Będę o tym wspominał, bo chociaż ubywa tub rosyjskiego pierdolenia (dziękuję pan Anonymous), a i pożyteczni idioci Kremla (dziękuję pan Konfederacja) zamknęli ryje, tak dalej będziemy poddawani ofensywie. Jasne, Moskwa na tym polu zbiera wpierdol okrutny, ale nie traćcie czujności, źródła sprawdzajcie dwukrotnie, korzystajcie ze sprawdzonych kanałów i nie dawajcie się manipulacji. Ani zwątpieniu. A każdy onucowy kawałek narracji traktujcie tak, jak na to zasługuje – jako gówno warty kawał śmiecia.

Zgłaszać, blokować i zapraszać wypierdalać.

No to trzymajmy się wszyscy razem.

[1] Nie jest to chyba informacja potwierdzona do końca, ale podobno obsada wyspy żyje i jest w rosyjskiej niewoli.

Chcecie wesprzeć Ukrainę? Zapraszam.

To już trwa, i będzie się nasilać.
Propaganda.

Ocieplanie wizerunku Putina i Rosji. Bo to nie Putin zaczął, tylko Ukraina go sprowokowała. Skąpym strojem, wyzywającym prowadzeniem się, no i sama w nocy wracała, to grzech nie skorzystać.

Będziemy czytać o UPAdlinie, UPAinie, UKRach, banderowcach, Wołyniu i Polesiu.

Będziemy czytać o tym, że Ukraina to nie jest prawdziwe państwo, wymyślił ją Lenin a cywilizację zaprowadzili tam Rosjanie.

Dowiemy się, że UE i NATO zagrażają Rosji.

Dowiemy się, że to Ukraina jest winna tego, że napadł ją Putin.

Ba, znajdą się nawet pojeby, które będą mamrotać o tym, że teraz jest dobry moment, żeby może jakoś wziąć sobie ten Lwów.

Będziemy czytać krótsze lub dłuższe teksty o tym, że Rosja miłuje pokój, nigdy nikogo nie najechała, winni są inni.

Będziemy czytać narzekania, że Zachód potrafi tylko się zaniepokoić i wprowadzić bieda-sankcje.

Zobaczymy też zabawne obrazki, nabijające się z reakcji tegoż Zachodu. Nawet może przyjdzie nam chęć, żeby to gówno poszerować.

Akcja trollska będzie potężna. Akcja pożytecznych prokremlowskich idiotów będzie potężna. Nasze nieprzemyślane działania mogą się w to wpisywać, nawet wbrew naszym intencjom.

Wszystko to będzie się działo w dużym natężeniu, bo Putin wie, że walka o rząd dusz jest równie ważna, jak walka o terytorium. Poza Rosją nie może zagrozić nikomu plutonem egzekucyjnym, więc będzie przekonywał do swoich racji właśnie propagandą. I nie ma kwot, jakich by na nią nie wydał.

Dlatego jak następnym razem zobaczycie śmieszny obrazek, zastanówcie się trzy razy, czy na pewno jest taki śmieszny, i czy chcecie go udostępniać. Nie bądźcie bezwiednie orężem w tej walce.

Jak zobaczycie post, komentarz albo status, od którego wali prokremlowską propagandą, nie dyskutujcie z autorem. Nie budujcie mu zasięgu. Zgłoście to do administracji, moderator też człowiek, ma prawo nie widzieć wszystkich wysrywów kremlowskich trolli. A potem, jeżeli ktoś wam nasrał u was, skasujcie komentarz. Niech inni nie mają pokusy, żeby z czymś takim dyskutować, bo to nie ma z czym dyskutować.

Nie dawajcie się propagandzie. Wiem, to przyjemna proteza, która w łatwy sposób tłumaczy skomplikowane rzeczy. Zamiast kuszących bo łatwych rozwiązań, zadajcie sobie trud, sami odpowiedzcie na pytanie, czy Putin się zatrzyma na tej znienawidzonej przez wielu UPAinie, czy może potem zapuka do naszych drzwi.

Dlatego wszystkim zalecam żegnanie takich ludzi zawsze swojskim ‚wypierdalaj’.

U mnie od lat działa.

Sugeruję również, żeby poszukać w sieci sposobów na wsparcie Ukrainy. Wiecie, takich które wam odpowiadają. Ktoś może zechcieć oddać krew. Na pewno są jakieś zbiórki humanitarne. W miarę możliwości, można przelać pieniądze. Jak macie znajomych z Ukrainy, wspierajcie ich dobrym słowem. Wbrew temu, co może się niektórym wydawać, to też bardzo ważne.

Jeżeli macie sprawdzone miejsca, wrzucajcie je w komentarze – będę przeklejał do statusu.

Może i jako jednostka, nie możemy wiele. Ale zróbmy tyle, ile możemy. Na dobry początek niech to będzie przynajmniej ‚wypierdalaj’.

Polska Akcja Humanitarna

Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej

Zbiórka PCK

Bookrage wspierający Ukrainę.

Tutaj link do statusu, w którym autor zebrał garść pożytecznych informacji.

Tutaj lista miejsc, które można wesprzeć.

Fundacja Ocalenie

Strona osoby z Lwowa, która ogarnia temat na miejscu.

Sposoby na wspieranie Ukrainy przez obcokrajowców.

No elo 100

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

Praktycznie na progu naszego domu mamy wojnę. Wszyscy pokrzykują ‚Ługańsk’, ‚Donbas’, czy też preferowane przeze mnie Ługanda i Donbabwe, i nikt, ale to nikt nie zadał sobie trudu, żeby ludziom przybliżyć w jakiej odległości od nas znajduje się zarzewie konfliktu. Bo mam wrażenie, że sporej grupie to umyka. Z centrum Warszawy do centrum Doniecka jest 1525 km liczone po trasie samochodowej. A gdybyśmy chcieli policzyć od granicy (Dorohusk), będzie to 1256 km. 17 godzin jazdy.

Siedemnaście godzin jazdy od nas, towarzysz Putin udzielił bratniej pomocy dwóm separatystycznym republikom – Ługańskiej i Donbaskiej. Bratnia pomoc odbyła się w typowym ruskim stylu, czyli najpierw Putin uznał oficjalnie niepodległość tych państw, a następnie Armia Czerwona wbiła tam z pomocą. Oczywiście Putin uznał Donbabwe i Ługandę wraz z ich konstytucjami, w których określone są ich granice. Szerokie granice. Sięgające głęboko w terytorium Ukrainy.

Zasadniczo i pobieżnie, jakby rządy PiS to było za mało, 1200 km od naszej granicy zaraz będzie wojna. I żeby polepszyć nam wszystkim humory dodam, że ta wojna nie skończy się tam, bo Putin nie pozostawił krajom byłego bloku wschodniego żadnych złudzeń. On chce wrócić do kształtu, jaki miało ZSRR zanim spadło z rowerka i rozbiło sobie głupi ryj. Starsi kojarzą, młodszym wytłumaczę. Dobry wujek Putin chce, żeby było jak kiedyś, a kiedyś było tak, że przyjaźniliśmy się z Rosjanami tak bardzo, że oni sprzedawali nam drogo węgiel, ale w zamian za to brali od nas zboże i cukier.

Wybierali nam władze, zainstalowali bezpiekę, kontrolowali wszystko, pilnowali porządku, i jak jakiś kraj satelicki fikał, to szli do niego z bratnią pomocą. Rosjanie odwiedzili na przykład Węgry w 1956 roku, gdy Madziarom zachciało się wolności i rewolucji. Bilans ofiar: ok. 2500 zabitych, ponad 20 tysięcy aresztowanych lub internowanych, a ok. 200 tysięcy osób uciekło z kraju do Austrii i Jugosławii. Straty materialne wyniosły 220 mln forintów, co stanowiło ok. 25% rocznego dochodu narodowego Węgier.

Rosjanie razem z kilkoma innymi ziomkami z Układu Warszawskiego (tak, mieliśmy udział w tej żenadzie), w 1968 roku wpadli również na krótkie tournee po Czechosłowacji. Była to bardzo ludna karawana żołnierzy i pojazdów, z racji tego, że udział w niej wzięło do pół miliona wojsk Układu. Dlatego operację ‚Dunaj’ nazywa się nawet czasami inwazją. W jej wyniku Czesi i Słowacy stracili 70-100 zabitych i 800 rannych, podczas inwazji z kraju wyjechało 300 tys. obywateli, chwilę po niej następne 70 tys.

Więc wiecie, jak z przyjacielską interwencją wpada do was ruski człowiek, to pochowajcie kobiety, zegarki i wszystkie wartościowe rzeczy, i módlcie się do wyznawanych bóstw, żeby sobie jak najszybciej poszli, bo nie są to mili ludzie. Powiedziałbym nawet, że są bezkulturni.

O czym to ja. A, no właśnie. Putinowi marzy się powrót do starych dobrych czasów. Dlatego jak sobie odkroi plaster po plasterku Ukrainę, jego oko spocznie na republikach nadbałtyckich i na nas. Dlatego dobrze byłoby zrobić kilka rzeczy.

Wzmocnić armię. Zacieśniać współpracę z Zachodem i Nadbałtyką. Umacniać sojusze. Integrować się wewnątrz struktur, w których jesteśmy. Przestać zachowywać się jak dziecko, które ojebało pół torby cukru. Zrobić wszystko, żeby Pierre z Prowansji, tym razem chciał umierać za Gdańsk.

Czego natomiast nie powinniśmy robić? Bo ja wiem? Nie demontować armii do stanu, w którym podczas symulowanego starcia dostajemy w dwie doby taki wpierdol, że nie ma czego zbierać. Nie ograniczać jej zdolności bojowej praktycznie wyłącznie do defilad na Święto Niepodległości. Nie robić wśród niepokornej kadry czystek, jak za Stalina (minus strzelanie w potylicę). Nie antagonizować wszystkich partnerów politycznych, militarnych i handlowych, jak Unia długa i szeroka. Nie rumakować, nie potrząsać szabelką, nie krzyczeć ‚Poland stronk’. Nie pierdolić o najbliższym sojuszniku Kremla, że jest ciepłym człowiekiem. Przestać być najbardziej awanturującym się członkiem wspólnoty. Nie przyjmować więcej z honorami proputinowskich polityków nierosyjskich i nie robić sobie z nimi pamiątkowych zdjęć.

Nie mówić, że „Putin znalazł wyjście z twarzą z tego kryzysu. Uznał niepodległość tych republik, wprowadzi tam wojsko, może zostawi trochę wojska na Białorusi i tyle„. Nie pisać również „JEDYNE wyjście,to stopniowe PRZEJĘCIE  UE,wyrwanie jej z rąk niemiecko-lewackich,poprzez wyborcze zwycięstwa partii konserwatywnych w państwach europejskich. Są oznaki,że może się to udać. Obecna Unia jest zaprzeczeniem i nadużyciem pierwotnych jej idei.Dziś Unia PCHA do WOJNY .” (pisownia oryginalna, nie pytam kto, bo to zbyt łatwe)

No a przede wszystkim przestać, świadomie czy nie, powielać kremlowską narrację, podbijać nastroje antyunijne i realizować, świadomie czy nie, politykę Putina.

Nie piszę o sankcjach, bo sami jesteśmy za krótcy, żeby coś nimi zdziałać, tu musi być wspólny front, który aktualnie trochę się sypie, ale poczekajmy, może więksi ustalą coś, co Putina ubodzie. Na razie czytam, że siekają mu banki i oligarchów.

Właściwie to wydaje mi się, że w obliczu aktualnego kryzysu, każdy polityk, zwłaszcza taki z obozu rządzącego, powinien mieć zakaz mówienia czegokolwiek godzącego w nasze aktualne sojusze. To jest narażanie na szwank biologicznego bytu trzydziestu ośmiu (czy ile nas tam w wyniku polityki demograficznej PiS zostało) milionów osób. To zdrada stanu. Za to powinien być krótki proces, kula w łeb i do piachu. Jak myślicie – ile czasu bylibyśmy się w stanie bronić przed rosyjskimi wojskami w sytuacji wyjścia z UE i NATO? I jak wam się wydaje, jakby tu rosyjskie wojska wjechały, to byłyby jeszcze wczasy w Tunezji, czy może ni chuja?

Mam też wrażenie, że o ile Facebook czy Twitter mają i mieć będą w dupie trollskie farmy Kremla, tak administratorzy stron krajowych powinni zacząć ostrzejszą moderację. Obserwuję dyskusje pod artykułami i widzę zalew propagandy rosyjskiej, który zdaje się nikomu nie przeszkadzać. A powinna, bo ona jest momentami zręczna. Gra na naszych uprzedzeniach, rozmywa odpowiedzialność Kremla, Ukraina jest sama sobie winna, Putin spoko, interwencja jest pokojowa, ogólnie jak w tym dowcipie o Polaku, Rusku i Niemcu*

Nie wiem, może się mylę, ale dla agentów obcego wpływu wolności wypowiedzi nie przewiduję i wydaje mi się, że warto zacząć poważne wietrzenie smrodu dawno niepranych onuc. Czyli jebać trolli prądem, nie oszczędzać żadnego, niech te wydane na nich kopiejki będą niczym krew w piach.

A jeżeli mamy z tej przejebanej sytuacji wynieść jedną naukę, to niech to będzie to: bez silnych sojuszy jesteśmy dla Putina kęsem na jeden ząb. I może drugą: czy Trójmorze jest sojuszem, na którym możemy opierać bezpieczeństwo?

Chociaż oczywiście nie znam się na tym wszystkim i mogę się mylić.

A teraz jeszcze szybko temat luźniejszy. Kojarzycie karteczki, jakie pojawiły się w niektórych (może we wszystkich, nie wiem, wszystkich nie sprawdzałem) sklepach? Takie, jak poniżej.

Fota własna

Zagadałem do sprzedawczyń z pobliskiej piekarni sieciowej i spytałem się, czy będą obniżki cen. Jak już przestaliśmy się śmiać, panie powiedziały mi o ile procent podrożał im gaz i prąd. I że zerowy VAT chuja da. Znaczy spowoduje, że podwyżka cen będzie minimalnie niższa. Ja tam to wiem, dlatego stwierdziłem, że może dobrze byłoby obok informacji o zerowym VAT, pokazać o ile podrosły ceny źródeł zasilania pieców chlebowych, że już o mące nie wspomnę. Bo wiecie – mówiłem. Zaraz wam tu przyjdą jakieś lokalne głupki i zaczną narzekać, że rząd VAT obniżył a u was drożyzna, wy spekulanci.

– Proszę pana, już przychodzą.

– A narzekają na spekulantów?

– A jak.

– To może dajcie te procenty.

– No może damy.

I z tego miejsca namawiam was wszystkich do tego, żebyście w sklepach, które odwiedzacie, proponowali sprzedawcom dodanie do oficjalnego komunikatu, informacji o wzroście kosztów utrzymania lokalu albo produkcji sprzedawanych w nim rzeczy. Niech ludzie mają jakieś alternatywne źródła informacji o świecie. Może coś zrozumieją. Wątpię, ale nadzieję trzeba mieć.

No to trzymajcie się tam w tej strefie buforowej z zerowym VAT na żywność.

PS Nie wiem, czy prowadzący fejsowy profil Doniesienia z putinowskiej polski jest autorem Ługandy i Donbabwe, ale to tam zobaczyłem je pierwszy raz, to stamtąd je zajumałem, autorowi, kimkolwiek jest, serdecznie dziękuję.

*Dowcip był taki, że ludożercy złapali Polaka, Ruska i Niemca, przywiązali do pali, już mieli przystąpić do konsumpcji, ale się zlitowali i dali im ostatnie życzenie przed śmiercią. Polak chciał zajarać, Niemiec napić się jakiegoś alkoholu a Rusek poprosił o lepę na ryj. Ludożercy mu ją wypłacili, Rusek wyplątał się z więzów i rozjebał całe plemię. Zszokowany Polak pyta się go ‚ty, pojebało cię, prawie nas zjedli, dlaczego dopiero teraz to zrobiłeś’? Na co Ruski dumnie -‚My nie agriesory’.

Oraz przypominam o możliwości wsparcia mojej pisaniny na Patronajcie. Linkuję tutaj dla wygody użytkowników komórek.

#thereisnofuckinggoodnews #mokratekturaigówno #zenRadek #wojnamaszerująniewolnicy

No elo 99

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

Ale co się stao, co się stao, co się stao?

Partia, jak pierwsza naiwna w burdelu, w szoku, że TSUE zadecydował, tak jak zadecydował. No doprawdy – spore zaskoczenie. Dla tych, którzy przegapili dramę, Trybunał uznał za zgodne z prawem unijnym przepisy, które uzależniają wypłatę funduszy od kwestii związanych z praworządnością. Skargę na ten mechanizm złożyły dwa kraje prymusowskie pod względem przestrzegania prawa, zarówno krajowego, jak i unijnego, a nawet bożego, czyli Polska i Węgry. Niestety, Unia zabrała nam zabawki, posłała do kąta i kazała się poprawić.

‘No dobra, przemyślimy swoje dotychczasowe reformy systemu sprawiedliwości’ powiedział nikt z obozu władzy, zamiast tego zaczął się płacz, wzajemne oskarżenia, no i oczywiście narracja ‘my nie chcemy Polexitu, ALE…’. Premier Morawiecki Mateusz poskarżył się tak:

‘Te instytucje wyznaczają granice swoich kompetencji. Przecież tak nie powinno być. Granice kompetencji są ściśle określone w traktatach. W traktatach, które nas także obowiązują przyznaliśmy pewne kompetencje, na wyłączność nawet, Unii Europejskiej. Ale tylko pewne. Cała gama innych kompetencji pozostała w domenie państw członkowskich. Centralizacja struktur Unii Europejskiej jest niebezpiecznym procesem. W tym nierównym dialogu staramy się pokazywać wszystkie ryzyka z tym związane. Czy wyście w tym TSUE z chuja spadli? Przecież zaraz nam obniżą rating, skoczy koszt obsługi długu zagranicznego, na pysk jebnie rentowność naszych obligacji, co wy odpierdalacie?’

Niestety, zezwierzęceni funkcjonariusze unijni głusi pozostali na płacze Mateusza i jego tupanie nóżką. Ba, po tym wyroku rosną bojowe nastroje wśród europosłów, którzy chcą jak najszybszego uruchomienia mechanizmu ‘hajs za rządy prawa’. Śmieszki z FDP zaproponowali nawet, żeby szefowej KE Ursuli von der Leyen i jej najbliższym współpracownikom zablokować wypłatę pensji. Do czasu, aż Komisja nie odpali tego mechanizmu. Jasne, wniosek nie ma szans, ale pokazuje, jak bardzo zaszliśmy niektórym za skórę.

Oczywiście zesrał się nie tylko premier. Wiadomo przecież, że magister minister Ziobro nie odpuściłby sobie okazji, żeby dojebać i UE, i Morawieckiemu. Zbigniew zasunął taki oto farmazon.

‘Jest to dowód na błąd, bardzo poważny polityczny, można powiedzieć historyczny błąd premiera Morawieckiego, który wyraził akceptację na szczycie w Brukseli 2020 roku dla wprowadzenia tego rozporządzenia, które już dziś służy do wywierania presję poprzez ekonomiczny szantaż na Polskę i ograniczać naszą suwerenność, choćby w obszarze sprawiedliwości czy wartości. Nie może tak, kurwa, być, że jakieś unijne patafiany zabraniają nam robić w kraju wszystkiego, co chcemy. My chcemy dalej orać system sądowniczy, bo albo będzie po naszemu, albo chuj”.’

I dalej jeszcze fajniej.

‚Szantaż ekonomiczny został użyty w pierwszej kolejności wobec polskich samorządów, co do których zażądano odwołania uchwał odwołujących się do ochrony rodziny i polskich tradycyjnych wartości i zasad wychowania dzieci w polskich szkołach. Bez stworzenia stref wolnych od ideologii gender i LGBT, polskie dziecko i polska rodzina narażone są na wirusa gejozy, bo przecież wszyscy wiedzą, że ta moda roznosi się drogą powietrzną. Dlatego samorządy postawiły kordony sanitarne, do których zniesienia zmusiła nas Unia. To ona będzie odpowiedzialna za ujemny przyrost naturalny i dziwne ubiory. To po prostu jest jakiś dramat.’

Zbigniew wozi się jak rasowy osiłek klasowy (tak, wiem jak to brzmi w kontekście jego kompleksji), który na przerwie klepie klasowego mądralę-okularnika. Ale mądrala-Mateusz jest ponad to, bo się naprawdę fajnie zachował. Otóż po tym, jak go Zbigniew ciutkę zgnoił, powiedział że magister Ziobro jednak powinien zostać w rządzie. To miłe.

Nad tym wszystkim czuwa odrobinkę gospodarz klasy – Jarosław, który podsumował postępowanie magistra prawa jako „troszeczkę przesadne”. Czyli tak trochę czuwa, ale do pionu nie stawia. Oddajmy głos Prezesowi:

‚Jestem zawiedziony tym, że takie oświadczenia padają publicznie, bo to na pewno naszej wspólnej sprawie nie służy, a tą wspólną sprawą jest utrzymanie naszej suwerenności. Oczywiście, to sprawa super ważna, ale oczywiście mamy także te inne. Dlatego troszkę się dziwię panu ministrowi, ale cóż, takie rzeczy w polityce się zdarzają, nie tylko u nas, ale również w innych państwach’.

Czyli na wschodzie bez zmian, magister trzyma Prezesa za jaja i miętosi nimi bezlitośnie. Ogon już od dawna macha psem.

Ostatnio pisałem, że dla Partii najważniejsze jest utrzymanie władzy, i mogą się dziać rzeczy irracjonalne z punktu widzenia człowieka zdrowego na umyśle. No i się dzieją. Bo z jednej strony jest tonowanie nastrojów, „nikt nie chce wychodzić z Unii”, a z drugiej od wczoraj trwa gigantyczna kałoteka posłów i europosłów naszej władzy. Padają słowa wielkie, pozwolę sobie na kilka cytatów.

Sekretarz stanu w KPRM, niejaki Wójcik Michał mówił tak:

Ci, którzy narzucili Polsce to rozporządzenie, to są oszuści i łgarze i krętacze. Taka jest prawda.

I jeszcze

Hipokryci unijni próbują nam zabrać suwerenność. Orzeczenie TSUE jest tego najlepszym wyrazem. Trzeba przed nimi obronić naszą tożsamość. Trzeba obronić Polskę. Świat. Ziemię. Układ Słoneczny. Drogę Mleczną. Grupę Lokalną Galaktyk… A nie, czekaj, ja w te głupoty nie wierzę. Tożsamość! Polskę! Gore, kurwa!

Wybrzmiał wyraźnie ważny głos Kempy Beaty

Możemy czuć się oszukani jako Naród. W 2004 roku wstępowaliśmy do Europy Ojczyzn a nie eurokołchozu – właśnie dlatego, że już raz czuliśmy na sobie bat Kołchozu. To orzeczenie możemy odbierać wyłącznie jako szantaż i zamach na naszą suwerenność, którą rozumiemy jako swobodę w okradaniu obywateli i budżetu, tak żeby się jakoś ustawić do końca życia, bo chyba nie będziemy rządzić wiecznie. Czy będziemy?

Wypowiedział się też jeden z moich ulubieńców, czyli Kaleta Sebastian

Historyczny dzień dla UE. Zmieniono traktaty rozporządzeniem i politycznym wyrokiem TSUE, który jest polityczny, bo nie pozwala nam robić tego, co chcemy. Od dzisiaj każda samodzielna decyzja Polski będzie obarczona ryzykiem szantażu finansowego, który jest faktem od kilku miesięcy, a dziś został w forum UE zalegalizowany, na co się kurwa jego mać nie zgadzamy, bo chcemy owszem, mieć tu sprawiedliwość, ale żeby zawsze była po naszej stronie. Więc nie rozumiemy, dlaczego UE się nam wpierdala, zamiast dać hajs i się zamknąć.

Pojawił się też niezawodny Kowalski Janusz, człowiek który ma do łba ze trzy długości boiska piłkarskiego, ale nie przeszkadza mu to w wypowiadaniu się na każdy temat

Wyrok TSUE kończy niuansowanie i zaklinanie rzeczywistości przez euroentuzjastów. To czarny dzień dla UE. Atak na Polską suwerenność unijnych eurokratów wchodzi w nową fazę: finansowego „głodzenia” Polski za nierealizowanie ideologicznej agendy Brukseli. Takie są fakty, Radosław, ale my się kurwa nie damy. Mamy tyle hajsu, że cały świat nam zazdrości i chce od nas pożyczać, więc nikt nas nie zagłodzi i nie zamydli oczu tymi miljordami. W dupę je sobie wsadźcie, wy, wy, wy… chuje.

Jacek Saryusz-Wolski, niczym Wernyhora, wróży nieunikniony koniec republiki takimi słowy

Po werdykcie TSUE droga do zmiany rządu drogą szantażu prawno-finansowego i ataku na demokrację otwarta. Już nie będziemy mogli wysyłać sędziów na drugi koniec kraju, odsuwać niewygodnych prokuratorów czy nękać ludzi protestujących przeciwko nam, bo te kurwy brukselskie zabiorą nam hajs. Nam, Polaką! Patriotą!

No i na koniec nasza najlepsza premiera od czasów Jagiellonów i Wazów, Szydło Beata, tak pięknie zasunęła TSUE i KE, że aż się łza w oku kręci

Polska i Węgry zaufały zapewnieniom Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej, że będą mogły robić u siebie, co będą chciały, rozbijać wewnętrzną jedność Unii i realizować świadomie lub nie, politykę Kremla. Teraz widzimy, że instytucje UE w rodzaju TSUE lub KE całkowicie lekceważą konkluzje RE z 2020 roku, a co gorsza, lekceważą też nasze dążenia do wzięcia wszystkich niepokornych za pysk. Organy UE tworzą własne normy prawne i polityczne, nie przejmując się ustaleniami RE i Traktatami, czyli trochę jak my, ale my to robimy w słusznej sprawie, a te unijne szmaty w niesłusznej, niech ich piekło pochłonie i chuj jasny trafi.

I tak dalej, i tym podobne, zesrańsko było tak masywne, że kał wypełniłby ze dwa baseny olimpijskie.

Oczywiście PiS kojącym tonem uspokajają ‚to nie my, to Solidarna Polska i Konfederacja mówi brzydkie rzeczy, wpisujące się w politykę Putina skierowaną na rozbijanie UE, u nas wszyscy w porządku są, jesteśmy za, jakoś rzeczy pochytamy, w ogóle luzik, Mateusz już ogarnia dopłaty do rolnictwa ze środków Ministerstwa Finansów, więc wiecie, z tą Unią to nie tak, że jest nam niezbędna”.

No i teraz są dwie drogi, bo oczywiście można sobie pierdolić, że my to chcemy, ale coś tam coś tam i kłody rzucają nam pod nogi. Ale trzeba podjąć męską decyzję – albo się wycofujemy z niektórych fakapów nazywanych dumnie ‚reformą wymiaru sprawiedliwości’, kosimy hajs, robimy ten dobrobyt i wydajemy europalety euro, albo stajemy murem za magistrem Ziobrą i mówimy ‚taki chuj, z raz obranej drogi nikt nas nie zawróci, idziemy w to a UE może nam skoczyć na pałąk’. Zostajemy bez hajsu, ogarniamy wszystko kasą z drukarek NBP, patrzymy jak kraj płonie, bo 330 posłów wybranych w wyborach powszechnych, równych, bezpośrednich, proporcjonalnych i tajnych jest zbyt upartych, by z raz obranej drogi się cofnąć albo zejść.

Więc oczywiście możemy spróbować odpalić te drukarki, ale nie czarujmy się, to będzie jak napompowanie konia wyścigowego dopalaczami. Przebiegnie jeszcze z pińcet metrów a potem się wypieprzy na pysk i nie wstanie, choćby świat płonął. Pieniądze z UE to jest zawsze oddech dla budżetu centralnego. Gdy tego oddechu zabraknie, budżet klęknie. Może się nie wywali, ale budżety samorządów, już dojechane na grubo Nowym Ładem, prawdopodobnie się załamią. Demografia w dupie, brakuje rąk do pracy, łatamy to pracownikami zagranicznymi, ale kraje ościenne też mają ograniczoną podaż siły roboczej, a i my nie jesteśmy krajem marzeń. Poza tym nie zapchamy wszystkich dziur, za 5-10 lat będziemy pewnie walczyć o wodę i o pielęgniarki, że tak sięgnę po przykład spod dużego palca.

Kasa z UE to nie są worki pieniędzy zrzucane z nieba tylko inwestycje. Krajowe i samorządowe. Nie ma możliwości, żebyśmy samodzielnie byli w stanie wykreować taki impuls, jaki dałyby nam pieniądze z KPO i budżetu unijnego. Zresztą znając tych cynicznych półanalfabetów polityczno-ekonomicznych, główny impuls byłby skierowany na rozdawnictwo a nie inwestycje, więc dodatkowo zwiększylibyśmy i tak rozbuchaną inflację. Która, gdybyście przegapili wiadomości, w styczniu wyniosła 9,2 proc. w ujęciu klasycznym, czyli rok do roku, i 1,9 proc. w stosunku do grudnia 2021.

Źródło: Bankier.pl na podstawie danych GUS

I powiem wam, że jeżeli wstrzymanie kasy z UE i rosnąca inflacja nie otrzeźwią tego narodu, to nic go nie ruszy. A jak go w końcu ruszy cena żywności i 500+ warte ledwo 300+, to pewnie będzie już za późno na cokolwiek.

Każdy kto ma mózg i minimum wiedzy ekonomicznej widzi, że bez kasy z UE czeka nas gruba nieprzyjemność. Partia też to wie, ale ważniejsze dla niej jest utrzymanie władzy niż dobro Polski. Dlatego z tego miejsca ponownie chciałbym pogratulować wszystkim wyborcom PiS. Well, kurwa, done.

No to trzymajcie się w tym kraju obniżonych wkrótce ratingów.

PS Cytaty z funkcjonariuszy partyjnych są prawdziwe, chociaż mogłem do każdego coś niewielkiego dopisać.

#thereisnofuckinggoodnews #mokratekturaigówno #zenRadek #ktocikurwaukradłniepodległość

No elo 98

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

To zacznijmy w starym/nowym miejscu.

Nie wiem, jaką pozycję w strukturach władzy zajmują popłuczyny po ugrupowaniu Gowina, którego nazwy już nikt nie pamięta, czyli republikanie, ale ich kierownik, niejaki Bielan Adam, dał ostatnio mocny głos. Nie śledzę jakoś przesadnie dokładnie wszystkich wypowiedzi członków Partii i ich satelitów, ale wydaje mi się, że Bielan do tej pory siedział raczej cicho, nie wychylał się, wziął sobie te stanowiska, co mu je Prezes dał w zamian za wbicie noża w plecy Gowina, i nie wadził nikomu. Ktoś słyszał ostatnio co mówią republikanie? No właśnie.

Jednak gdy już postanowił dać głos, dojebał po całości i przyciął tak po bandzie, że ja się zastanawiam, czy miniony mają już w dupie Prezesa i mówią co chcą (i, jak pokazuje porażka lex kapuś, głosują jak chcą), czy Kaczyński ich rękami odwala brudną robotę. Od dłuższego czasu nie mam Jarosława za genialnego stratega, raczej uznaję jego prawo do coraz liczniejszych błędów, opozycję ogrywa dlatego, że jej jakość pozostawia wiele do życzenia.

Kurde, przecież gdybym miał kawałek tych pieniędzy, które ma opozycja, nająłbym riserczera, jednego z talentem do składania słów, jednego czującego internet kreatywnego od obrazków i jednego od zakupu mediów, po czym w sieci ładowałbym Partię w usto bolesne codziennie. Ale tak mocno, że przez spuchnięte wargi i połamane zęby nie mogłaby mówić. No ale nie mam, dlatego rzeźbię w tym, co pozostaje do mojej dyspozycji.

Wróćmy do tematu. Głos dał Bielan. Na grubo.

Najpierw zagaił, że Komisja Europejska działa poza prawem nie wydając opinii do polskiego Krajowego Planu Odbudowy.

– Komisja – mówił – czas miała na to do 1 sierpnia 2021 roku. W sumie trzeba byłoby rozważyć zaskarżenie jej decyzji, ale przecież rząd jest zgodny, wyciąga rękę, dąży do porozumienia, a nie eskalacji problemu. Więc po co mówić takie rzeczy, że rząd chce niedobrze, jak chce dobrze. Dogadać się chcemy, ale z drugiej strony zbliżamy się do momentu, w którym trzeba będzie tę sprawę przesądzić i podjąć jakieś kroki prawne, no bo kurwa, kto to widział, żeby nam jakieś Komisje nasyłali i faktury sprawdzali. Kto, kurwa, tyle lat faktury trzyma. Dlatego jebać to, koniec marca tego roku to taki ostateczny moment, kiedy decyzja musi zapaść. W tę, albo wewtę, niech się KE zdecyduje, czy nam zatwierdza KPO, czy mamy iść się na KE skarżyć do TSUE

– Przecież nie może być tak, że my składamy swój plan, taki na szóstkę z plusem, a ktoś się wbija i mówi, że mamy się zobowiązać do przestrzegania praworządności i likwidacji Izby Dyscyplinarnej SN. Nikt nam nie będzie mówił, jak mamy rządzić, toż to do chuja niepodobne.

– Do chuja niepodobna jest też sytuacja, w której nie możemy korzystać ze środków, z tych miljordów euraczy, a jednocześnie je żyrujemy, żyrujemy kredyt, z którego te środki są wypłacane takim na przykład Niemcom, którzy są już przecież bogaci. Albo Holendrom, którzy też są bogaci. Belgom, którzy też są bogaci. No to jak to tak, że się innym wypłaca, a nas się prosi o jakieś dowody praworządności. To jest sytuacja nie do zaakceptowania.

– I w związku z tym będziemy musieli podjąć jakąś decyzję, ewentualnie nawet o wycofaniu się z europejskiego planu odbudowy.

Być może cytaty z wypowiedzi Bielana nie były do końca wierne. Może dodałem trochę od siebie. Ale ostatnie zdanie zacytowałem dosłownie. Niejaki Bielan głośno mówi o tym, że być może nawet wycofamy się z EPO.

I ja bym może nawet się ględzeniem jakiegoś typa się nie przejmował, ale po pierwsze on jest członkiem obozu rządzącego, a po drugie, podczas jakiejś sejmowej komisji do spraw UE, niejaki Kaleta Sebastian potwierdził słowa Bielana, że rząd rozważa wycofanie Polski z EPO.

I ja wiem, że zarówno Bielan, jak i Kaleta to figuranty zwykłe, które chuja mają do powiedzenia, ale niepokoi mnie to, że Kaczyński zamiast ściągnąć im smycz, warknąć ‚siad’ i doprowadzić stado do porządku, milczy. A przynajmniej ja nie słyszałem jakiegoś stanowczego dementi.

Ogólnie narracja antyunijna ma się w najlepsze, i jeżeli ktokolwiek z was wierzy PiSowi, że on w Unii chce pozostać aż do naturalnego zgonu nas albo jej, i nigdy w życiu z niej nie wyjdzie, to niech łaskawie wyjmie głowę z miejsca, w którym je trzyma, rozejrzy się, posłucha, poczyta i zacznie ogarniać, że nasza europejska przygoda może się skończyć szybciej, niż wam się wydaje.

Powtórzę po raz kolejny. W PiS wszystko, ale to absolutnie wszystko, podporządkowane jest utrzymaniu władzy. Jeżeli Prezes uzna, że jakaś, z pozoru irracjonalna dla nas decyzja, da mu dodatkowe trzy punkty procentowe, to on ją podejmie. Wyzbądźcie się złudzeń, że będzie inaczej. Partia nie cofnie się przed niczym, zrobi absolutnie wszystko, żeby utrzymać się przy paśniku, jestem w stanie się o to założyć z każdym.

A że wszystko rozłazi się coraz mocniej w szwach, spodziewajcie się w najbliższym czasie festiwalu głupich decyzji.

I planowałem tu zakończyć, ale nie mogę sobie darować, i nie wspomnieć o kolejnym, trudnym do przegapienia elemencie antyunijnej narracji, który ostatnio widać na każdym kroku. Mówię o procentach w żarówkach.

Nie wiem, jak jest gdzie indziej, ale cała Warszawa jest zajebana bilbordami z żarówką, z których wynika, że głównymi winnymi wysokich cen energii elektrycznej, są biurokraci z Brukseli, którym zawdzięczamy aż 60 proc. wartości prądu. Bo wiecie, te, no, opłaty klimatyczne, do których zmusza nas Unia. Na banerach świecących w internecie możemy przeczytać takie atrakcyjne hasło, jak „Polityka klimatyczna UE = Droga energia, wysokie ceny”. Idzie to również na dużą skalę w prasie codziennej, żeby suweren na pewno nie przegapił tego, kto jest winien jego nieszczęść.

Fot. wirtualnemedia.pl, które screen pożyczyły z Twittera (źródło nieznane)

„A skąd gruby wiesz, że tym razem też rząd nam Unię obrzydza” – słyszę, jak krzyczą niektórzy uważniejsi czytelnicy. Za kampanię odpowiadają „Polskie elektrownie”, jak sobie wejdziecie na ich stronę, to zobaczycie konkretne spółki: Tauron, Enea, PGE GiEK czy PGNiG Termika. Ja tam nie wiem, ale to chyba państwowe podmioty.

Oczywiście infografika jest uproszczeniem na granicy prostactwa, żarówka podzielona jest na dwa pola – 60 proc. winy Tuska i Unii, i 40 proc. szarej strefy. I to powinno wszystkim wystarczyć, to przez UE mniej pieniędzy zostaje w kieszeniach Polaków. I nieważne, że te procenty nie mają nic wspólnego z naszym rachunkiem tylko z KOSZTEM WYTWORZENIA energii. I w tym kontekście z takim podziałem procentowym zgadza się nawet Komisja Europejska. Bo faktycznie, koszty emisji CO2 stanowią 60 proc. PRODUKCJI energii. Ale produkcja to nie wszystkie składowe tego, co składa się na nasze OPŁATY NA RACHUNKU. Bo jak się policzy udział Unii w naszym rachunku, to jest to 20-25 proc.

Oczywiście „Polskie Elektrownie” rżną głupa i twierdzą, że to jest kampania edukacyjna skierowana nie do konsumentów, a do wytwórców energii. Bo ci oczywiście niczego nie wiedzą, i potrzebują dużych bilbordów w centrum miasta, żeby ogarnąć ten temat. Zaprawdę, nachalne są te kurwy i zuchwałe.

To oczywiście chujowe tłumaczenie, bo zanim Polskie Elektrownie rozpoczęły „kampanię edukacyjną”, rozesłały do swoich klientów info z inną żarówką, z której dowiadujemy się, że za 59 proc. naszych rachunków odpowiada „koszt uprawnień do emisji CO2, wynikający z Polityki Klimatycznej UE” a za 8 proc. „koszt obowiązków OZE i efektywności energetycznej, wynikające z Polityki Klimatycznej UE”. Więc jednak 60 proc. nie dotyczy KOSZTÓW WYTWARZANIA energii, tylko naszych comiesięcznych OPŁAT NA RACHUNKACH?

No mówię, nachalne. I zuchwałe. A wszystko winą Unii.

A teraz czekajcie, bo idzie samo gęste z dna tego sracza. Think tank Instrat przyjrzał się cenom prądu. No i okazało się, to co wszyscy wiemy – są nyeco za wysokie. Ale analitycy Instratu zerknęli głębiej i okazało się, że jest coś, czego opinia publiczna już nie wie. Otóż te podwyżki cen prądu, którymi tak ochoczo fundacja Polskie Elektrownie obarczyła UE, mogą wynikać z czegoś innego.

Widzicie, przeciętna polska elektrownia osiągnęła w grudniu 2021 marżę wynoszącą około 70 proc. kosztów wytwarzania. I w samym grudniu spółki energetyczne zarobiły cztery (słownie: 4) miliardy (słownie: dziewięć zer) złotych (słownie: śmieciowa waluta). Marże na wytwarzaniu prądu są najwyższe od lat. Zerknijcie na obrazek poniżej.

Pod koniec roku marże wynosiły około 350 zł/MWh. W 2018 roku było to 50 zł/MWh. Wtedy prezes Urzędu Regulacji Energetyki wszczął postępowanie w sprawie wysokich marż. Teraz martwa cisza, świerszcze grają. Wiecie dlaczego? Ja też tego nie wiem, ale mam podejrzenie. Z tych 4 miliardów w samym grudniu, spółki energetyczne odpalą dolę państwu w podatkach, akcyzie i w czym tam jeszcze. Im więcej wydoją spółki z obywatela, tym więcej doli dostanie państwo. Jednocześnie politycy mogą krzyczeć, że przez Tuska i Unię ta drożyzna, uruchomią jakieś pseudotarcze, które będą kosztować mniej, niż dostaną od spółek energetycznych, i tak to się toczy. Przy czym oczywiście to wyłącznie moja teoria i mogę się mylić.

Jednak jedno wiemy na pewno. Wiemy kto jest temu winien. To Tusk i Unia.

Powtórzę. Nachalne i zuchwałe.

A skoro zaczęliśmy od Bielana, to i Bielanem skończymy. Bo oprócz pierdolenia okrutnych farmazonów godzących w polską rację stanu, zdarza mu się palnąć tak bardziej do śmiechu. W ubiegły poniedziałek ‚Dziennik Telewizyjny TVP’ wyemitował krytyczny materiał o Nowym Ładzie, Morawieckim, odwołanym ministrze finansów Kościńskich. Wiadomo, że Kurski Morawieckiego nienawidzi, więc skorzystał z nadarzającej się okazji, żeby mu przylutować. Oczywiście nie ma się czym ekscytować, że w tym sraczu obsranym gównem trwają wewnętrzne walki frakcyjne, ale Bielan postanowił całość umaić i podsumować ją z batutą i z humorem.

Powiedział mianowicie taką rzecz:

– Mamy w Polsce wolne media. To, że TVP krytykuje rząd, to nie jest nic złego, niezdrowego. Wręcz przeciwnie. Minęły czasy, kiedy telewizja publiczna była kontrolowana przez byłego posła Juliusza Brauna i był zakaz mówienia czegokolwiek złego o ówcześnie rządzącym premierze Donaldzie Tusku.

Oddychacie z powrotem? To patrzcie teraz.

Braun był prezesem zarządu Telewizji w latach 2011-2015. W tym czasie nie zajmował się niczym innym, jak blokowaniem dostępu do anten stacji TVP politykom opozycji i tłumieniem krytyki Tuska. Fajna fucha, brałbym. Jak w praktyce wyglądało niedopuszczanie polityków PiS i Solidarnej Polski do głosu i blokowanie im krytyki Tuska? No kurde, gdyby tylko ludzka pamięć była tak dobra żeby sobie przypomnieć programy polityczne obsadzone wyłącznie przez polityków ówczesnego rządu, mielibyśmy dowód, że za PO nie było wolności słowa, Braun trzymał TVP pod butem (z takim nazwiskiem to wiadomo, że niczego innego nie umiał robić) i był zakaz mówienia czegokolwiek przez polityków opozycyjnych.

Gdyby tylko można to było jakoś gdzieś sprawdzić…

TVP publikuje na swoich stronach comiesięczne raporty, w których podlicza łączny czas antenowy przyznany przedstawicielom władz państwowych (rząd, prezydent), partii, związków zawodowych i związków pracodawców w programach ogólnopolskich TVP S.A w audycjach publicystycznych i informacyjnych.

Dane były i są przygotowywane pod względem formy na odpierdol (brak zbiorczych za cały rok, niektóre miesiące w xls, inne w pdf), ale są. Mamy lata 2008-09, potem przerwa do 2013 i od tamtej pory już w miarę ciągle.

No to załóżmy, że popatrzymy na rok 2013 i 2019. Lata wybrane spod przysłowiowego dużego palucha, w miarę wolnego czasu może przyjrzę się np. 2014 i 2020, ale na razie mam obrobione wstępnie tylko te.

W 2013 roku rządziło PO i PSL. W tym czasie PO dostało do dyspozycji 24 163 minuty czasu antenowego w TVP1, TVP2 i TVP Info, a PSL 7 004 minut. Razem 31 167

PiS kneblowano tak skutecznie, że dostali marne 7 188 minut, Solidarna Polska 2 305. Razem 9 493, chociaż nie pamiętam jak między nimi się wtedy układało i czy powinienem ich liczyć razem.

Tak czy inaczej, porównując tylko PiS i PO, ci pierwsi dostali 30 proc. tego, czym zadysponowali drudzy.

Teraz 2019. PO plus POKO – 2 771 minut. PSL (liczę z rozpędu, bo nie wiem, czy im ze sobą po drodze) – 4 104. Nawet jeżeli bym sumował (nie wiem dlaczego, ale niech będzie), to razem wychodzi 6 875 minut. Swoją drogą to niezłe kuriozum, że jakby nie było największa partia opozycyjna dostaje mniej niż PSL, które operuje na granicy wejścia do parlamentu. Tymczasem Solidarna Polska dostała 3 274 minuty a PiS 31 617.

W 2019 roku PO dostało ledwie 9 proc. czasu, jaki miał PiS.

Rzuciłem okiem na 2020, bo jest ładnie poukładany w pdfach. PiS – 31 266 minut, SP – 4 280, PO – 6 749 minut i PSL 3 213 minut. Przy sumowaniu PiS+SP vs PO+PSL (dalej nie wiem, dlaczego to robię, ale niech będzie) wychodzi 35 546 do 9 962 minut. Jest gorzej niż rok wcześniej, bo ci drudzy dysponowali tylko 28-oma proc. tego, co miała Partia i satelity. Porównanie PiS do PO już trochę łaskawsze dla tego drugiego, bo było to 22 proc. czasu, jakim dysponował PiS.

W tabelce wszystko widać.

Opracowanie własne na podstawie danych ze strony tvp.pl

Nie doliczyłem czasów komitetów wyborczych tych ugrupowań, bo tam była jeszcze większa przepaść. Oczywistą rzeczą jest, że Bielan kłamie. I ja rozumiem, że rolą polityka jest kłamać. Kłamać żeby dobrze zrobić swojemu ugrupowaniu. Kłamać, żeby zgnoić przeciwnika politycznego. Kłamać, żeby uwieść wyborców. Ale pamiętajmy wszyscy, żeby czasami zadać sobie odrobinę trudu i powiedzieć „taki chuj, tym razem sprawdzam”.

No to trzymajcie się w tym kraju, którego politycy chyba jednak nie chcą być w UE.

#thereisnofuckinggoodnews #mokratekturaigówno #zenRadek #miałemdociągnąćdosetki

To skomplikowane

Fot. Pexels

Trochę mnie nie było, ale wracam. O przyczynach rzeczy, które się wydarzyły, piszę poniżej.

Muszę wam coś opowiedzieć. To stara historia, jeszcze z początków kolejnictwa. Pozwoli wam zrozumieć, dlaczego moje pierwsze wejście na stronę i odpalenie na niej Patronite wyglądało, jakbym was oszukał, albo co najmniej naciągnął. Ale zanim wam coś opowiem, chcę przeprosić.

Przepraszam.

Przepraszam za Patronite, które uruchomiłem chwilę po tym, jak ruszyłem ze swoją stroną. Dla tych, którzy nie wiedzą – Patronite umożliwia comiesięczne wsparcie ulubionego twórcy określoną kwotą. Autor ustawia progi, w których oferuje jakieś bonusy, czytelnik wybiera za ile chce wesprzeć i wspiera tyle czasu, ile uważa za stosowne. No i z tymi progami i obietnicami to była pułapka.

Dużo rzeczy obiecałem, ledwie kilka dowiozłem, większości nie. Patronite był zaciągniętym w stosunku do patronów zobowiązaniem, bo wierzyłem, że jak zaciągnę zobowiązanie, to zrobię wszystko, żeby dostarczyć, dzięki czemu coś we mnie zaskoczy i znowu będę działać tak, jak działałem wcześniej., zanim straciłem pracę i usiadłem w fotelu. Oczywiście nie udało się, bo i się udać nie mogło.

Widzicie, ja wtedy nie wiedziałem kompletnie niczego o depresji, nerwicy lękowej, o przyczynach ośmiu godzin stuporu w fotelu i powoli rosnących trudnościach w codziennych czynnościach, których wykonywanie normalnie odbywa się w tle, a wtedy było dla mnie niczym przyniesienie mamuta na kolację. Nie wiedziałem, że moim czynnikiem formującym i nadającym sens życiu był mój pracoholizm, i jak zabrakło pracy, to ten sens straciłem. W krótkim czasie znalazłem się w takim stanie, że zalepienie dziury w ścianie, zatarcie jej papierem i wkręcenie wieszaka to było coś, co musiałem robić na cztery rzuty, przez miesiąc, i chyba nawet raz się w trakcie pracy rozpłakałem.

Zresztą wtedy wielokrotnie miałem łzy w oczach, bo z jakiegoś powodu wszystko mnie wzruszało. To znaczy smuciło, ale myślałem, że wzrusza, chociaż było to bardzo zaskakujące, bo mnie przecież do tej pory wzruszał Helikopter w ogniu, Kompania Braci, Tak tu cicho o zmierzchu i Biały Bim Czarne Ucho.

Gdybym tylko wtedy wiedział to, co wiem teraz. No ale nie wiedziałem, więc moja szarża z motyką na słońce była wzruszająca i straceńcza.

Zresztą nie mogła być inna, gdy za długofalowe zobowiązanie w stosunku do ludzi, których zna, lubi, kocha, szanuje, bierze się człowiek nic nie wiedzący o depresji, nerwicy lękowej i powodach codziennego ośmiogodzinnego stuporu w fotelu. On myśli, że mu się uda. A uda mu się na pewno, bo nie chce ich zawieść. Niestety, to ja byłem tym człowiekiem, i to ja nie wiedziałem w jak chujowym stanie psychicznym się znajduję.

I oczywiście zawodziłem, bo wyjście do kina to była wyprawa na drugi kraniec Ziemi, przesłuchanie audiobooka sprawiało mi ogromną trudność z powodu niemożności skoncentrowania się na najprostszych rzeczach, lektura to była abstrakcja, bo wieczorem nie pamiętałem, co przeczytałem rano. A pisanie stało się tak przyjemne, jak wkładanie ręki w młockarnię i tak proste, jak zimowe wejście na K2.

Z czasem robiłem coraz mniej rzeczy, do których się zobowiązałem, patronów ubywało a ja czułem coraz większą ulgę, bo zawodziłem coraz mniej osób. Widzicie jaka żelazna logika mi towarzyszyła?

Ludzie zwracali mi uwagę, że nie dowożę, ja czułem się, jakby mi ktoś kiepował fajka na czole, ale słuszne pretensje w końcu milkły, zaś ja mogłem poczuć się ciut lepiej, bo ubyło kilku kolejnych patronów.

Oczywiście pielęgnowany starannie wizerunek twardego Hłaski nie pozwalał mi się przyznać do słabości ani przed samym sobą (to było trudne), ani tym bardziej przed ludźmi (to było zaiste wzruszające), dlatego próby wysłania mnie na terapię podejmowane przez najbliższych, natrafiały na ścianę niezrozumienia i opór. „No co ty, przecież na terapię chodzą psychicznie chorzy, mi nic nie dolega” – taki byłem twardy. A nie da się przecież zmusić człowieka, żeby sam sobie pomógł, jak tego nie chce.

Na szczęście są w moim życiu dwie zawzięte kobiety, których upór miał w przyszłości przynieść efekty w postaci leczenia farmakologicznego i terapii. Dziękuję im, bo bez ich ciężkiej pracy nade mną, dalej siedziałbym 8 godzin dziennie w fotelu. A właściwie, to jak sobie teraz myślę, to pewnie by mnie nie było.

Mamo, Marysiu, nie ma słów, które oddałyby moją wdzięczność za wszystko, co dla mnie zrobiłyście.

Na razie jednak mamy 2016 rok i nic ze sobą nie robię. W 2017 też nie. I nawet nie chodzi o to, że nie dawałem rady pisać. Dawałem. Tylko każdy tekst musiałem z siebie wypruwać po kawałku i coś, co teraz zajmuje mi godzinę w ramach przerwy regeneracyjnej po obiedzie, wtedy było kilkudniowym wysiłkiem, który nie sprawiał mi żadnej przyjemności. Zresztą wtedy wszystko smakowało jak wiór posypany popiołem.

I tak to trwało. Wstyd mi było wracać na stronę, bo trzeba byłoby się skonfrontować z tamtą rzeczywistością i opowiedzieć ludziom to, co teraz czytacie. Nie byłem na to gotów, terapia była w toku, rany jeszcze się nie zagoiły, wyrzuty sumienia rozpieprzały mnie na kawałki, potęgując poczucie słabości i bycia gównem.

Za to na Fejsie, gdzie się coraz bardziej przenosiłem, było całkiem spoko, status wrzuca się szybciej i wygodniej niż tekst na stronę. Gratyfikacja lajeczkowa jest większa, dyskusja żywsza, popularność rośnie szybciej, a ja wtedy potrzebowałem oznak sympatii. O rany, jak bardzo potrzebowałem, żeby pomimo gigantycznego fakapu ludzie mnie lubili.

Same plusy, które dopóki byłem pikocelebrytą buszującym w mateczniku najniższej oglądalności, nie przesłaniały minusów. A na nie składały się na przykład obraźliwe wiadomości prywatne w folderze Inne (dzięki nim zacząłem do niego regularnie zaglądać, dzięki czemu nie przegapiłem kilku ważnych informacji, dzięki hejterzy!). Konieczność banowania wyjątkowo chamskich palantów. Pierdolnik w sekcji komentarzy. No i oczywiście zgłaszanie moich tekstów jako nękanie.

Nie wiem, jak to działa i czy jak jeszcze kilka razy mnie podpierdolą na Fejsie, to mogę stracić konto (ban mnie nie boli, tydzień wolnego od sociali to prezent od losu), ale wolę tego nie sprawdzać. Dlatego wracam na stronę i to tutaj będę kontynuował swój cykl ‚No elo’, i może pisał trochę innych rzeczy. Ale raczej szykujcie się na politykę.

Mam nadzieję, że chociaż trochę zaskoczę wszystkich, którzy na mnie tutaj, bez wiary w mój powrót, czekają. Z czasem trochę podpimpuję stronę, dodam może bajery wymagane aktualnymi wymaganiami wyszukiwarek, odkurzę Patronite, żeby każdy kto jednak chce mi dać piątaka, mógł to zrobić. A przede wszystkim będę mógł sobie znowu dłubać w miejscu, w którym nikt mi anonimowo nie odbierze wolności publikowania tekstów, które mu nie pasują.

Nie piszę po to, żeby było miło.

Po raz kolejny witam się z państwem.

PS Przepraszam za ten landszaft, ale wszyscy mówią, że dodanie zdjęcia jest zalecane, bo polepsza wasze doznania, to co się będę kłócił. Chciałem natomiast uniknąć fotek ludzi z twarzami przeoranymi bólem, trzymających się za głowy. No nie.

Z kamerą wśród zwierząt 14

Niektórzy się cieszą, że wróciłem do pisania, inni się martwią, że znowu te gówniane tematy polityczne. Spieszę donieść, że niedługo zacznę zapodawać inne treści.

A tymczasem przechodzimy do podsumowania tygodnia, czy nawet dwóch, bo tydzień temu nie pisałem, z powodów, o których opowiem w następnym tekście.


Jest sobie spółka PFR Nieruchomości. I ona, ta spółka, jest odpowiedzialna za rozwój programu Mieszkanie Plus. Złego słowa o samym pomyśle nie powiem, bo wierzę w to, że mieszkanie nie musi być wcale kupowane na wolnym rynku za chore pieniądze, tylko przekazane lokatorowi przez państwo najpierw na wynajem, a potem na własność.

Program wystartował w 2016 roku, jeszcze Szydło Beata go ogłaszała. W ramach programu miały powstać tysiące mieszkań. Dwa lata później, Prezes dał głos i w swoim liście do poddanych napisał “W ramach programu „Mieszkanie Plus” chcielibyśmy wybudować w najbliższych latach od 2,5 do 3 mln tanich mieszkań. To śmiały cel, ale wykonalny”.

Nawet sam premier aktualny obiecywał, że do końca 2019 roku w budowie będzie 100 tys. mieszkań.

Dotychczas do użytku oddano niecały tysiąc mieszkań, kolejne półtora tysiąca w budowie. Gdyby miało się potwierdzić to, co obiecał Prezes, to zakładając stuprocentowe przyspieszenie tempa budowy, tymi milionami mieszkań będziemy cieszyć się w roku 5769. Ja nie doczekam, ale cieszę się szczęściem przyszłych pokoleń.


Skoro jesteśmy przy bombastycznych obietnicach, to co prawda dalej nie ma miliona aut elektrycznych, ale za to prąd elektryczny wkrótce bardzo podrożeje.


Wkrótce minister, Woś Michał, jechał 180 km/h. Właściwie to nawet nie jechał, ale był wieziony. Wnioskując z jego słów, to nawet nie tyle wieziony, co więziony i uprowadzony. Bo widzicie, on krzyczał do kierowcy, żeby tamten zwolnił, bo wkrótce minister Woś nie lubi szybkiej jazdy, ale kierowca nie zwolnił i jest przypał, bo 180 km/h na drodze gdzie jest ograniczenie do 90 km/h jest delikatną przesadą. No i ta jazda po buspasie. Ale to wszystko wina kierowcy.

Dlatego pamiętajcie, jak was ktoś złapie za rękę, to najgłośniej ze wszystkich krzyczcie, że to nie wasza ręka. I będzie dobrze.


Z dobrych wiadomości: po upływie pół roku od premiery “Tylko nie mów nikomu”, w sprawach poruszanych w filmie, w tym kraju nie zmieniło się absolutnie nic. Nawet nowelizację Kodeksu Karnego magister Ziobro zjebał. Na wschodzie bez zmian.


W 2017 roku narodowcy zrobili sobie manifkę, podczas której na szubienicach powiesili zdjęcia z wizerunkami europosłów PO głosujących za rezolucją PE, dotyczącą praworządności w Polsce. Ktoś tam gdzieś nieśmiało robił czynności, ale bez przesady, nie będziemy przecież szkalować i karać naszych sojuszników w walce z opozycją. Dlatego karykatur…, przepraszam, prokuratura w Katowicach umorzyła sprawę. I żeby było jeszcze weselej, nie zrobił tego prokurator prowadzący sprawę, tylko zastępczyni szefa katowickiej okręgówki.

Widzicie, wieszanie zdjęć na szubienicach nie jest przestępstwem związanym z groźbą przemocy. Oczywiście wyłącznie, jeżeli dotyczy wieszania zdjęć przeciwników politycznych obecnej władzy.

Jak widzę zasztyletowanie człowieka na scenie, nie dało władzy do myślenia.


Kręci się inba związana z anulowaniem, czy tam powtórzeniem głosowania. Dowody są niepodważalne, więc nikt się tą sprawą nie zajmie na poważnie, opozycja się pruje, ale nic to nie da przecież. Cztery lata temu pewnie byśmy się wkurwiali, może nawet poszlibyśmy manifestować pod Sejm. Przez ostatnie cztery lata nauczyliśmy się jednak, że nasze protesty mają skuteczność brzozowej witki w starciu z wkurwionym misiem grizzly, więc po występie marszałkowej Witek Elżbiety, tylko wzruszyliśmy ramionami i wróciliśmy do swoich zajęć.


A skoro jesteśmy przy protestach. W końcu władza pogodziła Polaków, wybierając do Trybunału Konstytucyjnego trzech nowych sędziów. Ludzi o nieposzlakowanej opinii, kryształowo uczciwych intelektualistów, tuzów sędziowskich, krem a’la krem prawniczego świata. Są to: Krystyna Pawłowicz, Stanisław Piotrowicz i Jakub Stelina, i doceńcie, że powstrzymałem się od prostego dowcipu związanego z nazwiskiem pana Jakuba.

Piotrowicz z Pawłowicz nie mają co prawda nieskazitelnego charakteru, są aroganckimi chamami, nie są apolityczni, a wręcz przeciwnie, a wreszcie nie spełniają kryterium wiekowego, bo są za starzy, ale z jakiegoś powodu się do TK nadają. Tak musi być.


Natomiast śmiech pusty mnie ogarnia na myśl o tym, że przysięgę od tych sędziów będzie odbierał Duda Andrzej. Pamiętacie jak podczas zaprzysiężenia nowego parlamentu mówił o pojednaniu, powściągnięciu języka, utrzymaniu kultury i odrzucenie sporów? Pisałem o tym krótko poprzednim razem. I teraz taka gruba nieprzyjemność się przydarza, że na apolitycznych sędziów TK, pan prezydent Andrzej będzie zaprzysięgał polityków bryzgających nienawiścią do wszystkiego, co żywe. Jeżeli to nie jest najśmieszniejszy dowcip świata, to sam nie wiem, co nim jest.


Szef banku Pekao SA, niejaki Krupiński Michał, w którymś z wywiadów powiedział, że nie jest bankierem PiS, i że nie lubi tego określenia. Ktoś kiedyś powiedział, że nie będzie notariuszem rządu. Teraz też pewnie nie lubi tego określenia.


Nasza nowa Milicja Obywatelska notuje nieustające pasmo sukcesów. W Koninie niedouczony funkcjonariusz zastrzelił 21-latka, we Włocławku dwóch, ponoć doświadczonych milicjantów, nagrało komórką półnagą kobietę, która wspinała się po kratach komendy, natomiast w Sitnie (lubelskie) przeszli samych siebie. Otóż uwagę funkcjonariuszy przykuł kierowca, który chyba jechał zbyt ekscentrycznie jak na godzinę 9:00. Gdy próbowali go zatrzymać, spierdolił im na teren swojej prywatnej posesji. Zatrzymali go w końcu i wydmuchał 2,5 promila, samochód prowadził pomimo zakazu prowadzenia pojazdów, a bryczka nie ma aktualnych badań technicznych.

Co w tej sytuacji robi polska milicja? Puszcza typa. Gość oddaje kluczyki członkowi rodziny i obiecuje, że nie wsiądzie do auta. Kilka godzin później rozjeżdża czy też potrąca dwóch pieszych i ucieka z miejsca wypadku. Po zatrzymaniu wydmuchuje 3 promile.

Oficer prasowa KMP w Białej Podlaskiej przekonuje, że milicja działała zgodnie z obowiązującymi przepisami. Czyli pamiętajcie, jeżeli już uciekniecie funkcjonariuszom na swoje podwórko, chuja wam mogą zrobić. Aautomatycznie otrzymujecie kartę wyjścia z więzienia. Chciałbym dać coś optymistycznego na koniec, ale mogę tylko zacytować Angry Boba z filmu Hardware:

As for the good news – There is no fucking good news!

Z kamerą wśród zwierząt 13

Dzień dobry po długiej przerwie. Powiem wam, że jedną z najgorszych rzeczy, jaką może człowiek sobie zrobić, jest autocenzura. Następnym razem bardzo poważnie się zastanowię, gdy ktoś będzie mi sugerował, że niby wicie-rozumicie, po co takie rzeczy pisać? Bo chyba za stary jestem na takie gówno.


Niejaki Karczewski Stanisław, najpierw przekonywał, że nie wiadomo, czy na pierwszym posiedzeniu Senatu uda się wybrać nowego marszałka. Nie zaprzeczał też, że rozmowy z senatorami opozycji na temat przejścia na stronę lepszej zmiany trwają i trwać będą. Gdy podczas głosowania odbył się lekki wpierdol i PiS marszałka stracił na rzecz Tomasza Grodzkiego, nasz złotousty, już były marszałek, stwierdził że on to w ogóle puszcza w niepamięć ostatnie cztery lata pałowania opozycji i, tutaj cytuję dosłownie, ma nadzieję na współpracę na rzecz rozwiązywania problemów Polek i Polaków. Senat nie może być areną walk partyjnych. Potrzebny jest dialog. Lekarzowi z lekarzem, chirurgowi z chirurgiem, będzie łatwiej o porozumienie. Damy radę.

W zasadzie jedyne co mi przychodzi do głowy, to cytat ze Szwejka, ten o nachalnych kurwach. I zuchwałych.


Lidia “Niezależna” Staroń bardzo starała się uzasadnić swoje wstrzymanie się od głosu w głosowaniu na marszałka. Ona co prawda nie miała nic przeciwko kandydaturze Grodzkiego, ale jest istotą wrażliwą, i jak sama się wyraziła, nie dla niej polityczne gry. I wstrzymała się, bo chce pozostać niezależna. Gdyż jej partią są ludzie.

No, a jej hasłem niech zgoda i współpraca będzie. Po co tacy ludzie się pchają do polityki, skoro nie dla nich gry? Może to było takie wystawienie się na licytację, i kto da więcej, ten weźmie panią senatorkę niezależną?


Macierewicz Antoni, marszałek senior, na posiedzeniu inaugurującym nową kadencję, mówił rzeczy. Oczywiście dokładnie takie, o jakie prosił Karczewski, czyli o współpracy i o tym, żeby Sejm nie był areną walk politycznych.

Mogliśmy więc usłyszeć stonowane wypowiedzi o odpowiedzialności za ostateczne uporanie się z ciemną spuścizną komunizmu, spadającej na posłanki i posłów. Było o tym, że bez względu na różnice, wszystkich nas MUSI łączyć miłość do ojczyzny i wola potępienia zbrodni przeciwko narodowi. Nie, że może czy coś takiego. JEST MUS, ROBAKI!.

Było też o tym, że zdecydowana większość Polaków chce jedności opartej na wartościach narodowych i chrześcijańskich. Wspomniał też o tym, że wszyscy doskonale wiemy, jakie decyzje budują niepodległość, a jakie prowadzą na manowce. Wiemy też, jaką cenę płacimy za porozumienia Okrągłego Stołu i jak wygląda kolejna faza postmarksistowskiego ataku oraz dokąd prowadzi ideologia gender. Nie mogło zabraknąć wtrętu o Smoleńsku, ale ostrożnie, bo przecież komisja do tej pory nic nie pokazała, i jak się w końcu ktoś każe z tej szopki rozliczyć, to będzie gruby przypał. Oczywiście nie mogło obyć się bez opowieści z mchu i paproci o zagrożeniach zewnętrznych.

Bardzo dobre przemówienie, które emanowało wolą konsensusu i porozumienia. Słuchałem i szlochałem ze wzruszenia, zwłaszcza przy kawałku o tym, że musimy zbudować silne państwo narodowe z jasną hierarchią wartości odróżniającą patriotyzm od zdrady, dobro od zła, cywilizację życia od cywilizacji śmierci.


Urzędujący prezydent Duda, który szykuje się do kampanii wyborczej, i przemawiając wcześniej, tak wyciągał rękę na zgodę, że bałem się, że mu wypadnie z barku, minę w trakcie przemowy seniora miał nietęgą.

On tu chce być poważnym kandydatem centrowym, może z lekkim odchyleniem konserwatywnym, mówi o Polsce w sercu, porozumieniu, wspólnym zdaniu i języku szacunku, a tu wchodzi Antoni, cały na biało, i rozpierdala mu w drebiezgi całą narrację. W zasadzie prezydencka mina mówiła “Andrzej, kogoś ty mianował seniorem, nie lepiej było faktycznie wybrać najstarszą posłankę, tę Śledzińską, czy tam Katarasińską, fakt, jest z Peło, ale może by tak przynajmniej nie majaczyła”.


JKM tak się zmęczył tymi przemówieniami, że się zdrzemnął. Znowu, bo już wcześniej drzemał w Parlamencie Europejskim, z którego brał pieniądze, rozpracowując go w ten sposób od wewnątrz. Na moje, pan Janusz powinien sobie sprawdzić cukier.


Z ławy sejmowej położonej obok, na śpiącego zerkał łakomie niejaki Tarczyński Dominik. Człowiek prosty, na dodatek porywczego charakteru, obiecał kiedyś, że pan Janusz dostanie od niego wpierdol przy pierwszej okazji. Wpierdolu nie było, więc może o coś innego chodziło Dominikowi, gdy pisał tweeta następującego:

„W imieniu tysięcy wyborców którzy oddali na mnie głos, wypłacę w Sejmie temu szaleńcowi sprawiedliwość zgodnie z kodeksem honorowym. Przy pierwszym spotkaniu”.

Macie jakieś pomysły? Co tam u Boziewicza stoi, bo mój egzemplarz aktualnie w drugim mieszkaniu?


Grejt sakses polskiego rządu, który zrobił wszystko, żebyśmy latali do USA bez wiz. Pierwszy Polak, który poleciał do USA bez wizy, zasłużył sobie na materiał w telewizorze publicznym, gdyż na zamorskiej ziemi Franklina i Washingtona, spotkało go ciepłe przyjęcie. Urzędnicy imigracyjni mu gratulowali, piątkę zbił z nim Marcin Gortat.

Chwilę potem okazało się, że podróżnik akurat przelatywał z tragarzami i zupełny przypadkiem jest to, że ów podróżnik, niejaki Bakalarski Marcin, jest pracownikiem TVP. Która to zresztą telewizja publiczna, jako dobra firma, kupiła mu bilet do tych Stanów. Naprawdę, w tym kraju z uniesień pozostało mi tylko lekkie uniesienie brwi, a ze wzruszeń, wzruszenie ramionami.


Na koniec dobra wiadomość. Akcyza na wódkę, browara i szlugi miała wzrosnąć o 3 proc. Zamiast tego od stycznia wzrośnie o 10 proc. Więc wydaje mi się, że to dobry pomysł, środki uzyskane z tego wzrostu od razu będzie można przesunąć na służby celne i policję. Bardzo dobry ruch, bo przecież to oczywiste, że żadnego przemytu artykułów pierwszej potrzeby w tym kraju nie ma, nie było, i nigdy nie będzie.


Aha, bym zapomniał. Episkopat jest, jak zwykle, rozczarowany wszystkim i wszystkimi.


Do zobaczenia następnym razem.

KK(K) took my baby away

Tematów związanych z religią strzegę się niczym głodu, wojny, śmierci i morowego powietrza. Trzeba się uzbroić w bardzo dużo cierpliwości i mocne szkło powiększające, żeby znaleźć jakiś mój komentarz do spraw związanych z religią, a właściwie w naszym kraju, bardziej z kościołem katolickim.

Nie robię tego z przyczyn oczywistych – jak dochodzi do rozmowy na uczucia i przekonania, a nie na argumenty, wszyscy się pałują ze wszystkich sił, potem się na siebie obrażają, a jednocześnie wszystkim się wydaje, że taką dyskusję wygrali, co jest trochę krępujące, zwłaszcza dla obserwatora postronnego.

[tutaj był długi kawałek tekstu o KK, ale go wywaliłem, żeby nie jątrzyć]

Mam taką śmiałą propozycję. Dla wszystkich, którzy są wkurwieni tym, co się aktualnie w KK dzieje. I którym ciągle jakoś z tym dziwnym, spotworniałym kościołem po drodze. Pewnie po drodze do zbawienia, ale jak ma mnie takie coś zbawiać, to ja stanę z boku i sobie zapalę.

Skoro was tak uwiera krzywda ludzka, i tak bardzo bolą postępki kleru, przestańcie chodzić co niedziela na mszę. Przestańcie chrzcić dzieci. Przestańcie puszczać je na religię. Nie posyłajcie do pierwszej (ani żadnej następnej) komunii. Ani do bierzmowania. Nie bierzcie ślubów kościelnych. A jak już się w kościele znajdziecie, to zwalczcie w sobie szlachetny odruch dania na tacę.

I, co najważniejsze, przestańcie się przejmować tym, co ludzie powiedzą. Nic nie powiedzą. Albo pogadają chwilę i się znudzą, bo szybko znajdą sobie nowy temat do kręcenia skandaliku.

Popatrzcie jak to zrobiła moja narzeczona. Przez 6 lat, więcej czasu spędzała w kościele i na Oazie, niż w domu rodzinnym. Ale jak ją KK wkurwił, to się nie oglądała na innych, tylko poszła sobie poszukać Boga poza murami tej instytucji. I szczęśliwie go sobie znajduje gdzie indziej. Przy okazji, i mówię wam to w tajemnicy, jest groupie Ducha Świętego, którego uważa za bardzo spoko byt.

Ja w sobie nigdy nie miałem jakiejś wielkiej duchowości. Znaczy za dzieciaka czegoś tam szukałem, ale sytuacja była specyficzna, czasy nieciekawe, byłem w KK undercover, ale szybko mi przeszło i przestałem być jakkolwiek. Ostatni kontakt z tą instytucją miałem gdzieś tak w okolicy 3 klasy ogólniaka, potem sobie wymaszerowałem stamtąd i od 30 lat mnie tam nie ciągnie. Zbawienia nie szukam, w bogów nie wierzę, jak jacyś wierzą we mnie – dobrze dla nich, mi to nie robi. Powiedziałbym wam gdzie mam uwagi ludzi o mnie, związane z tym tematem, ale nie powiem, bo to kulturalny wpis.

Mogę też przytoczyć i przedstawić przykłady oraz świadectwa wcale licznych znajomych, którzy chodzili do kościoła, bywali regularnie, pochajtali się prawilnie a potem przyjrzeli się tej instytucji i stwierdzili „o ja pierdolę, byłem ślepy, a teraz widzę”. I zostali na przykład pastafarianami. Ramen. I nic się nie stało, Ziemia dalej krąży dokoła Słońca, dzieci się rodzą, starcy umierają, zmęczone kobiety stoją w kolejkach po mięso a ich mężowie piją browara z sąsiadem pod śmietnikiem.

Więc wiecie, z tym ludzkim gadaniem to jest zwyczajnie przereklamowany temat. Nie chodzimy do kościoła, a jest nas wcale spora grupa, i jakoś żyjemy. Dzieciaci nie puszczają swoich dzieci do kościoła, i jakoś żyją. Naprawdę, ja bym nie wyolbrzymiał. Można śmiało przestać przykładać rękę do działań tej organizacji i nie czuć się z tego powodu winnym. Trzeba tylko zatrzymać się na chwilę i odpowiedzieć sobie na jedno ważne, zajebiście ważne pytanie: czy chcę być w takim kościele?

A potem przestać być.

Oink oink oink

Nie że jakoś kocham dziki miłością szaloną, ale pomysł wystrzelania 210 tys. sztuk wydał mi się nieco ekscentryczny. Zwłaszcza, że PZŁ ocenia populację dzików na 215 tysi, co oznacza, że to nie polowanie, nie obława, nie łów, lecz planowe niszczenie gatunku.
 
Co się w sumie zgadza, gdyż tęgie umysły z ministerstwa tego i owego wykombinowały, że jak się odjebie większość dzików w Polsce, świnie przestaną zapadać na ASF, czyli afrykański pomór świń. No dobra, ale co właściwie mają wspólnego dziki z zapadaniem świń na African Swine Fever?
 
W sumie nie zdziwiłem się bardzo, że elementem wspólnym dla chorych dzików i chorych świń jest wyłącznie człowiek. I to właśnie przez totalną wyjebkę polskich hodowców i polskich celników, głowę dadzą polskie dziki. Sprawa mianowicie wygląda tak.
 
Za ochronę hodowli przed pomorem odpowiada właściciel gospodarstwa i głównie od niego zależy, czy będzie miał problem i zacznie krzyczeć „wybić te kurwy zębate, dziki”, czy problemu mieć nie będzie. Za rozwlekanie wirusa na duże odległości odpowiadają ludzie nie dziki. I ogólnie, jako gatunek, dajemy dupy tak, że strach.
 
Hodowca/rolnik może ochronić swoje stado, stosując się do zasad ochrony przed ASF. Konieczne jest przestrzeganie bioasekuracji, i ja wam szybciutko wymienię niektóre z zaleceń.
 
Można zabezpieczyć gospodarstwo świniowe podwójnym ogrodzeniem, na podmurówce, minimum 1,5 metra wysokości. Trzeba ograniczyć możliwość wchodzenia na fermę. Wchodzący powinni umówić się wcześniej, wziąć prysznic, ubrać się w ubranie z fermy, zaparkować w odpowiednim miejscu i unikać bezpośredniego kontaktu ze świniami.
Trzeba wprowadzić program zwalczania gryzoni i zabezpieczyć tak zwaną szczuroszczelność, czyli tak wykończyć i przystosować budynki fermy, żeby gryzonie nie miały jak wejść. Okresowa dezynsekcja. Zabezpieczenie budynku przed dostępem zwierząt domowych. Utrzymywanie świń w pomieszczeniach zamkniętych. Prowadzenie rejestru samochodów do transportu świń wjeżdżających na teren gospodarstwa. Prowadzenie rejestru wejść osób do pomieszczeń ze zwierzętami. Jednym słowem dużo zawracania dupy.
 
No i takie drobiazgi jak wdrożenie programu czyszczenia i dezynfekcji pomieszczeń gospodarczych oraz sprzętu mającego kontakt ze zwierzętami. Na koniec wreszcie trzeba czyścić ubranie i gumiaki, w którym się wchodzi na fermę. A najlepiej to się przebrać, o czym wspomniałem wcześniej.
 
Widzicie ile tego? Sporo. A wiecie, z czym te wszystkie czynności się wiążą? Z kosztami. A przecież rolnicy i hodowcy u nas biedni, ledwo wiążą koniec z końcem, szczawiu jeno skubną, wodą źródlaną popiją, na przednówku łobodę jedzą. No to skąd oni mają brać pinionc na takie inwestycje?
 
Zresztą, kto zechce w tym kraju popełnić polityczne samobójstwo i powie rolnikom i hodowcom, żeby sami się zabezpieczyli przed ASF? Cimoszewicz powiedział, zgodnie zresztą z prawdą, że przed skutkami powodzi rolnicy powinni się ubezpieczyć, i co go spotkało? No, ja pamiętam, a wy poczytajcie.
 
Wspomniałem też o celnikach, którzy pozwalają wwozić trefną trzodę z Ukrainy czy z Rosji. No i co teraz? Ktoś ma stać nad nimi i pilnować, żeby nie wpuszczali? Przecież to kosztuje. A skąd na to brać?
 
Więc łatwiej odjebać prawie całe pogłowie dzików.
 
Warto tutaj wspomnieć słowa ministra środowiska, który powiedział, że PZŁ chuja wie, że on nie wierzy w liczenia dzików odbywające się w Polsce, i że dzików może być od 200 do nawet 500 tys.
 
Ja bez kozery powiem milion dwieście, bo mi tak wyszło z estymacji. Kiedyś na Białołęce widziałem 20 dzików na 50 metrach kwadratowych, poodliczałem różne tereny zielone, rzeki, stawy i jeziore, pomnożyłem, podzieliłem, i wyszło mi, że w kraju mamy 1 247 552 dziki. Moja liczba jest lepsza, bo dokładna a nie jakoś brzydko zaokrąglona.
 
Minister powiedział też, że sama bioasekuracja nie wystarczy, i że wirusa należy eliminować z przyrody.
 
No to ja życzę powodzenia. I pozwólcie, że zacytuję tutaj profesora doktora habilitowanego Zygmunta Pejsaka, który o takie rzeczy wypisuje w internetach:
Wirus ASF jest wyjątkowo oporny na działanie czynników środowiskowych i ma następującą przeżywalność:
 
w glebie zanieczyszczonej zakażoną krwią (a tego będzie na megatony) – kilka miesięcy
w śledzionie zakopanej w ziemi – 280 dni
w kojcach, w których przebywały świnie – 4 miesiące
we krwi w 4 stopniach C – do 18 miesięcy
wirus wytrzymuje przedział pH – od 4 do 13, co oznacza od dołu piwo, ale od góry już wodorotlenek sodu. Jasne, przeżywalność liczy się w minutach, ale jednak
w wędlinach dojrzewających – 300 dni
w mięsie zamrożonym – do 15 lat
W zasadzie, żeby tego gnoja zabić, trzeba przez minutę gotować mięso w temperaturze 80 stopni. Odporna, zjadliwa menda.
 
Oszczędzę wam opisu procedur dezynfekcyjnych po zakażonych sztukach, ale w grę wchodzi podchloryn sodu i wapnia, soda kaustyczna, kwas solny czy pary formaldehydu. Wiara w to, że myśliwi nie rozwleką wirusa jeszcze bardziej jakoś nie ma do mnie przystępu.
 
Właśnie, skoro jesteśmy przy myśliwych. Pomimo tego, że za loszkę państwo płaci 650 ziko brutto a za pozostałe sztuki 300, podobno łowcy wielcy koronni wcale nie palą się do tej masowej egzekucji, gdyż strzelanie do ciężarnych loszek uznają za pierdolone barbarzyństwo.
 
PZŁ twierdzi, że wszystko idzie zgodnie z planem, realizowane są plany łowieckie, masowy odstrzał nie zagraża pogłowiu dzików, bo one się mnożą jak króliki, i że cel przewidujący ograniczenie populacji dzika do poziomu 0,1 osobnika/km2 jest realizowany bez przeszkód. Jednym słowem tip-top.
 
Czytałem różne opinie, jedni twierdzą, że zniesienie ograniczeń sezonowych i zezwolenie na wykorzystanie noktowizji w polowaniach to przejaw kompletnego zbydlęcenia ludzi z ministerstwa. Drudzy mówią, że tylko nokto i miotacze ognia zatrzymają triumfalny pochód ASF nad Atlantyk. Banda stetryczałych profesorów i doktorów, co to w życiu w lesie ze sztucerem nie była twierdzi, że możemy strzelać do usranej śmierci i nic to nie da bez bioasekuracji. Możemy poczytać raport NIK, gdzie stoi jak byk, że skoro 74 proc. gospodarstw w Polsce północno-wschodniej nie wprowadziło niezbędnych zabezpieczeń zgodnych z zasadami bioasekuracji, to cały misterny plan w pizdu. I że hodowla przyzagrodowa niweczy go jeszcze bardziej, nie mówiąc o nielegalnych handlu świniami pochodzącymi z terenów ognisk ASF. I tak dalej, i tym podobne.
 
No więc ja, po przeryciu się przez te materiały, utwierdziłem się jeszcze bardziej w przekonaniu, że rządzą nami idioci. I to tacy po nastajaszczy horror szoł tępi, że całujta mnie w żopsko.
 
I cały ten szajs.
 
Dobranoc państwu.
%d blogerów lubi to: