No elo 110

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

Ej, a pamiętacie jak rząd kładł stępkę pod budowę promu? W 2017 roku premier Mateusz zapowiedział, że dość polityki wstydu i imposybilizmu, dość niszczenia naszych stoczni przez rząd Tuska (który, jak zapewne się zdążyliście zorientować, rządzi do tej pory), dość wszystkiego, będzie program podniesienia przemysłu stoczniowego z upadku. I położył stępkę pod budowę promu. I przemysłu.

Oczywiście w celu budowy czegokolwiek, trzeba powołać jakieś ciało, służące do wyciągania hajsu… służące do zarządzania wyciąganiem hajsu z bud… kurwa, służące koordynacji projektu budowlanego. Powstał zatem rządowy program Batory, który miał dać nam dwustumetrowy prom kursujący między Polską a Szwecją, zabierający samochody i ludzi, ogólnie bajer. Prom miał zostać zwodowany w 2019 roku, a w 2020 powinien wypłynąć na Bałtyk.  

Oczywiście programem zarządzali specjaliści, i to nie byle jacy. Najlepsi! Partyjni. Wykonawcę promu wybrali nierzetelnie, parametry jednostki zawarte w umowie odbiegały od faktycznych potrzeb, samą umowę zmieniano później niezgodnie z interesem inwestora. Potem zaczął się jeszcze większy festiwal nieudaczności specjalistów. Wprowadzane zmiany wydłużyły proces projektowy. Do 2019 roku nie dość, że nie ruszyła budowa, to nawet nie zakończono fazy projektowania. Opóźnienia były tak duże, że PiS postanowił kupić gotowy projekt.  

I jak myślicie, co się stało? Do 2020 roku prom miał być gotowy, a w sierpniu 2019 nie mieli nawet projektu. A potem minister Gróbarczyk Marek zwalił wszystkie opóźnienia na koronawirusa, który co prawda przyszedł do nas 3 lata po rozpoczęciu inwestycji, ale nie możemy pozwolić, żeby rzeczywistość mieszała nam w planach, nie?

Wszelkie pytania o dalsze losy projektu, bardzo irytowały partyjnych bonzów. Taki Brudziński na przykład stwierdził, że nie będzie przepraszał i tłumaczył się hołocie i popaprańcom. Powaga, tak napisał. Oczywiście potem wyjaśniał, że chodziło mu o polityków Platformy, którzy według niego doprowadzili do upadku polski przemysł stoczniowy. Znowu wina Tuska.  

A najlepiej tego słomianego misia podsumowała niejaka Jacyna-Witt, radna PiS, szefowa rady nadzorczej Stoczni Szczecińskiej, mówiąc:

To były plany. I gdyby stoczni nie zniszczono, zostałyby zrealizowane. PO zablokowało w stoczni produkcję statków do 2019 roku. Ile razy jeszcze mam to tłumaczyć? Zrobiliśmy w Polsce bardzo dużo. Srał kot tę stępkę. 

No i słowo ciałem się stało. 62-tonowa stępka zostanie najprawdopodobniej zezłomowana. Całość tej przyjemnej dla jej uczestników zabawy kosztowała drobne na piwo: 1/5 Sasina, tyle co nic. Kto miał zarobić, zarobił. Jelenie sfinansowały, można grabić dalej.  

A co z promem? Spoko, Polska Żegluga Bałtycka dostała z budżetu dwa Sasiny i ma kupić nowy prom od stoczni niemieckiej. Czy to nie jest zabawne?  

Dlaczego piszę o tej prehistorii? Ano widzicie, 17 września mają otwierać przekop Mierzei. Ta inwestycja miała otworzyć Elbląg na świat, port miał rozkwitnąć, a miód i mleko miały popłynąć ulicami polskich miast i wsi.  

Rząd Mierzeję, owszem, przekopał, ale nie pogłębił ostatniego odcinka, tak tuż przed portem Elbląg, twierdząc że to leży w gestii samorządu. Ale oczywiście samorząd nic nie musi, rząd się tym wszystkim może zająć. Dofinansuje port kwotą 100 baniek z naszych pieniędzy, pogłębi cały tor do portu i przejmie udziały miasta (30 proc.) w tymże. Ale nie ma musu, jak samorząd nie chce odsprzedać portu, to do Elbląga dalej będą mogły zawijać jedynie mniejsze jednostki. I niech będzie jak było, a cały przekop Mierzei po nic.

Prezydent Elbląga stoi trochę pod ścianą, ale nie zamierza się poddać. No bo ta inwestycja jest niewątpliwie wielką szansą dla miasta i może dać mu impuls do rozwoju. Co do tego nie ma wątpliwości. Mam je jednak, myśląc o tym, kogo PiS upchnie do władz tego portu, jak już go wchłonie. Takich samych specjalistów, jacy kładli stępkę?  

Ja tam byłbym na miejscu samorządu ostrożny. A wśród mrowia przykładów nieudolności minionów tej władzy, wybrałem właśnie stępkę, bo ma ona, podobnie jak port elbląski, związek z morzem.  

I jeszcze słowo na temat sobotniego otwarcia parasola w du… Przepraszam, sobotniego otwarcia kanału. Podobno do samego końca trwały poszukiwania dzielnego kapitana, który przepłynąłby przez niego barką z węglem. Wiecie, taka symbolika, że czarne złoto, którego zapasy wystarczyłyby na 200 lat, gdyby nie Tusk, musimy spławiać wąskim gardłem… Kurwa, nie wiem sam, o co im chodzi, nieważne. Miała płynąć barka z węglem.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że żadnej barki nie będzie, bo nie znalazł się odpowiednio zdesperowany kapitan, który zaryzykowałby stanięcie na mieliźnie podczas rejsu otwarcia. Dlatego zamiast barki będzie płynął specjalistyczny statek wielozadaniowy Zodiak II. Ma nośność 350 ton, bo to nie jest żaden transportowiec, tylko taka bardziej jednostka wielozadaniowa, z naciskiem na badania hydrograficzne, kruszenie kry, stawianie oznakowania nawigacyjnego, holowania innych jednostek czy zwalczania wycieków oleju. I on nawet nie ma ładowni, do której można wcisnąć ten węgiel. Ale może przynajmniej będzie ładnie wyglądać.  

Dodatkową atrakcją jest to, że Zodiak II ma szerokość 12,8 metra, kanał 20 metrów, więc całość idzie może nie na zapałkę, ale kapitan będzie musiał zachować czujność. Dlatego od jakiegoś czasu załoga ćwiczy w kanale, żeby na uroczystości nie było przypału. Trzymam kciuki za powodzenie.  

PS Rząd jest bardzo zdeterminowany, żeby elbląski port przejąć. Dlatego negocjacje będą bardzo interesujące. Na koniec, jako ciekawostkę, zacytuję posła PiS Leonarda Krasulskiego, prywatnie przyjaciela Prezesa:  

Są możliwości siłowego przejęcia portu, nacjonalizacja, ale my chcemy rozmawiać z władzami miasta, żeby port jak najszybciej zafunkcjonował.  

No, to trzymajcie się w tym kanale.

No elo 109

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

Trzeba uważnie słuchać polityków, bo czasami mówią prawdę.

Premier bez teki, Prezes Kaczyński Jarosław, przepowiedział nam wszystko to, co widzimy obecnie za oknem, tylko wtedy nikt w to nie uwierzył.

Przypadkiem trafiłem na fragmenty jego wywiadu udzielonego Reutersowi 19 grudnia 2016 roku. Czytałem go wcześniej, ale zupełnie o nim zapomniałem, a pierdolenie Prezesa zwyczajnie wyparłem, myśląc, jak wszyscy wtedy, „no przecież do tego się nie posuną”. Byliśmy piękni, młodzi i naiwni.

„To komedia, ponieważ w Polsce nie dzieje się nic, co naruszałoby normy prawa”.

„W skrócie, widzimy rewoltę przeciwko temu, że odbieramy pieniądze, które elity zagarnęły i jakoś podzieliły”.

I takie bardziej do śmiechu.

„Możecie Państwo sądzić, że sferze politycznej cieszę się poważnym autorytetem. W rzeczywistości większość decyzji politycznych podejmowana jest beze mnie i bez mojej świadomości”.

Oraz samo gęste, z dna, tak przy rogu, w który nikt nie zaglądał od lat.

„To rewolucja, którą warto zrobić, nawet kosztem spowolnienia wzrostu gospodarczego. Mówimy tu o 1 punkcie procentowym”.

Tak drogie dzieci. W celu urzeczywistnienia swojej wizji (mam problem z określeniem, na czym miałaby polegać, oprócz „Polska dla gangu swojaków”), Prezissimuss był już w 2016 roku poświęcić naszą gospodarkę. A właściwie to chyba nawet wcześniej.

Teraz łatwiej zrozumieć, co się odpierdala za oknem, nie?

No, to trzymajcie się tam ramy. Domo, kurwa, arigato pan PiS.

No elo 108

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

Pomimo sezonu ogórkowego, w tym chlewie obsranym gównem trochę się dzieje. Ale nie pisałem, bo najpierw byłem na wakacjach, a potem dostałem COVID-a, co to go podobno nie ma i się go przechodzi jak lekką grypę. I się cieszę, że się zaszczepiłem, bo jak po szczypawkach przechodziłem go tak, jak przechodziłem, to bez nich mógłbym tej lekkiej grypy nie przeżyć.  

Niejaki Krasnodębski Zdzisław, ponoć profesor, w ciągu kilku dni dał dwukrotnie głos, i dwukrotnie powiedział coś z pozoru głupiego, a tak naprawdę, to trzeba lekko odchylić zazdrostki, żeby skumać co mu przyświecało.

Najpierw podsumował nasze starania o pieniądze z KPO:  

Przedtem nie mieliśmy środków z KPO, a Polska rozwijała się bardzo płynnie. Jeśli chodzi o oświadczenia, to jesteśmy bardzo zdecydowani, a jak przychodzi do negocjacji, to stajemy się ustępliwi. Do tej pory możemy powiedzieć, że niestety przegrywamy i moja pesymistyczna diagnoza się potwierdza, a w związku z tym potrzebujemy innej zdecydowanej polityki i innego sposobu negocjowania z UE. Żeby skutecznie negocjować, to trzeba mieć środki nacisku i trzeba być jednak odważnym. Czas przeciąć te negocjacje i powiedzieć, że rezygnujemy z tych środków.  

No głupota, nie? Jak to rezygnujemy? Przecież o te pieniądze rząd walczył, sukces ogłosił na bilbordach, a teraz rezygnujemy ze 120 miljordów ziko? Nie godzi się, co nie?

Godzi, godzi. Już kilka dni później w sukurs profesorowi przyszedł premier Mateusz, który w programie telewizji publicznej opierdolił Holecką, że ulega podszeptom wrażych sił. Stuknął ją mianowicie tak:  

Pani – podobnie jak skrajna prawica i skrajna nasza opozycja, totalna opozycja – również dała się wpuścić w taki nurt narracji o KPO.  

A co to za narracja o KPO, zapytacie? Ano taka: 

KPO to 120-130 mld zł zaokrąglając. Jak podzielimy to na 6 lat, to okrągło wychodzi 20 mld zł rocznie. To nie jest coś, co zmienia zasadniczo sytuację gospodarczą, finansową Polski.

– Podam tylko taki jeden bardzo konkretny przykład. Dosłownie dwa miesiące temu zatwierdziliśmy drugą transzę programu inwestycji strategicznych Polski Ład, tak nazywamy ten program. Tam było blisko 30 mld z naszych budżetowych pieniędzy. Czyli pokazujemy na zdolności finansowe Polski dużo większe niż KPO. 

No i spoko, drukarka zrobi brrrttt i będą pieniądze. Mam tylko niestety smutne wrażenie, że aktualne zdolności finansowe Polski to obligacje na w chuj procent i modły o to, żeby w obliczu zbliżającej się recesji znaleźli się na nie chętni.  

Widać więc, że gawędy profesorskie to nie jest jakiś oderwany od układu odniesienia wyskok, że coś mu się chlapnęło. Jemu się nic nie chlapie bez zgody Nowogrodzkiej. Ten facet jest od 2014 roku członkiem rady programowej PiS, wiec niczego tak grubego, bez uzgodnienia z Prezesem nie powie.  

Zresztą jego mamroty o zerwaniu negocjacji w sprawie KPO to była przygrywka do pieprznięcia dużo większego kalibru. Tego o zagrożeniu ze strony Wschodu i Zachodu. Profesor uważa, że Putin to chuj, drobiazg, naprawdę groźny jest Zachód:  

Zagrożenie dla naszej suwerenności ze strony Zachodu jest większe niż ze strony Wschodu. Pamiętajmy na przykład o tym: my bardzo często jednak po naszej prawej stronie nie doceniamy przeciwnika, że Komisja Europejska ma bardzo sprawnych urzędników, doskonałych prawników, że Parlament Europejski jest bardzo dobrze zorganizowaną instytucją.  

A czy jest na to jakaś recepta, możemy zapytać.

I wygrać z nimi jest trudniej, bo na Rosję trzeba mieć HIMAR-s, Abramsy, wiadomo, jakich środków użyć. Natomiast, żeby sobie poradzić z Unią, a Unia, nie ogólnie, ale jest w tym kształcie opanowana przez te siły, które wzięły ją w jasyr, które są nam niesprzyjające, żeby wygrać z nimi i odzyskać dla nas instytucje europejskie, to wymaga jednak większego wysiłku organizacyjnego, intelektualnego i w tym sensie to jest większe niebezpieczeństwo.  

I jeszcze coś wyjątkowo urodziwego:  

To jest paradoksalne, oczywiście, Rosja jest brutalna, Rosja może wypowiedzieć wojnę, ale Polacy wiedzą w sensie duchowym, czy psychologicznym, jak z takim niebezpieczeństwem się obejść.  

A na koniec wisienka na tym torcie z gówna.

Putin nas nie dzieli, ale łączy.  

Tak, on to naprawdę powiedział. I jeżeli to nie jest zdrada stanu, to ja nie wiem co nią jest.  

Ale jak wspomniałem wcześniej, żadne tego kalibru farmazony nie mogłyby pójść bez błogosławieństwa Partii, więc nie ograniczajmy się do prostego „co to w ogóle jest za przygłup”, tylko zastanówmy się, dlaczego Partia pozwala takie rzeczy mówić (oprócz Mateusza i profesora Zdzisława, na temat zagrożeń z Zachodu majaczył też Kuchciński).  

Z Unią nam od jakiegoś czasu nie po drodze. Domagają się od nas jakichś dziwactw, typu przestrzeganie praworządności, jakieś kamienie milowe, jakieś Turowy, no kto to w ogóle widział, żebyśmy się mieli słuchać jakiejś wyimaginowanej wspólnoty. Dlatego od jakiegoś czasu trwają mniej lub bardziej subtelne działania, mające na celu nam tę Unię obrzydzić.

Oczywiście ludzie bardziej świadomi mogą się śmiać, że taka tępa propaganda na pewno w sprawach UE nie zadziała, bo przecież na pewno korzystamy na obecności we Wspólnocie i nikt się nie da przekonać, że jest inaczej. I ja bym chciał mieć w sobie ten spokój, ale cały czas z tyłu głowy mam świadomość, że do naszego wyjścia z UE nie będzie potrzebne żadne referendum, tylko większość parlamentarna. I jak Partia uzna, że urobiła antyunijnie na tyle dużo osób, że będzie mogła to zrobić, to to zrobi. Pozbądźcie się złudzeń, że Wielkiemu Strategosowi drgnie ręka. Nie drgnie, bo on nie jest tutaj po to, żeby robić dobrze Polakom, tylko po to, żeby utrzymać władzę za wszelką cenę. I będzie skłonny zapłacić za to każdą cenę.

Znaczy zapłacimy my, ale to są nieistotne detale.  

Na koniec jeszcze tylko dodam, że profesor Krasnodębski jest naukowo związany z uniwersytetem w Bremie. Bytowo również. Pracuje w Parlamencie Europejskim. Dlatego może sobie komfortowo pierdolić o tym, że Putin zbliża ludzi i wystarczą na niego Abramsy i HIMARSy. W końcu to nie on będzie je obsługiwał, to nie on będzie płacił krwią, to nie jemu rozkurwią dom, to nie jego zgwałcą, to nie jemu każą klęknąć, żeby strzelić w potylicę i wrzucić jak tobół do bezimiennej mogiły. Tak, wielu z nas zginie, ale to ofiara, którą profesor Zdzisław gotów jest ponieść. Wyjątkowo obrzydliwa kanalia.  

Zrobiło się mrocznie, więc może dwa szorty na rozluźnienie atmosfery.  

Wiceministrowie edukacji w tym kraju są albo wyjątkowo tępi, albo wyjątkowo cyniczni. Jakiś czas temu niejaki Rzymkowski mówił o wysokich zarobkach nauczycieli, sięgających 11 tys. ziko miesięcznie. Zarabiają kupę siana, pracują po 18 godzin tygodniowo i jeszcze mają dwa miesiące wakacji. Żyć nie umierać.  

Teraz kolejny wiceminister, Piontkowski Dariusz się pomylił. Ze dwa dni temu na pytanie o to, ile zarabia na przykład polonista w podstawówce, w zawodzie od 10 lat, odpowiedział następująco:  

Jeżeli jest to stopień nauczyciela dyplomowanego, jego wynagrodzenie średnie ze wszystkimi dodatkami, to jest przeciętnie około 6,8 czy 6,9 tys. zł.  

Dopytany o to, czy to jest na rękę, odpowiedział:  

To jest oczywiście na rękę, ale to jest łącznie z dodatkami za wychowawstwa, staż pracy. Jeżeli ma nadgodziny, to jego wynagrodzenie może być zdecydowanie wyższe. 

Dlaczego wiceminister opowiada takie głupoty, a dwa dni później przeprasza słuchaczy (bo to szło w radio) i wszystkich zainteresowanych, że się pomylił i omyłkowo wskazał, że jest to kwota netto, a nie brutto? Przecież każdy człowiek zorientowałby się, że gdyby nauczyciele zarabiali siódemkę na rękę, to dyrektorzy nie mieliby problemów z obsadą na początku roku, bo by im się kolejki pod drzwiami ustawiały. Byłżeby wiceminister taki głupi, że nie odróżnia netto od brutto?  

Nie dajcie się zmylić. To nie głupota, to cynizm i element większej akcji obrzydzającej Polakom nauczycieli. Bo ci ostatni od 1 września uruchamiają ogólnopolskie pogotowie protestacyjne, mające na celu ukazać dramat w edukacji. A jakiś dramat chyba jest, skoro ocenia się, że tydzień przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego w polskich szkołach brakuje od 13 do 20 tys. nauczycieli.  

Nie zdziwcie się więc, jak zaczniecie w komentarzach widzieć coraz więcej tekstów o zapłakanych kuzynkach, nieudanej inwestycji nauczycieli w alkohol i wstyd Broniarzach. Co jak co, ale dzielić ludzi Partia potrafi pierwszorzędnie.  

A już zupełnie na koniec, polecam wam wszystkim najśmieszniejszą reklamę świata.

Wiceminister rolnictwa, niejaki Kaczmarczyk Norbert, wiązał się świętym węzłem małżeńskim. Wesele było kameralne w ten typowo polski sposób – pięciuset gości, w tym Ziobro, Kempa Cymański czy Bochenek, Bayer Full na majku i skromny prezent od brata – ciągnik marki John Deere za półtorej bańki.

I w sumie nawet by mi brewka nie pykła, bo może brat ministra jest na tyle bogaty, że stać go na dawanie takich prezentów, gdyby nie kilka drobiazgów. Na przykład ten, że ciągnik tej marki brał udział w kampanii promocyjnej prezydenta Dudy. Wtedy za kierownicą siedział niejaki Kaczmarczyk Norbert.  

Dalej. Kluczyki ministrowi wręczył nie brat tylko przedstawiciele dystrybutora. Sfotografowali się z nim. I zrobili z tego dwuminutowy film promocyjny, który wrzucili na jutuba i na swoje sociale, więc można to złoto obejrzeć na własne oczy.

Wydanie 8R 340 | Ciągnik dla Wiceministra jako prezent ślubny od brata

Dalej. W 2015 roku Państwowe Jednostki Wojskowe zakupiły 15 ciągników tej marki. Przetarg ogłosił Skarb Państwa, wygrał AGRO Wanicki, diler tej marki.  

Dalej. Ten sam diler podpisał umowę z Wodami Polskimi, którym sprzedał 34 nowe ciągniki.  

Jak gówno strzeliło w wentylator, nastąpiła zmiana narracji. Brat wiceministra, ten szczodry ofiarodawca, wytłumaczył motłochowi, że nie rozumie tego całego kwiku, traktor który przekazałem bratu, został przekazany symbolicznie, jest moją własnością, ja wziąłem na niego kredyt, to był mój pomysł, od bierdolta się ode mnie, od mojego ciągnika, i ode mnie.  

Minister ma luz, nie widzi w tej szopce żadnego konfliktu interesów, wszystkim którzy chcą słuchać, opowiada o zajebistym ciągniku John Deere 8R 340, a krytykom mówi krótko: od bierdolta się ode mnie, od mojego ciągnika, i ode mnie. I wydaje oświadczenie, które warto przeczytać, bo jest piękne:  

Przysięga małżeńska to jedna z najpiękniejszych chwil w życiu dwojga kochających się ludzi. Niestety nawet takie momenty są wykorzystywane do brutalnej i kłamliwej gry politycznej. Tym razem politycy opozycji i niektóre media zaatakowały mnie, moją ukochaną Żonę i całą moją rodzinę. Spieszę więc wyjaśnić, że koszty całej uroczystości ślubnej zostały pokryte z prywatnych środków obu naszych rodzin, za co serdecznie – jako para młoda – im dziękujemy. Duża liczba weselnych gości – wynika z tradycji i sposobu funkcjonowania naszej lokalnej społeczności.

Rozumiem, to wieś, tam się na wesele zaprasza wszystkich, oprócz tych chujów, którzy w 1993 roku te obrzydliwe rzeczy o naszej Marzence powiedzieli. Zresztą wesele na 500 osób to nic nadzwyczajnego – gość ma hajs od nas, za ciężką pracę w ministerstwie, to co ma z nią robić? W skarpecie od Jana Pawła II ją trzymać?

Dalej też się zaciekle broni.

Moja rodzina od pokoleń zajmuje się ciężką pracą rolniczą i angażuje się w sprawy lokalnej społeczności. Z najbliższymi kontynuujemy tę zobowiązującą tradycję. Tym bardziej cieszę się, że ten ważny moment mogliśmy świętować w tak licznym gronie. Ten wielki szacunek okazany naszym rodzinom, to dla nas ogromne szczęście i powód do dumy. Szczególnie gorące podziękowania kieruję do mojego brata, dzięki któremu ciężka praca na roli, jakiej się poświęcił, będzie mogła być efektywniejsza. Tak jak wielu polskich rolników, nasza rodzina woli inwestować w nowoczesny sprzęt, a nie w drogie limuzyny, zegarki czy ośmiorniczki tak bliskie naszym politycznym oponentom.

O ośmiorniczkach zawsze warto wspomnieć. Ale dopiero teraz idzie najlepsze, gęste, z samego dna.

Trzeba podkreślić, że to brat wyraził zgodę na film, ponieważ to formuła promocyjna firmy sprzedającej, stosowana u wszystkich jej klientów. Nie wiedziałem, że brat udostępni mi w użytkowanie ciągnik, więc jako osoba publiczna nie mogłem też nikomu zakazywać nagrywania. Ciągnik pozostaje własnością brata , więc to on podejmuje wszelkie związane z nim decyzje. Przekazanie traktora parze młodej miało charakter symboliczny, oznaczający udostępnienie go do użytku na gospodarstwie. To Konrad Kaczmarczyk jest właścicielem ciągnika i będzie spłacał za niego kredyt, jak przy wielu innych jego inwestycjach.

Czyli tak. Bracki wpierdolił mnie na minę, ja nic nie mogłem zrobić i niczego zabronić, bo jestem osobą publiczną, która co prawda ma ślub a nie załatwia sprawy publiczne, ale ja nie do końca rozumiem o co chodzi, oprócz tego, że gnój się zrobił, więc muszę wytłumaczyć się jak potrafię, a że chuja potrafię, to powiem coś o ośmiorniczkach i brutalnym ataku na moją prywatność, może się nikt nie zorientuje, że pierdolę od rzeczy gdy w jednym akapicie mówię o funkcji publicznej i swoim imposybilizmie z tym związanym, a potem o brutalnej napaści na rodzinę, i całe rolnictwo.

Dlatego brutalną napaść polityczną na mnie i moją rodzinę traktuję jako atak na całe rozwijające się polskie rolnictwo. Wbrew tej agresji będziemy się dalej rozwijać i nie damy się wypchnąć także z europejskich rynków. Jedyne czego żałuję to to, że nie ma dziś możliwości zakupu podobnej jakości sprzętu polskiej produkcji. To przez skandaliczną politykę gospodarczą prowadzoną przez liberałów takich jak Balcerowicz czy Tusk , w latach 90- tych niszczono polskie fabryki ciągników i kombajnów zbożowych. Te produkty, w owym czasie, konkurowały z najlepszymi zachodnimi tamtych czasów.

No i cyk, punkcik od szefa za dopierdolenie Tuskowi. Doskonały jest też kawałek o konkurencyjności Ursusów i Bizonów. Oświadczenie posła jest absolutnie wszystkomające i jest jednym z najlepszych oświadczeń ostatniej kadencji. Nikogo nie przepraszać, to nie moja twarz w reklamie, brutalna napaść polityczna, atak na rodzinę, Tusk i Balcerowicz chuje, ośmiorniczki, spierdalajcie.

Bardzo mi się ta bezczelność podoba. Jest odświeżająca i fajniejsza od chujowych non-apology, zaczynających się od „Przepraszam wszystkich, którzy mogli poczuć się urażeni”. Tu jest inaczej, znać rękę senseia Kukiza, bo to od Kukiza Norbert przypełzł do PiSu.

A na koniec, na wielkim torcie wypełnionym nadzieniem ze standardów moralnych i politycznych polityków partii rządzącej, ląduje wielka pecyna wysokojakościowego nawozu w postaci paska w Dzienniku TVP. Perfekcja. 

Dobra, nie wiem jak wy, ja idę odpocząć po covidzie, który miał być grypą, i leczniczo ponacieram się Polską.  

No elo 107

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

Patrzę jak Polska składa się jak domek z kart, i wbrew zaklęciom Partii i jej miłośników, staje się państwem coraz bardziej upadłym, i przestaje mi się chcieć pisać. Funkcji edukacyjnej moje teksty nie spełniają, bo docierają do przekonanych. A jak już trafią do wyborców PiS, to jest tylko i wyłącznie rzucanie w moim kierunku gównem. Sumieniem niczyim nie potrząsam. Nikogo do niczego nie przekonuję. Bez sensu.

I wychodzi na to, że został tylko aspekt humorystyczny. Coraz trudniej śmiać się przez zaciśnięte zęby w domu ogarniętym jednocześnie wybiciem szamba i pożarem, ale jak powiedział kiedyś Dawid Cerny ‘Śmiech, przecież musi być jakiś powód do życia’, więc się, kurwa, w tej pozycji kolankowo-łokciowej, pośmiejmy.

To był tydzień pod honorowym patronatem Wujka Pyszna Rada.

Jak to miło poczytać i posłuchać, że rząd się o nas martwi, myśli ciągle o nas, a przede wszystkim na sercu leży mu nasze dobro. Za każdym razem, gdy rząd interesuje nasze dobro, to pamiętajcie, jeżeli wybaczycie suchara, żeby je dobrze ukryć.

Najpierw naszym dobrostanem zainteresował się prezydent, Duda Andrzej, który znalazł dla nas wszystkich dobrą radę na trudne czasy. Bo On i Partia widzą, że trudne sprawy dotykają Polskę. Co prawda do tej pory ulicami zapierdalało wyłącznie mleko z miodem, więc nikt się nie spodziewał takiego spiętrzenia, ale widzi co się dzieje. Widzi, działa i czuwa. Na co dzień widzi, działa i czuwa, taki to troskliwy ojciec. No i działa z Partią na rzecz naszego dobra. Na przykład próbuje zminimalizować presję inflacyjną. Nie żeby prawie 16 proc. to było jakoś bardzo dużo, inni mają gorzej, ale Duda przeciwdziała.

Na przykład w ramach przeciwdziałania podpisał ustawę, w wyniku której będzie emerytom wypłacona czternasta emerytura. Skąd na nią pieniądze? To niedobrze o to pytać w przeddzień wyborów, więc nie pytamy.

Ale czternastka to nie wszystko. Ojciec narodu znalazł… Kurwa, sorry, Ojciec to kto inny. Wujek narodu znalazł czas na dobre słowa, ciepłe, dające otuchę w tym trudnym dla wszystkich czasie – w obliczu rosnącej inflacji mamy być dobrej myśli, trochę zacisnąć zęby i być optymistami. Bo wiecie, ceny rosną, złoty słabnie, rząd nie ma na to wpływu i musimy to wszystko jakoś wspólnie przetrzymać.

Prawie rok temu Duda dał podwyżki posłom i senatorom, w listopadzie oni mu się odwdzięczyli, mam nadzieję, że jakoś sobie dają radę i wspólnie z nami przetrzymają ten trudny czas.

Czasami się zastanawiam, czy ktoś mu te teksty pisze, sam je sobie dzierga, czy to była improwizacja. W pierwszym przypadku to sabotaż, w drugim głupota, w trzecim wyraźny znak tego, że elicie intelektualnej PiSu wystarczy zadać pytania, na które nie mają napisanych odpowiedzi, i muszą coś szyć na fristajlo. A że ta elita intelektualna nie potrafi tego robić, wszystko co płynie z ich ust, jest czystym złotem.

Głos dał też Stryj Narodu, Morawiecki Mateusz, który na konferencji prasowej w Boronowie, zapowiadającej nową odsłonę programu ‘Czyste powietrze plus’, rzucił w kierunku zgromadzonej ludności:

‘To będzie trudna jesień i zima – Władimir Putin się o to postarał. Europa jest zależna energetycznie od Rosji. My się uniezależniliśmy, ale też odczuwamy wysokie ceny energii’.

I dalej.

‘Warto korzystać z takich programów jak Czyste Powietrze. Drodzy rodacy, postarajcie się ocieplić swoje domy w miarę możliwości jeszcze przed tym sezonem grzewczym’.

No chyba, kurwa, mchem.

O tym, że każda władza jest oderwana od rzeczywistości, wiemy od dawna. Ale jak już chcesz być Stryjem Dobra Rada, to weź Mateusz przynajmniej sprawdź podstawowe fakty.

Wiesz ile kosztuje ocieplenie domu? Styropian, siatka z włókna szklanego, zaprawa klejowo-szpachlowa, tynk silikatowy (akrylowy staje się z czasem podatny na korozję biologiczną, więc należy go unikać przy budynkach stojących w zadrzewionym terenie), obróbki, parapety. No i poszukiwania sprawdzonej ekipy a nie jakichś partaczy. Wiesz Mateusz jakie są teraz terminy na jakąkolwiek ekipę remontowo-budowlaną? Nie wiesz, bo posprzedawałeś swoje nieruchomości, ale ci powiem, że na początku pandemii goście, którzy kuli mieszkanie nade mną powiedzieli, że pierwszy wolny termin mają za 10 miesięcy. A to zwykła ekipa remontowo-budowlana. Znalezienie dobrych speców od ociepleń to cud. Więc może być trudno przed tym sezonem grzewczym kogoś sobie znaleźć.

No i porozmawiajmy o kosztach. Materiały, jak się je uda kupić to jakieś 10-15 tysięcy. A jak idziemy w wełnę mineralną albo w styropian o polepszonym współczynniku izolacji termicznej, to pewnie bliżej 18-20 tysi. Robocizna? Ekipa weźmie teraz pewnie z 30-40 złotych od metra kwadrat. To sobie policz koszt takiego ocieplenia dla domu o powierzchni ścian 200m2.

Powyższe wyceny mają charakter orientacyjny i mogą kompletnie nie odpowiadać stanowi faktycznemu, bo sytuacja zmienia się dynamicznie. Jak to w rzeczywistości inflacyjnej.  

Oczywiście ten durny tekst poleciał na okoliczność usprawnionego programu ‘Czyste powietrze plus’, z którego można dostać dużo pieniędzy na taką inwestycję w swój dobrostan. Tylko widzicie, jest jeden, hehehe, minus tego programu. Na kasę mogą liczyć ci właściciele domów, gdzie przeciętne miesięczne wynagrodzenie wynosi do 1564 zł na osobę w gospodarstwie wieloosobowym oraz do 2189 zł w gospodarstwie jednoosobowym, więc szału nie ma.

Ja mam lepszą radę na ten sezon. Działało w komunie, zadziała i teraz. Futryny i krawędzie skrzydeł okien trzeba okleić takimi misiami, jak są na przykład na krawędziach skrzydeł w szafach wnękowych. To będzie nasz pierwszy front izolacyjnej walki z systemem i klimatem – musimy na całą zimę szczelnie zamknąć okna. Na parapetach porozkładać zrolowane koce, żeby nie wiało dołem, bo nie wiedzieć czemu, dołem zawsze ciągnie. Liczyć na to, że sąsiedzi z mieszkań dokoła nas nie są pieprzonymi sknerami, i będą grzać, bo lubią ciepło. Ale na wszelki wypadek na wszystkich ścianach powiesić dywany. Wyjdzie tanio i da się to zrobić od ręki.

Nie ma za co.

Potem głos dał jeszcze minister, hehehe, edukacji, hehehe, i nauki, hehehe, niejaki Czarnek. Ten, w ogóle nie przejmując się niczym, rzucił że on nie będzie podczas wakacji nabijał kabzy hotelarzom, tylko będzie podczas wakacji nocować u znajomych. A co do jedzenia, to czasem coś tam sobie upichci, żeby nie jeść w knajpach. A potem podzielił się swoim pomysłem na radzenie sobie z drożyzną i inflacją.

‘Bez przesady, drożyzna nie oznacza, że nie można jeść. Można jeść trochę mniej i trochę taniej’.

Słyszeliście, pierdolona hołoto? Przestańcie tyle żreć i kupujcie tanie zamienniki.

Przypominam sobie swoje czasy studenckie, gdzie może i nie było kasy, ale za to większość z nas jadła chujowo, i mam kilka patentów na pyszne, sycące posiłki.

Absolutną królową większości obiadów była mortadela panierowana w jajku i bułce tartej. Taki wiecie, analog kotleta schabowego. Jak się szybko zjadło, na przykład z kapustą kiszoną, to nie było czuć ohydnego smaku wody uwięzionej w mortadeli, która podgrzewała się podczas smażenia i apetycznymi strużkami ściekała po brodzie i do pełnej gardzieli.

Można nagotować ziemniaków, póki tanie. Ja na bazarku płaciłem ostatnio za młode 2,60 z kilograma, a wiecie jak kilo pyrek zapycha? Do tego koperek (można sobie wysiać pod oknem), ogórki małosolne albo kiszone (można samemu zrobić), dla bogoli jajko sadzone i mamy obiad.

W akademiku lubiłem też nasiekać cebuli, zeszklić ją na patelni i zjeść z lekko czerstwym chlebem, bo ze świeżym mi w ogóle nie smakowała. Profit, bo czerstwy czasami pod koniec dnia można spróbować kupić taniej.

Parówki – evergreen, jak się te najtańsze utopi w najtańszym keczupie, to da się całość zjeść praktycznie bez bólu. Tylko pamiętajcie – parówek nie gotujemy, zalewamy na kilka minut gorącą wodą i zjadamy ze smakiem.

Kaszanka jest tania, z musztardą to w ogóle pycha. Pasztetowa, jak się gdzieś trafi. No ale ona wymaga dużych ilości chrzanu albo musztardy, bo jak 30 lat temu śmierdziała niemiłosiernie, tak teraz jebie jeszcze bardziej. Tani salceson coraz trudniej trafić, ale jak się trafi, to jak wygrana w lotka. Rzecz jasna dużo musztardy do niego.

Jabłka są tanie. Ogórki i cukinia też bez patologii. Pomidory malinowe można trafić za 7-8 ziko. No i warto rozglądać się za kontenerkami podpisanymi ‘na zupę’, tam często obsługa przekłada warzywa na skraju wytrzymałości. Można z nich zrobić zupę.

Nie ma za co.

Rady o jedzeniu mniej, udzielił nam gość, którego pysk nie mieści się już w kadrze, i który w ubiegłym roku zarobił jakieś 220 tys. ziko. Jeżeli to nie jest śmieszne, to nie wiem co jest.

I żeby mieć już komplet z tego tygodnia. Niejaka Jacyna-Witt ze szczecińskich struktur Partii, pozuje na polu golfowym i tłumaczy plebsowi, że jakby tylko przestał być plebsem, to mógłby jak ona, Trump, Tiger Woods czy Barack Obama, ‘haratać w golfa’. W tym celu wystarczy tylko przestać być plebsem i zostać elitą. Co ci przeszkadza przestać być plebsem i zostać elitą? Zastanów się nad tym.

Natomiast Gosiewska Małgorzata, oddycha na łonie natury, zapewnia że to wyjazd, na który każdego stać i namawia Polaków słowami ‘kupujcie namioty, jedźcie do lasu’. A potem pozuje do zdjęcia dla Superaka z kanapką z kawiorem.

Zaprawdę, ciekawych dożyliśmy czasów, gdy świnie karmi się kawiorem.

No elo 106

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

Chciałem się ponabijać z Kaczyńskiego Jarosława rezygnującego z funkcji wicepremiera do spraw bezpieczeństwa, ale będę poważny, bo czuję ogólne zażenowanie sytuacją, w której Polska wali kursem kolizyjnym na ścianę, a politycy partii rządzącej bawią się w gierki i wbijanie sobie nawzajem szpilek. Popatrzmy o co w tym burdelu na Nowogrodzkiej chodzi.

Mówi się na mieście, że premier Mateusz dał dupy z tymi słynnymi kamieniami milowymi. Otóż zataił, że jest ich 116. Jednocześnie Nowogrodzka myślała, że ze trzy, w tym ten o neo-KRS i jakieś tam pierdoły o wolnych sądach. A tu niespodzianka, bo się okazało, że mowa jest o jakichś wyższych opłatach od samochodów spalinowych, ozusowaniu umów cywilnoprawnych, zmniejszeniu obciążeń regulacyjnych i administracyjnych dla przedsiębiorców, budowie farm wiatrowych na Bałtyku, digitalizcji szkolnych systemów egzaminowania, opiece onko- i kardio- na tym samym poziomie dla wszystkich, niezależnie od miejsca zamieszkania (o tutaj się obśmiałem nikczemnie) czy choćby nowelizacji ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Realizacja kamieni ma się odbywać stopniowo i zakończyć do roku 2026. Nawet nie próbuję zgadywać ile nowelizacji prawa i zupełnie nowych ustaw to pochłonie, ale zakładam, że sporo.

Wymieniłem kilka punktów, ale jest tego dużo więcej, wszystko podzielone na sześć komponentów, odpowiadających częściom Krajowego Planu Odbudowy. Z Brukselą negocjowali te klocki ludzie premiera, wiedzę o tym, na co się godzi rząd miała bardzo wąska grupa ludzi wokół Morawieckiego. Jak się Nowogrodzka o tym dowiedziała, to podobno Błaszczak z Suskim dwa dni nie spali, tylko gotowali bigos na uspokojenie dla Kaczyńskiego, tak się Prezes Kraju wkurwił. Oczywiście taka przewina nie mogła pozostać bez kary, bo Jarosław nie z tych wybaczających. Znaczy wybaczy, ale wcześniej sponiewiera i poprawi ułożenie, chwyt i ścisk dłoni trzymającej podpadniętego za jaj… gard… no ogólnie, trzymającej władzę w karbach.

No i w ramach czołgania, Kaczyński wykonał następujący piętrowy układ. Najpierw ogłosił, że rezygnuje z fuszki wicepremiera do spraw bezpieczeństwa. I wsadził na nią Błaszczaka Mariusza. Znaczy oczywiście najpierw to pouzgadniał gdzie trzeba, i na to stanowisko nominował Mariusza premier, trzymajmy się łańcucha dowodzenia…

Wtrącę tutaj tylko, że czasami naprawdę sam siebie rozśmieszam. Jak teraz.

Prezes Mariuszowi ostro polerował… znaczy kadził, i w dobrych słowach o nim mówił. O tak na przykład:

-Szef MON Mariusz Błaszczak z całą pewnością zastąpi mnie znakomicie. Sądzę też, że zastąpi mnie pod każdym względem, także jeżeli chodzi o wszystkie funkcje.

Jarek ucie… odszedł z rządu, bo trzeba ratować partię i ostro popracować nad nowym katalogiem korzyści i bonusów dla naroda. Logiczne, ostatnio mu się trochę tematy zaczęły rozłazić w szwach, potrzebne jest huknięcie, przywołanie harcowników do porządku, zwarcie szyków i ofensywa wyborcza. Niektórzy optymiści nawet sądzą, że odejście Kaczyńskiego z rządu to sygnał, że PiS nie jest pewny wygranych wyborów. Nie wiem z kim by mieli przegrać, no ale niech będzie.

No i aktualnie Jarosław chwali Mariusza wszędzie, również w kultowym już wywiadzie w TVP przeprowadzonym przez ewidentnie zakochaną w Prezesie Holecką, powtarza że Mariusz jest w porzo i najlepszy. Sielanka jest.

A Mateusz cały w nerwach się wkurwia, no bo przecież o co chodzi, to on, Ananiasz był pieszczoszkiem naszej pani, a tu nagle Godfryd wjeżdża cały na biało. Dlaczego już mnie Prezes nie sadza na kolanach i nie głaszcze łagodnie? Co do kurwy, przecież tak ładnie kła… opowiadam pozytywnie o sytuacji gospodarczej?

Ale to nie koniec czołgania, bo Jarosław jest bardziej mściwy niż mniej. Otóż dzień czy dwa później Prezes w wywiadzie dla Polska Times mówi, że jeżeli wszystko pójdzie dobrze (a tak zakłada plan) i jakiś wagon gówna nie jebnie w wentylator, to za trzy lata, na kongresie partii, nie będzie już kandydował na jej szefa.

W obozie premiera zapadła krępująca cisza.

-Kurwa, co jest panowie? To ja miałem być następcą Prezesa, po tym jak ten mściwy dziad umrz… znaczy jak już nie będzie więcej kandydował! A on chodzi po telewizjach i pier… opowiada o tym Błaszczaku, że zastąpi go pod każdym względem, na każdym polu i w każdej funkcji. To mi wytłumaczcie, czy jemu chodziło tylko o tego chuja wartego wicepremiera bezpieki, czy o coś więcej?

-Nie wiemy wodzu, ale chyba coś zjebaliśmy i niełaska pańska na pstrym koniu poszła cwałem w przekop Mierzei.

-Dobra, Dudała, ty mi tu poetycznie nie pierdol, tylko mów prawdę, jak jest.

-Jest chujowo, Mateusz. Z tymi kamieniami. Nawet Suski powiedział, że chuja tam a nie kamienie, to sugestie są, będziemy wprowadzać co chcemy, kiedy chcemy i jak nam się spodoba, a Unia to Stalin.

-Kurwa jego w dupę.

-No.

Pamięć ludzka jest krótka i zawodna. Za trzy lata, jak będą wybierać nowego prezessimusa, nikt z delegatów nie będzie pamiętał, że w 2022 Morawiecki wjebał Polskę w gospodarcze bagno, a Błaszczak zręcznie sterował MON podczas wojny w Ukrainie. No ale teraz to Mariusz jest ten dobry chłopak, a Mateusz właśnie montuje społeczny kryzys na dużą skalę, bo paliwo za ósemkę, zwykły chleb za dychę, a raty kredytów złotówkowych dwa razy wyższe niż pół roku temu, to trochę przepis na jebnięcie.

Ostatnim naiwnym w burdelu zwanym Polską, objaśnię tylko, że może i wybory nowego szefa Partii są powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym, ale to kandydat namaszczony przez Kaczyńskiego ma gruby bonus na starcie, bo to namaszczanie to nie jest jakaś tam zawoalowana sugestia, że może byście go rozpatrzyli w swoich sercach, tylko sygnał, kogo niezależni (od własnej woli) delegaci mają wybrać. Bez dyskusji i zbędnego wnikania.

Więc na razie Błaszczak na prowadzeniu.

Pierwotnie cały tekst miał być o zajebistym stanie gospodarki krajowej, rosnących inwestycjach, zapierdalającym PKB oraz ogólnej lepkości podłoża, wynikającej z faktu, że kraj spływa mlekiem i miodem, ale po co pisać o czymś, co każdy widzi za oknem. Dlatego tylko wspomnę o jednym, no dwóch mało istotnych parametrach, i spadam.

GUS powymyślał sobie różne wskaźniki służące opisywaniu różnych zjawisk. Jednym z nich jest bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK). Urząd opisuje nim bieżące nastroje konsumentów. Jest również jego mutacja – wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej (WWUK), który pokazuje nasze przewidywania co do najbliższej przyszłości, tej za rogiem (12 miesięcy), a nie za dekadę.

Wskaźniki te wahają się między wartościami -100 (absolutnie każdy z nas widzi pogarszającą się sytuację) a +100 (wszyscy widzą mleko i miód). GUS mierzy je od 20 lat. Po drodze mieliśmy może nie rekordowe, ale na pewno kilkukrotnie wyższe niż teraz bezrobocie, kryzys finansowy 2008 i pandemię. Ale nawet wtedy nie było odczytu niższego niż aktualny.

Otóż dzięki światłym rządom Partii i sytuacji na świecie (no bo przecież nie będziemy clickbaitować i pisać o rzeczach lokalnych w oderwaniu od szerokiego kontekstu) mamy rekord. Wynik ujemny nie jest niczym nowym, bo przewaga negatywnych nastrojów towarzyszyła choćby wspomnianym zdarzeniom. Ale nawet w szczycie pandemii nie osiągnęliśmy wartości -43,8. Przewaga osób oceniających teraźniejszość z pesymizmem i obawą jest, można by rzec, znacząca. Jeszcze nie miażdżąca, ale indeks na poziomie prawie -44 robi zajebiście przygnębiające wrażenie.

Dane: GUS

A co słychać w przypadku WWUK?  -31,5 czyli chujowo ale stabilnie. No i nie najgorzej w historii, bo gorzej było w 2004 oraz w dwóch miesiącach po wybuchu pandemii (kwiecień i maj 2020). Ale ogólnie to Polacy sądzą, że ani teraz nie jest dobrze, ani za rok nie będzie. No ale bynajmniej rząd na bombelki dał.

Wrzucam wykres za okres styczeń 2018-czerwiec 2022, wcześniejszych danych miesięcznych nie chce mi się szukać, bo są porozwalane po pojedynczych pdfach, dziękuję bardzo za ułatwienia pan GUS.

Chyba Lech Wałęsa powiedział kiedyś, że po tej ekipie będziemy sprzątać dłużej, niż po komunie.

A ja mam właściwie tylko jedno pytanie – kto to niby miałby zrobić? Przypominam, że Partia ma stabilne 30 proc. i idzie po trzecią kadencję. Po której już nie będzie co sprzątać. Miłego dnia wszystkim życzę.

No elo 105

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

Co złego może się stać, gdy stado fanatyków nienawidzących kobiet i chroniących życie wypoczęte za wszelką cenę (byle to nie oni musieli ją płacić), dostanie dostęp do informacji o trwającej właśnie ciąży? No pomyślmy? Co złego mogłoby się stać? Pewnie nic, no przecież nie będą robić kontroli po powrocie zza granicy, czy aby przypadkiem tam jakaś samica się nie wyskrobała, nie? No i dostępu do tych danych nikt poza lekarzami nie będzie miał, prawda? Przecież nie dadzą ich organom ścigania?

Hahaha, ja to jestem zabawny ziomek, kiedyś naprawdę spróbuję swoich sił na open majku na jakiejś imprezie standupowej.  

Który to już raz powtarzamy sobie ‘no do tego się przecież nie posuną’. I który to raz zostaliśmy przez Partię wydymani. A jak się podniesie krzyk, to powiedzą, że to żaden rejestr ciąż, i wszystko to dla dobra pacjenta. Właściwie to ustami usłużnych mediaworkerów już to robią.

Minister Zdrowia, Szczęścia i Pomyślności, niejaki Niedzielski Adam, podpisał nowelizację rozporządzenia w sprawie Systemu Informacji Medycznej. Dokument doprecyzowuje zasady przekazywania danych do systemu. Przy okazji rozszerzono katalog informacji, które będzie się zbierać. Czyli na przykład grupa krwi, alergie czy choćby, bo ja wiem, co tam jeszcze można by dodać. O, mam! Ciążę.

W idealnym świecie może i byłaby to pożyteczna wiedza, bo lekarz by zerknął w kwit i od razu wykluczył badania czy leki, których nie powinno się ordynować paniom w stanie błogosławionym. Zakładając oczywiście, że byłby w takim na przykład Luxmedzie do SIM podpięty. Albo ratownik medyczny, który ogarniałby nieprzytomną panią, zerknąłby sobie, czy może podać litr morfiny do jamy brzusznej. Oczywiście zakładając, że miałby dostęp do SIM, i miałby czas, żeby się do niego podłączyć i zerknąć. Ale dalej uważam, że to są dane zbyt osobiste.

Natomiast żyjemy w Polsce, więc chyba tylko ultrasi PiSu i dzieci mogą wierzyć w to, że taki rejestr nie stanie się kolejnym narzędziem opresji. Zwłaszcza że minister Zdrowia i Szczęścia Wieczystego nie wykluczył, że dostęp do danych zawartych w SIM może dostać kiedyś prokuratura i sądy. Oczywiście żadnych dat nie podał, będzie się to kiedyś tam, nawet nie wiadomo czy kiedykolwiek odbywać, na dodatek na mocy określonych przepisów, których też jeszcze nie ma. Wiec w ogóle nie ma strachu, no co wy, ludzie?

Szybkie pytanie retoryczne do ludzi, którzy kojarzą, co się w tym sraczu obsranym gównem dzieje: ile czasu potrzebować będzie Partia, żeby odpowiednie przepisy dopchnąć, choćby kolanem?

A być może, takie przepisy już gdzieś tam są, i się z automatu rozszerzą na dane zawarte w SIM. Wiecie, tym kurwiom nie można ufać. Słowa prawdy w życiu nie powiedzieli, jak mówią, że czegoś nie zrobią, to na bank to zrobią. Zwłaszcza jeżeli chodzi o antyaborcyjne rozliczenia z kościołem, które tanie nie są. No ale jak się je spłaca ograniczeniami swobód obywatelskich, które funkcjonariuszy Partii nie będą przecież dotyczyć, to jest to poświęcenie, na które są zawsze gotowi.

Specjaliści na tym gównie nie zostawili suchego włókna, ale co z tego? Partia sobie podpisała i przepchnęła co chciała, nie przeszkadzała jej niekonstytucyjność tego rozwiązania i kolejne zgwałcenie naszych praw obywatelskich. Nie żeby kogoś jeszcze ta śmieszna książeczka obchodziła, ale Konstytucja tego kurwidołu mówi wyraźnie, że władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym. Jakiemu demokratycznemu państwu jest tak naprawdę potrzebna informacja o ciąży jego obywatelki?

Na to pytanie musicie sobie odpowiedzieć już sami. Waszej wyobraźni pozostawię również to, co ta władza może z taką wiedzą o obywatelkach zrobić.

O tym, że w Polsce rodzi się dramatycznie mało dzieci i jako społeczeństwo po prostu wymieramy, pisałem kilkukrotnie. Władza pijana władzą, i na tę władzę chora, nie myśli o tym, jak nas ratować, tylko jak wygrać kolejne wybory i kto może jej w tym pomóc. Diluje zatem z kościołem naszymi prawami, tym razem reprodukcyjnymi, i w efekcie mamy to, co mamy.

Wpadło mi w ręce badanie z tego roku, w którym Polki wypowiedziały się o macierzyństwie. Ponad połowa stwierdziła, że ten sracz to nie jest dobre miejsce do tego, by zakładać rodzinę i realizować się w macierzyństwie. Powody oczywiste dla każdego: brak systemowego wsparcia, brak dostępu do niezbędnych usług, ograniczanie podstawowych wolności obywatelskich, brak tolerancji.

Jakie widzą powody tego, że rodzi się coraz mniej dzieci? Zbyt niskie zarobki kobiet, brak dostępu do legalnej aborcji w przypadku wykrycia ciężkich wad płodu, obawa przed niepełnosprawnością dziecka w sytuacji, gdy ten kraj nie wypracował rozwiązań skierowanych do rodzin z dziećmi niepełnosprawnymi, brak wsparcia dla in-vitro. No i oczywiście kobiety nie chcą przez ciążę rezygnować z pracy, bo nie każdy Januszex trzyma dla nich miejsce, aż łaskawie urodzą i ruszą swoją leniwą dupę z powrotem za biurko.

Co tymczasem robią mędrcy partyjni? Mają plan. Kurwa, bardzo sprytny plan. Nie chcą rodzić? To dojebmy im rejestr ciąż. Bo oczywiście nie ma się czego bać, ziobrowe chłopaki na pewno nie dostaną do niego dostępu, a nawet jak dostaną, to tej wiedzy nie wykorzystają.

Witajcie, kurwa, w Salwadorze.

W chwili, gdy tekst już wrzucałem na stronę, wpadł mi w ręce jeszcze jeden sondaż. Tym razem o finansowaniu kościoła. Czy chcemy, żeby ta dziewięciogłowa bestia pasła się na budżecie? Czy powinna mieć przywileje podatkowe? Otóż kurwa 2 x NIE. 66 proc. ankietowanych jest przeciwna finansowaniu kościoła. 70 proc. uważa, że należy zlikwidować przywileje podatkowe dla kk.

Czy w każdym urzędzie i miejscu publicznym, obok (a czasami nawet ponad) państwowego ptaka powinien wisieć krzyż? Tutaj już jesteśmy bardziej tolerancyjni – 54 proc. mówi, że chuj, niech wisi. A religia w szkole? Połowa mówi, że spoko, niech sobie będzie. Ja też jestem za – nic szybciej nie odreligijnia tego kraju niż nieudolni księża i katecheci, którym się wydaje, że młodzież dalej daje faka za ognie piekielne i przejmuje się karą za grzech samogwałtu.

Dotarcie do dokładnych kwot finansowania kk to zadanie nietrywialne, bo ta i poprzednie władze kitrają ten hajs po różnych dziwnych funduszach, ale pismaki dotarły do kwot. Niby gdzieś tam człowiek słyszał, ale nie do końca wiadomo, czy to było wszystko, dlatego zawsze warto przypomnieć, jakie to są pieniądze.

1,5 miljorda idzie na pensje dla katechetów szkolnych, przedszkolnych, a ponoć od niedawna nawet żłobkowych. I tego ostatniego mój mózg nie ogarnia, na chuj katecheta w żłobku? 200 baniek na fundusz kościelny. Pół miljorda na kościołowe placówki edukacyjne i szkoły wyższe. Plus tam jeszcze jakieś drobiazgi, razem rocznie to około 3 miliardów ziko (słownie: 3 000 000 000 zł), aczkolwiek widziałem też szacunki bardziej dla nas litościwe, opiewające na marne 2 miliardy.

Oczywiście nie samym hajsem kościół żyje. Państwo może na ten przykład sprzedawać księżom dobrodziejom nieruchomości z bonifikatą. Jakie to bonifikaty? Nieduże, co to jest 91 proc. I tak na przykład między rokiem 2015 a 2020 polskie powiaty dokonały takich transakcji na kwotę nominalną 30,9 mln zł, ale kościół zapłacił za te nieruchomości nieco ponad 3 bańki. Tak trzeba żyć.

A wy co? Dalej serek topiony i czerstwa bułka kupiona pod koniec dnia ze zniżką? Nawet mi was nie żal, nikt wam nie bronił zostać biskupem.

Idę do ogrodu zen, żeby przez chwilę pokontemplować nieskończoną głupotę tego naroda, i pozastanawiać się, czy naprawdę nie ma już dla nas nadziei. Miłego piąteczku.

No elo 104

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

Hehehehehe, no kto by się spodziewał.

W jednym z odcinków wspominałem o fantastycznej inwestycji PiSu, jaką była budowa elektrowni węglowej w Ostrołęce. Właściwie wszystkie ekspertyzy robione przed 2015 rokiem wyraźnie stwierdzały, że inwestycja jest nieuzasadniona, zarówno z ekonomicznego, jak i ekologicznego punktu widzenia. No ale przecież PiS jest PiSem, więc nie będą Partii jacyś specjaliści mówić, czy coś ma sens, bo sens ma wszystko, co Partia zadecyduje i zrobi. No taka logika.

Dlatego w 2016, chwilę po wygraniu obu wyborów, Kaczyński pchnął swoich ludzi na odcinek ostrołęcki, wznowiono budowę (jej wstrzymanie niejaki Duda Andrzej nazwał zbrodnią) i nawet tanio wyszło, bo co to dla nas 1,2 miliarda (słownie: 1 200 000 000) ziko? Tyle co nic. Tyle co splunąć.

Projekt ‘Ostrołęka C’ realizowały spółki skarbu państwa: Energa i Enea, które utopiły w tym po 600 mln każda, i zebrały przez to w dupę. No ale to SSP, więc nie ma sensu się przejmować wynikami ekonomicznymi, gdy Partia wzywa.
Oraz kojarzycie te nazwy, nie? Być może nawet dostarczają wam prąd. To już wiecie, kto zapłacił za kolejną wielką, słomianą inwestycję PiSu, obliczoną wyłącznie na wynik wyborczy? Pewnie, że wiecie, domyśliliście się, gdy wspomniałem pierwszy raz o spółkach skarbu państwa.

Projekt sobie trwał, no ale ile można sypać hajsu do ogniska? Dlatego w lutym 2020 inwestycję zawieszono. Ale tak po wielkiemu cichu, bo przecież trwała kampania wyborcza niejakiego Dudy, więc nie można było wkurwiać potencjalnych wyborców.

I tera czekaj szwagier, bedzie dobre. Nadchodzi marzec 2021 roku i PiS triumfalnie przecina wstęgę na imprezie otwarcia nowego bloku elektrowni Ostrołęka. Ale to w alternatywnej rzeczywistości, bo u nas rozpoczyna się rozbiórka.

Kojarzycie? Finalnie wpakowaliśmy w to jako obywatele 1,6 mld złotych tylko po to, żeby po 4 latach od wznowienia budowy, zarządzić rozbiórkę. Jak myślicie, ile kasy poszło jak krew w piach? Ile straciliśmy bezpowrotnie? Podpowiem tylko, że z jakiegoś powodu nie jest to całe 1,6 mld. Sprawdzili to dwaj posłowie: Joński i Szczerba, dlatego w ogóle o tym wspominam.

Dobra, pytałem o to, ile hajsu poszło się jebać?

(chwila na muzykę z windy)

Prawidłowa odpowiedź brzmi: miljord trzysta.

Dam wam jeszcze chwilę, niech wnika w szpik.

Oczywiście mówienie o tym, że pieniądze zostały stracone bezpowrotnie, jest mało precyzyjne. Przecież w spółce budującej elektrownię pracowali ludzie. W jej władzach zasiadali ludzie. Wszyscy ci ludzie brali za swoją pracę pensje. Całkiem spore pensje, bo średnio po 15 koła miesięcznie. Więc nie, że krew w piach. Raczej hajs do kieszeni. Czyjej kieszeni? No ja dowodów nie mam żadnych, że pracownicy i władze spółki były w jakikolwiek sposób powiązane z PiSem, ale nie mam tej pewności tylko dlatego, że nie miałem czasu na sprawdzanie, kim są ludzie, którzy byli we władzach spółki.

Bo być może jestem do PiSu uprzedzony i była to jedyna tego typu inwestycja w historii rządów Partii, do której nie powtykano swoich ludzi, i nie kazano im dobrowolnie odpalać pajdy na fundusz partyjny (to też ciekawa patologia, takie przepompowywanie środków przez osoby prywatne na konto PiS). Mogło się tak zdarzyć. Ale jakoś mam problem, żeby w to uwierzyć.

Ciekawy jest jeszcze jeden wątek. Inwestycję zakończono z powodu wystąpienia „ważnych obiektywnych czynników otoczenia rynkowego”.

Przez cztery lata pompowano w tego misia nieprzytomną kasę, bo nikt nie czyta gazet i się biedaki nie zorientowali, że UE zmienia politykę energetyczną, że będzie Zielony Ład, że będziemy odchodzić od węgla. Nowe podejście powstało w nocy z wtorku na środę, nikt się go nie spodziewał, było kompletnym zaskoczeniem dla wszystkich. A przynajmniej dla inwestorów, bo jak czytamy w komunikacie Energi:

„Przypomnieć też należy, że plany budowy bloku węglowego w Ostrołęce do momentu m.in. radykalnych zmian w polityce klimatycznej Unii pozostawały racjonalne biznesowo, a wydatkowanie środków było niezbędne”.

Mnie przekonali, wszystko wina Unii (albo Tuska, zależy na co tam teraz jest zapotrzebowanie polityczne), która wzięła ich z zaskoczenia. Pieprzone UE.

Niektórzy mogliby się dodatkowo zainteresować, czym byśmy tam palili, bo przecież do pracy elektrowni potrzebne jest paliwo. Widzicie, tak się szczęśliwie składa, że całkiem niedaleko Ostrołęki jest kopalnia w Bogdance. Znaczy nie, że jakoś bardzo niedaleko, ale co to jest 260 km w linii prostej? Polska jest szeroka na mniej więcej 700 km, więc to raptem 1/3 szerokości kraju.

Albo może plan był inny? Może mieliśmy brać węgiel z Elbląga, który jest trochę bliżej?

Zaraz, jaki węgiel z Elbląga? Przecież w Elblągu nie ma węgla.

Czyżby?

„Główny strumień masy ładunkowej w obrocie międzynarodowym portu w Elblągu będą stanowić towary w relacji z Obwodem Kaliningradzkim”.

Więc zupełnym przypadkiem mogło się zdarzyć tak, że w niedoszłej Ostrołęce mieliśmy palić tanim, rosyjskim węglem, zamiast naszego, patriotycznego polskiego? Kto to wie?

Jednocześnie dowiadujemy się, że oprócz przejebania 1,3 mld na tego misia, zmarnotrawiliśmy miliardy z UE, przeznaczone na uniezależnienie się od paliw kopalnych. Chodzi o środki z unijnego systemu handlu emisjami. Tak, to te słynne ETS-y, którymi handlowaliśmy jak pojebani gdy były tanie, bo przecież kiełbadron wyborczy sam się nie sfinansuje. Potem odkupowaliśmy je, jak były drogie, co znalazło odbicie w cenach energii dla odbiorcy prywatnego. A tak w ogóle, to pół tej kasy miało iść na transformację energetyczną kraju. Zgadnijcie czy poszło? Tak, dzisiaj są łatwe pytania.

Zresztą  znając orłów z PiSu to nawet gdyby się zdecydowali na zieloną energię, postawiliby pewnie na gaz, zwiększając nasze uzależnienie od Rosji. Więc to chyba pierwszy raz, gdy się trochę cieszę, że tak zjebali, bo trochę mniej kasy rzucimy w paszczę bestii z Kremla, a koszty zaniechania transformacji jebną również wyborców Partii. Nie, że da im to do myślenia, ale ostatnio znowu mi się zmieniło podejście i ponownie zaczęły cieszyć mnie dotykające ich nieszczęścia. Ot, taka mała mściwa satysfakcja jebanego w każde miejsce przedstawiciela spauperyzowanej klasy średniej.

A skoro już jesteśmy przy energii, to słowo o żarówce. Pamiętacie tę fantastyczną kampanię edukacyjną, podczas której wbrew świadectwu faktów, państwowe firmy oblepiły kraj kłamliwymi plakatami, zawyżającymi faktyczny udział kosztów zesłanych nam na głowy przez Unię w końcowej cenie energii? I jak się fajnie tłumaczyli, że a jakże, i owszem, może i kłamiemy, ale chuj z tym.

No więc jest tak, że może nie udało się Partii rękami swoich przedstawicieli w SSP przekonać ludzi do tego, że drożejący prąd to wina UE, ale… No właśnie, zawsze jest jakieś ale. Kampania była duża, pisałem o niej, gdy wystartowała, nawet udało się policzyć przybliżone koszty (plus minus 12 baniek). Zasięgi miała duże (estymowane 17 mln Polaków). Ale efekt odrobinę odbiegający od oczekiwanego, przynajmniej według ruchu Akcja Demokracja, który zlecił sondaż badający odbiór tej kampanii.

Zrzucić winy za drożejący prąd z rządu na UE się nie udało, większość (42 proc. ankietowanych) jako winnych tego gnoju, wskazuje naszych orłów, Unię tylko 20 proc. I teraz przejdziemy do tego ale. Są bowiem dwie grupy ankietowanych, które UE wskazują jako głównego winnego, i to większością głosów, odpowiednio 45 i 33 proc. Zgadniecie jakie to grupy?

45 proc. to PiS, 33 – Konfederacja. Jak mówiłem, dzisiaj same łatwe pytania. I w sumie wypada się cieszyć, że udało im się obrzydzić jeszcze bardziej Unię głównie swojakom, którzy są już i tak przekonani do tego, że UE to zło, piekło i Szatan.

Ale oczywiście Prezes nie chce wyjść z Unii.

I tak to się żyje w tym chlewie obsranym gównem.

PS Miałem wam pisać o występie premiera Mateusza, w którym apelował do młodych, żeby pisali do swoich norweskich ziomków listy o treści ‚dej hajs, mam horom Polske’, ale nie napiszę, bo wszyscy to już słyszeli, i nie ma co robić egzegezy wypowiedzi, która sama się tłumaczy. Dlatego sobie darowałem.

No elo 103

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

Trochę mnie nie było, bo załatwiałem swoje sprawy. Ale już je trochę załatwiłem, więc jestem z powrotem.

Zebrało się mnóstwo materiału, ale nie będę tego wszystkiego szczegółowo omawiał, bo to nie ma sensu. Jakiż bowiem sens można znaleźć w powtarzaniu ciągle tych samych czynności w oczekiwaniu innego rezultatu. Można wyśmiewać nieudolność rządów PiS, ale co z tego, skoro ich wyznawcy są całkowicie zaimpregnowani na umiejętność refleksji.

I ja nawet nie mówię o refleksji typu ‘no tak, kurde, ten PiS niszczy praworządność, rozwala wszystko, lepiej zagłosujmy na PO’, tylko taką wiecie, chwilę zastanowienia, zrobienie dwóch kroków wstecz, spojrzenie na szerszy obraz i przyznanie się przed samym sobą, że nawet jeżeli nie rozumiem zagadnień związanych z makroekonomią, finansami państwa czy dyplomacją, to widzę jak państwo zamienia się w prywatny folwark partii, w którym wykształciła się nowa nomenklatura, tak znienawidzona przecież przez kręgi niepodległościowe. No, chyba że nienawiść obejmuje tylko nomenklaturę komunistyczną, nasza jest spoko, to wtedy wporzo.

Więc ja sobie mogę pisać kolejne odcinki. I Paweł Lęcki może pisać kolejne odcinki. I autor Doniesień z putinowskiej Polski też może pisać kolejne odcinki. I chuj z tego naszego pisania, PiS ma poparcie na poziomie około 30 proc., opozycja wygląda, jakby nie paliła się do rządzenia tym pierdolnikiem w następnej kadencji, cały mój chuligański trud psu w dupę, bo biję zakład o każde pieniądze, że swoimi tekstami mogłem wzbudzić cień refleksji u nie więcej niż dziesięciu osób, za to ani jednej nie skłoniłem do zmiany poparcia dla PiS.

Dlatego zeskoczę we własnej głowie z tego mesjanistycznego kucyka, na którego momentami trochę mnie podsadzaliście, a ja w covidowo-wojennym zaćmieniu ochoczo wskakiwałem. Już nie będę się wspinał, gdyż uważam, że Partię należy jebać tak po prostu, bez żadnego motywu typu ‘nawrócę rząd dusz i będę zajebisty’. Nikogo nie będę nawracać, chcecie żeby gniło – niech kurwa gnije.

Bo, tu pytanie do sympatyków PiS, widzicie że praktycznie wszystko gnije, nie? Dociera do waszej świadomości, że stryczek zaciska się coraz bardziej na naszych gardłach (naszych, bo rząd się sam wyżywi). I rozumiecie, że to nie jest wina PO ani Tuska, bo to nie PO ani Tusk rządzą od siedmiu lat? I że nie jest to wina Unii, bo nie można traktować wspólnoty państw wyłącznie jako bankomatu, z którego pinionc się nam po prostu należy? Widzicie, czy jesteście na takim poziomie wyparcia, jak Rosjanie z ich postrzeganiem operacji denazyfikacyjnej w Ukrainie?  

Dobra, jebać. Przecież mnie to tak naprawdę nie interesuje, bo dlaczego miałyby mnie interesować czyjeś mechanizmy dealowania ze swoimi lękami.

Dzisiaj zrobimy kilka tematów pobocznych i jeden główny.

Stan finansów publicznych… A nie, czekaj, nie ma już finansów publicznych. Znaczy jakieś tam są, bo przecież mamy w Konstytucji zapisane progi ostrożnościowe budżetu, po przekroczeniu których trzeba budżet równoważyć, czy co tam te Pełoskie pomioty nawymyślały, żeby tylko nie podzielić się dobrobytem z narodem, ale te oficjalne finanse i budżet to jakiś żart.

Jakiś tydzień temu podczas rozmowy wyraziłem ciekawość, czy ktoś to jeszcze w rządzie ogarnia. Znaczy czy jest jakaś komórka, która zbiera dane mówiące o tym, jaką część obciążeń teoretycznie budżetowych rząd wypchnął poza niego. Nie wiemy, czy jest jakaś komórka, pewnie nie ma, bo po co rząd ma sobie psuć dobre samopoczucie, ale ktoś to zebrał. No i ogólnie jest chujowo i niestabilnie, bo długu poza kontrolą parlamentu nazbieraliśmy ponad 320 mld ziko. Zadłużenie Skarbu Państwa to z kolei 1,15 biliona złotych. O kosztach obsługi tego zadłużenia nie chce mi się nawet pisać, bo to kolejne miliardy rocznie. A będzie więcej, bo żeby zachęcić świat do zakupu obligacji skarbu państwa, musimy podbijać ich oprocentowanie, więc szykuje się niezły pierdolnik za kilka lat.

Dobra, olać to, kogo obchodzi zadłużenie Skarbu Państwa, gdy na bombelki bynajmniej dają. Tylko tam pamiętajcie, że bombelkowe coraz mniej warte, bo pompowanie pustego hajsu w rynek nakręciło inflację do poziomów niewidzianych od dawna. Jasne, swoje dokłada wojna, ale nie dajcie się zwieść – to nie Putler odpowiada za całą naszą inflację. Oraz nie dajcie się zwieść – to nie koniec inflacyjnych wzrostów. Oczywiście możecie uwierzyć Sasinowi i jastrzębiowi polskiej bankowości Glapińskiemu, że wszystko mają pod kontrolą, ale w to już wierzą chyba tylko niepoprawni optymiści i ekonomiczni analfabeci.

Pamiętajcie – Partii przyświeca tylko jeden cel. Kolejna kadencja. Jeżeli w tym celu trzeba będzie rozjebać finanse państwa na strzępy, to tym gorzej dla finansów państwa.

I dlatego dzięki korzystnemu kursowi inflacji do złotego, ten ostatni warty jest tyle co papier, na którym został wydrukowany, co z kolei znajduje odbicie w jego kursie w stosunku do poważnych walut. Frankowicze zbierają coraz większy wpierdol, a to jeszcze nie koniec, bo rząd nie powiedział ostatniego słowa i kto wie, kto wie? Może jeszcze będziemy tęsknie wzdychać do franka za 4,50.

Żeby trochę ludziom ulżyć, i tej rosnącej inflacji jakoś przeciwdziałać, rada polityki tego i owego postanowiła zmienić stopy procentowe. Czego skutkiem ubocznym było dopierdolenie również kredytobiorcom złotowych, których oprocentowanie wisi na WIBOR-ze.

Mała dygresja.

Z tego miejsca chciałem się o coś zapytać wszystkich znajomych i nieznajomych zakredytowanych w złotym polskim, którzy kilka lat temu udzielali mi dobrych rad typu ‘kredyt tylko w walucie, w której się zarabia’ albo ‘no przecież w banku na pewno ci powiedzieli o ryzyku kursowym’, ewentualnie ‘a dlaczego nie chciałeś kredytu w złotówkach’ (chociaż wiedza o tym, dlaczego tzw. kredyty frankowe to jedno z największych oszustw systemu bankowego na obywatelach jest powszechna od kilku lat).

Jak się teraz czujecie jako pożyteczni idioci, którym nawet nie trzeba było płacić za jebanie frankowiczów z powodu tak durnego, jak waluta zaciągniętego kredytu? Pytam, bo po podwyżkach stóp procentowych, rata wam podskoczyła o więcej, niż mi po kolejnym załamaniu się złotówki. I nie pytam z mściwą radością czy przez złośliwość.

Widzicie, mnie praktycznie nigdy nie cieszy, gdy innym jest gorzej, bo ja wolę, gdy ludzie prą do przodu a nie wzajemnie ściągają się w dół. Po prostu jestem ciekaw, jak to jest pluć się bezinteresownie o coś, by po kilku latach zobaczyć, jak to coś odbija wam samym w twarz? Jak uważacie? Powinienem zacząć pisać u was komcie ‘trzeba było myśleć’ albo ‘mogliście przewidzieć ryzyko zmian stóp procentowych’? Poczulibyście się po nich lepiej? Przybyłoby wam od tego w portfelu? Byłby z takich słów jakiś pozytywny efekt? Zostawię was z tą myślą.

Koniec dygresji, wracamy do tematu, bo mi się ta notka rozłazi w szwach z braku struktury.

Pojawiła się znowu wyimaginowana wspólnota UE, która nie daje nam na uchodźców z Ukrainy. Która wstrzymuje pieniądze. Która karze nas za Turów. Jak tak można?! Oni są gorsi od okupantów. Nie wiem, jak wy, ale ja cały czas czekam na to, aż nasi napiszą wniosek o kasę na pomoc uchodźcom. Na razie chyba nie dali rady, bo cicho jakoś w tym temacie. A kasę dostali, UE dała nam hajs na uchodźców, Partia łże w tej materii, że niczego nie dostali. Dostali. I małe ptaszki ćwierkają, że ta kampania billboardowa, z którą mają jeździć po Europie, jest finansowana właśnie z tej kasy.

Niech to wsiąknie.

Mamy również ‘strajk’ kontrolerów lotów, który strajkiem nie jest, co nie przeszkadza rządowi w rozpowszechnianiu nieprawdziwych pogłosek o ‘niemoralnych żądaniach płacowych’. No bo przecież 80 koła miesięcznie jest moralne tylko wtedy, gdy płaci się je ziomkom decydującym wyłącznie o tym, do której nogawki sobie dzisiaj chuja włożą, ale nie ludziom odpowiedzialnym za bezpieczne niebo nad naszymi głowami. Doczytajcie sobie szczegóły sami, ja wam tylko szybko streszczę – rząd stworzył problem, wyeskalował go, wręczył kontrolerom wypowiedzenia zmieniające warunki pracy, kontrolerzy powiedzieli ‘no chyba was pojebało’. W efekcie rząd został z gaciami zrolowanymi na kostkach i z chujem na wierzchu.

Zgodnie ze swoją doktryną szoku i przerażenia, rząd natychmiast zaczął obwiniać kontrolerów za swoje błędy, jak choćby ustami niejakiego Dworczyka, który się nadął, napiął, zesrał, a na koniec powiedział, że żadna grupa zawodowa nie będzie terroryzować rządu (sprawdzić czy nie górnicy, rolnicy albo kościół, oni mogą). Oczywiście włączyli się też pożyteczni idioci i płatni propagandziści, którzy zaczęli pierdolić o agenturze GRU wśród kontrolerów, zaczęło się zwyczajowe wylewanie pomyj, które do tej pory zajebiście sprawdzało się, gdy trzeba było poszczuć Polaków na nauczycieli, opiekunów niepełnosprawnych, lekarzy czy ratowników medycznych. Nie dziwi fakt, że Polacy tej narracji nie podchwycili, bo kogo obchodzi kilkuset kontrolerów? No bądźmy poważni.

Pomysły rządu na wyjście z impasu też są zajebiste. Na przykład możemy przyjąć kontrolerów zagranicznych, przecież język polski nie jest w tej pracy potrzebny. Znaczy dokumentacja, procedury, komunikacja wewnętrzna odbywają się po polsku, no ale przecież do wszystkiego innego wystarczy angielski. Albo posadźmy kontrolerów wojskowych, bo przecież tych na pewno mamy nadmiar. Oba pomysły są idiotyczne i mogą doprowadzić do tragedii. Widzę jednak, że duch Smoleńska i zasada ‘jakoś to będzie’ są u nas wiecznie żywe. Niczego się na błędach i tragediach nie nauczyliśmy, niczego się nie nauczymy, i będziemy je w kółko powtarzać, krzycząc po fakcie, że odnajdziemy winnych tego wszystkiego.

Tak czy inaczej, efekt nieudolności PiS jest taki, że mieliśmy zamykać niebo nad Ukrainą, zamiast tego rząd skutecznie zamknął niebo nad Polską. Słyszeliście, że warszawskie Okęcie będzie czynne w godzinach 9:30-17:00, potem najbliższe czynne lotnisko w Berlinie? Powaga, szkieletowa załoga nie wystarczy na pełne obsadzenie wszystkich odcinków kontroli, więc o 17 lotnisko będzie się zamykać. Jeżeli to nie jest wielki sukces rządu, to nie wiem co nim jest.

Żartowałem, największy sukces rządu, już odtrąbiony przez Beatę Mazurek jest taki, że Gazprom odciął nas od rosyjskiego gazu. I fakt, że to Rosja nas zembargowała, pani Beata przedstawia jako sukces rządu. W obliczu takiej bezczelności, jak zawsze pozostaję bezradny i potrafię tylko powtórzyć po raz setny ten sam, jakże pasujący cytat ze Szwejka: „nachalne są te kurwy i zuchwałe”.

Temat główny dotyczy dzietności. Jej zwiększenie było jednym z haseł wyborczych pierwszej kadencji PiS. Miał powstać system zachęt, ratujący nasz coraz chujowszy przyrost naturalny. Nie może być tak, że emerytów przybywa, aktywnych zawodowo ubywa i społeczeństwo nam się starzeje. Mamy plan na podniesienie poziomu dzietności z aktualnego 1,4 do minimum 2,1. Pozwoli to na prostą zastępowalność pokoleń. Jaki plan spytacie? Ano, kurwa, sprytny.

(gdyby to był film na jutubie, teraz byłaby stopklatka i odgłos grających świerszczy)

Jedyne, co te tumany były w stanie wymyśleć, to pieniądze. Dajmy ludziom trochę hajsu, na pewno zaczną się rozmnażać.

Spore zaskoczenie – nie zaczęli.

Jak do tego doszło – nie wiem.

Nie będę wypisywał truizmów, bo każdy kto ma mózg i IQ wie, że decyzja o posiadaniu dziecka, to nie jest prosta gra ekonomiczna opierająca się wyłącznie na hajsie. Czy nam się to podoba, czy nie, ludzie zorientowali się, że gdzie indziej żyje się godnie, i zaczęli wymagać czegoś więcej, niż tylko pięciu stów co miesiąc.

Nie będę stawiał diagnoz i analizował powodów tego, że Polki jak na złość nie chcą się rozmnażać, bo potencjalnych przyczyn mogą być setki i tysiące, właściwie co człowiek, to powód. Jeden krzyknie ‘dajcie mi dostęp do żłobka, przedszkola i szkoły’, inny powie ‘gdzie tanie budownictwo czynszowe, nie mogę mieć dziecka w wynajmowanym mieszkaniu’, trzeci warknie ‘jeszcze więcej obostrzeń w ustawie aborcyjnej, jeszcze więcej ginekologów z klauzulą sumienia, jeszcze mniej porodówek, w których potraktują mnie jak człowieka’.

Już to kiedyś napisałem, powtórzę i dzisiaj: kobieta to nie automat, któremu wrzucasz pieniądze do pochwy, a po dziewięciu miesiącach wylatuje z niej dziecko. Bez fundamentalnych zmian w sposobie traktowania matek, ojców, dzieci, tworzenia wspomagającej ich infrastruktury i procedur, wkrótce dojedziemy do dzietności na poziomie 1. Po czym wymrzemy.

A piszę o tym ponownie dlatego, że chcę uczcić kolejny wielki sukces tego rządu, który w nawale innych wielkich sukcesów tego rządu, mógłby przemknąć niezauważony.

Otóż według danych GUS, w lutym 2022 roku urodziło się 23 tys. dzieci. Tak na oko, to nie za dużo, co nie? Jest lepiej, 23 tysiące to nie tylko nie za dużo. To najmniej od czasu drugiej wojny światowej.

Uszanowanko. Wracam do komnaty zen. Ogrodu zen. Na polanę zen. Albo pójdę sobie poćwiczyć.

No elo 102

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

Hej, Siri. Pokaż mi nieustające pasmo sukcesów Prezesa.

Nagłe niedomagania po wybuchu wojny w Ukrainie wszyscy pamiętamy. Znaczy pamiętamy, ale być może nie wiemy, dlaczego Prezes zapadł wtedy w dwutygodniowy sen. Otóż on całą noc był na łączach z szefami służb. I się zmęczył. A jak się w tym wieku człowiek zmęczy, to musi chwilę odpocząć. Ja na przykład jeszcze nie mam pięćdziesiątki, a jak zarwę noc, to następny dzień jest rozbity, bo ja w ciągu dnia nie potrafię spać w sposób umożliwiający wypoczynek. No budzę się non stop. Więc zrozummy Prezesa, który lat ma prawie 73 i musi wypoczywać trochę dłużej niż osoby młodsze.

Gdy Prezes się ocknął, wpadł do Sejmu, złożył jakiś projekt ustawy obronnej i znowu schował się w gawrze. Chwilę potem wyciągnął go z niej urzędujący hehehe premier i zabrał na wycieczkę do Kijowa.

Wielki sukces polskiej dyplomacji – tak krzyczeli komentatorzy z prawej strony. Ważny gest. Odważna decyzja. Ogólnie nastąpiło masywne narodowe wzmożenie, kolejne punkty expa wpadły na konto PiSu, i co wy na to lewackie szmaty? Co my tym gestem robimy jako Poland stronk? Otóż my tą kolejową wycieczką otwieramy oczy niedowiarkom. A propozycja Prezesa, żeby w Ukrainie zainstalować jakąś misję pokojową NATO, została okrzyknięta największym i najgenialniejszym ruchem politycznym tej dekady. Co ja mówię, dekady. Tego wieku. A może nawet poprzedniego.

No wazelina lała się potokami, a ja siedziałem sobie spokojnie i czekałem na to, jak skomentuje tę wycieczkę cywilizowany świat a nie nasze etatowe brązowe nosy. Dopóki krytykowali ją odwetowcy z Bonn i inne ciepnyje sabaki kapitalizma, można było bić pianę, że Niemcy zazdroszczą nam sukcesów dyplomatycznych. Albo są wściekli na to, że nam się udaje. Albo wina Tuska.

Niestety, najbrutalniejszy cios nadszedł z najmniej oczekiwanej strony. Prezydent Ukrainy, ten aktorzyna niewdzięczny, ten przebieraniec, ten… ten… błazen, który jeszcze przedwczoraj był wielkim mężem stanu, ale już dla nas nie jest, o nie, braciszkowie moi, powiedział COŚ TAKIEGO, ŻE KTO TO W OGÓLE WIDZIAŁ

„To Polska zaproponowała wprowadzenie sił pokojowych do Ukrainy. Nie rozumiem jeszcze w pełni tej propozycji. Nie potrzebujemy zamrożonego konfliktu na terytorium naszego państwa – wyjaśniłem to na spotkaniu z naszymi polskimi kolegami. Wiem, że kontynuowali tę retorykę. Szczęśliwie bądź nie, to wciąż nasz kraj, a ja jestem prezydentem, więc na razie my będziemy decydować, czy znajdą tu się jakieś siły”.

największy niewdzięcznik świata, Wołodymyr Zełenski

No i w pizdu wylądował. I cały misterny plan też w pizdu. Znaczy co sobie nabili punktów w kraju, to ich, ale Zełenski, zgodnie z przewidywaniami ludzi, którzy kojarzą fakty, i to jak się robi dyplomację, całą tę szkodliwą inicjatywę posłał na chuj. Co ciekawe, jeszcze w Kijowie powiedział polskiej delegacji, że nie chce u siebie żadnych sił NATO. USA powiedziało, że nie będzie żadnego NATO w Ukrainie. Prezes był jednak mądrzejszy od nich i próbował ten genialny inaczej plan forsować. Z widomym skutkiem.

Tak oto kolejny ruch ‘genialnego stratega ogrywającego opozycję jak chce’, wylądował na śmietniku, obok innych genialnych inicjatyw, spośród których wymienię choćby Trójmorze czy strategiczny alians z Orbanem, Salvinim i Le Pen.

No ale to jeszcze nie koniec. Otóż ostatnia wizyta Bidena w Polsce to nie tylko przemówienie na Placu Zamkowym, ale i szereg spotkań, rozmów i ustaleń.

Tutaj mały wtręt. Dużo osób mówi i pisze, że w przemówieniu było mało konkretów. Jakby wam to. Dobre przemówienia służą przedstawieniu ogólnej wizji, podniesieniu na duchu przez przywołanie chwalebnych kart historii i odniesienie ich do aktualnych wydarzeń, delikatnemu pokadzeniu mieszkańcom wizytowanego kraju i wzbudzeniu nadziei na to, że teraz jest chujowo, ale będzie dobrze. Czego natomiast nie powinno być w dobrym przemówieniu? Ano na przykład kawałka ‘to my wam damy miliard dolarów, do tego dorzucimy 15 Abramsów w bonusie do aktualnego zakupu i kopsniemy trzy skrzydła F16, które niedawno wysłaliśmy na emeryturę’.

Takie rzeczy bowiem załatwia się podczas wspomnianych rozmów odpowiednich resortów, spotkań roboczych, czasami być może nawet ustawia się jakieś trójkąciki typu Polska-USA-NATO. No wiecie, jak w biznesie. Prezesi dwóch firm przybijają piątki i mówią ‘łączymy siły’, a wszystkimi umowami, procesami, procedurami i transferami zajmują się specjaliści.

To tak w temacie braku konkretów w przemówieniu.

Podczas wizyty prezydenta USA w Polsce, odbył się szereg spotkań, rozmów i ustaleń. Bardzo ciekawych spotkań. Na przykład na niektórych był prezydent Duda, ale nie było premiera, chociaż poruszano na nich tematy, które premiera powinny jako żywo interesować. Ba! W niektórych przypadkach brak premiera mógłby w cywilizowanym kraju, w którym jest normalny łańcuch dowodzenia, czynić takie rozmowy bezprzedmiotowymi, bo niby co ma do powiedzenia prezydent na temat jakichkolwiek wydatków budżetowych. Cuda się działy.

Natomiast że na te rozmowy nie zaproszono wicepremiera do spraw bezpieczeństwa, no to skandal większy, niż ten, że Dudka na mundial nie wzięli. Chociaż nie, wróć. Większym skandalem jest to, że Biden ani się z Prezesem nie spotkał osobiście, ani Prezesa nie widzieliśmy na honorowym miejscu podczas przemówienia prezydenta USA. Czyżby amerykańska administracja zrozumiała, że może i chujowym, ale jedynym partnerem do rozmów w tym kurwidole jest prezydent Duda, a spotkaniem z lokalnym watażką nikt nie będzie się ośmieszał?

Tak, ja wiem, jak to brzmi, ale popatrzcie tylko na Andrzeja D. Jak zmężniał, jak zodważniał, jak powiedział Putinowi, żeby się nie zesrał (nie dosłownie, rzecz jasna, to może i dziecinna, ciągle raczkująca, ale jednak dyplomacja). Jak kazał czekać na siebie Bidenowi, chociaż słyszałem absurdalną teorię spiskową, że to spóźnienie było ukartowane, żeby Bidena mógł powitać Mariusz B. i wyżebrać u niego szybkie spotkanie z Prezesem. Ale to głupia teoria. I nieprawdopodobna. Kto by ryzykował życie prezydenta, żeby coś takiego zrobić.

Inna sprawa, że gdyby prezydent miał spotkanie z Prezesem, to byłby pewnie trzy godziny przed czasem, ale nie bądźmy małostkowi.

Wróćmy do Dudy, który chyba zaczął kojarzyć, że z PiSem chuja ugra, i pewnie dlatego wcześniej zawetował lex TVN. A potem tak mu się to spodobało, że zawetował lex Czarnek. Zaczął nawet robić coś na kształt własnej polityki. No ogólnie zrobił się z niego taki chłopczyk stanu, co zszokowało chyba wszystkich, bo to jakby wam się nagle zaczął stawiać stary, wykastrowany, wyleniały kocur, który ostatnie pięć czy sześć lat spędził leżąc w koszyku, a wczoraj zaczął się jeżyć, pokazywać pazury i na was syczeć. Ja bym był zaskoczony.

W ten oto sposób Prezes wykonał kolejny genialny ruch, dzięki któremu Biden go olał, Zełenski wyśmiał i ogólnie sytuacja zrobiła się trochę niezręczna. Jak obciąć towarzysko tego ukraińskiego zdrajcę jeszcze sztab pisowski nie wymyślił, bo było za mało czasu, ale przyczyny braku kontaktu Bidena z Prezesem już ogarnęli i ustami wicerzecznika PiS, niejakiego Fogiela, oznajmili światu.

Otóż Kaczyńskiego zabrakło podczas przemówienia na placu Zamkowym, gdyż spędził popołudnie… Tak, dokładnie wiem, co sobie pomyśleliście na temat miejsca pobytu Prezesa. Jest to niesympatyczne, bo nie siedział w ubikacji, tylko w domu, gdzie czekał na wynik testu na COVID. I póki nie było wyniku, to on siedział w domu. A jak wynik Prezesowi dostarczono, to on postanowił, że dalej będzie się zachowywał odpowiedzialnie i postanowił unikać kontaktu z innymi, przebywania w tłumie, i temu podobnych głupot związanych z wizytą tego starszego pana mówiącego w dziwnym języku.

Czekał na wynik testu długo, bo jest traktowany jak inni Polacy, którzy czekają długo. Ja na przykład w szczycie pandemii poszedłem na test i wyniki miałem po 3 godzinach, wpisane na tym rządowym portalu zdrowotnym. Takie domowe PCRy to tak w ogóle dają wynik po maks kwadransie, no ale bądźmy poważni, nikt nie będzie testował najważniejszej osoby w państwie jakimś testem za dychę. Prezes dostał najlepszy możliwy test, co mnie bardzo cieszy, bo najważniejsza osoba w państwie zasługuje na najlepszy możliwy test. Więc ja na przykład nie wiem, ile czasu trwa otrzymanie wyników z najlepszego możliwego testu. A wy cwaniaczki wiecie? Ha? No właśnie, tak myślałem.

Oczywiście natychmiast pojawiły się idiotyczne i szkodliwe dla polskiej racji stanu teorie, że nieobecność Prezesa podczas przemówienia to foch staruszka z powodu wyśmianie jego kijowskiej strategii. Złośliwi twierdzą, że skoro wszystkie jego decyzje są realizowane w kraju w lot, to odmowa Amerykanów mogła go lekko zszokować. Ja bym jednak tych głupot nie rozpowiadał dalej, trzymajmy się tego, że on postanowił jednak nie ryzykować życia i zdrowia innych, i czekał na wynik testu na COVID.

Oczywiście natychmiast pojawiły się równie idiotyczne i szkodliwe dla polskiej racji stanu teorie, że ktoś, kto miał przez całą pandemię w dupie wszystkie obostrzenia, olewał zakazy i nie potrafił samodzielnie prawidłowo założyć maski, teraz nagle zaczął się czymś związanym z COVID przejmować, ale są to teorie błędne, szkodliwe i nieprawdziwe. I ja bym ich nie rozpowszechniał.

Ostatni genialny ruch Prezesa (aczkolwiek nie mam pewności, że ostatni chronologicznie) to ostateczne rozwiązanie kwestii… Znowu was mam. Rozwiązanie kwestii Smoleńsk, KURWA! Otóż Kaczyński doznał objawienia. Oddam mu głos:

„Pierwszy raz po zapoznaniu się z różnymi dokumentami mam wyjaśnienie całości”.

Kaczyński Jarosław

Zapytany o dowody odparł:

„Więcej na ten temat nie mogę mówić. Mam prawo, jako poszkodowany, dostępu do różnych śledztw, ale nie mogę wszystkiego powiedzieć”.

Kaczyński Jarosław

Prawdziwy geniusz strategii ‘wiem ale nie powiem’ polega na tym, że ożywi zahibernowaną sektę smoleńską i rozpocznie nowy chocholi taniec na grobach. Głosy ludzi wierzących w pękające parówki i trotyl w skrzydłach są bowiem PiSowi bardzo potrzebne.

Ja natomiast muszę się kolejny raz zastanowić nad tym, czy istnieją granice ludzkiego zeszmacenia, skurwienia i cynizmu. I czy człowiek, jako istota inteligentna, empatyczna, czująca, wzrastająca, zdolna do autorefleksji i samorozwoju, ma wdrukowane wygrywanie bez oglądania się na ofiary i liczenia się z kosztami, czy to domena nielicznych. Na przykład, bo ja wiem, pierdolonych psychopatów?

Z tą myślą was pozostawię.

PS Miałem pisać o tym oddzielny tekst, ale w sumie po co.
Większość tych, którzy pomagają ludziom uciekającym przed wojną, robi to z własnych środków, w ramach własnego wolnego czasu, bez oglądania się na ewentualny zwrot z inwestycji. Jednak dzięki państwu możemy na niego liczyć – trzeba wypełnić kilka wniosków i dostaniemy po jakimś czasie 40 ziko za dzień przez maks 2 miesiące, co jest oczywiście lepsze, niż nie dostać nic.
A wiecie co jest jeszcze lepsze? Dostać 95 złotych dziennie (brutto) za udostępnienie uciekinierom pryczy na hali wystawienniczej Ptak Expo. Ponoć z wyżywieniem, ale wiem z pierwszej ręki, że jeszcze dwa tygodnie temu wolontariusze ogarniający to miejsce prosili ludzi o przywożenie jedzenia, bo w Expo głód. Nawet mi się tego nie chce komentować.

Oddalam się do mojego ogrodu zen. Jest w nim zajebiście przyjemnie.

No elo 101

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

Hej Siri, pokaż mi ludzkie gówno.

Albo nie pokazuj, po co mamy sobie wszyscy psuć smak życia i oglądać kał opakowany w garsonkę, z koronkowymi majtkami na twarzy i chujową fryzurą na głowie. To za dużo. Przejdźmy do tematu.

W komentarzu na fejsie walnąłem sobie kilka dni temu taki rancik. Byłem wymęczony psychicznie i fizycznie, sporo osób widać miało podobnie, bo komcio zaczął żyć własnym życiem. Wkleję go, bo będę chciał się do niego odnieść.

Wkurwiony Teklak

Minister do spraw bezpieczeństwa wsiadł w pociąg i pierwszy raz w życiu był zagranico. Sraczka trwała prawie 3 tygodnie, co chyba jest jakimś rekordem, ale jak przeszła, to cyk, i od razu na głęboką wodę, tak do pociągu wsiąść i pojechać do Ukrainy. Prezes podbił sobie notowania krajowe, bredząc coś o pokojowej misji NATO i wrócił. Inni obecni na tej wycieczce premierzy, podobno pytali Morawieckiego po chuj ojca ciągnął taki kawał drogi, ale nie wiemy, co odpowiedział. Prezydent Żelenski był zachwycony tym, jak technologia i robotyka poszła do przodu, ale ni chuja nie był w wstanie pojąć, po co Morawiecki przywiózł mu krasnala ogrodowego. Jasne, krasnal oddycha, mlaszcze, czasem zasypia, z rzadka pierdnie, ale jakie może mieć praktyczne zastosowanie w tej sytuacji? Strąca rosyjskie samoloty?

Przepraszam za ten niski dowcip, nie mogłem się powstrzymać.

Hej Siri, pokaż mi ludzkie gówno…

Kościół. No cóż, ten fajny, postępowy papież Franciszek miał również spotkanie z kupą w spodniach, przepraszam najmocniej, spotkanie miał z Cyrylem. Takie bardziej dyplomatyczne, bo jaki inny od dyplomatycznego miałby być powód spotykania się z gównem siedzącym tak głęboko w dupie Putina, że nawet operacyjnie nie da się go wyciągnąć. W końcu ten Cyryl wręcza wojsku rosyjskiemu ikonę, żeby jakaś tam matka boska błogosławiła tej barbarii w mordowaniu cywili. No kurwa, spoko akcja, tak sobie pogawędzić z przydupasem zbrodniarza wojennego, na pewno warto wysłuchać racji tego grzyba krwiożerczego.

Oraz szczególną uwagę komentatorów zwraca ten kawałek z fajnego, postępowego i nowoczesnego papieża Franciszka:

Jesteśmy pasterzami tego samego Świętego Ludu, który wierzy w Boga, w Trójcę Świętą, w Świętą Matkę Boga: dlatego musimy się zjednoczyć w wysiłkach, by pomóc pokojowi, pomóc cierpiącym, poszukiwać dróg pokoju, aby powstrzymać pożar.

fajny papież Franciszek

To naprawdę śmieszne, takie apelowanie o powstrzymywaniu pożaru do kogoś, kto swoimi czynami i słowami dokłada do ognia buzującego na Ukrainie. Jedni powiedzą, że Franciszkowi haker coś dopisał, inni że mu wyjęto słowa z kontekstu. Może więc dla kontekstu jeszcze jeden cytat:

Rachunek za wojnę płacą ludzie, są to żołnierze rosyjscy i ludzie, którzy są bombardowani i giną.

fajny papież Franciszek

Ktoś złośliwy mógłby się spytać, co do kurwy nędzy, w jednym zdaniu z mordowanymi cywilami, robią ich oprawcy. No i gdzie jakieś słowa o żołnierzach ukraińskich. I że może kolejność zestawienia płatników wojennych jest, kurwa, wysoce niestosowna. Zwłaszcza w kontekście pierdolnięcia przez ruskie bydło bombą w teatr, w którym ukrywali się cywile. I mógłbym tak długo, ale po co? Przekonanych nie przekonam, ci co mieli wiedzieć, że chuja tam nowoczesny, postępowy i fajny ten Franciszek, to wiedzą. Nic się nie zmieniło, cel jest jeden – umacnianie pozycji kościoła na świecie. A że gdzieś mieli ludność cywilną gigantyczna maszyna do mięsa? Chuj z nimi, jest wojna, na wojnie muszą być ofiary.

Hej Siri, pokaż mi ludzkie gówno…

Nasza krajowa delegatura coś tam robi, ale ciężko wyczuć co, bo u nich z dobroczynnością jak z finansami – po cichu, po wielkiemu cichu. Ale słyszałem, że Rydzyk przyjął dużo wojennych uchodźców… A nie, czekajcie, to nie tak, on przyjął dużo pieniędzy. Uchodźców chyba niekoniecznie, przynajmniej według ostatnich doniesień, ale proszę was – zaskoczcie mnie pozytywnie.

Hej Siri, pokaż mi ludzkie gówno…

No i na koniec pytałem o obrońców życia wypoczętego. Ci, o których nie wolno pisać, że są finansowanymi przez Kreml fundamentalistami, zamknęli ryje i siedzą cicho. Nic, nul, zero o wojnie, ale nie do końca. Otóż wojna jest dobrym pretekstem do produkowania kolejnych płomiennych manifestów. Patrzcie na tę laurkę:

Wydarzenia na Ukrainie w oczywisty sposób przykuwają naszą uwagę. Tę sytuację zapewne będą próbowali wykorzystać radykalni ideolodzy, aby niepostrzeżenie forsować swoje postulaty na forum międzynarodowym. Nie możemy pozwolić na ingerowanie w porządek prawny suwerennych państw.

to Filip Bator

Tutaj z kolei mówi Jerzy Kwaśniewski:

Surogacja i handel dziećmi, homoadopcja, eutanazja, seksedukacja, aborcja… Ideologiczne lobby chce wdrożyć je ponad naszymi głowami, za pomocą międzynarodowych trybunałów. Stoimy im na drodze. Występując w obronie demokracji i praw człowieka.

Jerzy Kwaśniewski

A o wojnie? No cóż, muszę być uczciwy, pomagają jak mogą… Hahaha, nic z tych rzeczy. Ruszyli z projektem Archiwum Zbrodni Wojennych, bo jest medialny, o niczym więcej nie słyszałem. I bardzo dobrze, chronienie dorosłych jest niepotrzebne, sami potrafią o siebie zadbać, prawdziwie ważne jest tylko życie wypoczęte. Od poczęcia do narodzin. Potem chuj z nim.

Hej Siri, pokaż mi ludzkie gówno…

Właśnie, a co z czołową obrończynią życia od poczęcia do narodzin, potem chuj z nim? Kaja Godek nie zawiodła i już dwudziestego drugiego dnia wojny ruszyła do pomocy. Ofiarowała noclegi, podstawowe przedmioty higieny osobistej, jedzenie… A nie, czekajcie, pojebał mi się notatki.

Kaja Godek, rozumiecie, przygotowała ulotki. Ale nie takie z najważniejszymi informacjami w dwóch językach, czy choćby podstawowe rozmówki polsko-ukraińskie. Nie, no co wy. Godek natrzaskała dla uciekinierów wojennych 200 tys. ulotek w języku ukraińskim, w których przestrzega ich przed skutkami aborcji i straszy wydumanymi konsekwencjami przerywania ciąży.

Macie, poczytajcie:

Polska chroni także życie dziecka, które nosi Pani pod sercem. Lekarz, który dokonałby aborcji na Pani dziecku, podlega karze więzienia do lat 8. Karze podlegają także osoby, które namawiają lub pomagają w zabiciu Pani dziecka. Jeśli zabieg przebiegnie z komplikacjami i będzie Pani korzystać z pomocy lekarskiej, organy ścigania muszą wszcząć postępowanie wyjaśniające, jak doszło do próby aborcji.

ulotka fundacji Życie i rodzina

I jeszcze taki farmazon zasunęli:

Aborcja to zabójstwo i najgorsza zbrodnia. Jeśli ktoś proponuje Pani aborcję, namawia do niej, organizuje środki, aby zabić Pani dziecko, proszę natychmiast zgłosić sprawę pod numer alarmowy telefonu 112 lub skontaktować się z najbliższym komisariatem Policji.

ulotka fundacji Życie i rodzina

Wszystko oczywiście opatrzone fotką instalacji z dżemu malinowego… Kurwa, wróć, ty bezduszny skurwielu, może jeszcze coś o farszu napisz. Całość opatrzona fotką… właściwie nie wiem, co to za zdjęcie. Abortowany płód? Kilka płodów? Nie mam pojęcia, nie podejmuję się ocenić, co to za gorefest.

No, i tak to fundacja Kai Godek pomaga uchodźcom wojennym.

Hej Siri, pokaż mi ludzkie gówno…

%d blogerów lubi to: