No elo 99

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

Ale co się stao, co się stao, co się stao?

Partia, jak pierwsza naiwna w burdelu, w szoku, że TSUE zadecydował, tak jak zadecydował. No doprawdy – spore zaskoczenie. Dla tych, którzy przegapili dramę, Trybunał uznał za zgodne z prawem unijnym przepisy, które uzależniają wypłatę funduszy od kwestii związanych z praworządnością. Skargę na ten mechanizm złożyły dwa kraje prymusowskie pod względem przestrzegania prawa, zarówno krajowego, jak i unijnego, a nawet bożego, czyli Polska i Węgry. Niestety, Unia zabrała nam zabawki, posłała do kąta i kazała się poprawić.

‘No dobra, przemyślimy swoje dotychczasowe reformy systemu sprawiedliwości’ powiedział nikt z obozu władzy, zamiast tego zaczął się płacz, wzajemne oskarżenia, no i oczywiście narracja ‘my nie chcemy Polexitu, ALE…’. Premier Morawiecki Mateusz poskarżył się tak:

‘Te instytucje wyznaczają granice swoich kompetencji. Przecież tak nie powinno być. Granice kompetencji są ściśle określone w traktatach. W traktatach, które nas także obowiązują przyznaliśmy pewne kompetencje, na wyłączność nawet, Unii Europejskiej. Ale tylko pewne. Cała gama innych kompetencji pozostała w domenie państw członkowskich. Centralizacja struktur Unii Europejskiej jest niebezpiecznym procesem. W tym nierównym dialogu staramy się pokazywać wszystkie ryzyka z tym związane. Czy wyście w tym TSUE z chuja spadli? Przecież zaraz nam obniżą rating, skoczy koszt obsługi długu zagranicznego, na pysk jebnie rentowność naszych obligacji, co wy odpierdalacie?’

Niestety, zezwierzęceni funkcjonariusze unijni głusi pozostali na płacze Mateusza i jego tupanie nóżką. Ba, po tym wyroku rosną bojowe nastroje wśród europosłów, którzy chcą jak najszybszego uruchomienia mechanizmu ‘hajs za rządy prawa’. Śmieszki z FDP zaproponowali nawet, żeby szefowej KE Ursuli von der Leyen i jej najbliższym współpracownikom zablokować wypłatę pensji. Do czasu, aż Komisja nie odpali tego mechanizmu. Jasne, wniosek nie ma szans, ale pokazuje, jak bardzo zaszliśmy niektórym za skórę.

Oczywiście zesrał się nie tylko premier. Wiadomo przecież, że magister minister Ziobro nie odpuściłby sobie okazji, żeby dojebać i UE, i Morawieckiemu. Zbigniew zasunął taki oto farmazon.

‘Jest to dowód na błąd, bardzo poważny polityczny, można powiedzieć historyczny błąd premiera Morawieckiego, który wyraził akceptację na szczycie w Brukseli 2020 roku dla wprowadzenia tego rozporządzenia, które już dziś służy do wywierania presję poprzez ekonomiczny szantaż na Polskę i ograniczać naszą suwerenność, choćby w obszarze sprawiedliwości czy wartości. Nie może tak, kurwa, być, że jakieś unijne patafiany zabraniają nam robić w kraju wszystkiego, co chcemy. My chcemy dalej orać system sądowniczy, bo albo będzie po naszemu, albo chuj”.’

I dalej jeszcze fajniej.

‚Szantaż ekonomiczny został użyty w pierwszej kolejności wobec polskich samorządów, co do których zażądano odwołania uchwał odwołujących się do ochrony rodziny i polskich tradycyjnych wartości i zasad wychowania dzieci w polskich szkołach. Bez stworzenia stref wolnych od ideologii gender i LGBT, polskie dziecko i polska rodzina narażone są na wirusa gejozy, bo przecież wszyscy wiedzą, że ta moda roznosi się drogą powietrzną. Dlatego samorządy postawiły kordony sanitarne, do których zniesienia zmusiła nas Unia. To ona będzie odpowiedzialna za ujemny przyrost naturalny i dziwne ubiory. To po prostu jest jakiś dramat.’

Zbigniew wozi się jak rasowy osiłek klasowy (tak, wiem jak to brzmi w kontekście jego kompleksji), który na przerwie klepie klasowego mądralę-okularnika. Ale mądrala-Mateusz jest ponad to, bo się naprawdę fajnie zachował. Otóż po tym, jak go Zbigniew ciutkę zgnoił, powiedział że magister Ziobro jednak powinien zostać w rządzie. To miłe.

Nad tym wszystkim czuwa odrobinkę gospodarz klasy – Jarosław, który podsumował postępowanie magistra prawa jako „troszeczkę przesadne”. Czyli tak trochę czuwa, ale do pionu nie stawia. Oddajmy głos Prezesowi:

‚Jestem zawiedziony tym, że takie oświadczenia padają publicznie, bo to na pewno naszej wspólnej sprawie nie służy, a tą wspólną sprawą jest utrzymanie naszej suwerenności. Oczywiście, to sprawa super ważna, ale oczywiście mamy także te inne. Dlatego troszkę się dziwię panu ministrowi, ale cóż, takie rzeczy w polityce się zdarzają, nie tylko u nas, ale również w innych państwach’.

Czyli na wschodzie bez zmian, magister trzyma Prezesa za jaja i miętosi nimi bezlitośnie. Ogon już od dawna macha psem.

Ostatnio pisałem, że dla Partii najważniejsze jest utrzymanie władzy, i mogą się dziać rzeczy irracjonalne z punktu widzenia człowieka zdrowego na umyśle. No i się dzieją. Bo z jednej strony jest tonowanie nastrojów, „nikt nie chce wychodzić z Unii”, a z drugiej od wczoraj trwa gigantyczna kałoteka posłów i europosłów naszej władzy. Padają słowa wielkie, pozwolę sobie na kilka cytatów.

Sekretarz stanu w KPRM, niejaki Wójcik Michał mówił tak:

Ci, którzy narzucili Polsce to rozporządzenie, to są oszuści i łgarze i krętacze. Taka jest prawda.

I jeszcze

Hipokryci unijni próbują nam zabrać suwerenność. Orzeczenie TSUE jest tego najlepszym wyrazem. Trzeba przed nimi obronić naszą tożsamość. Trzeba obronić Polskę. Świat. Ziemię. Układ Słoneczny. Drogę Mleczną. Grupę Lokalną Galaktyk… A nie, czekaj, ja w te głupoty nie wierzę. Tożsamość! Polskę! Gore, kurwa!

Wybrzmiał wyraźnie ważny głos Kempy Beaty

Możemy czuć się oszukani jako Naród. W 2004 roku wstępowaliśmy do Europy Ojczyzn a nie eurokołchozu – właśnie dlatego, że już raz czuliśmy na sobie bat Kołchozu. To orzeczenie możemy odbierać wyłącznie jako szantaż i zamach na naszą suwerenność, którą rozumiemy jako swobodę w okradaniu obywateli i budżetu, tak żeby się jakoś ustawić do końca życia, bo chyba nie będziemy rządzić wiecznie. Czy będziemy?

Wypowiedział się też jeden z moich ulubieńców, czyli Kaleta Sebastian

Historyczny dzień dla UE. Zmieniono traktaty rozporządzeniem i politycznym wyrokiem TSUE, który jest polityczny, bo nie pozwala nam robić tego, co chcemy. Od dzisiaj każda samodzielna decyzja Polski będzie obarczona ryzykiem szantażu finansowego, który jest faktem od kilku miesięcy, a dziś został w forum UE zalegalizowany, na co się kurwa jego mać nie zgadzamy, bo chcemy owszem, mieć tu sprawiedliwość, ale żeby zawsze była po naszej stronie. Więc nie rozumiemy, dlaczego UE się nam wpierdala, zamiast dać hajs i się zamknąć.

Pojawił się też niezawodny Kowalski Janusz, człowiek który ma do łba ze trzy długości boiska piłkarskiego, ale nie przeszkadza mu to w wypowiadaniu się na każdy temat

Wyrok TSUE kończy niuansowanie i zaklinanie rzeczywistości przez euroentuzjastów. To czarny dzień dla UE. Atak na Polską suwerenność unijnych eurokratów wchodzi w nową fazę: finansowego „głodzenia” Polski za nierealizowanie ideologicznej agendy Brukseli. Takie są fakty, Radosław, ale my się kurwa nie damy. Mamy tyle hajsu, że cały świat nam zazdrości i chce od nas pożyczać, więc nikt nas nie zagłodzi i nie zamydli oczu tymi miljordami. W dupę je sobie wsadźcie, wy, wy, wy… chuje.

Jacek Saryusz-Wolski, niczym Wernyhora, wróży nieunikniony koniec republiki takimi słowy

Po werdykcie TSUE droga do zmiany rządu drogą szantażu prawno-finansowego i ataku na demokrację otwarta. Już nie będziemy mogli wysyłać sędziów na drugi koniec kraju, odsuwać niewygodnych prokuratorów czy nękać ludzi protestujących przeciwko nam, bo te kurwy brukselskie zabiorą nam hajs. Nam, Polaką! Patriotą!

No i na koniec nasza najlepsza premiera od czasów Jagiellonów i Wazów, Szydło Beata, tak pięknie zasunęła TSUE i KE, że aż się łza w oku kręci

Polska i Węgry zaufały zapewnieniom Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej, że będą mogły robić u siebie, co będą chciały, rozbijać wewnętrzną jedność Unii i realizować świadomie lub nie, politykę Kremla. Teraz widzimy, że instytucje UE w rodzaju TSUE lub KE całkowicie lekceważą konkluzje RE z 2020 roku, a co gorsza, lekceważą też nasze dążenia do wzięcia wszystkich niepokornych za pysk. Organy UE tworzą własne normy prawne i polityczne, nie przejmując się ustaleniami RE i Traktatami, czyli trochę jak my, ale my to robimy w słusznej sprawie, a te unijne szmaty w niesłusznej, niech ich piekło pochłonie i chuj jasny trafi.

I tak dalej, i tym podobne, zesrańsko było tak masywne, że kał wypełniłby ze dwa baseny olimpijskie.

Oczywiście PiS kojącym tonem uspokajają ‚to nie my, to Solidarna Polska i Konfederacja mówi brzydkie rzeczy, wpisujące się w politykę Putina skierowaną na rozbijanie UE, u nas wszyscy w porządku są, jesteśmy za, jakoś rzeczy pochytamy, w ogóle luzik, Mateusz już ogarnia dopłaty do rolnictwa ze środków Ministerstwa Finansów, więc wiecie, z tą Unią to nie tak, że jest nam niezbędna”.

No i teraz są dwie drogi, bo oczywiście można sobie pierdolić, że my to chcemy, ale coś tam coś tam i kłody rzucają nam pod nogi. Ale trzeba podjąć męską decyzję – albo się wycofujemy z niektórych fakapów nazywanych dumnie ‚reformą wymiaru sprawiedliwości’, kosimy hajs, robimy ten dobrobyt i wydajemy europalety euro, albo stajemy murem za magistrem Ziobrą i mówimy ‚taki chuj, z raz obranej drogi nikt nas nie zawróci, idziemy w to a UE może nam skoczyć na pałąk’. Zostajemy bez hajsu, ogarniamy wszystko kasą z drukarek NBP, patrzymy jak kraj płonie, bo 330 posłów wybranych w wyborach powszechnych, równych, bezpośrednich, proporcjonalnych i tajnych jest zbyt upartych, by z raz obranej drogi się cofnąć albo zejść.

Więc oczywiście możemy spróbować odpalić te drukarki, ale nie czarujmy się, to będzie jak napompowanie konia wyścigowego dopalaczami. Przebiegnie jeszcze z pińcet metrów a potem się wypieprzy na pysk i nie wstanie, choćby świat płonął. Pieniądze z UE to jest zawsze oddech dla budżetu centralnego. Gdy tego oddechu zabraknie, budżet klęknie. Może się nie wywali, ale budżety samorządów, już dojechane na grubo Nowym Ładem, prawdopodobnie się załamią. Demografia w dupie, brakuje rąk do pracy, łatamy to pracownikami zagranicznymi, ale kraje ościenne też mają ograniczoną podaż siły roboczej, a i my nie jesteśmy krajem marzeń. Poza tym nie zapchamy wszystkich dziur, za 5-10 lat będziemy pewnie walczyć o wodę i o pielęgniarki, że tak sięgnę po przykład spod dużego palca.

Kasa z UE to nie są worki pieniędzy zrzucane z nieba tylko inwestycje. Krajowe i samorządowe. Nie ma możliwości, żebyśmy samodzielnie byli w stanie wykreować taki impuls, jaki dałyby nam pieniądze z KPO i budżetu unijnego. Zresztą znając tych cynicznych półanalfabetów polityczno-ekonomicznych, główny impuls byłby skierowany na rozdawnictwo a nie inwestycje, więc dodatkowo zwiększylibyśmy i tak rozbuchaną inflację. Która, gdybyście przegapili wiadomości, w styczniu wyniosła 9,2 proc. w ujęciu klasycznym, czyli rok do roku, i 1,9 proc. w stosunku do grudnia 2021.

Źródło: Bankier.pl na podstawie danych GUS

I powiem wam, że jeżeli wstrzymanie kasy z UE i rosnąca inflacja nie otrzeźwią tego narodu, to nic go nie ruszy. A jak go w końcu ruszy cena żywności i 500+ warte ledwo 300+, to pewnie będzie już za późno na cokolwiek.

Każdy kto ma mózg i minimum wiedzy ekonomicznej widzi, że bez kasy z UE czeka nas gruba nieprzyjemność. Partia też to wie, ale ważniejsze dla niej jest utrzymanie władzy niż dobro Polski. Dlatego z tego miejsca ponownie chciałbym pogratulować wszystkim wyborcom PiS. Well, kurwa, done.

No to trzymajcie się w tym kraju obniżonych wkrótce ratingów.

PS Cytaty z funkcjonariuszy partyjnych są prawdziwe, chociaż mogłem do każdego coś niewielkiego dopisać.

#thereisnofuckinggoodnews #mokratekturaigówno #zenRadek #ktocikurwaukradłniepodległość

No elo 98

No elo, myślicie że to koniec?
No, kurwa, niekoniecznie.

To zacznijmy w starym/nowym miejscu.

Nie wiem, jaką pozycję w strukturach władzy zajmują popłuczyny po ugrupowaniu Gowina, którego nazwy już nikt nie pamięta, czyli republikanie, ale ich kierownik, niejaki Bielan Adam, dał ostatnio mocny głos. Nie śledzę jakoś przesadnie dokładnie wszystkich wypowiedzi członków Partii i ich satelitów, ale wydaje mi się, że Bielan do tej pory siedział raczej cicho, nie wychylał się, wziął sobie te stanowiska, co mu je Prezes dał w zamian za wbicie noża w plecy Gowina, i nie wadził nikomu. Ktoś słyszał ostatnio co mówią republikanie? No właśnie.

Jednak gdy już postanowił dać głos, dojebał po całości i przyciął tak po bandzie, że ja się zastanawiam, czy miniony mają już w dupie Prezesa i mówią co chcą (i, jak pokazuje porażka lex kapuś, głosują jak chcą), czy Kaczyński ich rękami odwala brudną robotę. Od dłuższego czasu nie mam Jarosława za genialnego stratega, raczej uznaję jego prawo do coraz liczniejszych błędów, opozycję ogrywa dlatego, że jej jakość pozostawia wiele do życzenia.

Kurde, przecież gdybym miał kawałek tych pieniędzy, które ma opozycja, nająłbym riserczera, jednego z talentem do składania słów, jednego czującego internet kreatywnego od obrazków i jednego od zakupu mediów, po czym w sieci ładowałbym Partię w usto bolesne codziennie. Ale tak mocno, że przez spuchnięte wargi i połamane zęby nie mogłaby mówić. No ale nie mam, dlatego rzeźbię w tym, co pozostaje do mojej dyspozycji.

Wróćmy do tematu. Głos dał Bielan. Na grubo.

Najpierw zagaił, że Komisja Europejska działa poza prawem nie wydając opinii do polskiego Krajowego Planu Odbudowy.

– Komisja – mówił – czas miała na to do 1 sierpnia 2021 roku. W sumie trzeba byłoby rozważyć zaskarżenie jej decyzji, ale przecież rząd jest zgodny, wyciąga rękę, dąży do porozumienia, a nie eskalacji problemu. Więc po co mówić takie rzeczy, że rząd chce niedobrze, jak chce dobrze. Dogadać się chcemy, ale z drugiej strony zbliżamy się do momentu, w którym trzeba będzie tę sprawę przesądzić i podjąć jakieś kroki prawne, no bo kurwa, kto to widział, żeby nam jakieś Komisje nasyłali i faktury sprawdzali. Kto, kurwa, tyle lat faktury trzyma. Dlatego jebać to, koniec marca tego roku to taki ostateczny moment, kiedy decyzja musi zapaść. W tę, albo wewtę, niech się KE zdecyduje, czy nam zatwierdza KPO, czy mamy iść się na KE skarżyć do TSUE

– Przecież nie może być tak, że my składamy swój plan, taki na szóstkę z plusem, a ktoś się wbija i mówi, że mamy się zobowiązać do przestrzegania praworządności i likwidacji Izby Dyscyplinarnej SN. Nikt nam nie będzie mówił, jak mamy rządzić, toż to do chuja niepodobne.

– Do chuja niepodobna jest też sytuacja, w której nie możemy korzystać ze środków, z tych miljordów euraczy, a jednocześnie je żyrujemy, żyrujemy kredyt, z którego te środki są wypłacane takim na przykład Niemcom, którzy są już przecież bogaci. Albo Holendrom, którzy też są bogaci. Belgom, którzy też są bogaci. No to jak to tak, że się innym wypłaca, a nas się prosi o jakieś dowody praworządności. To jest sytuacja nie do zaakceptowania.

– I w związku z tym będziemy musieli podjąć jakąś decyzję, ewentualnie nawet o wycofaniu się z europejskiego planu odbudowy.

Być może cytaty z wypowiedzi Bielana nie były do końca wierne. Może dodałem trochę od siebie. Ale ostatnie zdanie zacytowałem dosłownie. Niejaki Bielan głośno mówi o tym, że być może nawet wycofamy się z EPO.

I ja bym może nawet się ględzeniem jakiegoś typa się nie przejmował, ale po pierwsze on jest członkiem obozu rządzącego, a po drugie, podczas jakiejś sejmowej komisji do spraw UE, niejaki Kaleta Sebastian potwierdził słowa Bielana, że rząd rozważa wycofanie Polski z EPO.

I ja wiem, że zarówno Bielan, jak i Kaleta to figuranty zwykłe, które chuja mają do powiedzenia, ale niepokoi mnie to, że Kaczyński zamiast ściągnąć im smycz, warknąć ‚siad’ i doprowadzić stado do porządku, milczy. A przynajmniej ja nie słyszałem jakiegoś stanowczego dementi.

Ogólnie narracja antyunijna ma się w najlepsze, i jeżeli ktokolwiek z was wierzy PiSowi, że on w Unii chce pozostać aż do naturalnego zgonu nas albo jej, i nigdy w życiu z niej nie wyjdzie, to niech łaskawie wyjmie głowę z miejsca, w którym je trzyma, rozejrzy się, posłucha, poczyta i zacznie ogarniać, że nasza europejska przygoda może się skończyć szybciej, niż wam się wydaje.

Powtórzę po raz kolejny. W PiS wszystko, ale to absolutnie wszystko, podporządkowane jest utrzymaniu władzy. Jeżeli Prezes uzna, że jakaś, z pozoru irracjonalna dla nas decyzja, da mu dodatkowe trzy punkty procentowe, to on ją podejmie. Wyzbądźcie się złudzeń, że będzie inaczej. Partia nie cofnie się przed niczym, zrobi absolutnie wszystko, żeby utrzymać się przy paśniku, jestem w stanie się o to założyć z każdym.

A że wszystko rozłazi się coraz mocniej w szwach, spodziewajcie się w najbliższym czasie festiwalu głupich decyzji.

I planowałem tu zakończyć, ale nie mogę sobie darować, i nie wspomnieć o kolejnym, trudnym do przegapienia elemencie antyunijnej narracji, który ostatnio widać na każdym kroku. Mówię o procentach w żarówkach.

Nie wiem, jak jest gdzie indziej, ale cała Warszawa jest zajebana bilbordami z żarówką, z których wynika, że głównymi winnymi wysokich cen energii elektrycznej, są biurokraci z Brukseli, którym zawdzięczamy aż 60 proc. wartości prądu. Bo wiecie, te, no, opłaty klimatyczne, do których zmusza nas Unia. Na banerach świecących w internecie możemy przeczytać takie atrakcyjne hasło, jak „Polityka klimatyczna UE = Droga energia, wysokie ceny”. Idzie to również na dużą skalę w prasie codziennej, żeby suweren na pewno nie przegapił tego, kto jest winien jego nieszczęść.

Fot. wirtualnemedia.pl, które screen pożyczyły z Twittera (źródło nieznane)

„A skąd gruby wiesz, że tym razem też rząd nam Unię obrzydza” – słyszę, jak krzyczą niektórzy uważniejsi czytelnicy. Za kampanię odpowiadają „Polskie elektrownie”, jak sobie wejdziecie na ich stronę, to zobaczycie konkretne spółki: Tauron, Enea, PGE GiEK czy PGNiG Termika. Ja tam nie wiem, ale to chyba państwowe podmioty.

Oczywiście infografika jest uproszczeniem na granicy prostactwa, żarówka podzielona jest na dwa pola – 60 proc. winy Tuska i Unii, i 40 proc. szarej strefy. I to powinno wszystkim wystarczyć, to przez UE mniej pieniędzy zostaje w kieszeniach Polaków. I nieważne, że te procenty nie mają nic wspólnego z naszym rachunkiem tylko z KOSZTEM WYTWORZENIA energii. I w tym kontekście z takim podziałem procentowym zgadza się nawet Komisja Europejska. Bo faktycznie, koszty emisji CO2 stanowią 60 proc. PRODUKCJI energii. Ale produkcja to nie wszystkie składowe tego, co składa się na nasze OPŁATY NA RACHUNKU. Bo jak się policzy udział Unii w naszym rachunku, to jest to 20-25 proc.

Oczywiście „Polskie Elektrownie” rżną głupa i twierdzą, że to jest kampania edukacyjna skierowana nie do konsumentów, a do wytwórców energii. Bo ci oczywiście niczego nie wiedzą, i potrzebują dużych bilbordów w centrum miasta, żeby ogarnąć ten temat. Zaprawdę, nachalne są te kurwy i zuchwałe.

To oczywiście chujowe tłumaczenie, bo zanim Polskie Elektrownie rozpoczęły „kampanię edukacyjną”, rozesłały do swoich klientów info z inną żarówką, z której dowiadujemy się, że za 59 proc. naszych rachunków odpowiada „koszt uprawnień do emisji CO2, wynikający z Polityki Klimatycznej UE” a za 8 proc. „koszt obowiązków OZE i efektywności energetycznej, wynikające z Polityki Klimatycznej UE”. Więc jednak 60 proc. nie dotyczy KOSZTÓW WYTWARZANIA energii, tylko naszych comiesięcznych OPŁAT NA RACHUNKACH?

No mówię, nachalne. I zuchwałe. A wszystko winą Unii.

A teraz czekajcie, bo idzie samo gęste z dna tego sracza. Think tank Instrat przyjrzał się cenom prądu. No i okazało się, to co wszyscy wiemy – są nyeco za wysokie. Ale analitycy Instratu zerknęli głębiej i okazało się, że jest coś, czego opinia publiczna już nie wie. Otóż te podwyżki cen prądu, którymi tak ochoczo fundacja Polskie Elektrownie obarczyła UE, mogą wynikać z czegoś innego.

Widzicie, przeciętna polska elektrownia osiągnęła w grudniu 2021 marżę wynoszącą około 70 proc. kosztów wytwarzania. I w samym grudniu spółki energetyczne zarobiły cztery (słownie: 4) miliardy (słownie: dziewięć zer) złotych (słownie: śmieciowa waluta). Marże na wytwarzaniu prądu są najwyższe od lat. Zerknijcie na obrazek poniżej.

Pod koniec roku marże wynosiły około 350 zł/MWh. W 2018 roku było to 50 zł/MWh. Wtedy prezes Urzędu Regulacji Energetyki wszczął postępowanie w sprawie wysokich marż. Teraz martwa cisza, świerszcze grają. Wiecie dlaczego? Ja też tego nie wiem, ale mam podejrzenie. Z tych 4 miliardów w samym grudniu, spółki energetyczne odpalą dolę państwu w podatkach, akcyzie i w czym tam jeszcze. Im więcej wydoją spółki z obywatela, tym więcej doli dostanie państwo. Jednocześnie politycy mogą krzyczeć, że przez Tuska i Unię ta drożyzna, uruchomią jakieś pseudotarcze, które będą kosztować mniej, niż dostaną od spółek energetycznych, i tak to się toczy. Przy czym oczywiście to wyłącznie moja teoria i mogę się mylić.

Jednak jedno wiemy na pewno. Wiemy kto jest temu winien. To Tusk i Unia.

Powtórzę. Nachalne i zuchwałe.

A skoro zaczęliśmy od Bielana, to i Bielanem skończymy. Bo oprócz pierdolenia okrutnych farmazonów godzących w polską rację stanu, zdarza mu się palnąć tak bardziej do śmiechu. W ubiegły poniedziałek ‚Dziennik Telewizyjny TVP’ wyemitował krytyczny materiał o Nowym Ładzie, Morawieckim, odwołanym ministrze finansów Kościńskich. Wiadomo, że Kurski Morawieckiego nienawidzi, więc skorzystał z nadarzającej się okazji, żeby mu przylutować. Oczywiście nie ma się czym ekscytować, że w tym sraczu obsranym gównem trwają wewnętrzne walki frakcyjne, ale Bielan postanowił całość umaić i podsumować ją z batutą i z humorem.

Powiedział mianowicie taką rzecz:

– Mamy w Polsce wolne media. To, że TVP krytykuje rząd, to nie jest nic złego, niezdrowego. Wręcz przeciwnie. Minęły czasy, kiedy telewizja publiczna była kontrolowana przez byłego posła Juliusza Brauna i był zakaz mówienia czegokolwiek złego o ówcześnie rządzącym premierze Donaldzie Tusku.

Oddychacie z powrotem? To patrzcie teraz.

Braun był prezesem zarządu Telewizji w latach 2011-2015. W tym czasie nie zajmował się niczym innym, jak blokowaniem dostępu do anten stacji TVP politykom opozycji i tłumieniem krytyki Tuska. Fajna fucha, brałbym. Jak w praktyce wyglądało niedopuszczanie polityków PiS i Solidarnej Polski do głosu i blokowanie im krytyki Tuska? No kurde, gdyby tylko ludzka pamięć była tak dobra żeby sobie przypomnieć programy polityczne obsadzone wyłącznie przez polityków ówczesnego rządu, mielibyśmy dowód, że za PO nie było wolności słowa, Braun trzymał TVP pod butem (z takim nazwiskiem to wiadomo, że niczego innego nie umiał robić) i był zakaz mówienia czegokolwiek przez polityków opozycyjnych.

Gdyby tylko można to było jakoś gdzieś sprawdzić…

TVP publikuje na swoich stronach comiesięczne raporty, w których podlicza łączny czas antenowy przyznany przedstawicielom władz państwowych (rząd, prezydent), partii, związków zawodowych i związków pracodawców w programach ogólnopolskich TVP S.A w audycjach publicystycznych i informacyjnych.

Dane były i są przygotowywane pod względem formy na odpierdol (brak zbiorczych za cały rok, niektóre miesiące w xls, inne w pdf), ale są. Mamy lata 2008-09, potem przerwa do 2013 i od tamtej pory już w miarę ciągle.

No to załóżmy, że popatrzymy na rok 2013 i 2019. Lata wybrane spod przysłowiowego dużego palucha, w miarę wolnego czasu może przyjrzę się np. 2014 i 2020, ale na razie mam obrobione wstępnie tylko te.

W 2013 roku rządziło PO i PSL. W tym czasie PO dostało do dyspozycji 24 163 minuty czasu antenowego w TVP1, TVP2 i TVP Info, a PSL 7 004 minut. Razem 31 167

PiS kneblowano tak skutecznie, że dostali marne 7 188 minut, Solidarna Polska 2 305. Razem 9 493, chociaż nie pamiętam jak między nimi się wtedy układało i czy powinienem ich liczyć razem.

Tak czy inaczej, porównując tylko PiS i PO, ci pierwsi dostali 30 proc. tego, czym zadysponowali drudzy.

Teraz 2019. PO plus POKO – 2 771 minut. PSL (liczę z rozpędu, bo nie wiem, czy im ze sobą po drodze) – 4 104. Nawet jeżeli bym sumował (nie wiem dlaczego, ale niech będzie), to razem wychodzi 6 875 minut. Swoją drogą to niezłe kuriozum, że jakby nie było największa partia opozycyjna dostaje mniej niż PSL, które operuje na granicy wejścia do parlamentu. Tymczasem Solidarna Polska dostała 3 274 minuty a PiS 31 617.

W 2019 roku PO dostało ledwie 9 proc. czasu, jaki miał PiS.

Rzuciłem okiem na 2020, bo jest ładnie poukładany w pdfach. PiS – 31 266 minut, SP – 4 280, PO – 6 749 minut i PSL 3 213 minut. Przy sumowaniu PiS+SP vs PO+PSL (dalej nie wiem, dlaczego to robię, ale niech będzie) wychodzi 35 546 do 9 962 minut. Jest gorzej niż rok wcześniej, bo ci drudzy dysponowali tylko 28-oma proc. tego, co miała Partia i satelity. Porównanie PiS do PO już trochę łaskawsze dla tego drugiego, bo było to 22 proc. czasu, jakim dysponował PiS.

W tabelce wszystko widać.

Opracowanie własne na podstawie danych ze strony tvp.pl

Nie doliczyłem czasów komitetów wyborczych tych ugrupowań, bo tam była jeszcze większa przepaść. Oczywistą rzeczą jest, że Bielan kłamie. I ja rozumiem, że rolą polityka jest kłamać. Kłamać żeby dobrze zrobić swojemu ugrupowaniu. Kłamać, żeby zgnoić przeciwnika politycznego. Kłamać, żeby uwieść wyborców. Ale pamiętajmy wszyscy, żeby czasami zadać sobie odrobinę trudu i powiedzieć „taki chuj, tym razem sprawdzam”.

No to trzymajcie się w tym kraju, którego politycy chyba jednak nie chcą być w UE.

#thereisnofuckinggoodnews #mokratekturaigówno #zenRadek #miałemdociągnąćdosetki

To skomplikowane

Fot. Pexels

Trochę mnie nie było, ale wracam. O przyczynach rzeczy, które się wydarzyły, piszę poniżej.

Muszę wam coś opowiedzieć. To stara historia, jeszcze z początków kolejnictwa. Pozwoli wam zrozumieć, dlaczego moje pierwsze wejście na stronę i odpalenie na niej Patronite wyglądało, jakbym was oszukał, albo co najmniej naciągnął. Ale zanim wam coś opowiem, chcę przeprosić.

Przepraszam.

Przepraszam za Patronite, które uruchomiłem chwilę po tym, jak ruszyłem ze swoją stroną. Dla tych, którzy nie wiedzą – Patronite umożliwia comiesięczne wsparcie ulubionego twórcy określoną kwotą. Autor ustawia progi, w których oferuje jakieś bonusy, czytelnik wybiera za ile chce wesprzeć i wspiera tyle czasu, ile uważa za stosowne. No i z tymi progami i obietnicami to była pułapka.

Dużo rzeczy obiecałem, ledwie kilka dowiozłem, większości nie. Patronite był zaciągniętym w stosunku do patronów zobowiązaniem, bo wierzyłem, że jak zaciągnę zobowiązanie, to zrobię wszystko, żeby dostarczyć, dzięki czemu coś we mnie zaskoczy i znowu będę działać tak, jak działałem wcześniej., zanim straciłem pracę i usiadłem w fotelu. Oczywiście nie udało się, bo i się udać nie mogło.

Widzicie, ja wtedy nie wiedziałem kompletnie niczego o depresji, nerwicy lękowej, o przyczynach ośmiu godzin stuporu w fotelu i powoli rosnących trudnościach w codziennych czynnościach, których wykonywanie normalnie odbywa się w tle, a wtedy było dla mnie niczym przyniesienie mamuta na kolację. Nie wiedziałem, że moim czynnikiem formującym i nadającym sens życiu był mój pracoholizm, i jak zabrakło pracy, to ten sens straciłem. W krótkim czasie znalazłem się w takim stanie, że zalepienie dziury w ścianie, zatarcie jej papierem i wkręcenie wieszaka to było coś, co musiałem robić na cztery rzuty, przez miesiąc, i chyba nawet raz się w trakcie pracy rozpłakałem.

Zresztą wtedy wielokrotnie miałem łzy w oczach, bo z jakiegoś powodu wszystko mnie wzruszało. To znaczy smuciło, ale myślałem, że wzrusza, chociaż było to bardzo zaskakujące, bo mnie przecież do tej pory wzruszał Helikopter w ogniu, Kompania Braci, Tak tu cicho o zmierzchu i Biały Bim Czarne Ucho.

Gdybym tylko wtedy wiedział to, co wiem teraz. No ale nie wiedziałem, więc moja szarża z motyką na słońce była wzruszająca i straceńcza.

Zresztą nie mogła być inna, gdy za długofalowe zobowiązanie w stosunku do ludzi, których zna, lubi, kocha, szanuje, bierze się człowiek nic nie wiedzący o depresji, nerwicy lękowej i powodach codziennego ośmiogodzinnego stuporu w fotelu. On myśli, że mu się uda. A uda mu się na pewno, bo nie chce ich zawieść. Niestety, to ja byłem tym człowiekiem, i to ja nie wiedziałem w jak chujowym stanie psychicznym się znajduję.

I oczywiście zawodziłem, bo wyjście do kina to była wyprawa na drugi kraniec Ziemi, przesłuchanie audiobooka sprawiało mi ogromną trudność z powodu niemożności skoncentrowania się na najprostszych rzeczach, lektura to była abstrakcja, bo wieczorem nie pamiętałem, co przeczytałem rano. A pisanie stało się tak przyjemne, jak wkładanie ręki w młockarnię i tak proste, jak zimowe wejście na K2.

Z czasem robiłem coraz mniej rzeczy, do których się zobowiązałem, patronów ubywało a ja czułem coraz większą ulgę, bo zawodziłem coraz mniej osób. Widzicie jaka żelazna logika mi towarzyszyła?

Ludzie zwracali mi uwagę, że nie dowożę, ja czułem się, jakby mi ktoś kiepował fajka na czole, ale słuszne pretensje w końcu milkły, zaś ja mogłem poczuć się ciut lepiej, bo ubyło kilku kolejnych patronów.

Oczywiście pielęgnowany starannie wizerunek twardego Hłaski nie pozwalał mi się przyznać do słabości ani przed samym sobą (to było trudne), ani tym bardziej przed ludźmi (to było zaiste wzruszające), dlatego próby wysłania mnie na terapię podejmowane przez najbliższych, natrafiały na ścianę niezrozumienia i opór. „No co ty, przecież na terapię chodzą psychicznie chorzy, mi nic nie dolega” – taki byłem twardy. A nie da się przecież zmusić człowieka, żeby sam sobie pomógł, jak tego nie chce.

Na szczęście są w moim życiu dwie zawzięte kobiety, których upór miał w przyszłości przynieść efekty w postaci leczenia farmakologicznego i terapii. Dziękuję im, bo bez ich ciężkiej pracy nade mną, dalej siedziałbym 8 godzin dziennie w fotelu. A właściwie, to jak sobie teraz myślę, to pewnie by mnie nie było.

Mamo, Marysiu, nie ma słów, które oddałyby moją wdzięczność za wszystko, co dla mnie zrobiłyście.

Na razie jednak mamy 2016 rok i nic ze sobą nie robię. W 2017 też nie. I nawet nie chodzi o to, że nie dawałem rady pisać. Dawałem. Tylko każdy tekst musiałem z siebie wypruwać po kawałku i coś, co teraz zajmuje mi godzinę w ramach przerwy regeneracyjnej po obiedzie, wtedy było kilkudniowym wysiłkiem, który nie sprawiał mi żadnej przyjemności. Zresztą wtedy wszystko smakowało jak wiór posypany popiołem.

I tak to trwało. Wstyd mi było wracać na stronę, bo trzeba byłoby się skonfrontować z tamtą rzeczywistością i opowiedzieć ludziom to, co teraz czytacie. Nie byłem na to gotów, terapia była w toku, rany jeszcze się nie zagoiły, wyrzuty sumienia rozpieprzały mnie na kawałki, potęgując poczucie słabości i bycia gównem.

Za to na Fejsie, gdzie się coraz bardziej przenosiłem, było całkiem spoko, status wrzuca się szybciej i wygodniej niż tekst na stronę. Gratyfikacja lajeczkowa jest większa, dyskusja żywsza, popularność rośnie szybciej, a ja wtedy potrzebowałem oznak sympatii. O rany, jak bardzo potrzebowałem, żeby pomimo gigantycznego fakapu ludzie mnie lubili.

Same plusy, które dopóki byłem pikocelebrytą buszującym w mateczniku najniższej oglądalności, nie przesłaniały minusów. A na nie składały się na przykład obraźliwe wiadomości prywatne w folderze Inne (dzięki nim zacząłem do niego regularnie zaglądać, dzięki czemu nie przegapiłem kilku ważnych informacji, dzięki hejterzy!). Konieczność banowania wyjątkowo chamskich palantów. Pierdolnik w sekcji komentarzy. No i oczywiście zgłaszanie moich tekstów jako nękanie.

Nie wiem, jak to działa i czy jak jeszcze kilka razy mnie podpierdolą na Fejsie, to mogę stracić konto (ban mnie nie boli, tydzień wolnego od sociali to prezent od losu), ale wolę tego nie sprawdzać. Dlatego wracam na stronę i to tutaj będę kontynuował swój cykl ‚No elo’, i może pisał trochę innych rzeczy. Ale raczej szykujcie się na politykę.

Mam nadzieję, że chociaż trochę zaskoczę wszystkich, którzy na mnie tutaj, bez wiary w mój powrót, czekają. Z czasem trochę podpimpuję stronę, dodam może bajery wymagane aktualnymi wymaganiami wyszukiwarek, odkurzę Patronite, żeby każdy kto jednak chce mi dać piątaka, mógł to zrobić. A przede wszystkim będę mógł sobie znowu dłubać w miejscu, w którym nikt mi anonimowo nie odbierze wolności publikowania tekstów, które mu nie pasują.

Nie piszę po to, żeby było miło.

Po raz kolejny witam się z państwem.

PS Przepraszam za ten landszaft, ale wszyscy mówią, że dodanie zdjęcia jest zalecane, bo polepsza wasze doznania, to co się będę kłócił. Chciałem natomiast uniknąć fotek ludzi z twarzami przeoranymi bólem, trzymających się za głowy. No nie.

Z kamerą wśród zwierząt 14

Niektórzy się cieszą, że wróciłem do pisania, inni się martwią, że znowu te gówniane tematy polityczne. Spieszę donieść, że niedługo zacznę zapodawać inne treści.

A tymczasem przechodzimy do podsumowania tygodnia, czy nawet dwóch, bo tydzień temu nie pisałem, z powodów, o których opowiem w następnym tekście.


Jest sobie spółka PFR Nieruchomości. I ona, ta spółka, jest odpowiedzialna za rozwój programu Mieszkanie Plus. Złego słowa o samym pomyśle nie powiem, bo wierzę w to, że mieszkanie nie musi być wcale kupowane na wolnym rynku za chore pieniądze, tylko przekazane lokatorowi przez państwo najpierw na wynajem, a potem na własność.

Program wystartował w 2016 roku, jeszcze Szydło Beata go ogłaszała. W ramach programu miały powstać tysiące mieszkań. Dwa lata później, Prezes dał głos i w swoim liście do poddanych napisał “W ramach programu „Mieszkanie Plus” chcielibyśmy wybudować w najbliższych latach od 2,5 do 3 mln tanich mieszkań. To śmiały cel, ale wykonalny”.

Nawet sam premier aktualny obiecywał, że do końca 2019 roku w budowie będzie 100 tys. mieszkań.

Dotychczas do użytku oddano niecały tysiąc mieszkań, kolejne półtora tysiąca w budowie. Gdyby miało się potwierdzić to, co obiecał Prezes, to zakładając stuprocentowe przyspieszenie tempa budowy, tymi milionami mieszkań będziemy cieszyć się w roku 5769. Ja nie doczekam, ale cieszę się szczęściem przyszłych pokoleń.


Skoro jesteśmy przy bombastycznych obietnicach, to co prawda dalej nie ma miliona aut elektrycznych, ale za to prąd elektryczny wkrótce bardzo podrożeje.


Wkrótce minister, Woś Michał, jechał 180 km/h. Właściwie to nawet nie jechał, ale był wieziony. Wnioskując z jego słów, to nawet nie tyle wieziony, co więziony i uprowadzony. Bo widzicie, on krzyczał do kierowcy, żeby tamten zwolnił, bo wkrótce minister Woś nie lubi szybkiej jazdy, ale kierowca nie zwolnił i jest przypał, bo 180 km/h na drodze gdzie jest ograniczenie do 90 km/h jest delikatną przesadą. No i ta jazda po buspasie. Ale to wszystko wina kierowcy.

Dlatego pamiętajcie, jak was ktoś złapie za rękę, to najgłośniej ze wszystkich krzyczcie, że to nie wasza ręka. I będzie dobrze.


Z dobrych wiadomości: po upływie pół roku od premiery “Tylko nie mów nikomu”, w sprawach poruszanych w filmie, w tym kraju nie zmieniło się absolutnie nic. Nawet nowelizację Kodeksu Karnego magister Ziobro zjebał. Na wschodzie bez zmian.


W 2017 roku narodowcy zrobili sobie manifkę, podczas której na szubienicach powiesili zdjęcia z wizerunkami europosłów PO głosujących za rezolucją PE, dotyczącą praworządności w Polsce. Ktoś tam gdzieś nieśmiało robił czynności, ale bez przesady, nie będziemy przecież szkalować i karać naszych sojuszników w walce z opozycją. Dlatego karykatur…, przepraszam, prokuratura w Katowicach umorzyła sprawę. I żeby było jeszcze weselej, nie zrobił tego prokurator prowadzący sprawę, tylko zastępczyni szefa katowickiej okręgówki.

Widzicie, wieszanie zdjęć na szubienicach nie jest przestępstwem związanym z groźbą przemocy. Oczywiście wyłącznie, jeżeli dotyczy wieszania zdjęć przeciwników politycznych obecnej władzy.

Jak widzę zasztyletowanie człowieka na scenie, nie dało władzy do myślenia.


Kręci się inba związana z anulowaniem, czy tam powtórzeniem głosowania. Dowody są niepodważalne, więc nikt się tą sprawą nie zajmie na poważnie, opozycja się pruje, ale nic to nie da przecież. Cztery lata temu pewnie byśmy się wkurwiali, może nawet poszlibyśmy manifestować pod Sejm. Przez ostatnie cztery lata nauczyliśmy się jednak, że nasze protesty mają skuteczność brzozowej witki w starciu z wkurwionym misiem grizzly, więc po występie marszałkowej Witek Elżbiety, tylko wzruszyliśmy ramionami i wróciliśmy do swoich zajęć.


A skoro jesteśmy przy protestach. W końcu władza pogodziła Polaków, wybierając do Trybunału Konstytucyjnego trzech nowych sędziów. Ludzi o nieposzlakowanej opinii, kryształowo uczciwych intelektualistów, tuzów sędziowskich, krem a’la krem prawniczego świata. Są to: Krystyna Pawłowicz, Stanisław Piotrowicz i Jakub Stelina, i doceńcie, że powstrzymałem się od prostego dowcipu związanego z nazwiskiem pana Jakuba.

Piotrowicz z Pawłowicz nie mają co prawda nieskazitelnego charakteru, są aroganckimi chamami, nie są apolityczni, a wręcz przeciwnie, a wreszcie nie spełniają kryterium wiekowego, bo są za starzy, ale z jakiegoś powodu się do TK nadają. Tak musi być.


Natomiast śmiech pusty mnie ogarnia na myśl o tym, że przysięgę od tych sędziów będzie odbierał Duda Andrzej. Pamiętacie jak podczas zaprzysiężenia nowego parlamentu mówił o pojednaniu, powściągnięciu języka, utrzymaniu kultury i odrzucenie sporów? Pisałem o tym krótko poprzednim razem. I teraz taka gruba nieprzyjemność się przydarza, że na apolitycznych sędziów TK, pan prezydent Andrzej będzie zaprzysięgał polityków bryzgających nienawiścią do wszystkiego, co żywe. Jeżeli to nie jest najśmieszniejszy dowcip świata, to sam nie wiem, co nim jest.


Szef banku Pekao SA, niejaki Krupiński Michał, w którymś z wywiadów powiedział, że nie jest bankierem PiS, i że nie lubi tego określenia. Ktoś kiedyś powiedział, że nie będzie notariuszem rządu. Teraz też pewnie nie lubi tego określenia.


Nasza nowa Milicja Obywatelska notuje nieustające pasmo sukcesów. W Koninie niedouczony funkcjonariusz zastrzelił 21-latka, we Włocławku dwóch, ponoć doświadczonych milicjantów, nagrało komórką półnagą kobietę, która wspinała się po kratach komendy, natomiast w Sitnie (lubelskie) przeszli samych siebie. Otóż uwagę funkcjonariuszy przykuł kierowca, który chyba jechał zbyt ekscentrycznie jak na godzinę 9:00. Gdy próbowali go zatrzymać, spierdolił im na teren swojej prywatnej posesji. Zatrzymali go w końcu i wydmuchał 2,5 promila, samochód prowadził pomimo zakazu prowadzenia pojazdów, a bryczka nie ma aktualnych badań technicznych.

Co w tej sytuacji robi polska milicja? Puszcza typa. Gość oddaje kluczyki członkowi rodziny i obiecuje, że nie wsiądzie do auta. Kilka godzin później rozjeżdża czy też potrąca dwóch pieszych i ucieka z miejsca wypadku. Po zatrzymaniu wydmuchuje 3 promile.

Oficer prasowa KMP w Białej Podlaskiej przekonuje, że milicja działała zgodnie z obowiązującymi przepisami. Czyli pamiętajcie, jeżeli już uciekniecie funkcjonariuszom na swoje podwórko, chuja wam mogą zrobić. Aautomatycznie otrzymujecie kartę wyjścia z więzienia. Chciałbym dać coś optymistycznego na koniec, ale mogę tylko zacytować Angry Boba z filmu Hardware:

As for the good news – There is no fucking good news!

Z kamerą wśród zwierząt 13

Dzień dobry po długiej przerwie. Powiem wam, że jedną z najgorszych rzeczy, jaką może człowiek sobie zrobić, jest autocenzura. Następnym razem bardzo poważnie się zastanowię, gdy ktoś będzie mi sugerował, że niby wicie-rozumicie, po co takie rzeczy pisać? Bo chyba za stary jestem na takie gówno.


Niejaki Karczewski Stanisław, najpierw przekonywał, że nie wiadomo, czy na pierwszym posiedzeniu Senatu uda się wybrać nowego marszałka. Nie zaprzeczał też, że rozmowy z senatorami opozycji na temat przejścia na stronę lepszej zmiany trwają i trwać będą. Gdy podczas głosowania odbył się lekki wpierdol i PiS marszałka stracił na rzecz Tomasza Grodzkiego, nasz złotousty, już były marszałek, stwierdził że on to w ogóle puszcza w niepamięć ostatnie cztery lata pałowania opozycji i, tutaj cytuję dosłownie, ma nadzieję na współpracę na rzecz rozwiązywania problemów Polek i Polaków. Senat nie może być areną walk partyjnych. Potrzebny jest dialog. Lekarzowi z lekarzem, chirurgowi z chirurgiem, będzie łatwiej o porozumienie. Damy radę.

W zasadzie jedyne co mi przychodzi do głowy, to cytat ze Szwejka, ten o nachalnych kurwach. I zuchwałych.


Lidia “Niezależna” Staroń bardzo starała się uzasadnić swoje wstrzymanie się od głosu w głosowaniu na marszałka. Ona co prawda nie miała nic przeciwko kandydaturze Grodzkiego, ale jest istotą wrażliwą, i jak sama się wyraziła, nie dla niej polityczne gry. I wstrzymała się, bo chce pozostać niezależna. Gdyż jej partią są ludzie.

No, a jej hasłem niech zgoda i współpraca będzie. Po co tacy ludzie się pchają do polityki, skoro nie dla nich gry? Może to było takie wystawienie się na licytację, i kto da więcej, ten weźmie panią senatorkę niezależną?


Macierewicz Antoni, marszałek senior, na posiedzeniu inaugurującym nową kadencję, mówił rzeczy. Oczywiście dokładnie takie, o jakie prosił Karczewski, czyli o współpracy i o tym, żeby Sejm nie był areną walk politycznych.

Mogliśmy więc usłyszeć stonowane wypowiedzi o odpowiedzialności za ostateczne uporanie się z ciemną spuścizną komunizmu, spadającej na posłanki i posłów. Było o tym, że bez względu na różnice, wszystkich nas MUSI łączyć miłość do ojczyzny i wola potępienia zbrodni przeciwko narodowi. Nie, że może czy coś takiego. JEST MUS, ROBAKI!.

Było też o tym, że zdecydowana większość Polaków chce jedności opartej na wartościach narodowych i chrześcijańskich. Wspomniał też o tym, że wszyscy doskonale wiemy, jakie decyzje budują niepodległość, a jakie prowadzą na manowce. Wiemy też, jaką cenę płacimy za porozumienia Okrągłego Stołu i jak wygląda kolejna faza postmarksistowskiego ataku oraz dokąd prowadzi ideologia gender. Nie mogło zabraknąć wtrętu o Smoleńsku, ale ostrożnie, bo przecież komisja do tej pory nic nie pokazała, i jak się w końcu ktoś każe z tej szopki rozliczyć, to będzie gruby przypał. Oczywiście nie mogło obyć się bez opowieści z mchu i paproci o zagrożeniach zewnętrznych.

Bardzo dobre przemówienie, które emanowało wolą konsensusu i porozumienia. Słuchałem i szlochałem ze wzruszenia, zwłaszcza przy kawałku o tym, że musimy zbudować silne państwo narodowe z jasną hierarchią wartości odróżniającą patriotyzm od zdrady, dobro od zła, cywilizację życia od cywilizacji śmierci.


Urzędujący prezydent Duda, który szykuje się do kampanii wyborczej, i przemawiając wcześniej, tak wyciągał rękę na zgodę, że bałem się, że mu wypadnie z barku, minę w trakcie przemowy seniora miał nietęgą.

On tu chce być poważnym kandydatem centrowym, może z lekkim odchyleniem konserwatywnym, mówi o Polsce w sercu, porozumieniu, wspólnym zdaniu i języku szacunku, a tu wchodzi Antoni, cały na biało, i rozpierdala mu w drebiezgi całą narrację. W zasadzie prezydencka mina mówiła “Andrzej, kogoś ty mianował seniorem, nie lepiej było faktycznie wybrać najstarszą posłankę, tę Śledzińską, czy tam Katarasińską, fakt, jest z Peło, ale może by tak przynajmniej nie majaczyła”.


JKM tak się zmęczył tymi przemówieniami, że się zdrzemnął. Znowu, bo już wcześniej drzemał w Parlamencie Europejskim, z którego brał pieniądze, rozpracowując go w ten sposób od wewnątrz. Na moje, pan Janusz powinien sobie sprawdzić cukier.


Z ławy sejmowej położonej obok, na śpiącego zerkał łakomie niejaki Tarczyński Dominik. Człowiek prosty, na dodatek porywczego charakteru, obiecał kiedyś, że pan Janusz dostanie od niego wpierdol przy pierwszej okazji. Wpierdolu nie było, więc może o coś innego chodziło Dominikowi, gdy pisał tweeta następującego:

„W imieniu tysięcy wyborców którzy oddali na mnie głos, wypłacę w Sejmie temu szaleńcowi sprawiedliwość zgodnie z kodeksem honorowym. Przy pierwszym spotkaniu”.

Macie jakieś pomysły? Co tam u Boziewicza stoi, bo mój egzemplarz aktualnie w drugim mieszkaniu?


Grejt sakses polskiego rządu, który zrobił wszystko, żebyśmy latali do USA bez wiz. Pierwszy Polak, który poleciał do USA bez wizy, zasłużył sobie na materiał w telewizorze publicznym, gdyż na zamorskiej ziemi Franklina i Washingtona, spotkało go ciepłe przyjęcie. Urzędnicy imigracyjni mu gratulowali, piątkę zbił z nim Marcin Gortat.

Chwilę potem okazało się, że podróżnik akurat przelatywał z tragarzami i zupełny przypadkiem jest to, że ów podróżnik, niejaki Bakalarski Marcin, jest pracownikiem TVP. Która to zresztą telewizja publiczna, jako dobra firma, kupiła mu bilet do tych Stanów. Naprawdę, w tym kraju z uniesień pozostało mi tylko lekkie uniesienie brwi, a ze wzruszeń, wzruszenie ramionami.


Na koniec dobra wiadomość. Akcyza na wódkę, browara i szlugi miała wzrosnąć o 3 proc. Zamiast tego od stycznia wzrośnie o 10 proc. Więc wydaje mi się, że to dobry pomysł, środki uzyskane z tego wzrostu od razu będzie można przesunąć na służby celne i policję. Bardzo dobry ruch, bo przecież to oczywiste, że żadnego przemytu artykułów pierwszej potrzeby w tym kraju nie ma, nie było, i nigdy nie będzie.


Aha, bym zapomniał. Episkopat jest, jak zwykle, rozczarowany wszystkim i wszystkimi.


Do zobaczenia następnym razem.

KK(K) took my baby away

Tematów związanych z religią strzegę się niczym głodu, wojny, śmierci i morowego powietrza. Trzeba się uzbroić w bardzo dużo cierpliwości i mocne szkło powiększające, żeby znaleźć jakiś mój komentarz do spraw związanych z religią, a właściwie w naszym kraju, bardziej z kościołem katolickim.

Nie robię tego z przyczyn oczywistych – jak dochodzi do rozmowy na uczucia i przekonania, a nie na argumenty, wszyscy się pałują ze wszystkich sił, potem się na siebie obrażają, a jednocześnie wszystkim się wydaje, że taką dyskusję wygrali, co jest trochę krępujące, zwłaszcza dla obserwatora postronnego.

[tutaj był długi kawałek tekstu o KK, ale go wywaliłem, żeby nie jątrzyć]

Mam taką śmiałą propozycję. Dla wszystkich, którzy są wkurwieni tym, co się aktualnie w KK dzieje. I którym ciągle jakoś z tym dziwnym, spotworniałym kościołem po drodze. Pewnie po drodze do zbawienia, ale jak ma mnie takie coś zbawiać, to ja stanę z boku i sobie zapalę.

Skoro was tak uwiera krzywda ludzka, i tak bardzo bolą postępki kleru, przestańcie chodzić co niedziela na mszę. Przestańcie chrzcić dzieci. Przestańcie puszczać je na religię. Nie posyłajcie do pierwszej (ani żadnej następnej) komunii. Ani do bierzmowania. Nie bierzcie ślubów kościelnych. A jak już się w kościele znajdziecie, to zwalczcie w sobie szlachetny odruch dania na tacę.

I, co najważniejsze, przestańcie się przejmować tym, co ludzie powiedzą. Nic nie powiedzą. Albo pogadają chwilę i się znudzą, bo szybko znajdą sobie nowy temat do kręcenia skandaliku.

Popatrzcie jak to zrobiła moja narzeczona. Przez 6 lat, więcej czasu spędzała w kościele i na Oazie, niż w domu rodzinnym. Ale jak ją KK wkurwił, to się nie oglądała na innych, tylko poszła sobie poszukać Boga poza murami tej instytucji. I szczęśliwie go sobie znajduje gdzie indziej. Przy okazji, i mówię wam to w tajemnicy, jest groupie Ducha Świętego, którego uważa za bardzo spoko byt.

Ja w sobie nigdy nie miałem jakiejś wielkiej duchowości. Znaczy za dzieciaka czegoś tam szukałem, ale sytuacja była specyficzna, czasy nieciekawe, byłem w KK undercover, ale szybko mi przeszło i przestałem być jakkolwiek. Ostatni kontakt z tą instytucją miałem gdzieś tak w okolicy 3 klasy ogólniaka, potem sobie wymaszerowałem stamtąd i od 30 lat mnie tam nie ciągnie. Zbawienia nie szukam, w bogów nie wierzę, jak jacyś wierzą we mnie – dobrze dla nich, mi to nie robi. Powiedziałbym wam gdzie mam uwagi ludzi o mnie, związane z tym tematem, ale nie powiem, bo to kulturalny wpis.

Mogę też przytoczyć i przedstawić przykłady oraz świadectwa wcale licznych znajomych, którzy chodzili do kościoła, bywali regularnie, pochajtali się prawilnie a potem przyjrzeli się tej instytucji i stwierdzili „o ja pierdolę, byłem ślepy, a teraz widzę”. I zostali na przykład pastafarianami. Ramen. I nic się nie stało, Ziemia dalej krąży dokoła Słońca, dzieci się rodzą, starcy umierają, zmęczone kobiety stoją w kolejkach po mięso a ich mężowie piją browara z sąsiadem pod śmietnikiem.

Więc wiecie, z tym ludzkim gadaniem to jest zwyczajnie przereklamowany temat. Nie chodzimy do kościoła, a jest nas wcale spora grupa, i jakoś żyjemy. Dzieciaci nie puszczają swoich dzieci do kościoła, i jakoś żyją. Naprawdę, ja bym nie wyolbrzymiał. Można śmiało przestać przykładać rękę do działań tej organizacji i nie czuć się z tego powodu winnym. Trzeba tylko zatrzymać się na chwilę i odpowiedzieć sobie na jedno ważne, zajebiście ważne pytanie: czy chcę być w takim kościele?

A potem przestać być.

Oink oink oink

Nie że jakoś kocham dziki miłością szaloną, ale pomysł wystrzelania 210 tys. sztuk wydał mi się nieco ekscentryczny. Zwłaszcza, że PZŁ ocenia populację dzików na 215 tysi, co oznacza, że to nie polowanie, nie obława, nie łów, lecz planowe niszczenie gatunku.
 
Co się w sumie zgadza, gdyż tęgie umysły z ministerstwa tego i owego wykombinowały, że jak się odjebie większość dzików w Polsce, świnie przestaną zapadać na ASF, czyli afrykański pomór świń. No dobra, ale co właściwie mają wspólnego dziki z zapadaniem świń na African Swine Fever?
 
W sumie nie zdziwiłem się bardzo, że elementem wspólnym dla chorych dzików i chorych świń jest wyłącznie człowiek. I to właśnie przez totalną wyjebkę polskich hodowców i polskich celników, głowę dadzą polskie dziki. Sprawa mianowicie wygląda tak.
 
Za ochronę hodowli przed pomorem odpowiada właściciel gospodarstwa i głównie od niego zależy, czy będzie miał problem i zacznie krzyczeć „wybić te kurwy zębate, dziki”, czy problemu mieć nie będzie. Za rozwlekanie wirusa na duże odległości odpowiadają ludzie nie dziki. I ogólnie, jako gatunek, dajemy dupy tak, że strach.
 
Hodowca/rolnik może ochronić swoje stado, stosując się do zasad ochrony przed ASF. Konieczne jest przestrzeganie bioasekuracji, i ja wam szybciutko wymienię niektóre z zaleceń.
 
Można zabezpieczyć gospodarstwo świniowe podwójnym ogrodzeniem, na podmurówce, minimum 1,5 metra wysokości. Trzeba ograniczyć możliwość wchodzenia na fermę. Wchodzący powinni umówić się wcześniej, wziąć prysznic, ubrać się w ubranie z fermy, zaparkować w odpowiednim miejscu i unikać bezpośredniego kontaktu ze świniami.
Trzeba wprowadzić program zwalczania gryzoni i zabezpieczyć tak zwaną szczuroszczelność, czyli tak wykończyć i przystosować budynki fermy, żeby gryzonie nie miały jak wejść. Okresowa dezynsekcja. Zabezpieczenie budynku przed dostępem zwierząt domowych. Utrzymywanie świń w pomieszczeniach zamkniętych. Prowadzenie rejestru samochodów do transportu świń wjeżdżających na teren gospodarstwa. Prowadzenie rejestru wejść osób do pomieszczeń ze zwierzętami. Jednym słowem dużo zawracania dupy.
 
No i takie drobiazgi jak wdrożenie programu czyszczenia i dezynfekcji pomieszczeń gospodarczych oraz sprzętu mającego kontakt ze zwierzętami. Na koniec wreszcie trzeba czyścić ubranie i gumiaki, w którym się wchodzi na fermę. A najlepiej to się przebrać, o czym wspomniałem wcześniej.
 
Widzicie ile tego? Sporo. A wiecie, z czym te wszystkie czynności się wiążą? Z kosztami. A przecież rolnicy i hodowcy u nas biedni, ledwo wiążą koniec z końcem, szczawiu jeno skubną, wodą źródlaną popiją, na przednówku łobodę jedzą. No to skąd oni mają brać pinionc na takie inwestycje?
 
Zresztą, kto zechce w tym kraju popełnić polityczne samobójstwo i powie rolnikom i hodowcom, żeby sami się zabezpieczyli przed ASF? Cimoszewicz powiedział, zgodnie zresztą z prawdą, że przed skutkami powodzi rolnicy powinni się ubezpieczyć, i co go spotkało? No, ja pamiętam, a wy poczytajcie.
 
Wspomniałem też o celnikach, którzy pozwalają wwozić trefną trzodę z Ukrainy czy z Rosji. No i co teraz? Ktoś ma stać nad nimi i pilnować, żeby nie wpuszczali? Przecież to kosztuje. A skąd na to brać?
 
Więc łatwiej odjebać prawie całe pogłowie dzików.
 
Warto tutaj wspomnieć słowa ministra środowiska, który powiedział, że PZŁ chuja wie, że on nie wierzy w liczenia dzików odbywające się w Polsce, i że dzików może być od 200 do nawet 500 tys.
 
Ja bez kozery powiem milion dwieście, bo mi tak wyszło z estymacji. Kiedyś na Białołęce widziałem 20 dzików na 50 metrach kwadratowych, poodliczałem różne tereny zielone, rzeki, stawy i jeziore, pomnożyłem, podzieliłem, i wyszło mi, że w kraju mamy 1 247 552 dziki. Moja liczba jest lepsza, bo dokładna a nie jakoś brzydko zaokrąglona.
 
Minister powiedział też, że sama bioasekuracja nie wystarczy, i że wirusa należy eliminować z przyrody.
 
No to ja życzę powodzenia. I pozwólcie, że zacytuję tutaj profesora doktora habilitowanego Zygmunta Pejsaka, który o takie rzeczy wypisuje w internetach:
Wirus ASF jest wyjątkowo oporny na działanie czynników środowiskowych i ma następującą przeżywalność:
 
w glebie zanieczyszczonej zakażoną krwią (a tego będzie na megatony) – kilka miesięcy
w śledzionie zakopanej w ziemi – 280 dni
w kojcach, w których przebywały świnie – 4 miesiące
we krwi w 4 stopniach C – do 18 miesięcy
wirus wytrzymuje przedział pH – od 4 do 13, co oznacza od dołu piwo, ale od góry już wodorotlenek sodu. Jasne, przeżywalność liczy się w minutach, ale jednak
w wędlinach dojrzewających – 300 dni
w mięsie zamrożonym – do 15 lat
W zasadzie, żeby tego gnoja zabić, trzeba przez minutę gotować mięso w temperaturze 80 stopni. Odporna, zjadliwa menda.
 
Oszczędzę wam opisu procedur dezynfekcyjnych po zakażonych sztukach, ale w grę wchodzi podchloryn sodu i wapnia, soda kaustyczna, kwas solny czy pary formaldehydu. Wiara w to, że myśliwi nie rozwleką wirusa jeszcze bardziej jakoś nie ma do mnie przystępu.
 
Właśnie, skoro jesteśmy przy myśliwych. Pomimo tego, że za loszkę państwo płaci 650 ziko brutto a za pozostałe sztuki 300, podobno łowcy wielcy koronni wcale nie palą się do tej masowej egzekucji, gdyż strzelanie do ciężarnych loszek uznają za pierdolone barbarzyństwo.
 
PZŁ twierdzi, że wszystko idzie zgodnie z planem, realizowane są plany łowieckie, masowy odstrzał nie zagraża pogłowiu dzików, bo one się mnożą jak króliki, i że cel przewidujący ograniczenie populacji dzika do poziomu 0,1 osobnika/km2 jest realizowany bez przeszkód. Jednym słowem tip-top.
 
Czytałem różne opinie, jedni twierdzą, że zniesienie ograniczeń sezonowych i zezwolenie na wykorzystanie noktowizji w polowaniach to przejaw kompletnego zbydlęcenia ludzi z ministerstwa. Drudzy mówią, że tylko nokto i miotacze ognia zatrzymają triumfalny pochód ASF nad Atlantyk. Banda stetryczałych profesorów i doktorów, co to w życiu w lesie ze sztucerem nie była twierdzi, że możemy strzelać do usranej śmierci i nic to nie da bez bioasekuracji. Możemy poczytać raport NIK, gdzie stoi jak byk, że skoro 74 proc. gospodarstw w Polsce północno-wschodniej nie wprowadziło niezbędnych zabezpieczeń zgodnych z zasadami bioasekuracji, to cały misterny plan w pizdu. I że hodowla przyzagrodowa niweczy go jeszcze bardziej, nie mówiąc o nielegalnych handlu świniami pochodzącymi z terenów ognisk ASF. I tak dalej, i tym podobne.
 
No więc ja, po przeryciu się przez te materiały, utwierdziłem się jeszcze bardziej w przekonaniu, że rządzą nami idioci. I to tacy po nastajaszczy horror szoł tępi, że całujta mnie w żopsko.
 
I cały ten szajs.
 
Dobranoc państwu.

Z kamerą wśród zwierząt 12

Postęp utorował sobie drogę do naszych serc niczym ostrze siekiery. W tym i ubiegłym tygodniu było gęsto nad wyraz.


Senat na kolejnym żenującym posiedzeniu przyklepał wszystko, co miał przyklepać. Jak zwykle nocą, bo oni inaczej chyba już nie potrafią. Nie ma tutaj się za bardzo nad czym rozwodzić, oprócz może tego, że niejaki Karczewski poskracał czas wystąpień senatorom opozycji, formułując swoją światłą myśl w typowo butny, pisowski sposób:

– Zastosowaliśmy możliwości regulaminowe, skróciliśmy już niepotrzebną i powtarzającą się w swoich wątkach dyskusję i przeprowadziliśmy głosowanie, i to głosowanie, ponieważ mamy większość, wygraliśmy.

A, bym zapomniał. Kilka dni wcześniej uzasadnił postawienie barierek dokoła parlamentu tym, żeby się świry tam nie dostawały i nie szkodziły. Przepraszam za płytki żart, ale na to już za późno. Dostały się i szkodzą. A, bym zapomniał. Potem niejaki Karczewski się tłumaczył, że to skrót myślowy i hakier mu dopisał. Czy oni w ogóle potrafią mówić po polsku?


Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że irlandzki sąd, który odmówił Polsce ekstradycji gangusa, miał do tego podstawy. Powodem decyzji Irlandczyków były obawy o zagrożenie praworządności w Polsce. Polak był ścigany Europejskim Nakazem Aresztowania, którego istota opiera się na wzajemnym zaufaniu wymiarów sprawiedliwości poszczególnych państw wspólnoty. Żeby było jeszcze zabawniej procedura ENA nie ma charakteru politycznego a jedynie prawny, nie tyka się jej ministerstwo sprawiedliwości a sądy. No i teraz polscy sędziowie być może będą musieli mocno przekonywać swoich kolegów z zagranico, że polski wymiar ma się dobrze i nie ma chorej demokracji.

Decyzja TSUE to kop w dupę wymierzony Polsce. Jednakowoż Ziobro Zbigniew odtrąbił grejt sakses. Spoko, powtórka z 27:1 zawsze bawi.


Z ostatniej chwili. Niejaki Jaki obiecał Warszawiakom, że jak mu wesprą trębacza, to w dwie kadencje wybuduje nam dwie nowe linie metra. Litościwie nie spytam, a z jakich to pieniędzy chcesz gołodupcu budować te linie? Z unijnych? Obawiam się, że taki chuj zobaczymy a nie unijne hajsy. No ale papier cierpliwy, wszystko zniesie, nawet dwie nowe linie metra.


Senat posłał na Wieliczkę[1] propozycję referendum prezydenta. Pomijam fakt, że i pomysł, i pytania referendalne były żenujące, ale podoba mi się tłumaczenie PiS-u jak właściwie i dlaczego doszło do tej tragedii. Winne były w kolejności: PO, termin i kasa. Termin kiepski, kosztować to miało 180 baniek, ale pochylmy się nad winą PO.

Ponownie oddam głos niejakiemu Karczewskiemu, który tłumaczył, że przecież żaden z senatorów PiS nie głosował przeciwko referendum, wszyscy się wstrzymali:

– Liczyłem na to, że senatorowie PO wzniosą się ponad nienawiść, którą wczoraj widzieliśmy, że wzniosą się ponad walkę polityczną i nie wyrażą swojej opinii i wstrzymają się od głosu. Podjęli taką decyzję. To też świadczy, że Platforma Obywatelska z tego drugiego członu niewiele zostawiła.

To już nie jest złoty deszcz, to jest kawior strzelony na klatę. Ponownie się spytam wyborców PiS – jak się czujecie?


Posłowi PiS, Głębockiemu Konradowi, mandat poselski wygasł piątego czerwca, gdyż mianowano go ambasadorem RP we Włoszech. Nie przeszkodziło mu to wziąć udziału w głosowaniach po tym terminie. Ba, nawet przewodniczył obradom. 6, 7 i 15 czerwca wziął udział w 175 głosowaniach. Co na to PiS? Spoko, nic się nie stao, Polacy nic się nie stao, to pomyłka, zresztą nigdy jego głos nie był decydujący, o chuj się ciskacie – argumentował Terlecki Ryszard, dla beki pełniący funkcję wicemarszałka Sejmu.

Ja to może powiem jeszcze raz, tylko językiem bardziej pisowskim: 175 głosowań jest zasadniczo i pobieżnie nieważnych, a właściwie to nawet odrobinę sfałszowanych. I co nam teraz zrobicie?

Gdyby taki numer wycięło PO, pisowcy zadławiliby się własnymi rzygami. Jak zdarzyło się to im, to jest to, wicie rozumicie, zwykłe niedopatrzenie.

Aha, wiecie dlaczego Głębocki głosował? Nie wiedział, że go prezydent mianował, bo komuś coś się kompetencyjnie pojebało i Głębickiego nie poinformował. Spoko, podoba mi się ten ład organizacyjny.

Po wakacjach głosować będą zapewne pracownicy biurowi, ochrona i straż sejmowa.


W ostatni piątek Małgorzata Gersdorf występowała w Karlsruhe. I teraz trzymajcie się motzno. Polska ambasada zwróciła się z prośbą do burmistrza tego miasta, żeby Gersdorf tytułować “byłą pierwszą prezes Sądu Najwyższego w Polsce”. Prośbę ministerstwa żenady burmistrz przesłał do niemieckiego MSZ. To odpowiedziało “chyba was pojebało, Gersdorf jest dalej prezes”. Tylko ładniej, wiecie, po dyplomatycznemu bardziej. A konkretnie powiedzieli, „was tam do reszty popierdoliło?”. Przepraszam, już przestaję. Powiedzieli “z chujem się na łby pomienialiście?”. Naprawdę, to już ostatni raz był. Powiedzieli „Nie ma powodów, by uważać, że Małgorzata Gersdorf nie jest już I prezes”. No mówiłem, że ładnie i z kulturą.


Prawicowe portale zachłysnęły się ze szczęścia. Na zdjęciu widać Gersdorf z Gierkiem! Niejaki Jachowicz z zajebistego portalu wpolityce dostał wzwodu, gdy zobaczył na fotce nie tylko Gersdorf, ale i Czarzastego. Oraz Kwaśniewskiego, komuszego prezydenta przecież. I napisał następującą laurkę:

– Cielęcy zachwyt, w istocie wyrażający najwyższy stopień lizusostwa, dobrze oddaje ich osobowości. Ludzi napinających wszystkie szare komórki na zrobienie kariery. To ta młoda trójka będąca w samym centrum fotografii nadaje jej dziś ważny sens i znaczenie. Trójka postaci w organizacyjnych strojach. Wymieńmy ją, patrząc, aby być w zgodzie z ich ideologią i światopoglądem, od lewej: Włodzimierz Czarzasty, Małgorzata Gersdorf i Aleksander Kwaśniewski. Wszyscy zdolni, ambitni, dopiero na pierwszym stopniu w drodze do dorobku.

Problem jest taki, że na fotce ani Gersdorf, ani Czarzastego nie ma, zgadza się tylko Kwachu, prezydent zdradziecki. Dlaczego w ogóle zajmuję się bezmózgią Jachowicza? Ano widzicie, fotkę ową wsadził do pugilaresu premier Mateosz i podczas wizyty w europarlamencie, podczas której wystraszył się sześciu pań w koszulkach z Konstytucją, robił śledztwo.

Koniecznie chciał się dowiedzieć, czy na focie jest faktycznie Gersdorf, bo gdyby tak było, to miałby niezbity dowód na komunistyczne korzenie Sądu Najwyższego.

Fotę pokazał europosłowi Liberadzkiemu, który Mateoszowi powiedział, że ta laska to nie Gersdorf i żeby, kurwa, przypału na całą Europę nie robił, bo to jest żenujące, żeby premier zajmował się takimi pierdołami. Oczywiście Liberadzki zrobił to ładniej, tak wiecie, dyplomatycznie bardziej. Mógł na przykład powiedzieć „panie Mateoszu, czy pana popierdoliło, żeby tak z fotką wycyganioną od IPN-u biegać po brukselskich korytarzach i pytać ludzi? A jak to panu opozycja wyciągnie? Będzie, kurwa, sraka, jak się dojebią, to nie popuszczą”. Noale Liberadzki to profesor, więc zagaił więcej dyplomatycznie i na pewno bez tych wszystkich „popierdoliło” i „kurwa”. I Mateosz sobie poszedł, bo mu się głupio zrobiło…

Z drugiej strony widzę zmianę. Do niedawna premier regularnie mijał się z prawdą, nie bez udziału świadomości. Teraz zamiast orzec, że to Gersdorf i nie ma co dyskutować z głosem Partii, zrobił śledztwo. Co się dzieje w ogóle?


A w sumie, skoro już grillujemy Gersdorf, to wspomnijmy o dwóch czołowych tytanach intelektu z PiS, jednocześnie moich ulubieńcach, czyli o Marku Suskim i Ryszardzie Czarneckim. Przyszli do programu w telewizorze publicznym i dawaj krytykować wypowiedzi prezes w Karlsruhe. Marek “IQ” Suski powiedział tak:

Dzisiaj pani Gersdorf, jak Jaruzelski, prosi o interwencję w polskie sprawy (…)To jest skandal, wyjątkowo obrzydliwe zachowanie.

Dostało się też Niemcom:

Niemcy mówią, że muszą ze specjalną odpowiedzialnością i troską pochylić się nad tym, co jest w Polsce. A z historii wiemy, jak się Niemcy pochylali nad polskim losem. Przychodzili tutaj z czołgami, komorami gazowymi, więc ja już się boję, jak już Niemcy zaczynają się interesować tym, żeby w Polsce robić porządek.

Ryszard “Guma” Czarnecki pieprznął taką laurkę:

Pani Gersdorf jest sędzią w stanie spoczynku, ale donosicielką w stanie aktywnym.

Co do Niemców też miał kilka uwag:

Tradycja pielgrzymowania do obcych mocarstw ze skargą na własną ojczyznę w Polsce sięga średniowiecza. (…) Sytuacja, w której inne kraje, ich przedstawiciele, mówią, że wezmą odpowiedzialność za Polskę; ja to znam. Trzykrotnie w końcówce XVIII wieku Prusy wzięły odpowiedzialność za Polskę, dokonując rozbiorów.

Ogólnie nie mam pytań.


A, właśnie, telewizja. Kurski Jacek dał głos do “Sieci”, gdzie uspokoił obawy i potwierdził, że telewizor jest pluralistyczny i nie agituje za żadnym konkretnym ugrupowaniem. Oddam mu głos:

Tworzymy pluralizm, dajemy ludziom realny wybór, pokazujemy prawdę. Nie prowadzimy agitacji za jakąkolwiek partią polityczną, choć uważam, że telewizja publiczna musi pokazywać racje władzy, obozu, który wygrał, z zapewnieniem oczywiście pakietu obecności opozycji.

Zacytował też Napoleona: Wielkość człowieka poznaje się po liczbie jego wrogów.

W obliczu takiej bezczelności i takiego tupetu, nieodmiennie pozostaję bezsilny i bez komentarza.


Na koniec coś do śmiechu. RepublikaTV zaprosiła do siebie gościa, takiego więcej eksperta od stanu wojennego. W zajawce czytamy, że gość opowie na przykład o tym, że nie był sędzią stanu wojennego. Mowa o Andrzeju Kryże, który pewnie nie był sędzią stanu wojennego, ale już Andrzeja Czumę, Bronisława Komorowskiego i Wojciecha Ziębińskiego skazał w 1980 na karę aresztu zasadniczego za zorganizowanie obchodów Święta Niepodległości w 1979 roku oraz za publiczne stwierdzenie, że PRL nie jest państwem niepodległym.

Jeszcze bardziej bekowy wyrok wydał rok wcześniej, gdy przyjebał karę więzienia Adamowi Wojciechowskiemu za to, że ten napadł i pobił trzech funkcjonariuszy SB.

Więc ogólnie najlepszy specjalista od tego typu tematyki.


Miałem pisać o Rydzyku Tadeuszu i dalszych zabawnych sprawach związanych z tym jego muzeum, ale nie jestem w stanie tyle zjeść, ile chciałbym wyrzygać.


Do zobaczenia następnym razem.

[1]

Z kamerą wśród zwierząt 11

Pomimo sezonu ogórkowego i pytona pod Piasecznem, postęp nie zwalnia. Tydzień temu nie pisałem, bo bawiłem się na hipsterskim festiwalu Opener, za co z góry przepraszam.

Apropo festiwali i koncertów.
3 lipca – na koncercie Pearl Jam na scenie pojawia się hasztag Strajk Kobiet
5 lipca – David Byrne mówi na swoim koncercie, że trzyma za nas kciuki
5 lipca – Massive Attack: hasztag Wolne Sądy
8 lipca – Mick Jagger mówi na koncercie po polsku “Jestem za stary by być sędzią ale dość młody, żeby śpiewać”
9 lipca – Guns’n’Roses pytają ze sceny “What the fuck is going on Poland?”
I tak sobie myślę, że jak już nawet rokendrolowcy zadają nam pytania o to, co się w tym naszym polskim kurwidole wyczynia, to znaczy, że jest niedobrze.

A, bym zapomniał. Telewizor publiczny objaśnił słowa Jaggera następująco: wokalista dał do zrozumienia, że jest za stary, by być sędzią w tej sprawie.
To już nie jest propaganda, to jest szczanie ludziom na twarze i jednoczesne wmawianie im, że ich cerę obmywa ożywczy deszczyk.


Złotousty premier na M. otworzył usta i dał głos w wywiadzie dla braci Karnowskich. Starsi mogą jeszcze pamiętać wielki pomnik na cześć Lecha Kaczyńskiego ulany przez nich z wazeliny. Tym razem też premierowi nie przerywali, dzięki czemu mogliśmy się dowiedzieć wielu interesujących rzeczy.

Na przykład takich, że PiS postawił się UE i nie zgodził się na przymusową relokację uchodźców. Nieomal dzięki nam każdy kraj może dobrowolnie decydować o tym, czy chce przyjąć uchodźców, czy jak Węgrzy, stawiać mur. Problem polega na tym, że projekt nakładający na państwa kwoty przymusowo przyjmowanych uchodźców nigdy nie powstał, wszyscy członkowie UE przystali na dobrowolność.

Premier na M. stwierdził też, że jesteśmy jednym z najbardziej praworządnych państw w Europie. I on ma co do tego pełne przekonanie. Ja mam natomiast przekonanie, że polityk to taki specjalny rodzaj człowieka, który jak się tylko odezwie, to natychmiast zaczyna kłamać. Wiecie, jak Ochódzki – ten człowiek słowa prawdy w życiu nie powiedział. Jeżeli natomiast chciałbym się odnieść do przekonań premiera na M. to według rankingu think-tanku World Justice Project, zajmujemy w UE 17. miejsce na 24 państwa. Zajebisty wynik.

Zarzucił też PO, że ta chce zamrażać środki unijne dla Polski. Ja wiedziałem, że totalna opozycja ma sporo władzy, ale nie wiedziałem, że totalna opozycja jest odpowiedzialna za nasze relacje z Brukselą. Miałem wrażenie, że to sprawa posła Kaczyńskiego, znaczy się rządu.

Na koniec prawdziwy sztos. Otóż premier na M. stwierdził, że ustawa o IPN spowodowała na świecie ożywczy ferment wokół Polski. Nie wiem jakie procesy zachodzą w kupie z gnojowicą, może i ferment. I to, co się działo wokół ustawy o IPN to był właśnie taki ożywczy ferment pracującej gnojowicy. Poland stronk!!!

I ja się zastanawiam, czy te kłamstwa biorą się z jakiegoś defektu umysłowego, czy z bardzo nieładnego zachorowania na władzę i poczucia bezkarności własnej.


O zamku w Puszczy Noteckiej już słyszeli wszyscy. Nawet nie bardzo chce mi się pastwić nad wszystkimi zamieszanymi w ten gnój, bo to łatwe. Natomiast urzekły mnie głosy, że wybudowanie tego potworka w sercu obszaru chronionego Natura 2000 nie wpłynie nijak na środowisko.

Autorami raportu oddziaływania tej inwestycji na środowisko są członkowie Fundacji Fauna Polska. Zwykłym zbiegiem okoliczności znajduję fakt, że członkiem rady nadzorczej owej fundacji jest ojciec inwestora. To państwo nie jest ani z kartonu, ani z dykty, ni też z papieru. Ulepiliśmy sobie państewko z gówna i patyków.

A ludzie, którzy podpisali się pod wszystkimi zezwoleniami, jak również inwestorzy, nie różnią się niczym od Talibów wysadzających posągi i budowle. Mentalny grób.


Z ostatniej chwili: Były minister obrony narodowej Macierewicz Antoni nie jest ministrem obrony narodowej od pół roku. A zachowuje się, jakby dalej nim był. Ma ochronę ŻW, auto służbowe i dalej pracuje w siedzibie MON. Minister Mariusz, który objął resort po panu Antonim, jest chyba za krótki, żeby byłego ministra wykopać z siedziby MON, więc żeby nie ośmieszyć się jeszcze bardziej, pracuje nie przy Klonowej, tylko przy Niepodległości. I luz.
Tak w ogóle, to ja tak się zastanawiam. Może nie było odważnego, żeby powiedzieć panu Macierewiczowi Antoniemu o odwołaniu z funkcji ministra MON i dlatego on tam siedzi, bo cały czas myśli, że sprawuje to stanowisko?


O tym, że PiS zabrał się za wojsko, wspominałem już kilka razy. Przegapiłem natomiast kilka ciekawych informacji dotyczących imprez towarzyszących świętu Marynarki Wojennej w Gdyni. Minister Mariusz odsłaniał pomnik Polski Morskiej w Gdyni. No i powiedział, co następuje:

Były lata zaniedbań, ale ten proces się odwrócił, gdy wygrało PiS.

W trakcie uroczystości miała mieć miejsce parada powietrzna, w ramach której nad głowami urzędników przefrunęły dwa śmigłowce produkcji radzieckiej. Miała być też anakonda, ale się zepsuła. Tę szopkę notable oglądali z pokładu okrętu rozpoznawczego ORP Nawigator. Popsuł się cztery dni po imprezie.

Dwa tygodnie przed imprezą w Gdyni wycofano ze służby jeden z trzech okrętów podwodnych naszej floty ORP Sokół. Wojskowi mówią, że mamy najstarsze jednostki w Europie, przetargu na nowe nie ma.
O Polskiej Grupie Zbrojeniowej nic nie napiszę, to nie ma sensu.


Teraz oddam głos Róży Thun:

„Polscy pracownicy Parlamentu Europejskiego otrzymali oficjalne uroczyste zaproszenia na spotkanie z premierem Morawieckim. Część z nich, w większości dziewczyny, nałożyła koszulki z nadrukiem KONSTYTUCJA, po czym około 150 młodych osób udało się do wyznaczonej, pięknej przestrzeni z flagami Unii i czerwonym dywanem. Po jakimś czasie zjawiła się pracownica delegacji premiera z zapytaniem, czy nie dałoby się zdjąć tych koszulek. Ależ absolutnie nie –otrzymała odpowiedź. I zapraszający się nie zjawił.”

Koszulki założyło sześć (słownie: 6) kobiet. Premier na M. zrejterował przed sześcioma (słownie: 6) paniami. Ja nie mam pytań.


Z ostatniej chwili: podczas posiedzenia sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny, obrończyni życia wypoczętego Kaja Godek, została kilkoma prostymi ustawiona na linach, po czym wyłapała takiego haka na szczękę, że jak sama mówi “czuła się jak abortowane dziecko”. PiS pokazał jej, gdzie widzi miejsce dla pożytecznych idiotów. I że polityka to nie są rurki z kremem.


A skoro jesteśmy przy idiotach. Ludzie mówią tak: nie podchodź do byka z przodu, do konia z tyłu a do idioty w ogóle. Otóż poseł PiS, niejaki Tarczyński Dominik, postanowił zbadać sprawę żołnierza przeklętego Ignacego Popowskiego, zabitego przez KBW w Kraśniku w 1948 roku. Więc niejaki Tarczyński Dominik, dumny poseł PiS, rzucił na Twitterze hasło “Zbadajmy to”. Szybka arytmetyka powinna go naprowadzić, ale nie naprowadziła. Popowski w 1948 roku miał bowiem 16 lat, co oznacza, że na początku wojny miał tych lat siedem, a pod koniec 13. Nie wzbudziło to podejrzeń posła Tarczyńskiego. A powinno, bo okazało się, że Ignacy Popowski mógł co najwyżej służyć w Zgrupowaniu AK “Pasażer”, gdyż cały jego życiorys jest wymyślony a na zdjęciu jest młody Iggy Pop. Tak że tego.
Chociaż czego oczekiwać od dresa, który wyzywał na solo Wałęsę.


Z ostatniej chwili: łowy na pytona tygrysiego trwają.


Dziękuję za uwagę.

Z kamerą wśród zwierząt 10

Ostatni tydzień przyniósł tyle ciekawych wydarzeń, że już w poniedziałek zacząłem się zastanawiać, czy nie żyję przypadkiem we śnie wariata. Okazało się, że nie, bo ten sen wariata to po prostu Polska. Postęp odjeżdża ze stacji i puszcza się poręczy. Zapraszam.


Pamiętacie, jak tydzień temu pisałem o umowie między fundacją pana Rydzyka a Ministerstwem Kultury? No to miło mi donieść, że podpisali. Ale wyjebali nas nie na 100 baniek a tylko na 80, więc jest luz.


Panu premierowi, byłemu bankowcowi, który świetnie sobie radzi z cyframi, znowu się popieprzyło. 19 czerwca podczas rozmowy z Angelą Merkel palnął, że w Polsce przebywa 25 tysięcy Czeczenów. Powtórzył tę nieprawdę podczas debaty w College of Europe 25 czerwca 2018. Zagrał na alibi, bo podobnie jak tekst “milion uchodźców z Ukrainy”, ma to być wytłumaczenie odmowy przyjęcia uchodźców z relokacji oraz brak jakiejkolwiek polityki migracyjnej i integracyjnej. A faktycznie Czeczenów w Polsce jest około 4 tys.

Premier mija się z prawdą nie bez udziału świadomości po raz kolejny. Podawał liczby z dupy na temat wysokości waloryzacji rent i emerytur, świadczeń dla opiekunów osób niepełnosprawnych, korzyści dla budżetu wynikających z uszczelnienia VAT czy wspomnianych milionach Ukraińców. Najgorsze jest to, że nikt mu nie wytyka tych kłamstw. A nie, wróć. Jeszcze gorsze jest to, że on kłamie zupełnie świadomie i mu to najwidoczniej zupełnie nie przeszkadza.


Ustawa o IPN. Pamiętacie gównoburzę? No właśnie. Rząd PiS postanowił trzasnąć pięścią w stół, wstać z kolan jeszcze energiczniej, odrzucić pedagogikę wstydu i w ogóle nie dać się chujom z zagranico. Odrzucaliśmy tak ambitnie, że PiS w rekordowym tempie znowelizował ustawę a długopis prezydencki złożył podpis. Jakieś osiem godzin im to chyba zajęło maksymalnie. Efekty są takie, że mamy wszystkie sklepy w pobliżu poobrażane i na zakupy musimy jeździć do Jekaterynburga. Ale to akurat małe miki. Największym sukcesem rządu jest rozpropagowanie na cały świat terminu “polish death camps”. Jeszcze żaden projekt nie miał takiego wsparcia ze strony PiS i nie odniósł takiego sukcesu. Rozpiera mnie duma z faktu bycia Polakiem.


Z ostatniej chwili: kandydat na prezydenta Warszawy, Jaki Patryk, znowu się pierdolnął. Tym razem pokasztaniły mu się mosty i poprowadził obwodnicę Śródmieścia przez Most Poniatowskiego zamiast Łazienkowski. To piękna wizja, takie samochody mijające Śródmieście, jadąc przez Śródmieście.


Pani senator Anna Maria Anders jest pełnomocniczką rządu ds. dialogu międzynarodowego. Swoją drogą zajebiście nam ten dialog wychodzi. No i pani senator Anna Maria musi latać, bo przecież dialog międzynarodowy prowadzi się zagranico, duh… Więc od stycznia 2016 do kwietnia 2018 wylatała 611 tys. złotych. Odbyła w tym czasie 37 podróży zagranicznych, w tym 15 do USA. W Stanach spędziła w sumie 170 dni. Na ten przykład w październiku 2016 roku była tam na wizycie trwającej 22 dni.

Ja mam ze swojej strony pytanie do mieszkańców Białegostoku, gdzie pani senator została wybrana. Była u was? Coś wam załatwiła? Jakoś pomogła regionowi? Jak się z tym czujecie? W zasadzie to wypada zapytać, co załatwiła dla Polski w ramach dialogu międzynarodowego? O, wiem. Dobre przyjęcie na świecie ustawy o IPN.


Prezydent Duda Andrzej poskarżył się Krajowej Radzie Tego i Owego na telewizję polską. Nie powiedzieli o jego fantastycznym pomyśle referendum konstytucyjnego. Bo widzicie, Rada ma niby „stać na straży interesów odbiorców oraz zapewnić otwarty i pluralistyczny charakter telewizji”. I prezydent żąda wyjaśnienia tej sytuacji. Ustawa o KRRiT narzuca na media publiczne obowiązek, by „rzetelnie ukazywać całą różnorodność wydarzeń i zjawisk w kraju i za granicą”, „sprzyjać swobodnemu kształtowaniu się poglądów obywateli oraz formowaniu się opinii publicznej”.
Śmieję się tak głośno, że zaraz mi dupa odpadnie.


PiS jest partią, która jest ludziom gotowa nieba przychylić. Albo zatrzymać pociąg na stacji nierozkładowej. Dyrektor Departamentu Kolejnictwa zatrudnił u siebie kolegę. Kolega, pan Janiak Przemysław, z wykształcenia teolog, chciał się sprawdzić w biznesie i szukał sobie miejsca. Znalazł. No ale z dojazdami przypał, bo Janiak Przemysław mieszka w Mrozach. I on ma bardzo dobre połączenie…

Nie aż tak dobre, więc pan dyrektor Buczyński Tomasz zabezpieczył mu dojazdy do pracy w ten sposób, że pociąg TLK relacji Terespol-Warszawa zaczął się od czerwca ubiegłego roku zatrzymywać w Mrozach. Żeby ludziom było wygodniej. No i okazało się, że z tej linii korzysta mnóstwo osób. Konkretnie wypada pół osoby na jedno zatrzymanie pociągu. A wy co, biedaki? Dalej do pracy autobusami podmiejskimi, które albo podjadą, albo nie? Nawet mi was nie żal.


Była premiera Szydło Beata dała głos w Trójce w sprawie faktury za wizaż na marne 49 tysięcy ziko. Stwierdziła, żeby się w ogóle wszyscy od nich odpierdolili, bo NIK nie zgłosił zastrzeżeń pokontrolnych, więc prawo nie zostało złamane. Gdy dziennikarka Trójki stwierdziła, że wg NIK taka usługa powinna kosztować tauzena a nie pięć dych, była premiera odparła: “To są decyzje, które jeszcze pewnie w jakiś sposób trzeba będzie uporządkować”.
Tak trzeba żyć.


Pan Rydzyk Tadeusz stwierdził, że władza obecna mu ostatnio nie pasuje i nie będzie na nią głosował. Co się nie spodobało biznesmenowi? Odwołanie Szyszki Jana, z którym liczyła się Ameryka, Arabia Saudyjska, Rosja. Nierozwiązany problem aborcji. Telewizja publiczna, w której pokazują gejów i rozwody. Szef MSZ Czaputowicz Jacek też się nie podoba. Pytania referendalne Dudy Andrzeja, a konkretnie jedno, które wprowadza UE jako część polskiej Konstytucji. No i szkolnictwo wyższe nie podoba się panu Rydzykowi Tadeuszowi, gdyż na uniwersytetach jest gender. Siedzącego w studio Macierewicza Antoniego tak zamurowało, że nic nie powiedział.

Jednakowoż myślę, że pan Rydzyk Tadeusz będzie jednak głosował na PiS i Dudę Andrzeja. W końcu Gliński podpisał umowę i dostanie swoje osiemdziesiąt baniek.


Z ostatniej chwili: IPN postanowił podziękować wolontariuszom, którzy pomagali w poszukiwaniu szczątków ofiar zbrodni komunistycznych. Podziękowanie przybrało ciekawą formę. Wolontariusze dostali fiolki z ziemią pochodzącą z jam grobowych z kwatery Ł na Powązkach. Trochę boję zapytać się o cokolwiek.


Niektórzy z polityków PiS poczuli się zmęczeni pracą dla Polaków, tych skurwieli niewdzięcznych i postanowili wykatapultować się do Brukseli, żeby już na miejscu osłabiać Unię od wewnątrz. Na przykład poprzez branie diet. Ofertę startu dostali następujący towarzysze i towarzyszki: Jurgiel Krzysztof, Szydło Beata, Kuchciński Marek, Kempa Beata, Waszczykowski Witold, Terlecki Ryszard, Mazurek Beata, Zalewska Anna i ponoć Ziobro Zbigniew.

Nie będę złym człowiekiem i nie spytam się, jakie kompetencje do reprezentowania Polski w Parlamencie Europejskim mają ci ludzie. Natomiast na pewno ten zaciąg stworzy tam świetną trupę cyrkową.


Jeżeli ktoś miał wątpliwości co do tego, czym stał się KRS, to może się ich wyzbyć. Oddam głos jego przedstawicielom:

„KRS opiniuje negatywnie ustawę o związku partnerskim i zgłasza uwagi wskazujące, że projektowane zmiany mogą naruszać konstytucję”

“To jest przedsięwzięcie szeroko zakrojone, tworzące konkurencję dla rodziny w ujęciu konstytucyjnym, ale jednocześnie – jeśli przyjrzeć się uzasadnieniu – jest to dopiero początek drogi. Kolejnym krokiem ma być doprowadzenie do sytuacji pełnego zrównania tego rodzaju związków i nadania im takiego charakteru jak rodzina. Trudno w tym założeniu nie widzieć pewnego rodzaju budowy „Nowego wspaniałego świata”, o którym pisał Aldous Huxley.”

Oraz najlepsze.

„Polska jest demokratycznym państwem prawa, ale kultury chrześcijańskiej”.

Opinia o ustawie została przegłosowana jednogłośnie. To jak mówicie? Polska krajem neutralnym światopoglądowo?


Z ostatniej chwili: posłanka Krynicka Bernadeta dała znowu głos na temat protestu osób niepełnosprawnych.

“Wszyscy to widzieli. Byliśmy świadkami agresji matek, wręcz transu kobiet, które powinny się spalić ze wstydu. Chciały w tak agresywny sposób wywiesić transparent, którzy notabene przyniosła im opozycja. Przecież ten strajk podsycany i zainspirowany był przez opozycję.”

Było coś jeszcze o chorobie psychicznej, ale zrzygałem się na klawiaturę i musiałem awaryjnie wyłączyć komputer. A potem nie odważyłem się już wrócić do filmu z obrad komisji.


Z ostatniej chwili: słupscy radni PO i PiS stanęli ramię w ramię i nie udzielili absolutorium w sprawie wykonania ubiegłorocznego budżetu prezydentowi Robertowi Biedroniowi. Komisja rewizyjna Rady Miasta pozytywnie zaopiniowała uchwałę w tej sprawie. Jak powiedział przewodniczący klubu radnych PO, Lange Jan, “w zestawieniach i słupkach wszystko wygląda pięknie i można powiedzieć, że to był dobry rok dla prezydenta Biedronia. Jednak my postanowiliśmy głosować w tej sprawie zgodnie z sumieniem”.
Co ma sumienie do wykonania budżetu, zapytacie. A z tym tematem to już do radnych PO ze Słupska.


Na koniec miałem pisać o przesłuchaniach na ławników Sądu Najwyższego, ale nie napiszę, bo wszyscy tę ohydę widzieli. Kolejna, zdawałoby się nieprzekraczalna granica, została przekroczona bez najmniejszej żenady.

Wyborcy PiS muszą być teraz z siebie zajebiście dumni. Pozdrawiam ich wszystkich.

%d blogerów lubi to: