Z kamerą wśród zwierząt 6

Postęp nie zwalnia. Postęp nie czeka. Kto się nie załapie, zostaje zmielony w trybach historii. Ojcowie narodu i ich gwardia nie ustają w próbach uczynienia życia w Polsce jeszcze bardziej nieznośnie zabawnym.


Zaczniemy letnio i lekko, od wypadku. Tydzień bez wypadku jakiegoś samochodu związanego z aparatem, to jakby tygodnia nie było. Tym razem kierowca z MON-u wymusił pierwszeństwo i przytarł inną brykę. Na tylnym siedzeniu spoczywał dowódca Garnizonu Warszawa generał brygady Robert Głąb. Policja zobaczyła suty mundur i postanowiła nie wlepiać mandatu za dzwona, kierowiec dostał pouczenie. Widzicie? A mówią, że policja nie ma litości dla kierowców łamiących przepisy.


Skoro jesteśmy przy policji, to rozpędzam beczkę śmiechu. 8 maja wałbrzyscy policjanci dostali od szefa rozkaz: codziennie macie mi tu, kurwa wasza mać, złapać przynajmniej jednego delikwenta z narkotykami. I chuj mnie obchodzi, że nie potraficie, nauczcie się. A jak, kurwa, nie potraficie ani łapać, ani się nauczyć, to będziecie pisać notatki z wyjaśnieniami, kutasiarze pierdoleni.

Nie wiem, czy dokładnie takich słów użyło dowództwo, ale rozkaz jest rozkaz. Policjanci kręcą głowami z niedowierzaniem i ja ich rozumiem. Przecież jak narkusa nie złapią, to łatwiej będzie komuś w czasie kontroli podrzucić gieta niż się pierdolić z jakimiś raportami. Teraz najzabawniejsze – szefostwo uważa, że to normalny rozkaz i nie kuma, dlaczego dokoła niego się zrobił śmieszny syf i zamieszanie. No nie rozumieją, że wypaczają ideę pracy policji i co im zrobisz? No nic nie zrobisz, bo jak powiedziała Magdalena Korościk z Zespołu Komunikacji Społecznej Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu, skoro zostało wydane polecenie służbowe, to zgodnie z prawem policjanci mają je wykonać, a nie płakać i skarżyć się mediom.

Ja rozumiem, że pani z ZKSKMPwW musi komunikować zgodnie z linią partii, ale tutaj chyba przekroczyła granicę kompromitacji własnej i munduru, w którym służy.


Posłowie PiS chcą obniżyć uposażenie posłów i senatorów. Chyba już nawet taką ustawę przepchnęli przez sejm, że będą zarabiać 25 proc. mniej. Ogólnie jestem za tym, żeby politykom płacić więcej niż mniej, bo jak zaczniemy płacić mniej, to pieniądz gorszy wyprze pieniądz lepszy i parlament zaleje miernota gorsza, niż tam się zalęgła teraz. Wiem, że trudno wam to sobie wyobrazić, ale tak będzie. Populizm tej decyzji jest tak wysoki, że przepaliło mi wszystkie kontrolki. Teraz najlepsze, wiecie ile rocznie zaoszczędzimy na tych obniżkach? Ktoś policzył, że całe 13 mln złotych. Skończyły mi się znowu łzy ze śmiechu.


Kancelaria Premiera wydała w pół roku bańkę na PR. Głownie na doradztwo w sprawie prowadzenia kampanii na Fejsie i Guglu. Nie chodzi o ten nędzny milion, bo to kolejne drobne w skali ogólnego rozpierdolu. Problem polega na tym, że nie zadziałało. Lepiej było zrobić za ten hajs duży bankiet dla ludności.


Joanna Lichocka na spotkaniu z wyborcami, zażartowała. Ogólnie szanuję ołowianą lekkość prawicowego poczucia humoru, którego dumnymi reprezentantami są na przykład panowie Wolski czy Pietrzak, ale czasami się gubię. Tak, jak zgubiła się większość Polaków, która nie zrozumiała finezyjnego dowcipu pani Lichockiej. Odpowiadając na pytanie o przyszłość mediów, które irytują zwolenników PiS, palnęła co następuje: “Ja najchętniej bym wszystko pozamykała, powsadzała do więzień, zrobiła porządek raz, dwa, trzy i wprowadziła najlepiej jednowładztwo Jarosława Kaczyńskiego. Wtedy byłabym spokojna, że jest dobrze”.

W sumie jak się popatrzy na inne dowcipy i żarciki obozu władzy, to też się człowiek zastanawia, czy oni są zwyczajnie chujowi w tych dowcipach, czy my za głupi, żeby skumać ich polot i finezję.


No bo patrzcie. Żalek powiedział świetny żart o wyrodnych rodzicach osób niepełnosprawnych, którym nie należy dawać hajsu do ręki. Oczywiście tłumaczył się później, że pies zjadł mu pracę domową i padł ofiarą manipulacji.

Marszałek polny Kuchciński Marek rzuca witz o odszczurzaniu i odgrzybianiu Polski, po czym mówi, że hakier mu dopisał i został niewłaściwie zrozumiany. Chwilę później robi żart sytuacyjny i odgradza się banerem od protestujących w Sejmie. Podobno do jego gabinetu można wejść już tylko przez okno. A żeby dowcip wybrzmiał pełniej, na banerze jest hasło “550-lecie Parlamentaryzmu Rzeczypospolitej”. Nie wiem, jak u was, mi dupa odpadła ze śmiechu.

Krynicka Bernadetta ma dobrą passę stand-upową. Najpierw wyliczyła, że taki niepełnosprawny zamiast się opierdalać, to może na luzie dorobić nawet 3k miesięcznie. A potem poprawiła świetnym dowcipem o tym, że nie ma sensu dawać hajsu na niepełnosprawnych, zamiast tego trzeba przeznaczyć je na budowę strzelnic, żeby niepełnosprawni mogli tam się rozerwać i sobie postrzelać.

Ostatnio fontanna niewymuszonego dowcipu sytuacyjnego, pani Krystyna Pawłowicz wyprodukowała pyszny żarcik, który przytoczę w całości, taki skubaniec jest dobry: „Przed chwilą byłam w Sejmie. Na antresoli, w miejscu dla prasy i w korytarzu głównym na parterze trudny do zniesienia smród. Zapytana o to pani z TVN powiedziała, że też czuje, ale to „od farby, bo gdzieś coś malowano”. Ale nigdzie prac malarskich nie było …”

No i się wrażliwcy przyjebali, że protestujący niepełnosprawni jej śmierdzą. A to przecież kubły z farbą… A nie, wróć, też się nie poznałem na ironicznym dowcipie pani Pawłowicz.

Rekord dowcipu pobił europoseł PiS (bo to zawsze musi być ten empatyczny i wrażliwy PiS) Kuźmiuk Zbigniew, który stwierdził bez porozumiewawczego mrugnięcia okiem, że spędzenie (przez protestujących) ponad 30 dni w Sejmie na pewno zostawia ślady w ich psychice. Co lata spędzone w Sejmie poczyniły z psychiką posłów, widzimy na każdym kroku.


Kolano prezesa będzie wymagać opieki jeszcze przez kilka tygodni. Jest szansa, że pod nieobecność Wielkiego Stratega, zaczną się w końcu partyjne dintojry. Chętnie bym zobaczył, kto ma na tyle duże jaja, żeby na strzelaninę przyjść z nożem. A skoro sobie żartujemy, to zacytuję pana Gowina Jarosława, który raczył być rzec: Nikt nie przeczy temu, że pan prezes Kaczyński jest liderem obozu Zjednoczonej Prawicy, ale oprócz tego jest naturalna w każdym państwie i obozie politycznym dywersyfikacja odpowiedzialności. Premier, ministrowie, władze klubu mają swoje uprawnienia i realizują je sprawnie, czy w miarę sprawnie, realizujemy te zadania. Niezależnie od tego, czy pan prezes jest w szpitalu, czy na Nowogrodzkiej.

I to był pierwszy naprawdę śmieszny dowcip w tym zestawieniu, chociaż jak sądzę bardzo niezamierzony.


Następny w stawce śmieszków jest uczestnik Tańca z Gwiazdami, Bosak Krzysztof. Ten miły, młody człowiek, członek Ruchu Narodowego został poddany ostatnio opresji i uciskowi. Otóż w ubiegły czwartek minął go kierowca Uber Eats – Hindus w turbanie pedałując na rowerze (zapis oryginalny). I Piękny Krzyś pyta: “Czy to żeby pewna grupa ludzi miała zawiezione jedzenie zamiast pójść samodzielnie do baru lub sklepu jest tak istotną potrzebą gospodarczą że chcemy iść w multikulti? Czy ta sprawa nie wymaga debaty?”

Czy ktoś mógłby Krzysztofowi podpowiedzieć, że cyfry, których używa są arabskie, i to też wymaga debaty?


Jak już wiecie Sejm Dzieci i Młodzieży się w tym roku nie odbędzie. Strach jest, że im się oprócz rodziców osób niepełnosprawnych, zalęgną jeszcze gówniaki i smród wygoni panią Pawłowicz z Sejmu na zawsze. Szybko pojawiła się propozycja, żeby posiedzenie Parlamentu Dzieci i Młodzieży zorganizować na UW, któremu gówniaki niestraszne. I tutaj, zapewne z okrzykiem “hańba” na ustach, wkroczyli przedstawiciele Młodej Prawicy i Forum Młodych PiS. Od razu rozpoznali fałszywkę i zrozumieli, że finansowana gumowymi szeklami od Sorosa inicjatywa, jest niczym więcej niż ustawką, która ma ewidentnie antyrządowe intencje. Tłumaczenie jest tak śmieszne, że zacytuję dosłownie oświadczenie młodzieżówki: “Jesteśmy zaniepokojeni decyzją niektórych Marszałków i Posłów tegorocznej oraz poprzedniej sesji SDiM o bezzasadnym zainicjowaniu alternatywnego, politycznego Parlamentu Dzieci i Młodzieży. Sam temat już jasno wskazuje na antyrządowe intencje: podczas obrad PDiM poruszony zostanie temat demokracji oraz wrażliwości społecznej”. (pogrubienie moje)

I dalej:

“Jako posłowie na SDiM zostaliśmy potraktowani przedmiotowo, by móc promować antyrządowe działania oraz opozycyjne partie polityczne. Jako młodzi ludzie jesteśmy tym oburzeni”.

Niby młodzi a dwie rzeczy wiedzą od dziecka: jak operować nowomową partyjną na poziomie ekspert oraz jak po palcu wleźć tam, gdzie się wchodzi, żeby za kilka lat przykleić się do programów Rodzina PiS na Swoim oraz Koryto+. Słuszną linię ma nasza partia.


Skoro sobie już tak tutaj śmieszkujemy, to informuję o naprawdę zabawnej interpelacji, którą do Urzędu Dzielnicy Żoliborz zgłosił radny PiS (to oczywiste) Pękal Marek. Otóż napisał do niego zaniepokojony mieszkaniec zielonego Żoliborza. Co zaniepokoiło mieszkańca zielonego Żoliborza? Ano gówniaki z Ogniska Pracy Pozaszkolnej w trakcie zajęć teatralnych “Żoliborskie Płomyczki” są uczone wykonywania na fletach “Ody do Radości”. Zaniepokojenie mieszkańca zielonego Żoliborza, którego nazwisko niestety zamazano, jest tak wielkie, że prosi radnego o interwencję.

Radny PiS (to oczywiste) Pękal Marek interweniuje i składa interpelację, w której rzuca takie perły mądrości, że nie wiem, co mam właściwie wybrać. Rzucę więc jeden tekst i wkleję wam link do tej interpelacji. To jest takie piękno, że zapłaczecie z wdzięczności. Radny PiS (to oczywiste) Pękal Marek mówi na przykład tak: W związku z powyższym proszę o zaprzestanie nauczania na fletach “Ody do Radości” i zastąpienie jej nauką “Mazurka Dąbrowskiego”, albo nauką innej polskiej pieśni np. “Bogurodzicy”, albo “Roty”. (pisownia oryginalna).

Tutaj link, nie musicie mi dziękować.


Na koniec coś na poważnie. Godek Kaja domaga się zwolnienia dwóch pracownic Biura Analiz Sejmowych. Wydały one opinię dotyczącą projektu “Zatrzymaj aborcję”, która to opinia pani Godek się nie spodobała. Wkurwiła się pani Godek okropnie i żeby nerwy uspokoić poszła nad rzekę ryby łowić… Chociaż nie, to inna historia. Wkurwiła się pani Godek okropnie, że ktoś myśli inaczej niż ona i nie podziela jej światopoglądu i żeby nerwy ukoić odpaliła petycję, mającą na celu “Zwolnić autorki skandalicznej opinii z Biura Analiz Sejmowych”. Do dzisiaj podpisało ją 3086 osób. Pani Godek Kaja czuje się w obecnej Polsce wyjątkowo mocno.
Ja natomiast strawestuję Gruchę i zapytam bez żadnego trybu: no właśnie, kim ty w ogóle kurwa jesteś, pajacu?


I na tym zakończymy dzisiejszą beczkę śmiechu.

Z kamerą wśród zwierząt 5

Miłościwie nam panująca władza nie ustaje w wysiłkach, żeby przepchnąć jeszcze więcej postępu w postępie i funduje nam mnóstwo radości podlanej łzami.


Na początek kolejna odsłona kanibalistycznego tańca na trumnach, prokurator rozgrzebujący mogiłę Arkadiusza Rybickiego, otoczył się POCZWÓRNYM kordonem policji i żandarmerii wojskowej, żeby mu motłoch w jedzeniu nie… Przepraszam, w czynnościach nie przeszkadzał.

Policjanci dostali rozkaz, żeby własnej matki nie puszczać i nie puszczali. Nawet tych, którzy nie byli tam na proteście, tylko chcieli odwiedzić grób żony. Jak na przykład wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz. Policjant powiedział, że jak ktoś ma problem, to do prokuratora a on dostał rozkaz. I jak trzeba będzie strzelać, to będzie strzelać. Ogólnie spoko.


Skoro już jesteśmy przy policji, to okazało się, że schodów do nieba na placu Piłsudskiego pilnują przez 24 godziny na dobę od dnia jego odsłonięcia. To najlepiej świadczy o tym, co władza ludowa sądzi o nastrojach ludu. Miesięczny koszt ochrony monumentu to marne 22 tysiące złotych i doprawdy nie ma się o co przypieprzać. To drobne na piwo w porównaniu ze skalą marnotrawstwa, jakie odchodzi w innych miejscach.

A skoro już o ochronie, to ostatnio pan Antoni jechał samochodem. Było to auto żandarmerii wojskowej. Nastąpił drobny dzwonek, pan Antoni uznał, że jako pasażer nie ma policji niczego do powiedzenia i się zawinął inną bryką, którą mu albo podstawili, albo jechała w eskorcie. Tydzień bez wypadku jakiegoś samochodu wiozącego notabli partyjnych się nie zdarza, więc wydarzenie nie byłoby jakoś przesadnie sensacyjne, gdyby nie drobny twist. Otóż ŻW nie chciała powiedzieć, czy ich samochodem jechał pan Antoni, gdyż jest to informacja TAJNA. Na szczęście były minister był widziany na miejscu zdarzenia, więc taka to tajność.

Na pytanie dlaczego pan Antoni tłucze się samochodami ŻW i korzysta z jej ochrony, chociaż jest już byłym ministrem, resort odpowiedział, że chuj wam do tego, ale skoro już drążycie i nie przestaniecie, to pan Antoni, jako przewodniczący Podkomisji do Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego z 10.04.2010 w Smoleńsku, ma prawo do pojazdu funkcyjnego (nie zgrywam się, ta komisja tak się nazywa). A ochronę dostał na skutek decyzji ministra Mariusza. I cześć, i chuj.


Być może zastanawiacie się, dlaczego kierowcy pojazdów rządowych i resortowych co i rusz mają dzwona. Ano okazało się, że kierowcy SOP (to chyba ta nowa formacja mająca chronić państwo) z najmniejszym stażem, którzy pracują w grupach ochronnych premiera i prezydenta, mają tego stażu odpowiednio 7, 15 i 16 miesięcy. W kolumnach pojazdów jeżdżą też kierowcy, którzy odbyli JEDNO SZKOLENIE związane z jazdą w takiej kolumnie. Byli funkcjonariusze BOR mówią, że minimalny staż to 3 lata a szkoleń trzeba odbyć co najmniej kilka. Teraz pozwalniali ludzi, bo byli nieprawomyślni i kierowców brakuje. No to się bierze chłopaków niemalże z łapanki a jak w jednej grupie brakuje ludzi, to się bierze z innej albo dobiera młodych. Tak sobie myślę, że jakbym się zakręcił, to bym się na kierowcę do SOP wkręcił. A tymczasem proponuję nowe oznaczenie wszystkich pojazdów rządowych, prezydenckich i resortowych – zielony listek na szybę. Powinien się sprawdzić.


Skoro już jesteśmy przy panu Antonim. Pamiętacie uwalony przetarg na helikoptery Caracal? Na ich miejsce miały być Black Hawki. Nie ma ich. Zamiast tego MON przeprowadzi prace w zakresie przedłużenia możliwości działania o 10 lat zajechanych prawie na śmierć poradzieckich Mi-17 i Mi-8. Armia niech walczy na ziemi, jakby żołnierz miał latać, to Bóg dałby mu motolotnię albo anielskie skrzydła. Ze służby schodzą 4 śmigłowce SH-2G do zwalczania okrętów podwodnych, bo nie ma do nich części. Ogólnie jeżeli chodzi o śmigłowce, jesteśmy w dupie.

Nie będzie też nowych okrętów podwodnych, obecnie nasza flota podwodna składa się z trzech Kobbenów (mają po 50 lat) i poradzieckiego Orła, który ma 33 lata (piękny wiek). Aktualnie Orzeł stoi w doku, bo miał pożar. Zakup systemu rakietowego Homar – zerwaliśmy rozmowy z Amerykanami rok temu i cisza. Mamy Leopardy, które Angela sprzedała nam za euro i na szczęście PiS je modernizuje. Ale MON wpadł na szczwany plan, żeby zmodernizować poradzieckie, nieefektywne na polu bitwy i kosztowne czołgi T-72 i PT-91. Kupi się im nową armatę, dorzuci nowszy pancerz, doda termowizję i rozkurwią na płaskim nawet Abramsa. Ba, chcemy nawet modernizować BWP-1. Jeszcze rok-dwa a na ewentualnego wroga ruszymy na koniach z lancami i ziści się wreszcie mokry sen paterotów – szarża husarii na czołgi żelazne. A we wsparciu Obrona Terytorialna, która kosztuje nas rocznie 1,5 mld ziko.


O proteście rodziców osób niepełnosprawnych napiszę tylko, że trwa, możecie o nim przeczytać gdzie indziej. Władza ma problem, bo ci roszczeniowi krzykacze opanowali część sejmu i nie chcą po dobroci wyjść, co jest doprawdy impertynencją i przejawem chamstwa. No i na dodatek parlamentarzyści nie mogą w spokoju pracować, Prezes tak się przecież zdenerwował, że aż musiał do szpitala z kolanem pójść. Coś trzeba zrobić z tym śmierdzącym jajem. No i wymyślili. 25 zaczyna się szczyt NATO (przypominam, że kiedyś się do NATO pan Antoni włamał). I akurat tam, gdzie siedzą ci niegodziwcy domagający się pieniędzy, będzie strefa zero. Więc będzie można na legalu rodziców wynieść z sejmu na butach. Och, jak bardzo nie mogę się doczekać relacji telewizyjnych i zdjęć z tego hapeningu, nie ma to jak przeczołgać niepełnosprawnego z rana, w końcu przywykł do tego, że życie chłoszcze.


Premierowi pomyliły się znowu cyferki. Wiadomo – bankowiec. Na dodatek pomyliły mu się strumienie finansowe. Wiadomo – bankowiec. Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach zestawił to, co dostajemy z UE z tym, co wypływa. Co prawda mowa tu o zupełnie innych koszykach finansowych, ale przecież zestawianie danych z dupy ta ekipa ma w małym palcu. Przy okazji oczywiście podał błędne dane.

A więc panie premierze, z UE w 2017 roku dostaliśmy 32 a nie 25 mld zł. A te worki hajsów, które pod osłoną nocy zagraniczni fabrykanci wywożą tirami, to było 31 mld zł. No jakbyśmy nie patrzyli, to nawet w takiej sytuacji jesteśmy górką o pół miliarda (zaokrąglenia przyjąłem). Więc nie dość, że premier miesza systemy walutowe, to jeszcze chamsko kłamie. Bo według jego słów, z Polski wytransferowano 100 mld zł. Trzy razy więcej niż w rzeczywistości. Ciekawe czy jak był wodzem w banku to też mu tak dobrze szło liczenie.


Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wydało decyzję odnośnie wniosku UW. Uniwerek chciał w ramach programu Działalność Upowszechniająca Naukę zrobić Festiwal Nauki. Popatrzcie jak im odpowiedziało Ministerstwo:

Dokonana ocena merytoryczna nie wykazała zasadności przyjęcia zadania pn. XXII Festiwal Nauki w Warszawie do finansowania ze środków na działalność upowszechniającą naukę. Festiwal Nauki jest imprezą, która ma na celu popularyzację różnych dyscyplin nauki. […] W opinii Zespołu wnioskowane zadanie nie dotyczy działalności upowszechniającej naukę w rozumieniu zapisów ustawy o zasadach finansowania nauki i nie służy upowszechnianiu wyników badań naukowych. Ze względu na udział wielu podmiotów (uczelnie, instytuty) i charakter wybitnie popularyzatorski wnioskowane zadanie może w niewielkim stopniu przyczynić się do upowszechniania informacji o roli nauki w rozwoju gospodarczym i społecznym kraju. […]

I w zasadzie to ja ich nawet rozumiem. Dlaczego mieliby dawać hajs na UW, który okoniem staje i jest rozsadnikiem jakiejś nieprawomyślnej dialektyki. Zresztą nie mieli już pieniędzy, bo poszły na dofinansowanie takich imprez naukowych, jak Słupskie Forum Humanistyczne: Sacrum i współczesność albo Ogólnopolska konferencja naukowa „Kościół – patriotyzm- niepodległość”. Więc sami rozumiecie.


Na koniec coś naprawdę zabawnego. W Rzeszowie zrobili trzecią edycję konkursu dla młodzieży szkolnej. Hasło brzmi “Warto być Polakiem”, konkurs odbywa się w ramach uczczenia 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. Patronem jest pan Kuchciński marszałek, poseł z Przemyśla. Szkoły dostały kwity, w których opisana jest idea akcji, terminy, warunki, program, nagrody i tematy. Tych ostatnich jest pięć:
– Działalność Lecha Kaczyńskiego w opozycji antykomunistycznej.
– NSZZ „Solidarność”, Lech Kaczyński, św. Jan Paweł II – wspólna rola w odbudowie Polski po 1989 r.
– Prezydent Lech Kaczyński jako lider państw Europy Środkowej i Wschodniej.
– Polityka historyczna prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
– Życiowa postawa prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Czy warto być wiernym do końca?
Od siebie dodam szósty: kto jest twoim ulubionym bohaterem i dlaczego Lenin.


Nagrody oddali do Caritasu. Niektórzy posłowie musieli sprzedać samochody i wziąć kredyty. Potrafią zawiadywać budżetami, nie?


I na tym zakończymy.

Z kamerą wśród zwierząt 4

Uszanowanie, majówka się skończyła więc wracają podstępy postępu. Dzisiaj trochę dłużej, bo się nazbierało. Władza nie odpuszcza, dzieją się rzeczy, o których nie śniliście.

Zaczynam od mojego podwórka, czyli od kandydata na prezydenta Warszawy, niejakiego Jakiego (wybaczcie). Otóż Jaki z zamordysty stał się nagle demokratą. Normalnie pokazał ludzką twarz i w myśl zasady „nikt ci tyle nie da, ile ja ci obiecam”, obiecuje gruszki na wierzbie. Tyle, że na takie taktyczne przefarbowanie mógłby się nabrać elektorat z Zadupia Tylnego, gdzie rządzi ksiądz a nie z Warszawy, gdzie ludzie mają internet. I teraz patrzcie jaką ludzką twarz prezentuje Jaki:

– in vitro popiera od zawsze i będzie poważnie rozważał, żeby wesprzeć taki program w Warszawie. Co prawda w 2014 głosował przeciw ustawie PO o refundacji in vitro, no ale przecież na czas kampanii i wyborów można trochę zmienić poglądy, nie?

– Paradę Równości popiera od zawsze i zgodzi się na nią bez problemu. Oczywiście jak tylko zostanie prezydentem Opola. A potem Warszawy. Co prawda Jaki chwalił palenie tęczy na Zbawixie, twierdząc że nie ma zgody, żeby z Warszawy robić Sodomę i Gomorę. Ostrzegał też mniejszości, mówiąc że jak mniejszość prowokuje większość, musi się liczyć z reakcją. Teraz sobie pomyślmy – skoro Jaki zezwoli na PR, to ile manifestacji narodowców i faszystów będziemy mieli w Warszawie? Ja myślę, że jedną tygodniowo.

– Wolność rządzi. Według słów Jakiego w Warszawie jest miejsce dla wszystkich i najważniejszą wartością jaką samorząd będzie wyznawał, będzie wolność. Tak samo, jak uwierzył w wolność do świętego spokoju i nasłał policję na protestujących w Opolu mieszkańców. Bo mu pałętali się pod biurem poselskim i gadać chcieli, zamiast słuchać.

Coś wam to przypomina? 2015 rok, gdy PiS schował wszystkich Macierewiczów i Pawłowicz do szafy, i był partią troskliwą, ceniącą umiar, dialog i szanującą opinie innych. Polacy się nabrali. Jaki pozując na demokratę, kłamie bezczelnie, w żywe oczy i cynicznie liczy na to, że nie potrafimy guglać, a tych którzy potrafią, da radę zakrzyczeć.

Nie będę wam mówił na kogo macie głosować. Ale jeżeli wierzycie choćby w jedno słowo z tego, co mówi Jaki w swoim nowym wcieleniu, to trochę mi przykro. Nie chciałbym, żeby PiS wzięło Warszawę. Rozpierdolą to miasto w drzazgi, bo Warszawa to zaraz po całym państwie, największy łup polityczny w tym kraju.


Premier, przypominam – były bankowiec, pierdolnął się w obliczeniach i z krzywym uśmiechem na twarzy stwierdził, że renta socjalna dla osób powyżej 18. roku życia, które nie mogą pracować z powodu niepełnosprawności wzrośnie w porównaniu do czasów sprzed rządów PiS o 50 procent! Słyszycie?! Pisiont procent! Tyle, że nie, bo podwyżka z 739,58 brutto do 1029,80 brutto to nie jest 50 proc. To 39,2 proc. Pomyłka o 11 punktów procentowych to nie jest mijanie się z prawdą. To żenujące, propagandowe kłamstwo. Jednak od bankiera oczekuję, że potrafi policzyć proste procenty.


Karol Meleks Karski gawędził w telewizorze publicznym o polskim górnictwie i jego wpływie na bezpieczeństwo energetyczne kraju. Dał jeden głos rozsądny, twierdząc że przyszłością jest energetyka jądrowa. No ale oczywiście musiał kontynuować, bo politycy w telewizorze mają imperatyw kontynuowania i rzekł co następuje: nie widzę alternatywy w energii wiatrowej, to jest taka koncepcja niemiecka. Wiele zdezelowanych niemieckich wiatraków czeka, żeby można je było przenieść do Polski. Niemcy próbuję je gdzieś upchnąć, a poszukują innych źródeł energii.

Problem jest natomiast taki, że 1 maja Niemcy po raz pierwszy w historii pokryli całe zapotrzebowanie energetyczne kraju ze źródeł odnawialnych. A nadwyżkę musieli sprzedać. A właściwie to elektrownie musiały dopłacić, żeby ktoś od nich ten prąd wziął. Nadwyżkę generowali przez 2 godziny, potem sytuacja się zmieniła. W ciągu całego dnia energia odnawialna pokrywała 70 proc. całkowitego zapotrzebowania. A te rozpieprzające się (według posła Meleksa Karskiego) niemieckie wiatraki i ogniwa fotowoltaiczne zapodawały łącznie 55 proc. całości.

W tym roku udział energii odnawialnej w systemie energetycznym Niemiec wynosi 42 proc. A my co? Dalej kopcimy węglem, który jest naszym sumieniem i dziwimy się, że dzieci mają astmę i alergie, smog wykańcza starszych i schorowanych i coraz więcej ludzi zasuwa po ulicy w maskach. Dobrą linię ma nasza partia.


Wiadomość z frontu walki ze zdrowym rozsądkiem – Biuro Analiz Sejmowych uznało, że projekt pani Godek okazał się być zgodny z Konstytucją RP. Widzicie, jak pisałem dwa tygodnie temu – Konstytucja to dla pań i panów z PiS taka karta dań. Biorą z niej co wygodne w danej chwili. Teraz sprawdźmy kto wydał takie opinie. Pierwszy specjalista to Dr hab. Marek Dobrowolski z Katedry Prawa Konstytucyjnego KUL. Drugi to dr hab. Paweł Sobczyk, prof. UO, Zakład Prawa Konstytucyjnego i Wyznaniowego. Ten pierwszy dojebał taką laurkę, po której stwierdziłem, że jednak przyszło mi żyć w wieku ciemnoty i zacofania. Przeczytajcie uważnie ten tekst:

„Godność człowieka (matki) również nie może zostać uznana za adekwatny wzorzec oceny konstytucyjności projektu ustawy. Jak się bowiem wskazuje godząc się na zajście w ciążę, kobieta godzi też się na pewne ograniczenie swej wolności, stosownie do – od wieków przecież niezmiennych – obowiązków wynikających z ciąży, porodu i wychowania dziecka.

Nie skomentuję go, bo nie znam tylu brzydkich i obelżywych wyrazów, którymi mógłbym to zrobić. Drugi specjalista zaczął swoją opinię od disklajmera następującej treści:

„Opinia stanowi wyraz wyłącznie osobistych i subiektywnych poglądów naukowych autora. Jednocześnie autor nie gwarantuje podzielenia poglądów naukowych wyrażonych w niniejszej opinii przez inne podmioty, w szczególności przez organy władzy ustawodawczej i innych ekspertów”.

Dla mnie jest to widomy znak tego, że ową opinią można sobie podetrzeć dupę, bo tylko do tego się nadaje. Dlatego cytatów nie będzie.


Teraz informacja od której walnąłem na plecy. Pan Rydzyk, profesor Szyszko, hodowcy norek i myśliwi stworzyli klub niezadowolonych i są w ostrej kontrze do PiS. I rozumiecie, oni się skrzykują na marsz. Marsz odbędzie się 12 maja. Jak ktoś siedzi w temacie, to wie, że 12 maja będą protestować również ludzie z PO. Ciekawy jestem, czy wykluczeni ustawią się w kolejce za PO, wepchną się przed, co by było do nich podobne, czy pojadą symultanicznie ale innymi trasami.

Tę absolutnie rakietową nabojkę wesprze obywatel Tomaszewski, prywatnie kuzyn Prezesa. Został obywatel Tomaszewski wykopany z fotelu prezesa Lasów Państwowych i ma komuś coś za złe. Wydaje mi się, że tym razem to nie jest chowanie Antka przed wyborami i Macierewicz wycina ten numer bez uzgodnienia z Prezesem. Czyli zaczynają się walki frakcyjne. Pomyślcie tylko, co będzie, jak Prezes odejdzie do krainy wiecznych łowów? Przecież ta banda rzuci się sobie do gardeł tak, że bandyckie dintojry będą przy tym niczym. Przy okazji chciałbym, żebyście docenili fakt, że chociaż bardzo mnie kusiło, powstrzymałem się od żartów o norkach i flintach myśliwych. Naprawdę doceńcie.


Właśnie, apropo Antka. Jakby ktoś to przegapił, to wpadł on na fantastyczny pomysł zagospodarowania miejsca po Pekinie. Bo oczywiście gadanie o jego wyburzeniu powraca jak bumerang co roku. Otóż obywatel M. wykombinował, żeby na miejscu Pekinu pierdolnąć Kolumnę Chwały Wojska Polskiego zwieńczoną figurą Matki Boskiej Hetmanki Polski, która z tego co czytałem, jest patronką wojska. Ja nawet nie wiem, jak to skomentować. Może poza ‘co Antoni ma z tymi symbolami fallicznymi’. Najpierw chciał stawiać 100 kolumn z okazji odzyskania niepodległości, teraz znowu kolumna. Kurde, ziom.


Mateusz Kusznierewicz utracił zaufanie Narodowej Agencji Tego i Owego, i jednak nie popłynie w rejs dokoła świata. O czym donoszę z rozdartym sercem, bo pieniądze, które miały iść na tę akcję i tak zostaną przepierdolone bez sensu, a tu przynajmniej byłaby beka, jakby Kusznierewicz w sztormiaku wkitrał się w RPA do szkoły i zaczął opowiadać o Polsce. Ciekaw jestem czym nas zaskoczy Narodowa Agencja Przewalania Hajsu, bo że zaskoczy, to nie mam żadnych wątpliwości.


Prezes przygotowując się do zimowego ataku na K2, przeciążył się w Beskidzie i zaczął mieć syndrom kolana. Z tego powodu odwiedził Klinikę Gastroenterologii, Endokrynologii i Chorób Wewnętrznych.

Jako żenującą ciekawostkę podam, że kule Prezesowi do miejsca jego zamieszkania przywiózł generał profesor Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego. Nie znam się, więc oddam głos Romanowi Polko: To wręcz powrót stosunków feudalnych. Takie problemy dotykają wielu ludzi i każdy sobie jakoś z tym radzi. Nie ma takich sytuacji, że człowiek na wysokim szczeblu osobiście jeździ i pracuje jak parobek. To upokarzające i żenujące.

Generał profesor odparował, żeby się Polko od niego odpierdolił, bo on utrzymuje relacje z Prezesem od czasu, gdy w jego szpitalu leczyła się Jadwiga Kaczyńska. I te relacje nie ograniczają się wyłącznie do opieki medycznej. Po prostu generał profesor przechodził akurat obok willi, z tragarzami i kulami, i postanowił wpaść do Prezesa towarzysko. A tu się wszyscy przypieprzają, że pan woła a sługa biegnie. To nie tak. Zresztą przywiózł Prezesowi kule. Znacie to przysłowie: człowiek strzela, generał profesor kule nosi? No więc jak znacie, to się odpieprzcie od generała profesora.


Na sam koniec kolejna odsłona sagi rodu Czartoryskich. Otóż pół roku temu wiceminister rolnictwa Babalski, uznał że przejęcie przez skarb państwa pałacu rodziny Czartoryskich w Sieniawie było niezgodne z prawem. Mówimy tutaj o reformie rolnej z 1944 roku, gdybyście mieli jakieś wątpliwości.

Może jesteście ciekawi, po chuj wiceminister to badał? Zrobił to, bo chciał tego Adam Karol Jan Jezus Maria y otros Czartoryski. Decyzja ministerstwa otwiera furtkę do tego, by Adam wielu imion Czartoryski mógł domagać się od państwa zwrotu nieruchomości. W remonty której państwo włożyło jakieś drobne pieniądze. Ot, 130 mln ziko. Ministerstwo nie powiedziało, czy w przypadku zwrotu będzie się domagać oddania włożonych w remonty środków. O ile zakład, że nie będzie?

Jeszcze kilka takich akcji i wkurwieni chłopi naprawdę pójdą z batogami na panów. Do widzenia.

Z kamerą wśród zwierząt 3

Postęp postępuje, napiera i gniecie. Kto wejdzie pod koła ten uciec nie zdoła.

Tak jak nie zdołali uciec goście, którzy wpadli pod rozpędzony walec z Pcimia. Prezes Obajtek Daniel ksywa „Mogę Wszystko” (nie zgrywam się) zrobił oszałamiającą karierę. Zaczynał skromnie, jako dyrektor zakładu przetwórstwa tworzyw sztucznych. W 2002 został radnym gminy Pcim, w 2006 został wójtem gminy Pcim. Przez 9 lat piastował sobie stanowisko i nagle jeb, start pionowy z trzecią prędkością kosmiczną. Najpierw p.o. (musiał się strasznie potem wkurwiać, że miał w nazwie ten znienawidzony skrót) a potem prezes Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Zrestrukturyzował i zmodernizował żelazną miotłą, na bruk wyleciało 1600 osób. Jasne, można mówić, że byli to zadomowieni w ARiMR-ze działacze Peezel i Peło oraz ich bracia, siostry, mężowie, żony, bratankowie, konie, koty i psy, ale są jakieś procedury. Nie można tak po prostu wejść i wykopać ludzi, bo póki co sądy pracy jeszcze działają. I teraz najlepsze. Wkurwione pociotki i powujki poszły do tych sądów i zaczęły wygrywać hajsy. Oczywiście agencja jest państwowa, więc wygrali nasze hajsy. Tak Januszu, twoje hajsy. Owszem Grażyno, twoje też.

Na postawie wyroków sądów wypłacono odprawy: z tytułu rozwiązania umów z pracownikami z przyczyn, które ich nie dotyczą wypluliśmy z naszych kieszonek 610 426 zł. To dane do marca b.r. Cały czas toczą się sprawy, na razie wynik meczu jest 85:14 dla byłych pracowników. Kojarzycie, tak szybko ich wyjebywali, że się nie przejmowali papierami, wymyśleniem powodów, niczym. I teraz zbierają w dupę. Ale te marne sześć stówek to nic. Lecą jeszcze odszkodowania za niezgodne z prawem rozwiązanie umowy. 73 pracowników dostało 1 431 291 zł. To w sumie daje nam 2 041 717 zł. Tak Januszu, twoich pieniędzy. Owszem Grażyno, twoich również.

Dobra zmiana na pełnej kurwie.

To nie koniec dzielnego Obajtka. Do niedawna prezesował w Enerdze, skąd też wykopał tabun ludzi. O ile zakład, że niczego się w ARiMR-ze nie nauczył i też to zjebał? Pewnie już się jakieś sprawy przed sądami toczą.

To nie koniec dzielnego Obajtka. Od niedawna prezesuje w Orlenie, skąd też wypieprza ludzi. O ile zakład, że się po drodze niczego nie nauczył i to też zjebie? Oni się nie uczą. Oni mają Cel i Misję.


Prezydent wykorzystał słabszy moment prezesa i wywinął PiS-owi taki numer, że natychmiast został okrzyknięty zdrajcą, prezydentem Adrianem, preŻYDentem i co tam jeszcze w zwichrowanych prawicowych łbach się urodziło. Plotka głosi, że tak się wszyscy na niego wkurwili, że nie poprą go w następnych wyborach i zamiast niego wystawią Szydło Beatę. To jest tak śmieszne, że zajady mi się porobiły.

Czym prezydent podpadł? Ano odmówił podpisania ustawy o zdekomunizowaniu pierwszego polskiego kosmonauty i kilku trupów (plus jakieś tam straty uboczne, ale kto by się emerytowanymi pułkownikami LWP przejmował, bo na pewno nie PiS), zawetował ją i odesłał do sejmu. Szok, niedowierzanie i skowyt, jaki się podniósł na ten akt zdrady, był niczym miód lany na moje czarne serce. Walka frakcyjna trwa, bo w tej sprawie nie wierzę w geniusz prezesa, który pyka opozycję na cztery ruchy w przód.


Pamiętacie ubiegłotygodniowe sondaże, które po tym, jak rząd rozdał sobie nagrody, były dla PiS-u niezbyt dobre? Ludzie zaczęli gadać, zrobiła się poruta, trzeba to było jakoś przykryć. I przykryli. Wzięli i zatrzymali byłego wiceministra finansów i szefa służby celnej za czasu rządów PO-PSL Jacka Kapicę. Nie miałem siły się  śmiać, bo mowę mi odjęło. Ale nie od zatrzymania, bo takie rzeczy się zdarzają a od kwoty, którą próbują mu przyklepać. Otóż Jacek Kapica nie dopełnił swoich obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej DLA INNYCH OSÓB na ponad 21 mld złotych.

Skąd taka suma wyszła, spytacie? Ano z tytułu nieodprowadzonych do skarbu państwa podatków, taką kwotę uzyskali właściciele „jednorękich bandytów”.  No i Kapica przy okazji okazał się przestępczym Robin Hoodem, który sam dla siebie tych miliardów nie chciał, tylko przysporzył je jakimś anonimowym złoczyńcom. Kurtyna  poszła w dół i ciężko poraniła aktorów tego żenującego spektaklu.


Przez osiem ostatnich lat Polcy i Polaki czekali na raport komisji smoleńskiej. Nie doczekają się raportu końcowego, dostaną raport częściowy. Ciekawe która to będzie wersja, bo mam wrażenie, że w tym pierdolniku nikt już nie ogarnia numeracji tych częściówek. Widzicie, moi drodzy, prawda zbliża się, ale trochę tak, jak horyzont. Znaczy nie tyle się zbliża, co się oddala w miarę zbliżania się do niej. Tak się pozbliżamy jeszcze minimum rok, a pewnie ze dwa lata. Do następnych wyborów. Darz bór!


Od jakiegoś czasu nie widać różnić między PO a PiS, więc napiszę dwa zdania o tym pierwszym.

Szef klubu PO Sławomir Neumann nie pozostawił żadnych złudzeń – PO nie poprze projektu Nowoczesnej liberalizującego prawo aborcyjne. PO, rozumiecie, będzie bronić tzw. kompromisu aborcyjnego. Dziękuję, uszanowanie, gówno możecie nabronić, bo jak PiS zechce przegłosować zaostrzenie przepisów, to nie oglądając się na was, przegłosuje. Więc może byście się już zamknęli, czy coś?


Ale obrona życia wypoczętego i kompromisu aborcyjnego to nic, w porównaniu z ostanim genialnym pociągnięciem światłego stratega i wodza PO. Schetyna Grzegorz myślał, myślał i wymyślił. Ale kurwa tak wymyślił, że nikt by tego tak nie wymyślił. Nawet za 100 lat.

Otóż Schetyna Grzegorz postanowił wysunąć członka na czoło i w wyborach na prezydenta wystawił Kazimierza Michała Marię Leona zapewne jeszcze kilku imion Ujazdowskiego. Tego samego Ujazdowskiego, który był nie tak dawno temu wiceprezesem PiS. Tego samego Ujazdowskiego, który pisał do ONZ list przeciwko aborcji, bronił leczenia homoseksualizmu w PE, bronił karalności obrazy uczuć religijnych… Dobra, nie chce mi się wymieniać wszystkich dokonań tego człowieka na polu walki z postępem. Poguglajcie, ale ostrzegam, że to lektura przygnębiająca.

Krótko zrekapituluję. Kandydat PiS będzie walczył o stolec prezydencki we Wrocławiu z kandydatką PiS. Mistrz Bareja kiwa w zaświatach z uznaniem głową. A mi ręce same składają się do oklasków. Wrocławiowi zdecydowanie potrzebny jest prezydent sterowany sygnałem telefonicznym z kurii. Każdy się nada.

Do zobaczenia za tydzień.

Z kamerą wśród zwierząt 2

Postęp kroczy nieustająco i uparcie, kolejne dni, podczas których nasi przyjaciele z PiSu i jego okolic pokazali, że nie są palcem robieni i potrafią.

Znaczy chuja tam potrafią, ale jakoś musiałem zagaić. Na początek Czarny Piątek i propagandowe pierdolenie telewizora publicznego. Poziom żenady przekroczony wielokrotnie, pierwszego dnia dawali wąskie plany, żeby nie było widać ile osób uczestniczy w protestach. Potem bez mrugnięcia okiem skłamali, że jest nas kilka tysięcy. Nazwali nas też fajnie, bo chyba dostaliśmy łatkę zwolenników mordowania dzieci. Następnego dnia zmieniła się narracja i zaczęli pieprzyć o dialogu.

Mnie zastanawia jedno, gdzie pójdą do pracy te wszystkie dziennikarzełki z publicznej, jak się kurs zmieni i zacznie rządzić ktoś inny?

Starsza wiadomość, ale trzyma kontekst. Ministerstwo Zdrowia, Szczęścia i Pomyślnego Końca stwierdziło, że nie stać nas na refundację jedynego programu lekowego dla wcześniaków. Znaczy trochę stać, bo refundujemy go urodzonym do 28 tygodnia. Jak później, to niech już pani bozia ma ich w opiece. Powód: nie ma hajsu a poszerzenie grupy, której podawalibyśmy lek do 32 tygodni, zrujnowałoby budżet państwa i okolicznych planet, a nawet całego Układu Słonecznego. Producent obniżył koszt leku – nie ma hajsu. Ludzie się wkurwili, lekarze nakręcili gównoburzę i nagle okazało się, że da się. Warto protestować.

A ta szóstka wcześniaków, które z powodu niepodania leku pierdolnęły w ramy w 2017 roku to statystyka, którą można zamieść pod dywan. Powiedzieć, że chce mi się rzygać, to nic nie powiedzieć.

Postępy postępują również w państwowej stoczni Nauta, której zarząd obleźli partyjni menadżerowie. Którzy poradzili sobie galanto. Wyjątkowo dużym sukcesem było przegranie kontraktu dla wojska (220 mln zł) na rzecz stoczni prywatnej, utrata kontraktu na przebudowę platformy wydobywczej należącej do Grupy Lotos (pierwotnie kontrakt opiewał na 300 mln zł) oraz, uwaga…

Na skutek błędów do wody wpadł remontowany dla Norwegów chemikaliowiec. Razem z dokiem, w którym stał. To jest miś na skalę naszych możliwości. Winnych nie ma, ale prokuratura nie ustaje w wysiłkach i w końcu kogoś znajdzie.

Kojarzycie? Spece wpierdolili do wody nie tylko statek, ale i dok, w którym się znajdował. Biję im brawo.

Kaja Godek odpowiedzialna za społeczny projekt zaostrzający prawo aborcyjne, okazała się być zatrudniona w państwowej spółce. Otóż zasiada w radzie nadzorczej państwowej spółki, która wytwarza komponenty do układów wtryskowych silników wysokoprężnych. Została powołana na to stanowisko 2,5 roku temu, zgodnie z przepisami, przez Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy. Wszystko jest w porządku, skoro walne się wypowiedziało, to na pewno wszystko jest zgodnie z prawem a ta synekura, przepraszam, posada nie jest zapłatą za kręcenie gnoju z ustawą. Ja tam pani Godek wierzę, że wszystko było uczciwie przeprowadzone. Jako anglistka na pewno wie wszystko o zasiadaniu w radzie nadzorczej spółki, która wytwarza komponenty do układów wtryskowych silników wysokoprężnych.

Że też nie mieli dla niej bardziej sensownego miejsca.

Jak się ustawić tak, żeby kosić hajs nie wychodząc z domu, wie specjalista komisji Smoleńskiej, pan (sorry, ale profesor nie przejdzie mi przez gardło) Binienda. Hajsu z komisji było widać mało, więc podpiął się pod Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Doradza tam przez Skype’a, co jest miłe. Odbyło się 19 posiedzeń z jego udziałem, w 15 wziął udział zdalnie, zza Oceanu. Zainkasował za tę ciężką pracę 33 200 złotych brutto. Jak się z tym czujecie? Jak się czujecie wiedząc, że nad Badaniem i Rozwojem związanym z naszym bezpieczeństwem, czuwa człowiek, który na pokładzie Tupolewa wykrył istnienie niewykrywalnej bomby? No właśnie.

Pamiętacie wypadek samochodu wiozącego premier Szydło. Walnęli wtedy w Seicento. Wiecie ile do tej pory kosztowało śledztwo? Trwa rok i wyskoczyliśmy wszyscy ze 154 tys. złotych. A to jeszcze nie koniec, bo przed nami proces. Obrońca kierowcy, Sebastiana K. nie chce bowiem umorzenia. W sumie tanio wychodzi, ledwie 422 ziko dziennie.

I na koniec kolejny odcinek pt. Hej ziomal, hajs pal.

Polska Fundacja Narodowa, czyli instytucja najszybciej marnotrawiąca państwowe pieniądze, wpadła na kolejny pomysł promowania Polski na świecie. Bez konkursu wyskoczyła z pięciu baniek i kupiła używany jacht. Pomysł podrzucił Mateusz Kusznierewicz. Jacht ów będzie pływał przez trzy lata z portu do portu i na okoliczność stulecia odzyskania niepodległości, sławił będzie imię Polski. Ma też wzbudzać sensację, startować w regatach, ściągać do kraju biznes (jak? nie wiem). Kusznierewicz podał przykład: na Kapsztadzie odwiedzą jedną ze szkół, w pełnym rynsztunku, w sztormiakach, z długimi brodami. Wejdą do tej szkoły i opowiedzą o Polsce.

Dla mnie jest to pomysł świetny. Zwłaszcza, że nie będzie jakoś przesadnie dużo kosztował. Ot, 5 baniek za jacht i od 10 do 20 za pływanie. Dokładnej kwoty nie znamy, bo PFN ma w dupie przepisy i odmawia podania szczegółów tego śmiałego projektu.

Co ciekawe w wyprawę dokoła świata z okazji 100-lecia niepodległości popłynie też Dar Młodzieży. Będzie promował Polskę, koszt znamy – 23 bańki wyłożone przez Ministerstwo Żeglugi i Gospodarki Morskiej.

Mam nadzieję, że wszyscy spotkają się w Kapsztadzie pod tą szkołą i razem opowiedzą o Polsce. Będzie pięknie.

Wielka Ucieczka, czyli dziwny gigant Filipa

Wracamy z imprezy okolicznościowej, jakoś tak o 1:00. Wchodzimy na podwórko i nagle spomiędzy drzew wybiega na nas Filip.

WTF?

To ten sam Filip, którego zostawiliśmy zamkniętego w mieszkaniu, czy jakiś inny. Na przykład jego brat. Z takim samym uśmiechem. Z taką samą bandanką. I takim samym entuzjastycznym sposobem witania nas, gdy wchodzimy do domu.

Ale jak to możliwe? Przecież został zamknięty w domu.

To chyba wtedy zaczęliśmy się obwiniać. O światowe przeludnienie. Głód. Konflikty zbrojne. Zanieczyszczenie powietrza. Rozkład związku. I które z nas tak ambitnie zamykało drzwi, że nie zauważyło psa poza mieszkaniem.

A może to włamywacze?!

Nawet się ucieszyłem, bo zawsze chciałem spytać włamywacza czego szuka, i jakby powiedział, że pieniędzy, to bym się do niego przyłączył. Niestety (albo i stety) drzwi były normalnie zamknięte na zamek. Czy ten cholerny pies przetunelował przez ścianę?

Fot. M.Cywińska

Po wejściu do domu obiegłem wszystkie pomieszczenia, krzycząc diabli wiedząc po co ‚clear’.  Włamywacza nie było, hajs, dzieła sztuki, biżuteria i kamienie szlachetne leżały na swoich miejscach, aczkolwiek salon powitał nas takim oto widokiem.

Oba kwiatki na ziemi, z Lindy ktoś obgryzł/wyrwał jeden pęd, Roman jak zwykle nie do zajebania. Kolumna głośnikowa zrzucona. Lampa zrzucona. Piloty zrzucone. Ziemia z kwiatów wszędzie, głównie na fotelu kupionym trzy dni wcześniej. Pośrodku tego zawstydzony pies i koty, udające że nic się nie stało.

Powoli posklejaliśmy fakty. Coś się zadziało za oknem, Filip wskoczył na parapet (zdarzało mu się to na początku mieszkania z nami) i zaczął ujadać. Coś się przesunęło, coś spadło, stawiam że pierwsza poleciała lampa. Za oknem musiało być naprawdę ostro, bo Filip miotał się motzno, zrzucając kolejne gadżety. Jak zagrożenie zaokienne minęło, pies ogarnął wzrokiem pieprznik, jaki uczynił i zrozumiał, że jak wrócimy do domu zostanie natychmiast ‚niedobrym psem’. Schował się w sypialni i siedział wydygany, gdy na scenę wkroczył nieporadny Seba. Z właściwym mu brakiem refleksu, zorientował się, że na parapecie był balet i że rzeczy zmieniły miejsce i stan skupienia.

Trącił łapą doniczkę.

Roztrzaskała się z hukiem o podłogę.

Dla siedzącego już na szpilkach Filipa było to za dużo. Wystraszył się, wskoczył na parapet w sypialni, przecisnął się przez kraty i wytarabanił się na podwórko. To jedyne logiczne wyjaśnienie. Rozpiętość krat to ok. 20 cm., okno zostawiamy otwarte, bo koty wychodzą. Filip w kłębie jest szeroki na trzydzieści kilka centymetrów. Jak się przecisnął, wie tylko on. No bo przecież musiał się jakoś przecisnąć.

W przeciwnym przypadku musiałbym założyć, że Filip jest potężnym psem-czarnoksiężnikiem, który potrafi się teleportować.

Jak to do cholery zrobiłeś chłopaku?!

Z kamerą wśród zwierząt 1

Uszanowanko, postępy postępu są coraz większe. Episkopat od czasu do czasu unosi upierścienioną rękę, macha na PiS, który kuląc ogonek podbiega do stóp tronu, i domaga się częściowej spłaty długu. PiS zadłużony jest u episkopatu po uszy, poparcia w wyborach nie kosztuje przecież dwa pisiąt.

No i jak episkopat tupnął nogą, domagając się ochrony życia wypoczętego od wypoczęcia aż po grób, PiS skrzyknął błyskiem komisję i wymyślił, że chodzące macice mają wyciskać z siebie również dzieci śmiertelnie chore, zniekształcone, z bezmózgowiem, no nie będę pisał dokładnie, ani tym bardziej wstawiał zdjęć zaśniadu, bo przerabiamy to za każdym pieprzonym razem, jak episkopat szurnie laczkiem.

Komisja poobradowała, strony społecznej do głosu nie dopuściła i będziemy mieli kolejny Czarny Piątek. A już zaplanowałem sobie wolne popołudnie.

Panowie, was też widzę. Panie, którym PiS chce zafundować ten syf godny Ceausescu, to wasze matki, żony, dziewczyny i kochanki. Pomyślcie o tym przez chwilę.

Prace nad nowym kodeksem pracy trwają, to co się tam dzieje woła o pomstę do piekła, kolejne pomysły są głupsze i gorsze dla pracownika, ogólna chujnia z gehenną. A co w tym czasie robi szef Solidarności, pan Duda? No a co ma robić? Dostał wolne od handlu niedziele i siedzi cicho. Popatrzcie dzieci, tak wygląda ….. (tu sobie wpiszcie, co wam w duszy drzemie, ja się nie odważę, bo to mściwe ziomki są).

Rząd zrealizował jedną z obietnic wyborczych i na czerwonym dywanie, z poduszkami i tańczącymi dziećmi, odtrąbił grejt sakses. Znaczy obniżenie wieku emerytalnego. A ponieważ zasiadają w rządzie sami fachowcy, komuś się zera pojebały i się przeliczyli. Okazało się, że nie stać nas na obniżenie wieku emerytalnego, co jest oczywiście dla wszystkich sporym zaskoczeniem.

Jaką PiS ma propozycję dla przyszłych emerytów? Ano powrót do czegoś na kształt OFE. Nazywa się to Pracowniczy Plan Kapitałowy i poczytajcie sobie o tym potworku sami. Dość powiedzieć, że znowu zarobią suto operatorzy naszych pieniędzy. Dla mnie bomba, bo w sumie czemu mieliby sobie nie zarobić.

Łukasz Sitek, którego TVP zawiesiło za awanturę w pociągu, już się cieszy z powrotu do pracy. Na razie siedzi w regionalnej, ale pewnie lada moment wróci do TVP Info. Zawieszenie trwało cały miesiąc. Tak się z tego śmiałem, że chyba popuściłem kroplę w spodnie, nie wiem dlaczego oni się jeszcze w ogóle czymkolwiek przejmują.

Profesor UW Michał Bilewicz prowadzi badania nad uprzedzeniami. Dwóch senatorów PiS (Warzocha i Ślusarz) skierowali do marszałka senatu oświadczenie, w którym zarzucają Bilewiczowi nierzetelność naukową, stronniczość, manipulację oraz, uwaga, idzie mocne: DZIAŁANIE NIEZGODNE Z POLSKĄ RACJĄ STANU.

Dwóch gości bez pojęcia na temat metodologii badań, bez wiedzy merytorycznej na ich temat, wysmarowało pismo do marszałka Karczewskiego, które możecie sobie przeczytać w linku.

Przekaz jest dość jasny, ciesz się, że masz pracę, bo lada moment możesz ją stracić. Więc wisz, rozumisz, dla własnego dobra badaj zachowania społeczne małp naczelnych a o antysemityzmie możesz pogadać z ziomkami przy herbacie. Najlepiej w domu.

No więc ja bym raczej nie chciał, żeby politykierzy mówili co mają badać naukowcy, nawet jeżeli badania są niezgodne Z POLSKĄ RACJĄ STANU.

Wszystko to śmieszyłoby mnie bardziej, gdybym przyglądał się tej kloace zza granicy. Niestety, mieszkam tu i teraz, i do śmiechu mi nie jest. No dobra, śmieję się gorzko i przez łzy.

Miłego tygodnia.

Autorem ilustracji jest Marek Raczkowski.

Jedenaste – groźby są bez sensu

Przedubiegły tydzień obfitował. Wyprodukowałem popularny tekst, czego się nie spodziewałem, wbrew opiniom tych, którzy sądzą, że potrafię pisać kawałki generujące zasięgi. Zaszerowało go mnóstwo osób, i ci nieznani, i ci znani.  Justyna Kowalczyk na przykład.

Trafiłem na grupę dyskusyjną lasów państwowych, na niezliczone fora tematyczne, w tym Legii Warszawa, na wykop i gdzie tam jeszcze. Wszystko to spowodowało wysyp komentatorów, których się nie spodziewałem. No bo, kurde, notkę napisałem dla ziomów i tych osób, które mnie obserwują na fejsie a nie dla Polski.

No i w ramach komentarzy, dostałem kilka razy Polską mocno. Że zacytuję te, które wylądowały w koszu, gdyż nie wnosiły nic do wątku.

Po chuj się głupi kutasie wypowiadasz. Wal nadal konia w domowym zaciszu cykorze i nie komentuj!! – zapodał kolega Himalaya

treść powyższych wypocin teklaka wskazuje na to, że jest on poronionym, nacjonalistycznym debilem, nie mającym za wiele pojęcia o sprawie o której tworzy – odwinął mi Felix

Zenujacy tekst…Kto to pisal? Jakis gimbus? Te przeklenstwa czy przyklady…Zalosne – usłyszałem od Darka

Pojeb Teklak wie najlepiej. – zażył mnie z manusa Mystkowski

Radek Teklak – cham i prostak patrzący wąskim torem – tyle wynika dla mnie z tego tekstu napisanego rynsztokowym językiem (…) Odradzam dyskusje, bo tekst jest taki specjalnie żeby generować kliknięcia o odsłony, więc proszę nie karmić trola. – schlebiał mi Adam.

Powiem wam, że miałem z tych tekstów mnóstwo zabawy. Ludziom naprawdę się wydaje, że są w stanie taką starą dupę jak ja obrazić kilkoma daremnymi bluzgami.

I o ile nie mam problemu z takimi nieudolnymi próbami podgryzania mnie przez małe kundelki, tak na wszelkie groźby reaguję poważnie. Nie mam obowiązku domyślać się, czy ziomek pisze o zajebaniu mnie na poważnie, czy robi sobie żarcik.

Dlatego gdy przyszedł eric clapton i zagaił przyjaźnie „co to za pajac pisał? w łep bym chętnie strzelił.”, stwierdziłem że ruszę dupę i zareaguję.

Postanowiłem przykonfidencić, jak Rudy z Blok Ekipy. Wyklikałem IP wojownika klawiatury, znalazłem providera, maila do abuse i wysłałem grzeczne zapytanie czy mogliby coś z tym zrobić. O sprawie zapomniałem, bo średnio wierzyłem w to, że ktoś się zainteresuje.

Wystawcież sobie moje zdziwienie, gdy po 37 minutach dostałem odpowiedź, że a i owszem, zajmą się sprawą. Po czym zerknąłem w stopkę maila i zacząłem się śmiać mocno. Otóż sprawdzając nazwę providera zafiksowałem się na tym, że to musi być dostawca internetu. Nie był.

Widzicie, komentator eric postanowił być twardym zakapiorem i zapodał komentarz z firmowego komputera. A nazwa firmy, to nie była nazwa dostawcy internetu tylko  pewnej dużej instytucji. Która postanowiła sprawę potraktować w opór poważnie.

Dwa dni później dostałem maila. Jak rzadko kiedy powiedzenie „dobrze, że nic nie jadłem, bo bym się zadławił na śmierć” było prawdziwe. Ziomki z IT bez problemu zidentyfikowały komcionautę i w stosunku do erica zostały przedsięwzięte następujące kroki. Trzymajcie się, bo to dobry materiał jest.

  • rozmowa dyscyplinująca przełożonego w zakresie przestrzegania standardów etycznych grupy kapitałowej, w efekcie której eric przeprosił za swoje zachowanie i zobowiązał się, że w przyszłości nie będzie zachowywał się w podobny sposób,
  • skierowanie erica do odbycia dodatkowego, indywidualnego szkolenia z zakresu standardów etycznych przeprowadzonego przez Specjalistę ds. Complaince, które będzie zakończone testem

Rozumiecie? Komentator eric będzie pisał test ze standardów etycznych. Niczego lepszego nie mogłem sobie życzyć. A cały ten ocean radości zawdzięczam firmie Idea Money, której dział IT był na tyle miły, że się sprawą zainteresował. Dziękuję, z serca, z duszy!

Nie piszę tego po to, żeby się przechwalać, że potrafię zrobić cokolwiek z numerem IP, bo potrafi to każdy. Nie piszę tego również po to, żeby się chwalić tym, że prawilniaka sprzedałem na psach. Nie napinam się, że jestem kozak w necie, bo w necie każdy jest kozak.

Tylko jak już postanowicie kiedyś napisać w sieci, że „ciebie to bym frajerze zajebał”, albo „dojadę cię cwelu, nawet nie będziesz wiedział kiedy”, ewentualnie „już nie żyjesz, szmato”, to się przynajmniej dobrze zamaskujcie.

Albo jeszcze lepiej. Nie piszcie tego w ogóle. Bo zdarzy się jakiś upierdliwy typ i skończy się tym, że bagiety przyjadą na fejsbuka, a potem do was do domu. Trochę przypał.

PS Uprzedzając. To nie jest wpis sponsorowany. To wpis ostrzegawczy.

Dlaczego nie byli ubezpieczeni

Nanga Parbat. Zgodnie z przewidywaniami Polacy dali głos i znowu mam ochotę zwymiotować na rodaków. Ale ja nie o tym.

W dyskusji pada często Pytanie Ostateczne: dlaczego nie byli ubezpieczeni? Byli. Natomiast ubezpieczenie nie pokrywało kosztów transportu ekipy ratunkowej spod K2. MSZ udzielił gwarancji na 50 tys. dolców, Pakistan dostanie hajsy i prawdopodobnie nie pójdą one nawet z naszych podatków. Widziałem dwie zbiórki pomocowe – w złotówkach kilka godzin temu było 264 tys., w eurosach z zaplanowanych 100 tys. mieli już 83 tys. Więc ustaliwszy to, skończmy ten żenujący festiwal pierdolenia o „kradno mi z podatków na głupie hobby zamiast dać na horom curke”.

Natomiast mam inny temat do poruszenia. Jak wszystkie mędrki od „powinni się byli ubezpieczyć” wyobrażają sobie akcję ratunkową w wysokich górach? Że co, na 7000 metrów na każdym ośmiotysięczniku stoi baza murowana, taka bacówka czy też schronisko, w której siedzą ratownicy pracujący dla konkretnych ubezpieczycieli i ściągają himalaistów jak jest bieda?

Czy może baza stoi na 500o metrów? Albo na 3000? I siedzą w niej ludzie od ubezpieczycieli, którzy tylko czekają na sygnał, żeby popędzić w góry i ściągać himalaistów jak jest bieda?

Czy może, kurwa, u podnóża góry stoi balon, którym przedstawiciele ubezpieczyciela lecą sobie do góry, po czym desantują się, przypinają zziębniętych himalaistów do lotni i fruną z nimi w dół? Albo zjeżdżają na nartach, wlokąc za sobą tobogany?

Dochodzi do zabawnych sytuacji, gdy utkną dwie wyprawy jednocześnie, ale jedna ma chujowe połączenie w Playu i nie może się dodzwonić do Axa (niebieskie kurtki), więc gniją w śniegu, a druga ma telefon satelitarny i ratownicy z Compensy (żółte kurtki) już jadą na sygnale ratować niefortunnych podróżników.

Poważnie, jak sobie wyobrażacie akcję ratunkową w sytuacji, gdy jesteście ubezpieczeni od wszystkiego?

Na Nanga Parbat nie ma bazy TOPR-u, GOPR-u czy tam NPOPR-u, gdzie siedzą ratownicy i czekają na sygnał od ubezpieczyciela: ruszajcie, ino wartko, ale tylko ci z PZU (granatowe kurtki), MetLife (zielone kurtki) czeka, bo coś się w polisie nie zgadza, i chyba w tej tanioszce, którą podpisały te naiwne łosie akcja ratunkowa powyżej 7k metrów jest wyłączona z ubezpieczenia.

Akcja ratunkowa w takich sytuacjach opiera się wyłącznie na uczestnikach innych wypraw, i to pod warunkiem, że są w pobliżu. Francuzka (w chwili gdy to piszę, chłopaki zeszli bez Mackiewicza i fruną do Skardu[1]) miała gigantyczne szczęście, że akurat po sąsiedzku nasi szykowali się do ataku na K2 i byli zaaklimatyzowani na odpowiedniej wysokości. Na dodatek zaprezentowali nadludzką wytrzymałość i po przybyciu pod Nanga Parbat, 1100 metrów w górę, częściowo po ciemku przebiegli niczym cyborgi. Nieludzkie szczęście, bo w tej chwili „po sąsiedzku” jest tylko jeszcze jedna wyprawa, która tak się składa, przebywa w Obozie 1 na wysokości 6050 metrów i ma do Nanga Parbat w linii prostej półtora tysiąca kilometrów. Bo są, kurwa, pod Mount Everestem. W tej chwili nie ma tam nikogo więcej, bo zimą na ośmiotysięczniki wspinają się tylko Polacy, Rosjanie i pojeby.

„Noale przecież śmigłowiec”

W okolicy Nanga Parbat lata tylko armia. Indie i Pakistan napierdalają się tam od lat o Kaszmir, więc lotów cywilnych nie ma. Pechowo składa się tak, że pakistańska armia korzysta z helikopterów[2], które nie są w stanie wspiąć się powyżej 6000 metrów. Tak zwyczajnie, po helikopterowemu – nie są w stanie polecieć wyżej. Do tego pogoda. Naszą ekipę spod K2 Pakistańczycy wysadzili na Nanga Parbat na wysokości 4800 nie dlatego, że pilotowi nie chciało się lecieć wyżej.

Podsumowując. To, czy byli ubezpieczeni (byli) czy nie, nie ma w tej konkretnej sytuacji najmniejszego znaczenia. Mogli sobie zapłacić nawet miljord dolarów, a i tak niczego by to nie zmieniło. Jak w Pakistanie nie masz dojść do generała, śmigłowiec nie wystartuje po kwadransie.

Oraz jeszcze jedno. Art. 36 Konstytucji mówi: podczas pobytu za granicą obywatel polski ma prawo do opieki ze strony Rzeczypospolitej Polskiej.

Pamiętajcie o tym podczas pobytów ZAGRANICO. Nieważne, czy zgubicie paszport w Australii, zaatakujecie Mount Blanc w Kubotach, czy utkniecie w lodowej jamie na Nanga Parbat. Jako społeczeństwo powinniśmy dbać o swoich. Nawet jeżeli nie mają ubezpieczenia (mają).

Aha, wszelkie próby dyskusji o tym, czy himalaizm to hobby bezpieczne, pożyteczne, sensowne, czy wręcz przeciwnie, będą kasowane. To nie ten wątek a himalaistów wolę od piłkarzy nożnych. Są tańsi w utrzymaniu a ich kibice nie rozpierdalają mi miasta po tym, jak ich idole wejdą zimą na K2.

[1] Giambiasi twierdzi, że próbuje zorganizować śmigłowiec, który poleci po Mackiewicza. Szuka czegoś, co wleci powyżej 7000 metrów.
[2] Mają następujące maszyny: Aerospatiale, Mi-17 i Bell, te pierwsze latają maksymalnie na pięciu tysiącach metrów, Mi-17 i Bell na sześciu. Ergo – armia pakistańska nie ma na stanie maszyn, które byłyby w stanie podjąć ludzi powyżej sześciu kilometrów. Mackiewicz i Revol utknęli na wysokości 7300 m.

Piekara wyklęty prawem wilka

Gewałt okrutny, bo Piekara ma zapłacić PÓŁ MILJONA ZŁOTYCH. PÓŁ MILJONA! DOSTAJESZ AWANS SKURWYSYNU! JEBANY AWANS!

Piekara wyklęty prawem wilka
Tu obrazek, z którego pochodzi powyższy tekst. Wolę dmuchać na płatki śniegu (rys. Jakub Dębski aka Dem, http://demland.info/)

Nie pierwszy raz Jacku niepokornemu wyrwał się z krtani chujowy tekst. Wcześniej nawywijał z nagrodą Zajdla i nałgał na temat Witka Siekierzyńskiego. Głową Borysa Budki chciał tłuc tak długo o mur, aż by się mózg wylał, ot, taki śmieszek.

Jacku postanowił podzielić się również swoimi światłymi myślami na temat Doroty Wellman. Nie spodobało mu się, że popiera protesty przeciwko zaostrzeniu ustawy aborcyjnej i wyrzygał taką oto laurkę.

Piekara wyklęty prawem wilka

Wellman chyba się trochę wkurwiła, a może postanowiła po prostu dać Jacku nauczkę, tego nie wiem. Dość powiedzieć, że odbył się proces i literat Piekara dostał PÓŁ MILJONA KARY ZA WOLNOŚĆ SŁOWA!!!

W ogóle cała akcja była hilaryjna. Nie odbierał zawiadomień z sądu, bo ten wysyłał je na adres jego zameldowania a Piekara się tłumaczył, że on tam nie mieszka i że ta pani przyszła w tym futrze. Tłumaczenie, że się gdzieś nie mieszka i dlatego się nie odbiera zawiadomień o procesie i rozprawach rozbawiło sąd i wszystkich ludzi mających mózgi, do łez. No bo jakby nieodbieranie korespondencji dawało immunitet, to mielibyśmy zajebisty burdel w tym archeo. Aha, o wysyłce na adres zameldowania mówi sąd, literat twierdzi, że taki chuj, on tam nigdy nie mieszkał a adres sąd wyssał z brudnego palucha. Nie przestawił jednak dowodów, że mieszka gdzie indziej a w innym pokrzywdzonym wywiadzie twierdzi, że jednak kiedyś tam mieszkał, ale już nie mieszka. Więc ja się jednak przychylę do wersji sądu.

Wyrok też skandal, PÓŁ MILJONA ZA WOLNOŚĆ SŁOWA!!! I co ciekawe, literat mógł go na luzie uniknąć, kasując feralny wpis i przepraszając za niego Dorotę Wellman. Ale pewnie stwierdził, że nikt mu nie będzie groził, nie usunął, nie przeprosił i teraz zabuli PÓŁ MILJONA ZA WOLNOŚĆ SŁOWA, SKURWYSYNU!!!

Tyle, że niekoniecznie.

Koszty wyglądają bowiem następująco:

– wpłata 25 tys. na cel charytatywny

– 6 tys. kosztów procesu

– przeprosiny w dwóch zasięgowych pismach, podobno w tym przypadku sąd w wyroku podał bardzo szczegółowe informacje dotyczące tytułów, formatów i częstotliwości ukazywania się przeprosin.

I to ostatnie Piekara wyliczył sobie na 427 tys. złotych.

Sąd okazał się być prawdziwym zwyrolem i powiedział „Piekaro, emituj całą trzecią stronę w piątkowej Wyborczej (289 500 zł) i trójkę w czwartkowym Fakcie (185 000 zł). Wtedy faktycznie, wychodzi pół miliona. Mam jednak wrażenie, że nawet jeżeli sąd podał format, to nie wnikał na której ma to być stronie i w jaki dzień. Ergo mówienie o PÓŁ MILJONIE ZA WOLNOŚĆ SŁOWA jest prawdopodobnie taką samą prawdą jak to, że Franz miał strzelać do papieża.

No bo popatrzmy. Według słów Piekary sąd wskazał tytuły, formaty i częstotliwość ukazywania się reklam. Według mnie częstotliwość oznacza w tym przypadku jedna w tym tytule, druga w tym. Jeżeli sąd wskazał faktycznie Fakt i GW, to zamiast płakać jak mała dziwka bez szkoły, Piekara powinien walnąć czarno-białe przeprosiny na stronach redakcyjnych w sobotę, co będzie go kosztować w GW 82 500.

W Fakcie może z kolei przycelować w wydanie wtorkowe, środowe albo sobotnie i za jedną stronę w drugiej połowie pisma zapłacić 90 000 zł.

Jeżeli sąd stwierdził, że Fakt jest mało poważnym i jeszcze mniej poważanym tytułem, i wskazał Rzepę, to Piekara ma jeszcze luksusowiej, bo tam odległa strona redakcyjna kosztuje 72 400 zł. A jak wyemituje reklamę w wydaniu sobotnio-niedzielnym to ma z cennika automatyczny rabat 20%. Czyli 57 920 zł.

Właśnie, rabat.

Po działach reklamy wszystkich firm krążą legendy o kliencie, który zapłacił za reklamę kwotę cennikową. Nikt go nigdy nie widział, ale poszukiwania tej mitycznej istoty trwają nieustannie. Niech mnie koleżanki i koledzy pracujący w sprzedaży poprawią, ale wydaje mi się, że klient z ulicy bez jakiegokolwiek skilla negocjacyjnego, może według mnie liczyć na jakieś 10% rabatu za to, że w ogóle chce się ogłaszać jak zwierzę w papierze.

Załóżmy, że literat Piekara ma takie umiejętności negocjacyjne jak potrafi w twittera i dostał z litości 10%. Co oznacza, że za emisje w GW i Rzepie (tutaj dali mu tylko 20% za weekend) zapłaci 132 170 zł.

Razem z kosztami procesu i charytatywką wyjdzie mu w sumie 163 170 zł. No ale PÓŁ MILJONA ZIKO ZA WOLNOŚĆ SŁOWA brzmi lepiej i bardziej sensacyjnie, nie?

Mógłbym tak sobie siedzieć i liczyć długo, ale bez szczegółowych danych nie ma to sensu. A jeżeli sąd nakazał konkretne tytuły, formaty, strony i dni tygodnia, to Piekarze zawsze zostaje negocjowanie rabatu ze sprzedażą zamiast krzyczenia na pół internetu o PÓŁ MILJONA ZIKO ZA WOLNOŚĆ SŁOWA.

I ja bym nawet się tak nie natrząsał z literata gdyby nie fakt, że ten człowiek był naczelnym w magazynach Click! Fantasy, Fantasma i Fantasy oraz dziennikarzył w Świecie Gier Komputerowych, Gamblerze i Click! I jako taki, powinien o rynku prasy wiedzieć cokolwiek.

A przede wszystkim powinien odbierać awiza.