Z kamerą wśród zwierząt 13

Dzień dobry po długiej przerwie. Powiem wam, że jedną z najgorszych rzeczy, jaką może człowiek sobie zrobić, jest autocenzura. Następnym razem bardzo poważnie się zastanowię, gdy ktoś będzie mi sugerował, że niby wicie-rozumicie, po co takie rzeczy pisać? Bo chyba za stary jestem na takie gówno.


Niejaki Karczewski Stanisław, najpierw przekonywał, że nie wiadomo, czy na pierwszym posiedzeniu Senatu uda się wybrać nowego marszałka. Nie zaprzeczał też, że rozmowy z senatorami opozycji na temat przejścia na stronę lepszej zmiany trwają i trwać będą. Gdy podczas głosowania odbył się lekki wpierdol i PiS marszałka stracił na rzecz Tomasza Grodzkiego, nasz złotousty, już były marszałek, stwierdził że on to w ogóle puszcza w niepamięć ostatnie cztery lata pałowania opozycji i, tutaj cytuję dosłownie, ma nadzieję na współpracę na rzecz rozwiązywania problemów Polek i Polaków. Senat nie może być areną walk partyjnych. Potrzebny jest dialog. Lekarzowi z lekarzem, chirurgowi z chirurgiem, będzie łatwiej o porozumienie. Damy radę.

W zasadzie jedyne co mi przychodzi do głowy, to cytat ze Szwejka, ten o nachalnych kurwach. I zuchwałych.


Lidia “Niezależna” Staroń bardzo starała się uzasadnić swoje wstrzymanie się od głosu w głosowaniu na marszałka. Ona co prawda nie miała nic przeciwko kandydaturze Grodzkiego, ale jest istotą wrażliwą, i jak sama się wyraziła, nie dla niej polityczne gry. I wstrzymała się, bo chce pozostać niezależna. Gdyż jej partią są ludzie.

No, a jej hasłem niech zgoda i współpraca będzie. Po co tacy ludzie się pchają do polityki, skoro nie dla nich gry? Może to było takie wystawienie się na licytację, i kto da więcej, ten weźmie panią senatorkę niezależną?


Macierewicz Antoni, marszałek senior, na posiedzeniu inaugurującym nową kadencję, mówił rzeczy. Oczywiście dokładnie takie, o jakie prosił Karczewski, czyli o współpracy i o tym, żeby Sejm nie był areną walk politycznych.

Mogliśmy więc usłyszeć stonowane wypowiedzi o odpowiedzialności za ostateczne uporanie się z ciemną spuścizną komunizmu, spadającej na posłanki i posłów. Było o tym, że bez względu na różnice, wszystkich nas MUSI łączyć miłość do ojczyzny i wola potępienia zbrodni przeciwko narodowi. Nie, że może czy coś takiego. JEST MUS, ROBAKI!.

Było też o tym, że zdecydowana większość Polaków chce jedności opartej na wartościach narodowych i chrześcijańskich. Wspomniał też o tym, że wszyscy doskonale wiemy, jakie decyzje budują niepodległość, a jakie prowadzą na manowce. Wiemy też, jaką cenę płacimy za porozumienia Okrągłego Stołu i jak wygląda kolejna faza postmarksistowskiego ataku oraz dokąd prowadzi ideologia gender. Nie mogło zabraknąć wtrętu o Smoleńsku, ale ostrożnie, bo przecież komisja do tej pory nic nie pokazała, i jak się w końcu ktoś każe z tej szopki rozliczyć, to będzie gruby przypał. Oczywiście nie mogło obyć się bez opowieści z mchu i paproci o zagrożeniach zewnętrznych.

Bardzo dobre przemówienie, które emanowało wolą konsensusu i porozumienia. Słuchałem i szlochałem ze wzruszenia, zwłaszcza przy kawałku o tym, że musimy zbudować silne państwo narodowe z jasną hierarchią wartości odróżniającą patriotyzm od zdrady, dobro od zła, cywilizację życia od cywilizacji śmierci.


Urzędujący prezydent Duda, który szykuje się do kampanii wyborczej, i przemawiając wcześniej, tak wyciągał rękę na zgodę, że bałem się, że mu wypadnie z barku, minę w trakcie przemowy seniora miał nietęgą.

On tu chce być poważnym kandydatem centrowym, może z lekkim odchyleniem konserwatywnym, mówi o Polsce w sercu, porozumieniu, wspólnym zdaniu i języku szacunku, a tu wchodzi Antoni, cały na biało, i rozpierdala mu w drebiezgi całą narrację. W zasadzie prezydencka mina mówiła “Andrzej, kogoś ty mianował seniorem, nie lepiej było faktycznie wybrać najstarszą posłankę, tę Śledzińską, czy tam Katarasińską, fakt, jest z Peło, ale może by tak przynajmniej nie majaczyła”.


JKM tak się zmęczył tymi przemówieniami, że się zdrzemnął. Znowu, bo już wcześniej drzemał w Parlamencie Europejskim, z którego brał pieniądze, rozpracowując go w ten sposób od wewnątrz. Na moje, pan Janusz powinien sobie sprawdzić cukier.


Z ławy sejmowej położonej obok, na śpiącego zerkał łakomie niejaki Tarczyński Dominik. Człowiek prosty, na dodatek porywczego charakteru, obiecał kiedyś, że pan Janusz dostanie od niego wpierdol przy pierwszej okazji. Wpierdolu nie było, więc może o coś innego chodziło Dominikowi, gdy pisał tweeta następującego:

„W imieniu tysięcy wyborców którzy oddali na mnie głos, wypłacę w Sejmie temu szaleńcowi sprawiedliwość zgodnie z kodeksem honorowym. Przy pierwszym spotkaniu”.

Macie jakieś pomysły? Co tam u Boziewicza stoi, bo mój egzemplarz aktualnie w drugim mieszkaniu?


Grejt sakses polskiego rządu, który zrobił wszystko, żebyśmy latali do USA bez wiz. Pierwszy Polak, który poleciał do USA bez wizy, zasłużył sobie na materiał w telewizorze publicznym, gdyż na zamorskiej ziemi Franklina i Washingtona, spotkało go ciepłe przyjęcie. Urzędnicy imigracyjni mu gratulowali, piątkę zbił z nim Marcin Gortat.

Chwilę potem okazało się, że podróżnik akurat przelatywał z tragarzami i zupełny przypadkiem jest to, że ów podróżnik, niejaki Bakalarski Marcin, jest pracownikiem TVP. Która to zresztą telewizja publiczna, jako dobra firma, kupiła mu bilet do tych Stanów. Naprawdę, w tym kraju z uniesień pozostało mi tylko lekkie uniesienie brwi, a ze wzruszeń, wzruszenie ramionami.


Na koniec dobra wiadomość. Akcyza na wódkę, browara i szlugi miała wzrosnąć o 3 proc. Zamiast tego od stycznia wzrośnie o 10 proc. Więc wydaje mi się, że to dobry pomysł, środki uzyskane z tego wzrostu od razu będzie można przesunąć na służby celne i policję. Bardzo dobry ruch, bo przecież to oczywiste, że żadnego przemytu artykułów pierwszej potrzeby w tym kraju nie ma, nie było, i nigdy nie będzie.


Aha, bym zapomniał. Episkopat jest, jak zwykle, rozczarowany wszystkim i wszystkimi.


Do zobaczenia następnym razem.