Z kamerą wśród zwierząt 8

Dzień dobry, postęp nie ustaje w wysiłkach uczynienia naszego życia nieznośniejszym. Ale przy okazji jest śmiesznie, więc nie ma tego złego, i tak dalej. Dzisiejsze wydanie sponsoruje literka „K” jak „Krzysztof” hehehe. K jak Konstytucja.


Prezydent Ad… przepraszam, prezydent Andrzej chce spytać Polaków o to, jak rozpieprzyć Konstytucję. Chodzi oczywiście o zmiany a nie rozpieprzenie. Za łatwo się przejęzyczam dzisiaj. Jest projekt tych pytań i polecam jego przeczytanie, bo to jest coś z gatunku political fiction. Pyta się więc prezydent Andrzej Polaków o to, czy są za obowiązkiem przeprowadzania referendum zatwierdzającego zmiany Konstytucji. Albo w sprawach o istotnym znaczeniu dla państwa i narodu. Jak w Szwajcarii, normalnie. A potem prezydent Andrzej pyta się Polaków o różne rzeczy, a pytania sformułowane są tak, że w zasadzie nie wiadomo na co się zgadzamy, bądź nie.

Oprócz jednego, które jest jasne jak słońce: czy jesteście Polacy za konstytucyjnym zagwarantowaniem szczególnego wsparcia dla rodziny, polegającego na wprowadzeniu zasady nienaruszalności praw nabytych (takich jak świadczenia „500+”)?

To bardzo dobre pytanie. Gospodarka może się walić, budżet nie dopinać a my będziemy płacić pięćset ziko, bikuz Konstytjuszyn. Mówiłem, Konstytucja dla nich to taka książeczka, z której niczym ze stołu szwedzkiego biorą to, co im akurat pasuje. A teraz na dodatek zasadzają się, żeby ją spaprać.

Ze swojej strony proponuję jeszcze jedno pytanie: czy jesteś za powszechnym zdrowiem, szczęściem, bogactwem i pomyślnością. Uważam, że to zajebiście ważny postulat, który należy koniecznie dopisać do konstytucji.


Teraz coś weselszego. Policja chciała podwyżek i dostała. Od 100 do 200 ziko. W tym czasie SOP-iści dostali po 1000 ziko brutto i ich pensja wynosi teraz nie mniej niż 6k brt. Tyle samo mają Strażacy Marszałkowscy, ale oni mają szanse na dodatki. Premier wydał rozporządzenie, na mocy którego będą mogli wyłapać ekstra 440 zł brt za tak wymagające tematy jak wykonywanie zadań reprezentacyjnych, sprawowanie opieki nad psem służbowym czy służbę w konwoju.

Wkurwiła się policja okrutnie. I zamiast łoić mandaty, daje pouczenia. Rozumiecie, nie chcą nabijać kasy PiS-owi, w związku z czym kierowcom łamiącym przepisy wypisują o 90 proc. mandatów mniej. I pouczają. Na mieście od jakiegoś czasu słyszy się, że policja przestała karać. I ja to widzę za każdym razem, jak wsiadam za kierownicę albo na rower. Więc z jednej strony cieszę się, że policjanci wykazali się betonowym kręgosłupem moralnym i powiedzieli „chuj, koniec z ochranianiem miesięcznic”…

Hahaha, dobre, dobre. Powiedzieli „chuj, dopokąd nie dostaniemy podwyżek, będziemy niezłomni i nie damy mandatu tylko pouczenie”. Jestem bardzo zadowolony, że jak już wyaresztowali albo przeczołgali wszystkich ludzi z białymi różami, przyszedł czas na bardziej zdecydowane działania. Wszystkie Janusze kierownicy zacierają ręce, bo parkować można już wszędzie.


Towarzysz Ziemiec odbył poważną rozmowę ze studentami UW. I on im tam powiedział rzecz następującą:

Mówienie, że media publiczne były kiedykolwiek dziewicą, to jest mijanie się z prawdą. Nigdy nie były dziewicą. Mogłyby być tylko w mniejszym lub większym stopniu… nie powiem czym, ugryzę się teraz w język.

Co oznacza, że towarzysz Ziemiec jest wrażliwym człowiekiem, którego bez powodu poniewierają. Studenci mogli się też dowiedzieć, że wszyscy dziennikarze to prostytutki. Oprócz bogatych, którzy kurwić się nie muszą, bo ich stać.

„Nie ma niezależnych dziennikarzy, to są bajki, które możecie sobie włożyć do szuflady. Nie ma, nie było i nie będzie niezależnych dziennikarzy. Mogą być wyjątki na takiej zasadzie, że ktoś ma bardzo bogatych rodziców, którzy go sponsorują we wszystkim. I nie musi go interesować zysk, pieniądze ani to, że musi zapłacić za czynsz, za dzieci w szkole, za chorobę rodzica.”

A gdy ze strony niesfornych studentów padły zarzuty wobec topornej propagandy TVP, towarzysz Ziemiec raczył był się żachnąć i powiedział tak:

„Jeśli to ma być dyskusja, w której ma być oceniania telewizja publiczna, to ja państwa pożegnam, bo ja nie czuję się odpowiedzialny. Ja nie jestem ani prezesem, ani dyrektorem, ani nawet szefem redakcji, więc nie chcę być chłopcem do bicia. Jestem tylko pracownikiem winnicy pańskiej i byłem nim zawsze.”

Więc ja z tego miejsca towarzyszowi Ziemcowi polecam wiersz Jacka Kaczmarskiego „Marsz intelektualistów”, który zaczyna się tak:

Jestem postacią na wskroś tragiczną
Najtrudniejszegom dokonał wyboru:
Między obozem dla nieprawomyślnych
A honorami i łaską dworu.

Jacek wiersz swój zadedykował wszystkim tym, którzy swoją inteligencją i wykształceniem zdecydowali się służyć reżimowi wojskowemu w Polsce. Podmieńcie sobie „reżim wojskowy” na bardziej adekwatne określenie. Reszta się zgadza.

Napoleon nazwał kiedyś Talleyranda „łajnem w jedwabnych pończochach”. Podmieńcie sobie co chcecie na co chcecie, jesteście inteligentni.


Śmigłowców dla armii jak nie było, tak nie ma. Kolejny przetarg unieważniony z powodu przyczyn, ale MON nie ustaje w wysiłkach. Uszanowanko.


Na Podkarpaciu, włościanie walnęli sobie marmurowe tablice z Dekalogiem. I przytwierdzili je na budynkach pięciu szkół w gminie Tuszów Narodowy. Wójt z PiS-u, Głaz Andrzej objaśnia niewiernym Tomaszom, że to jest jego błyskawiczna, niezłomna i zdecydowana reakcja na to, jak traktuje się katolików zagranico, a najbardziej na zachodzie, gdzie jak wiadomo, bez zmian.

I ja z tego miejsca bardzo się cieszę, że w Polsce jest tak wyraźny rozdział kościoła od państwa.


Zakaz handlu w niedzielę najbardziej cieszy związkowców i księży, reszta bezpośrednio zainteresowanych jest wkurwiona. Dlaczegóż to, zapytacie? Ustawa jest chujowa (czytałem) a pracodawcy kreatywni. No i w soboty poprzedzające wolne niedziele liczba godzin pracujących w sklepach wzrosła o 30 proc. Przybyło osób wykładających towar, liczba kasjerów prawie nie drgnęła. W wyniku czego, co było skutkiem, ludzie jebią dwunastogodzinne (słownie: 12 godzinne) zmiany.

Związkowcy się ocknęli i stwierdzili, że trzeba wprowadzić kolejne ograniczenia. Warto też byłoby według nich objąć nimi handel internetowy. Ograniczenia miałyby polegać na wydłużeniu czasu trwania ograniczeń. W tej chwili zakaz obejmuje okres od północy sob/ndz do północy ndz/pon. Co oznacza, że w soboty ludzie pracują praktycznie całą dobę na zmianach. Więc związkowcy sobie wymyślili, żeby ograniczenie zaczynało się w sobotę o 22 a kończyło w poniedziałek o 5 rano. Czekam na kontrę pracodawców.


Pamiętacie interpelację na temat małych flecików i chujowego doboru repertuaru w przedszkolach? Interpelację złożył radny Pękala Marek, któremu nie siadł hymn UE. W ostatni poniedziałek na interpelację odpowiedział burmistrz Żoliborza, który w eleganckich słowach posłał radnego Pękalę Marka na chuj, wyjaśniając mu, że Oda jest nie tylko odpowiednia, ale wręcz rekomendowana przez MEN. Co więcej, dzieci same ją sobie wybrały, a ich rodzice nie mają nic naprzeciw. Co jeszcze więcej, ci sami rodzice negatywnie ustosunkowali się do prośby radnego o zaprzestanie gry Ody.

Zwraca uwagę elegancka forma wypowiedzi burmistrza. Zwłaszcza w sytuacji, gdy normalna odpowiedź brzmiałaby „a weź spierdalaj”. Bardzo to szanuję.


Mąż posłanki Arciszewskiej-Mielewczyk umarł. Przejęła po nim interesy w Polsce i na Cyprze, gdzie przeniósł część majątku. Spółki były zadłużone, w sumie na 20 baniek. Sąd myślał i wymyślił. Posłanka przejęła majątek z dobrodziejstwem inwentarza. Odpowiada zatem za zobowiązania, ale w kwocie nie wyższej od przejętego majątku. I z 20 baniek zrobiło się 313,5 tys. złotych, bo na tyle wyceniono majątek. Samych zobowiązań w stosunku do US, Izby Celnej, ZUS-u i prywatnych firm było na 9 baniek bez odsetek. 5,3 miliona długu było w SKOK-u, ale już go nie ma na liście wierzycieli. Czyli albo ktoś przejął to zadłużenie, albo SKOK łyknął nieruchomość będącą zabezpieczeniem kredytu.

Znacie kolejność zaspokajania się wierzycieli? Najpierw przyjdą urzędy, czyli skarbówki, izby celne i zusy. Dla przedsiębiorców, którzy robili biznesy z małżonkiem, nie zostanie nic. Co prawda prywaciarze musieli zapłacić wszystkie podatki od wystawionych faktur, no ale tak to już jest, że państwo jest bezsilne w stosunku do mocnych zawodników, którzy, o jaki pech, nie mają żadnego majątku i nie będą spłacać 20 baniek tylko jakieś ogryzki, ale za to bezwzględnie skuteczne i bezlitosne wobec tych, którzy nie wpadli na pomysł, żeby majątek wyprowadzić na spacer na Cypr.

Powiem wam, że sam chętnie bym się uwolnił od kredytu mieszkaniowego. Jakieś pomysły? Do kogo się zgłosić, gdzie zapisać, z kim wódkę wypić? Może jakoś trzeba przenieść mieszkanie z Pragi na Cypr?

I jedno mnie zastanawia. Czy kredyty, które pobrali politycy PiS-u w SKOK-ach są w ogóle spłacane?


Zły Bul Bronisław w latach 2010-2015 rozdał nagród na oszałamiającą kwotę 840 tys. ziko. Kto to widział taki skandal, 170 tys. rocznie średnio, rozpusta, ośmiorniczki i straszenie PiS-em. Tymczasem kancelaria prezydenta Andrzeja wypłaciła w 2017 roku nędzne 2 miliony nagród a w 2016 roku – 1,5 bańki. Z ubiegłorocznych dwóch baniek, 1,7 mln poszło do szeregowych urzędników. A pozostałe 300 tysięcy przytulili prezydenccy ministrowie. W sumie 9 osób. Rekordzista szarpnął 41 407,75 złotych polskich. Nagrody przez prezydenckich ministrów nie zostaną zwrócone. Pewnie dlatego, że się w Caritasie burdel zrobił przy zwrotach nagród rządowych, a Owsiakowi przecież nie dadzą.

Zresztą te nagrody na pewno im się należały, wystarczy nie kraść A ZA PEŁO BYŁO GORZEJ I JEDLI OŚMIORNICZKI.


O tym, ile płaci się prezesom spółek państwowych pisałem kiedyś. Teraz chciałbym tylko wspomnieć o radnym PiS w sejmiku dolnośląskim. Skóra Krzysztof jest moim idolem – w 2017 roku dostał od KGHM 700 tys. złotych, pomimo tego, że nie przepracował tam ani minuty. Znaczy pracował w 2016 roku jako prezes, ale utracił stanowisko, więc dano mu odprawę i zakaz pracy u konkurencji. Dlatego w 2017 przytulił siedem stówek, nie robiąc absolutnie nic.

I żeby nie było, ja wiem, że przyjęte w biznesie są zarówno odprawy, jak i zakazy pracy u konkurencji, za co poprzedni pracodawca płaci. Sam się załapałem i na jedno, i na drugie. Mierzi mnie natomiast skala dymania państwa. 700 tysi jest po prostu niemoralną kwotą za leżeniem z pasem na jajcach i opinaczach na trzecią dziurkę.


Lubelska radna Jaśkowska Anna, była profesor Politechniki Lubelskiej, obecnie na emeryturze, wchodzi w skład komisji rady miasta ds. rodziny. I pani profesor Anna raczyła była zapytać na posiedzeniu budżetowym o dyrektorów szkół i nauczycieli. Co prawda nie wiadomo kogo pytała, ale interesowało ją, czy osoby homoseksualne zatrudniane są w lubelskich szkołach i czy sprawują w nich funkcje dyrektorskie.

Pomijam fakt, że o takie rzeczy można kumpli pytać przy browarze a nie na posiedzeniu komisji. Pomijam fakt, że takie pytanie w tym kontekście jest bezprawne. Ciekawi mnie po co pani profesor emerytowanej Annie potrzebna jest taka wiedza. Listy proskrypcyjne robi?

Z drugiej strony może ta pani ma ograniczone rozumienie świata otaczającego, w końcu kiedyś podczas debaty o ulicy Mazowieckiego, nazwała byłego premiera stalinowcem, komunistą, kolaborantem i agentem NKWD. Lublin to jest stan umysłu.


Z ostatniej chwili – ziomki z PiS-u nie chcą wkurwiać Warszawiaków przed wyborami. Dlatego ostatni komunikat jest taki, że lotnisko Okęcie po otwarciu lotniska Baranów nie będzie „wygaszone”. Natomiast po wyborach na prezydenta Warszawy, niezależnie od ich wyniku, dowiemy się, że jednak będzie „wygaszone”. Na razie „wygaszone” nie jest.


Rada Artystyczna festiwalu w Opolu zakwalifikowała do koncertu Debiuty piosenkę „Siła kobiet” zespołu Girls of Fire. I jakby kto wsadził petardę w końskie gówno, jebnęło łajno na wszystkie strony. Głos dała nawet posłanka Sobecka, która wyraziła protest, gdyż wspomniany kawałek był „nieoficjalnym hymnem demonstracji, skupiających zwolenników zabijania dzieci nienarodzonych”.

W wyniku paterotyczno-światopoglądowego wzmożenia członków PiS-u, polski telewizor wyjebał z pracy ziomka, który dał ciała. Poniżej oświadczenie wyprodukowane przez centrum prasowe TVP.

„Od swoich pracowników wszakże Telewizja Polska oczekuje wyjątkowej wyobraźni, wrażliwości i wnikliwości, tak aby nie wzbudzać niepotrzebnych kontrowersji i nie dawać nikomu asumptu do kreowania negatywnych emocji. Dlatego TVP rozwiązała umowę z pracownikiem, który delegowany do Rady Artystycznej Festiwalu nie dołożył należytej staranności, by zapobiec zaistniałej sytuacji”.

I cześć, i chuj. Tak kończą nieuważne i mało czujne Wallenrody.

Do zobaczenia za tydzień.