Cujo – Stephen King – audiobook

Pewnych rzeczy nie należy robić, chociaż i tak nie dam się przekonać żeby nie, zrobię, a dopiero potem będę płakał, że ale jak to. I widzę u siebie pewną konsekwencję w robieniu tych rzeczy, których nie powinienem był robić. Jeszcze ze trzy razy napiszę „robić” i będzie satiacja, więc może przejdźmy do audiobooka.

Nie chodzi mi o trzydniowe imprezy, których większości nie pamiętam, nieuważne kontakty z obcymi kobietami, chujowy kebab o czwartej nad ranem, czy spanie w nocnym, a o powroty do książek, które były dobre gdy miało się piętnaście lat albo piętnaście lat mniej, a teraz to już niekoniecznie.

Domyślałem się, że z Cujo tak właśnie może być, bo przeczytałem go na studiach, spodobał mi się, ale od tamtej pory widziałem mnóstwo lepszej literatury. Ale nie, oczywiście musiałem się przekonać na własnej skórze, czy aby historia stukilogramowego bernardyna, który niby zaraził się wścieklizną, a może tak naprawdę kingowskim Złem, będzie po latach dobra czy daremna, chociaż oczywiście coś podejrzewałem.

Audiobook Cujo, fot. Audioteka.pl
fot. Audioteka.pl

Na swoje usprawiedliwienie mam wyłącznie to, że chodzi o audiobooka czytanego przez Krzysztofa Gosztyłę, po książkę teraz bym nie sięgnął.

Cujo po kilkunastu latach broni się świetną interpretacją pana Krzysztofa, jako książka niestety po większości leży. Tak jak po latach nie czyta się Planety Śmierci, cyklu o Stalowym Szczurze, Agenta Dołu (jedna z moich ukochanych książek w późnej podstawówce/ogólniaku) czy Władcy Pierścieni, tak nie sięga się również do niektórych książek swoich ulubionych pisarzy. Raz i wystarczy.

Jak wspomniałem, Cujo wyszedł z tarczą w zakresie kreacji postaci (standard u Kinga), soczystych opisów makabry, oraz na poziomie myśli psa trawionego chorobą, a jedyny plus ponownej lektury (no dobra, odsłuchu) jest taki, że jak to czytałem w 1994, to ni cholery nie wiedziałem kto to jest George Carlin, i dlaczego akurat on pastwi się nad chrupkami. Teraz wszystkie odwołania popkulturowe ogarnąłem bez problemu. Fabularnie nie smakowało, dzieło męczyłem dwa tygodnie i finalnie dostałem niestrawności.

Co do lektora, no to wiadomo. Być może jest jakaś książka, którą pan Gosztyła przeczytał na odpierdol, ale na razie na takową nie trafiłem. Natomiast znowu udało mu się tak, że musiałem na chwilę zatrzymać odsłuch. Enm, tql Phwb mnovwn fmrelsn Onaareznan, v qehtv, tql Qbaan głhpmr orwfobyrz znegjrtb whż cfn[1] Pierwsza scena dosłownie rozdziera serce, druga wyzwala pierwotne, animalne instynkty. Ale takie, że ma człowiek ochotę coś rozwalić, albo za kimś pojechać.

Audiobook Cujo, fot. Sunn Classic Pictures, TAFT Entertainment Pictures
Kto jest dobrym pieskiem? fot. Sunn Classic Pictures, TAFT Entertainment Pictures

Kolejna świetnie zinterpretowana książka, która sama w sobie niezbyt dobrze zniosła upływ czasu.

I w zasadzie zgadzam się z jednym z komentatorów audioteki: najwyższa pora uznać głos pana Gosztyły za dobro narodowe. Chcę być taki jak on gdy dorosnę.

fabuła – duży pies zabija ludzi, dobre wyłącznie za pierwszym razem, 30
realizacja – 90, bo nie ma ewidentnych wpadek
lektor – 100, klasa mistrzowska, wiadomo
cena – 80, nie odstaje w żadną stronę od średniej ceny na audiotece
uczucia towarzyszące – howlin’ at the moon

Cujo, Stephen King
Czas 15:24
Czyta Krzysztof Gosztyła

[1] Ten sprytny manewr nazywa się rotowaniem. Odszyfrować tekst można chociażby tutaj.